środa, 22 marca 2017

Niełatwo się dzielić uczuciami - "Córeczka", Agatha Christie


Agatha Christie z córką Rosalind
Gdyby mi dano do przeczytania „Córeczkę” z zaklejonym nazwiskiem autorki, nie od razu bym je odgadła. Bo jest to nietypowy okaz jej twórczości, jeden z zaledwie kilku, które zupełnie wyrwała z ram swojego ulubionego gatunku. Kiedy już wiem, czyje to dzieło, nie mam powodu do zdumienia. Tych prób „odszufladkowania się” podjęła Christie więcej (i trudno powiedzieć, żeby którakolwiek była nieudana) a co więcej, wykraczanie poza konwencję widać przecież i w niejednym z najbardziej sztandarowych jej utworów. Dziś nas specjalnie nie dziwi – co najwyżej niektórych irytuje – gdy autorzy kryminałów rozbudowują życie wewnętrzne bohaterów, gdy wzbogacają intrygę elementami socjologiczno-obyczajowymi, w gruncie rzeczy zbędnymi dla rozszyfrowania zagadki. Ale w czasach, kiedy tworzyła Agatha Christie, kryminał miał być kryminałem, miał zawierać tylko takie informacje, które są w stanie naprowadzić detektywa na trop przestępcy. Ona jednak, na długo przedtem, zanim się stała najsłynniejszą na świecie przedstawicielką tego nurtu twórczości, instynktownie pojmowała, że dobarwienie zwykłej historii popełnienia i wykrycia zbrodni wyrazistymi portretami psychologicznymi i/lub nasyconymi ironią scenkami rodzajowymi nie odbiera tejże zbrodni ani grozy, ani tajemniczości. I zapewne równie instynktownie podejrzewała, że nikt nie uwierzy, iż autorka kryminałów potrafi napisać dobrą powieść obyczajową, toteż na użytek tego skromnego odgałęzienia swej twórczości przybrała zastępcze miano. Jako Mary Westmacott stworzyła między innymi omawiane tu dramatyczne studium relacji matki i córki, które jeszcze dziś robi mocne wrażenie, choć od czasów opisanych w powieści upłynęło mniej więcej 80 lat (rzecz dzieje się w latach 30. XX wieku).
Anna była kiedyś szczęśliwą żoną, trwało to jednak krótko; mąż zmarł, gdy ich dziecko miało zaledwie trzy lata. Najwyraźniej pozostawił też przyzwoity majątek, bo wdowa mogła bez przeszkód poświęcić się wychowaniu jedynaczki. Gdy rozpoczyna się ta opowieść, dziewiętnastoletnia Sara ma pracę – może nie szczególnie ambitną, ale pozwalającą się utrzymać – mnóstwo przyjaciół i niejednego adoratora, należy się więc spodziewać, że niebawem zacznie żyć już tylko własnym życiem (byle nie z Gerrym, którego, nie całkiem bezpodstawnie, jej matka uważa za nieudacznika!). A Anna liczy sobie zaledwie czterdzieści dwa lata, jest miła i atrakcyjna, dlaczego więc nie miałaby jeszcze kiedyś zakosztować małżeńskiego szczęścia? Tym bardziej że na podorędziu czeka paru panów stanu wolnego w stosownym wieku. Ale oto niespodziewanie zjawia się Richard, który w ciągu paru dni osiąga to, co nie udało się tamtym: kobieta widzi wprawdzie, że nie jest on ideałem, ale serce nie sługa, więc ochoczo zgadza się go poślubić, i to w całkiem nieodległej przyszłości. Jest tylko jeden problem: co powie Sara, która właśnie ma wrócić z wakacji? Anna słusznie się obawia, bo reakcja córki na obcego mężczyznę, z którym ma się podzielić domową przestrzenią i, co ważniejsze, uczuciami matki, jest daleka od pożądanej. Richard też nie stara się specjalnie zaskarbić sobie uczuć Sary, a jeśli nawet – czyni to w zdecydowanie nieodpowiedni sposób. Zaczyna się otwarta wojna, w której żadne z tych dwojga nie chce ustąpić. Już wkrótce przyszły małżonek postawi sprawę na ostrzu noża: albo Anna każe córce wyprowadzić się z domu, albo nici ze związku… 

