wtorek, 6 lutego 2018

Kto dybie na życie panny Buckley?


„– Mademoiselle, niech się pani łaskawie przygotuje na wielki szok. Co by pani powiedziała, gdyby się okazało, że ktoś czyha na pani życie? Nick wybuchnęła serdecznym śmiechem. Myśl ta rzeczywiście bawiła ją ogromnie. – Co za wspaniały pomysł!”[1]. 
Herkules Poirot i jego towarzysz (a zarazem kronikarz niniejszej historii) kapitan Hastings spędzają tygodniowy urlop w urokliwej miejscowości St. Loo. Przypadkowo poznają Magdalę „Nick” Buckley, energiczną, pełną uroku dziewczynę, właścicielkę rodzinnej posiadłości „Samotny Dom”. Słynny detektyw wydaje się nią oczarowany. Okazuje się, że w ciągu ostatnich trzech dni Nick cudem uniknęła śmierci. Ona sama bagatelizuje te zdarzenia, inaczej niż Poirot – tym bardziej że bezczelny morderca uderzył po raz czwarty właśnie podczas tego pierwszego spotkania. Detektyw postanawia ochronić nową znajomą. Niebawem ma miejsce kolejny zamach – tyle że zamiast Nick przypadkowo ginie inna panna Buckley. 

„Samotny dom” to naprawdę udany kryminał. Nie zawodzi pod względem intrygi, która – jak zwykle u Christie – wydaje się skomplikowana, praktycznie nie do odgadnięcia, ale wystarczy przestawić jeden element, aby wszystko nabrało sensu. Oczywiście, ten ruch należy do detektywa. To on rekonstruuje przebieg zbrodni – i zaskakuje czytelników w ostatnich rozdziałach. Poirot trafia na bardzo przebiegłego przeciwnika – ale oczywiście zwycięża. 

Większość postaci jest tu w gruncie rzeczy mało ciekawa, niezbyt złożona, zaś Hastings jako narrator bardzo wiele streszcza – a szkoda. Te swoiste mankamenty rekompensuje błyskotliwy humor widoczny zwłaszcza w przekomarzaniach znakomitego detektywa i jego niezbyt rozgarniętego, nieco flegmatycznego przyjaciela. Tak jest na przykład tutaj: 

„– Wiesz, Hastings, twoja obecność działa na mnie w przedziwny sposób. Ty zawsze kierujesz swoje podejrzenia na tak oczywiście fałszywy trop, że wprost kusi mnie, żeby iść w przeciwnym kierunku. Należysz do tych absolutnie uczciwych, łatwowiernych i porządnych ludzi, których każdy łajdak potrafi nabrać. Należysz do tych, którzy kupują akcje nie istniejących kopalni złota czy złóż nafty. Z takich jak ty, oszuści całego świata żyją i zarabiają na swój codzienny chleb. (…) – Poirot! – krzyknąłem zdenerwowany. – Gadasz straszliwe głupstwa! Człowiek taki jak ja, który obijał się przez lata po całym świecie!... – Nigdy niczego się nie uczy – dodał Poirot ze smutkiem. – To rzecz zadziwiająca... Ale cóż... tak już jest”[2]. 
Christie potrafiła także śmiać się z Anglików – w usta Poirota wkładała ciekawe spostrzeżenia. Przeczytajcie tę rozmowę Poirota i Hastingsa podczas pokazu fajerwerków: 

„Deszcz zielonych gwiazd rozprysł się po niebie. Zmieniły się w czerwone, potem w srebrne. I jeszcze jeden, i jeszcze jeden. – Wszyscy najpierw krzyczą »Oo«, a potem »Aa« – odezwał się obok mnie Poirot. – Po pewnym czasie staje się to monotonne. Brrr! Trawa jest mokra i zaczynam odczuwać reumatyzm w nogach. Zapłacę za ten wieczór. Na pewno się przeziębię. I mowy nie ma, żeby w tym kraju napić się przyzwoitej tisane [chodzi o napar z ziół]. – Przeziębić się? W taką piękną noc? Dajże spokój! – Piękna noc! Piękna noc! Mówisz tak, bo nie leje jak z cebra. U was jak tylko nie leje, to już jest wspaniała pogoda”[3]. 
A na koniec ciekawostka – Królowa Kryminałów nie ustrzegła się pewnego błędu rzeczowego. W rozdziale czwartym Poirot i Hastings rozmawiają z uznaniem o Belli, żonie tego drugiego. Tyle że Bella była szwagierką Hastingsa, a jego żona to Dulcie. Obie wystąpiły w „Morderstwie na polu golfowym”. 

Mimo pewnych mankamentów „Samotny dom” jest jednym z najciekawszych kryminałów Agathy Christie. Warto po niego sięgnąć. 

--- 
[1] Agatha Christie, „Samotny dom”, przeł. Mira Michałowska, wyd. Prószyński i S-ka, [brak roku wydania], s. 24. 
[2] Tamże, s. 42-43. 
[3] Tamże, s. 68. 

Autorem recenzji jest Misiak297, a opinia pochodzi z BiblioNETki.