czwartek, 3 maja 2018

Pieniądze nie dają szczęścia, a Poirot nie daje spokoju przestępcom

Każdy miłośnik wielotomowych cykli powieściowych z jednym głównym bohaterem zna to uczucie, gdy zbyt długo nie spotyka swojej ulubionej postaci na kartkach kolejnych lektur: coraz wyraźniej zaczyna mu czegoś brakować, zwłaszcza podczas czytania utworów tego samego gatunku, coraz częściej wyraża w myśli opinie w rodzaju: „A Iks by w tym miejscu powiedział(-a)...”, „o, nie, Iks by się nie dał(-a) tak nabrać...”; w takim momencie jakże uprzywilejowany może czuć się ten, kto jeszcze ma przed sobą kilka czy kilkanaście spotkań z owym Iksem! Wystarczy, że wyciągnie z półki albo otworzy na czytniku kolejny tytuł, i oto jest, tak dobrze znany, z całym swoim arsenałem charakterystycznych powiedzonek i zachowań! 

Oto jest... a właściwie jeszcze go nie ma, pojawi się dopiero za jakiś czas, bo w tej chwili nic nie zapowiada zagadki kryminalnej, którą musiałby rozwiązać. Na razie jedna po drugiej wkraczają na scenę postacie, jakie moglibyśmy spotkać w angielskiej powieści obyczajowej lub satyrycznej z lat 30. XX wieku. 

Linnet Ridgeway, śliczna dwudziestolatka, która dzięki odziedziczonej po amerykańskich przodkach fortunie stała się nieprawdopodobnie zamożna i właśnie przekształca podług własnej fantazji posiadłość odkupioną od zbankrutowanego ziemianina, wierząc, iż wszyscy podzielają jej przeświadczenie, że „jest (...) w życiu szczęśliwa, zawsze dobra i hojna dla ludzi”[1]. 
Jej nowa przyjaciółka, Joanna Southwood, cyniczna młoda dama, nieukrywająca, że interesują ją tylko ludzie bogaci i tylko dopóki pozostają bogaci: 

„Ilekroć moich przyjaciół zaczyna prześladować pech, natychmiast z nimi zrywam. Może to okrutne, ale oszczędza masę kłopotów na przyszłość. Tacy zawsze chcą pożyczać pieniądze albo biorą się do projektowania mody i trzeba pod przymusem kupować od nich koszmarne kreacje. (...) Cenię tylko ludzi, którym się powodzi. Przekonasz się, że wszyscy postępują tak samo, ale niewielu ma odwagę przyznać się do tego otwarcie. Mówią tylko, że im trudno wytrzymać z Mary, Emilią czy Pamelą, bo taka się biedactwo zrobiła cierpka od trosk i dziwaczna”[2]. 
Jej stara przyjaciółka, pół-Francuzka, pół-Amerykanka Jacqueline de Bellefort, impulsywna, emocjonalna, bez pamięci zakochana w młodzieńcu „z ziemiańskiej rodziny (...) lecz bardzo zubożałej”[3]. 
Ukochany Jackie, Simon Doyle, o którym na razie nie da się powiedzieć więcej niż to, że jest miły, przystojny i „pozwala się kochać, jak mówią Francuzi”[4]. 
Pani Allerton oraz jej syn Tim, dalecy krewni Joanny, demonstrujący tę szczególną więź między matką i ukochanym jedynakiem, wymagającym szczególnej troski, bo kiedyś omal nie zapadł na gruźlicę; jemu jest dobrze pod jej opiekuńczymi skrzydłami, ona nie zna zajęcia ważniejszego niż otulanie go tymi skrzydłami i chronienie od zgubnych wpływów otoczenia. A jednak czegoś o nim nie wie... 
Zamożna, zdziwaczała panna Maria Van Schuyler, która czyni gest łaski wobec swej ubogiej krewniaczki, fundując jej córce zagraniczną podróż w charakterze damy do towarzystwa. 
Kornelia Robson, prostoduszna dziewczyna, nie bardzo umiejąca się znaleźć w środowisku, w jakim będzie musiała przebywać za sprawą kuzynki Marii. 
Andrew Pennington, prawnik czuwający nad interesami Linnet w Ameryce, i Jim Fanthorp, przedstawiciel kancelarii prawniczej pełniącej to samo zadanie w Anglii. 
Ekscentryczna autorka literatury erotycznej, Salome Otterbourne, oraz jej ponura, apatyczna i opryskliwa córka Rozalia. 