Agatha z drugim mężem, Maxem Mallowanem
Od początku przypuszczaliśmy, czym się to skończy, nieprawdaż? Tego się można było spodziewać, sądząc po przemyśleniach głównej bohaterki. Ale na pewno nie podejrzewaliśmy jej o metamorfozę, którą widzimy w drugiej odsłonie. Czy ta ostentacyjnie ożywiona, przesadnie wyelegantowana kobieta to prawdziwa Anna, której dopiero teraz udało się wydobyć na wierzch własne „ja”? A może prawda jest inna? Zanim do niej dojdziemy, nie umknie naszej uwagi napięcie, jakie panuje teraz między matką i córką, i chociaż może sami nie jesteśmy przekonani, czy Gerry byłby dla Sary najlepszym partnerem, doznamy lekkiej konsternacji, widząc podejście Anny do alternatywy, jaka pojawia się na horyzoncie. Jaka szkoda, że nie docierają do niej perswazje starszej przyjaciółki i zrzędzenie wiernej gosposi! Trzecia odsłona utwierdzi nas w przekonaniu, że słusznie oceniliśmy sytuację. Tak, wina leży po obu stronach, więc teraz trzeba by dużo dobrej woli, żeby mogły naprawić to, czego jeszcze nie zdążyły zepsuć. Tylko czy potrafią?... 


Agatha Christie jako dziecko, obraz olejny

Choć nie ma w niej ani szczypty sensacji (może jedynie odrobinka niepewności w decydujących momentach: czy Anna opowie się po stronie córki, czy przyszłego męża? Czy Sara wybierze Lawrence’a, czy Gerry’ego?), „Córeczka” absorbuje naszą uwagę nie mniej niż pełnokrwiste kryminały, choć w zupełnie inny sposób. Tu koncentrujemy się na postaciach – zwłaszcza na Annie, bo to ona jest przedstawiona najpełniej i najbarwniej – i na relacjach między nimi, wyraźnie rysującymi się nie tylko w komentarzach narratora, ale przede wszystkim w dialogach. I jeśli nawet zakończenie wyda nam się nieco podbarwione na różowo, będziemy musieli przyznać, że autorka doskonale naszkicowała tę tak pospolitą sytuację (dziś chyba nawet częstszą i trudniejszą, bo choć znacznie mniej ludzi umiera w młodym wieku, redukując w ten sposób liczbę wdów i wdowców mogących potencjalnie wstąpić w nowy związek, to o wiele więcej się rozwodzi, a zaakceptowanie nowego partnera matki wcale nie jest łatwiejsze, gdy zajmuje on miejsce ojca żyjącego i pozostającego z dzieckiem w kontakcie…), dostarczając rodzicom dorastających i ledwie dorosłych dzieci sporo materiału do przemyśleń.

Autorką recenzji jest Dot59, a wpis pochodzi z serwisu BiblioNETka.

piątek, 17 marca 2017

Odrobina polityki [Róża i cis]

"Ostatnia rzecz potrzebna przy wyborach to społeczeństwo, które używa głów do myślenia."[s. 92]

"Nie chcę władzy. Nie mam ambicji władać swoim ludem ani całym światem. Człowieku, myślisz, że po co w tym wszystkim siedzę? Władza to bzdura. Ja chcę ciepłej posadki, to wszystko."[s. 134]

"- Sprzedam im ideę i będziemy o nią walczyć.
- Jaką ideę?
Gabriel rzucił w moją stronę poirytowane spojrzenie.
- Ty zawsze podchodzisz do wszystkiego nie z tej strony co trzeba. To jest w ogóle nieistotne j a k ą! Na poczekaniu mogę wymyślić kilka. W polityce tylko dwie rzeczy mogą poruszyć ludzi. Kiedy wetkniesz im coś do kieszeni i kiedy podsuniesz im jakąś ideę. Pomysł, który brzmi jak remedium na wszystko, jest łatwy do pojęcia, szlachetny, a przy tym niezbyt precyzyjny. Taki, który da im przyjemne wewnętrzne ciepełko. Ludzie uwielbiają czuć się szlachetni, tak samo, jak uwielbiają pieniądze. Tylko nie chcą angażować się w nic nazbyt realnego. Ma być humanitarnie, ale najlepiej tak, żeby nie musieli się z nikim osobiście zadawać. Zauważyłeś, jak chętnie wpłacane są datki na ofiary trzęsienia ziemi w Turcji czy gdziekolwiek? Ale jakoś nikt nie chce przyjąć pod swój dach ewakuowanego dziecka. Taka już ludzka natura. "[s. 270-271]
Róża i cis
Mary Westmacott 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
tłumaczenie:  Maciej Grabski
tytuł oryginału: The Rose and the Yew Tree
data wydania  9 września 2015
ISBN 9788324582075
liczba stron  320

niedziela, 12 marca 2017

Agata Christie „Niedziela na wsi”



