środa, 17 stycznia 2018

Agata Christie „Po pogrzebie"

Królowa Kryminału jest niezawodna. Gdy ma się ochotę na znalezienie się w innym, nieistniejącym już świecie, kilkadziesiąt lat temu, wśród wytwornych bohaterów, którzy z godziny na godzinę odsłaniają wszystkie swoje najskrzętniej skrywane tajemnice, można „w ciemno” po Agatę sięgać. I zapomina się przy tym o całym świecie.
     Po każdej jej książce zawsze zostaje mi w głowie jakaś myśl, lub kilka myśli, o ludziach , o życiu. Z reguły poza prawdą psychologiczną, jest ona też może nie tylko kluczem czy jakby mottem, lecz nawet nauką, czy chociażby czymś do przemyślenia. W tym tomie szczególnie utkwiło mi zdanie wypowiedziane oczywiście przez jednego z bohaterów, George`a. Przypominał on, że jest prawnikiem i że w związku z tym „często spotyka się z dziwną, nielogiczną stroną psychiki.” Powiedziane było to w kontekście tego, że pewne osoby mogą być uważane za przynoszące pecha, ale można to zdanie oczywiście rozumieć szerzej. W tym tomie właśnie wiadomym jest, że zbójca nie mógł mieć całkowicie logicznego motywu zbrodni, że do głosu musiała dojść właśnie ta irracjonalna część psychiki ludzkiej.

    Inne, ciekawe zdanie, wypowiada sam Poirot. Stwierdza on, że w każdej konwersacji tkwi niebezpieczeństwo. Mówi: „Głęboko wierzę, iż jeśli uda się kogoś skłonić do dłuższej pogawędki na jakikolwiek temat, wcześniej czy później ta osoba sama się zdradzi”. Pod pojęciem „zdradzenia się” należy rozumieć nie tylko przyznanie się do morderstwa, ale  naprowadzenie rozmówcy na trop swoich prawdziwych poglądów, systemu wartości, swoich sekretów i innych elementów, stanowiących klucz do prawdziwej osobowości. Może to nastąpić oczywiście tylko wtedy, gdy druga osoba umie słuchać, logicznie rozumować i wyciągać wnioski. To samo twierdzi w swoich książkach inny mój ulubiony pisarz, niekwestionowany znawca psychologii, Javier Marias, przedstawiciel innego już pokolenia, z zupełnie innym doświadczeniem życiowym

     Sytuacja wygląda w ten sposób, że po śmierci nestora rodziny, Richarda  Abernethie, rodzina przyjechała na pogrzeb. Testament był prosty, wszyscy spadkobiercy, sześć osób,  dziedziczyli po równo. Siostra zmarłego, Cora, dawno niewidziana przez pozostałą rodzinę, rzuciła uwagę, że zmarły został zamordowany. Rodzinę wprawiło to w konsternację. Wkrótce potem zamordowana została Cora.  Oczywiste wydaje się, iż oba te morderstwa muszą mieć ze sobą związek.
     Autorka nakreśliła barwnie sylwetki sześciorga spadkobierców. Teoretycznie mógł to być każdy. Sprytny hipochondryk – Timothy, który swoimi wymyślonymi chorobami szantażuje otoczenie i uparcie stara się osiągnąć, co tylko chce.  Podobnie jego żona, Maude, traktująca go jako jakiegoś bożka. Niebezpieczna wydaje się też Susan, siostrzenica, szalenie pewna siebie, która gdy się uprze, to „nie może się jej nie udać”. Jej mąż, Greg,  z kolei robi wrażenie nijakiego, bez własnego zdania.  Druga siostrzenica, Rosamund i jej małżonek, Michael, to ludzie sztuki, pozornie myślami błądzący w obłokach. Siostra zmarłego Helen niewątpliwie skrywa jakiś sekret. Spadek jest spory, wydaje się, że otrzymana część jest w stanie zadowolić każdego.  Zabójstwa tym bardziej wiec wydają się nielogiczne.
    Intryga opowiedziana jest  bardzo zgrabnie i szalenie wciągająco. Oglądałam wcześniej film, wiedziałam, co się stanie i kto zabił, a mimo to książkę niemal pochłaniałam, iż bliżej końca, tym bardziej była intrygująca. Zaskoczenie jest zaskakujące. Myślę, że gdy ktoś będzie czytał powieść po raz pierwszy, będzie miał małe szanse, aby zgadnąć, kto zabił. No i w tle jest oczywiście stara, wiktoriańska posiadłość, dodatkowy element klimatu książek Agaty.