No i wreszcie on, Hercules Poirot, jak zwykle pedantyczny, elegancki i szarmancki, jak zwykle wnikliwie obserwujący otoczenie. Wraz z prawie wszystkimi wymienionymi postaciami i jeszcze paroma innymi znajdzie się w hotelu Katarakta w Asuanie, by stamtąd wyruszyć na rejs po Nilu. Zanim tam trafi, pokaże się przez moment na obiedzie we francuskiej restauracji w Londynie, gdzie rzuci mu się w oczy pewna zakochana para. Podczas swoich egipskich wakacji znów spotka tych dwoje... tyle że w zupełnie nieoczekiwanej konfiguracji: młodzieniec zjawi się u boku „bogatej, pięknej, znanej w sferach towarzyskich młodej mężatki, która odbywa podróż poślubną”[5], dziewczyna zaś pozostanie na uboczu „bledsza, chudsza, wyraźnie przygnębiona i smutna”[6], pełna jakiejś niezwykłej zawziętości. Co się między nimi wydarzyło, dowie się detektyw, gdy zostanie poproszony o interwencję. A wtedy parę słów prawdy usłyszą od niego i Linnet, i Jackie. Ale to nie zapobiegnie zbrodni, która zostanie popełniona na pokładzie statku... Ani tej pierwszej, ani następnej... 


Intrygę obmyśliła Królowa Kryminału pierwszorzędnie. Nigdy w życiu nie odgadłabym sama, kto winien; niestety... odgadywać nie musiałam, bo nieroztropnie jakiś czas temu obejrzałam ekranizację i zapamiętałam ją dostatecznie dobrze, żeby teraz nie było dla mnie tajemnicą, kto uknuł zbrodniczy plan i wprowadził go w życie. Czy w takim razie ma sens czytanie powieści kryminalnej, której esencją jest przecież trzymanie czytelnika w stanie niepewności i prowadzenie go przez meandry śledztwa, by był w stanie sprawdzić, czy na równi z głównym bohaterem potrafi rozszyfrować zagadkę? Ba... jeśli chodzi nam tylko o zagadkę, możemy sobie lekturę darować, ale jeśli naszą motywacją do czytania jest także delektowanie się sposobem, w jaki autor(-ka) opisuje środowisko – które, jeśli zagadka ma być wiarygodna, musi być równie wiarygodnie przedstawione (w tej powieści oprócz postaci dziewczyny wierzącej, że uroda, wdzięk i pieniądze rzucą jej cały świat do stóp, oprócz dramatu rozgrywającego się między dwiema kobietami i mężczyzną, przez którego ich przyjaźń się skończyła, zobaczymy np. wymowny portret dorosłego dziecka alkoholika czy z lekka sparodiowaną sylwetkę komunizującego młodzieńca z zamożnego domu) – i jak ukazuje bodźce pchające ludzi do popełnienia zbrodni, znajomość rozwiązania nie odbierze nam przyjemności. A w przypadku kryminałów Christie tło jest równie ważne, jak intryga. I jak niezastąpiony Hercules Poirot, który samą swoją obecnością sprawia czytelnikom nieziemską frajdę. 

--- 
[1] Agatha Christie, „Śmierć na Nilu”, przeł. Natalia Billi, wyd. Prószyński i S-ka, 2001, s. 45. 
[2] Tamże, s. 8. 
[3] Tamże, s. 11. 
[4] Tamże, s. 17. 
[5] Tamże, s. 31. 
[6] Tamże, s. 33. 

Recenzję napisała Dot59, opinia pochodzi z portalu BiblioNETka.