Jak zwykle u Agaty Christie jest to lekka lektura na jeden wieczór. Czyli pozornie jest tak samo, jak u Mari Jungstedt, o której ostatnio pisałam na swoim blogu. Tylko u Agaty Christie wszystko jest bardziej skomplikowane. U Jungstedt, prowadzący śledztwo są zupełnie normalni, a dewiantami wymagającymi leczenia psychiatrycznego są zabójcy. U Christie nie ma żadnych super dewiantów, którzy dokonywaliby zabójstw, przypominających zabójstwa rytualne sprzed wielu setek lat. Za to u Christie wszystkie niemal osoby, które występują w książce, mają znacznie bardziej skomplikowane charaktery, nie do końca wiedzą, czego chcą, rozważają wydarzenia z przeszłości, rozmyślając, jak mogłoby się wszystko inaczej potoczyć, potencjalnym zabójcą mógłby być tu każdy .
W tym konkretnie tomie grupa krewnych i znajomych spotkała się podczas tytułowego weekendu na wsi, u lady Lucy Angatell i jej męża. Znaleźli się tam:

John - żonaty i ojciec dwojga dzieci, lekarz. Nie jest pewny, czy kocha żonę, kochankę, czy dawną miłość sprzed lat, namiętnie zaś kocha pracę i leczenie ludzi,

Gerda – żona Johna, bezgranicznie mu oddana i zakochana, robi wrażenie porażająco głupiej i niezaradnej, a w rzeczywistości głupia nie jest , wygodnie jest jej taką udawać,

Henrietta – kochanka Johna, rzeźbiarka, kocha Johna, ale kocha sztukę i nie jest pewna, czy aby na pewno jej powołaniem jest bycie żoną i matką, w niej kocha się Edward,

Edward – szalenie bogaty arystokrata, kocha Henriettę, ale wie, ze nie ma u niej szans, bo ona kocha Johna; w trakcie weekendu spotkał się ze znaną mu od dzieciństwa Midge, zaczął się zastanawiać, czy może jednak związać się z Midge,

Midge – kocha Edwarda, ale wie, że nie ma u niego szans, bo on kocha Henriettę, wie też, że gdyby związała się jakimś cudem z Edwardem, byłaby towarem zastępczym zamiast Henrietty,

Veronice - aktorka, pierwsza wielka miłość Johna, która doszła do wniosku, że byli sobie przeznaczeni,

Dawid – student, tajemniczy, nie wiadomo, czy w kimś się podkochuje, niczego nie zdradza,

Gospodarze Angkatellwie – są dziwni, wydaje się, że z racji wieku wszystko wiedzą o gościach.



John został zastrzelony. Niemal wszyscy mieli interes w zabiciu Johna, nie wymieniłam tu wszystkich zależności i tajemnic tych osób. Pozornie może wydawać się to zagmatwane, ale to tylko pozory.
Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze inne wątki. John, będąc lekarzem z zamiłowania, toczy z Henriettą rozmowy o pacjentach i terapiach. Szczególnie koncentruje się na tym, jak wygląda kwestia woli walki, czy pomaga w chorobie, czy nie. Opowiada o hipochondrii pacjentów, o tym, czy dotyka ona biednych, czy bogatych, czy to bez różnicy itp. Christie naprawdę była bardzo wnikliwą obserwatorką i wszystkie te jej rozważania są i zabawne i niezwykle trafne. Jest też trochę rozmów o sztuce, głównie rzeźbie. Henrietta bowiem pracowała nad rzeźba pt. „Czciciel”, a inspiracją do tej wizji była Gerda, patrząca na Johna. Ciekawe jest również obserwowanie, jak kształtował się związek Henrietty z Johnem jako kochanków. Widać było jak na dłoni, co takiego dawała mu Henrietta, a czego nie miał u żony.
Śledztwo prowadzi Hercules Poirot. Jak dla mnie to to jedna z najlepszych książek Christie.


wtorek, 7 marca 2017

Morderstwo w samolocie - Śmierć w chmurach

Rok 1935. Na pokładzie samolotu liniowego "Prometeusz" umiera jedna z pasażerek, słynna paryska lichwiarka działająca pod pseudonimem Madame Giselle. Z pozoru – na zawał serca. Szybko jednak okazuje się, że podczas lotu popełniono wyrafinowane morderstwo. Najprawdopodobniej sprawca przy użyciu dmuchawki wbił w szyję ofiary zatruty kolec. Jednak jak to możliwe, że nikt nie zauważył tego manewru? Herkules Poirot – również jeden z pasażerów – ma twardy orzech do zgryzienia. Każdy z obecnych w tej części samolotu jest podejrzany. Tylko gdzie tu motyw? I – przede wszystkim – możliwość? Sprawa wydaje się aż nazbyt poplątana.

Intryga – jak zazwyczaj u Christie – jest skomplikowana, z mnóstwem elementów oraz mylnych tropów. I – jak zawsze – wystarczy odrzucić pewne mylne założenia, aby okazało się, że rozwiązanie jest proste. Nie jest jednak łatwo – też jak zawsze – oddzielić fakty od przypuszczeń. Miłośnicy zaskakujących rozwiązań będą usatysfakcjonowani.

A jednak "Śmierć w chmurach" trochę rozczarowuje. Tło społeczne jak zwykle ciekawe, ale niektóre postaci zostały wprowadzone na siłę i ich portrety są niepogłębione. Oczywiście nie brakuje też ciekawych bohaterów. Jane Grey, atrakcyjna fryzjerka pozbawiona perspektyw, Norman Gale, dla którego zabójstwo oznacza koniec praktyki dentystycznej (pacjenci boją się przychodzić do kogoś, kto mógł być sprawcą zbrodni). Tych dwoje pomoże Poirotowi w śledztwie. Daniel Clancy, pisarz, swoista karykatura samej Agathy Christie (zajada się bananami tak, jak ona zajadała się jabłkami). Sama ofiara również jest bardzo ciekawą postacią. Koleje losu sprawiły, że z pięknej dziewczyny stała się zimną kobietą interesu. Z jednej strony pomagała ludziom (przeznaczała spore sumy na cele charytatywne, wspierała potrzebujących), z drugiej – mogła się uciec do szantażowania tych, którzy pożyczali od niej pieniądze (jej credo brzmiało: "Wiedza to bezpieczeństwo (…). Wiedza to siła"[1]), ale grała fair. Sam Poirot przyznaje, że

"Najbardziej interesującą rzeczą w tej sprawie jest osobowość zmarłej kobiety. Kobiety bez przyjaciół, bez rodziny, bez – jak to się mówi – życia osobistego. Kobiety, która była kiedyś młoda, kochała i cierpiała, a potem nagle silną ręką zatrzasnęła okiennice i… wszystko się skończyło; nie ma fotografii, nie ma pamiątek ani żadnych świecidełek. Marie Morisot stała się Madame Giselle – lichwiarką"[2].

Jednak największą wadą "Śmierci w chmurach" – o której nie sposób nie wspomnieć – jest jej początek, tak inny od tych, do jakich przyzwyczaiła nas Christie. Brakuje tu napięcia, wyrazistego zarysowania dramatis personae, od razu pojawia się trup. Aż się prosi, aby zacytować samą autorkę, jej przepis na dobry kryminał:

"Lubię dobre kryminały (…). Ale wiecie, zawsze zaczynają się nie w tym miejscu, co trzeba! Zaczynają się od morderstwa, a morderstwo to rezultat. Jego historia zaczyna się wcześniej, czasami wiele lat wcześniej. Tam tkwią korzenie tych wszystkich związków przyczynowo-skutkowych, które doprowadzają określonych ludzi w określone miejsca o określonej porze określonego dnia"[3].

Pisarka tym razem odeszła od tej zasady – a szkoda.

Mimo tego mankamentu "Śmierć w chmurach" nadal pozostaje przyzwoitym kryminałem. I może to jest najważniejsze – nawet jeśli Christie mierzyła wyżej i zazwyczaj oferowała czytelnikom więcej niż "tylko" przyzwoite kryminały.

---
[1] Agatha Christie, "Śmierć w chmurach", przeł. Jan S. Zaus, Irena Ciechanowska-Sudymont, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2000, s. 101.
[2] Tamże, s. 204.
[3] Agatha Christie, "Godzina zero", przeł. Michał Madaliński, wyd. Prószyński i S-ka, 1999, s. 9-10. chał Madaliński, wyd. Prószyński i S-ka, 1999, s. 9-10.

Recenzja pochodzi z portalu BiblioNETka. Autorem recenzji jest Misiak297.

środa, 1 marca 2017

Agata Christie „Morderstwo na plebanii” audiobook, czyta Artur Dziurman

Tym razem jestem usatysfakcjonowana nie w 100%, ale w bardzo dużej mierze. Po ostatniej lekturze Agathy Christie, mniej udanej, mało znane „Morderstwo na plebanii” okazało się strzałem w dziesiątkę. Tym razem zabójcę tropi panna Marple i to właśnie w tej książce pojawia się ona po raz pierwszy.  Ofiarą, już na początku książki staje się antypatyczny pułkownik Protheroe, którego ktoś zastrzelił w najmniej spodziewanym miejscu, bowiem na plebani. Pułkownik był zakałą wioski St. Mary Mead, skrajnie nieżyczliwy,  wymądrzał się, chciał wszystkimi rządzić. Generalnie nikt go nie znosił, a co za tym idzie, każdy niemal mógł chcieć go zabić. Bardzo szybko na policję zgłosił się artysta malarz, przyjezdny, tymczasowo zamieszkujący w St. Mary Mead i oświadczył, że to on jest zabójcą. Na policję zgłosiła się też żona zabitego – właściwie wdowa - i również oświadczyła, że to ona jest zabójcą. Okoliczności zbrodni wskazują zaś na to, że ani malarz, ani żona nie mogli popełnić zbrodni. W wiosce chodziły plotki, że malarz miał romans z córką pułkownika.

     Panna Marple, analizując charaktery ludzkie, zaczęła szukać różnych wariantów. I najciekawsze, jak zwykle, są właśnie jej uwagi o ludzkich charakterach. Tym razem bierze ona pod uwagę banalną z pozoru rzecz, że są ludzie z  natury źli. I to jest kluczem do znalezienia sprawcy. Są to na szczęście tylko jednostki, ale zapominać o tym nie można. Brzmi to grafomańsko i niezbyt odkrywczo, ale ostatnio słyszałam w telewizji wypowiedź autostopowiczki, która nie bierze w ogóle pod uwagę wariantu, że niekiedy jazda autostopem może być niebezpieczna. Uważa ona, że jeżeli ona jest wobec ludzi życzliwa, to i inni będą wobec niej życzliwi. Co do zasady może i tak jest, ale nie można zapominać, że od każdej zasady są wyjątki.
     Zapadła mi też w pamięć scena z udziałem pastora, jego dużo młodszej żony  i pewnego młodzieńca.  Pastor w pewnym momencie zorientował się, że młodzi doskonale się rozumieją i poczuł się stary i samotny, a właściwie niemal zdradzony. Uzmysłowił sobie, że taka jest natura, że młodość ciągnie do młodości. Agatha Christie po raz drugi wyszła za mąż za znacznie młodszego mężczyznę. Podczas słuchania tego fragmentu wydawało mi się, że odczucia takie, jak miał pastor,  nie były jej obce.
   Interpretacja Artura Dziurmana jest ciekawa, ale i zaskakująca. Dla mnie panna Marple jest uosobieniem ciekawej osobowości, z doskonałymi manierami, inteligencją i wnikliwością. Nie za bardzo rozumiem dlaczego, ale mężczyźni nie lubią panny Marple, ani w wersji filmowej, ani książkowej. Mężczyźni w ogóle nie przepadają za Agathą Christie. Odnoszę wrażenie, że Artur Dziurman nie odbiega od tego wzorca. On nie znosi panny Marple. Jej partie czytał koszmarnym, skrzeczącym  głosem i zrobił z niej wścibską, wiejską plotkarę. Gdy zaś którakolwiek  z innych postaci wyraziła się o pannie Marple źle, czytał te opinie z olbrzymią satysfakcją , znacznie głośniej, niż inne kwestie. Miałam wrażenie, że utożsamiał się   z tymi wypowiedziami. Kiedy z kolei ktoś inny mówił o pannie Marple dobrze, Dziurman czytał te kwestie z nutą złośliwości i z przekąsem. Tak jakby mrugał okiem i dawał do zrozumienia: niech sobie tak mówi, a my i tak wiemy, jak jest naprawdę. Nie mogę pojąć, dlaczego ta postać wzbudza taką awersję. Ale Dziurmanowi nie udało się obrzydzić mi panny Marple i z pewnością za jakiś czas znowu sięgnę po kolejną powieść z nią w roli głównej. A tak na marginesie to równouprawnienie równouprawnieniem, ale są pewne książki, które podobają się głównie kobietom, i takie które podobają się głównie mężczyznom. Mówiąc o książkach, które podobają się głównie kobietom, nie mam na myśli bynajmniej tylko romansów.  Każdy z pewnością mógłby wymienić masę przykładów. Mężczyźni nie znoszą  np. „Wichrowych Wzgórz”, „Dziwnych losów Jane Eyre. ” Generalnie, interpretacja taka była nietypowa , ale za to ciekawa i mnie w odbiorze książki nie przeszkadzała. 
5/6