czwartek, 1 czerwca 2017

Tajemnice małego miasteczka; " Morderstwo to nic trudnego"

"– Tyle morderstw! Chyba trudno popełnić bezkarnie tak wiele zbrodni, prawda?
Panna Pinkerton potrząsnęła głową.
– Ależ nie, mój drogi, tu pan się myli – oznajmiła z przekonaniem. – Bardzo łatwo jest zabić człowieka… pod warunkiem, że nikt pana o to nie podejrzewa"*.
"Morderstwo to nic trudnego" należy do tych kryminałów Agathy Christie, w których nie występuje ani Hercules Poirot, ani panna Marple. Jednak – nieco paradoksalnie – jest tu swoisty odpowiednik staruszki z St. Mary Mead. To Lavinia Pinkerton, którą główny bohater – powracający do Anglii policjant Luke Fitzwilliam – spotyka w pociągu. Starsza pani, bardzo zaniepokojona, jedzie do Scotland Yardu, aby zgłosić, że w miasteczku Wychwood-under-Ashe, w którym mieszka, doszło do serii morderstw. Najprawdopodobniej niedługo zostanie popełnione kolejne – ofiarą ma być miejscowy lekarz.

Panna Pinkerton, tak jak panna Marple, wydaje się niepozorną, dobrotliwą staruszką, której nie można traktować poważnie. Fitzwilliamowi trudno więc uwierzyć w jej rewelacje. Zmienia zdanie, gdy okazuje się, że starsza pani nie dotarła do Scotland Yardu – zginęła, potrącona przez samochód. Niebawem zmarł też doktor Humbleby. Luke Fitzwilliam postanawia wyjaśnić tę sprawę. Udaje się do Wychwood-under-Ash pod pretekstem napisania książki o folklorze i pogańskich obrzędach, i rozpoczyna śledztwo. Okazuje się, że w miasteczku rzeczywiście doszło ostatnio do serii zgonów – jednak nie były one podejrzane. Lydia Horton odeszła po ciężkiej chorobie, alkoholik Harry Carter utonął w rzece po pijanemu, Tommy Pierce, miejscowy łobuziak, wypadł z okna, przeziębiona Amy Gibbs, młoda pokojówka, pomyliła buteleczki i zamiast syropu napiła się farby do kapeluszy. Nawet doktor Humbleby zmarł z powodu zakażenia. Gdzie tu zbrodnia? A może śmierć którejś z tych osób nie była wynikiem nieszczęśliwego wypadku?

Christie po raz kolejny świetnie udało się odmalować małomiasteczkową społeczność. Tło obyczajowe jest bardzo bogate i to ono – oprócz warstwy kryminalnej – stanowi główną siłę tej książki. Znalazło się tu wielu ciekawych bohaterów – jak krezus lord Whitfield, syn właściciela sklepu obuwniczego, megaloman, który uwielbia opowiadać o tym, jak wyrwał się z nizin społecznych i doszedł do ogromnych pieniędzy, czy jego narzeczona, a była sekretarka, dla której to małżeństwo jest furtką do awansu społecznego i życia w dobrobycie. Na drugim planie także są interesujące postaci: Honoria Waynflete, inteligentna, poniekąd wyemancypowana starsza kobieta, pan Ellsworthy, ekscentryk prowadzący sklep z antykami czy Jessie Humbleby, pogrążona w żałobie wdowa po doktorze. To zamknięty krąg przyzwoitych, sympatycznych ludzi, skrywających jednak niewygodne tajemnice, dramaty. Napięcie wzrasta, wszystko prowadzi do zakończenia, które kojarzy się raczej ze współczesnymi thrillerami niż angielską powieścią detektywistyczną.

Paradoksalnie, najsłabszym elementem jest tu detektyw – i właśnie on pogrąża ten skądinąd dobry kryminał. Luke Fitzwilliam nie ma w sobie nic charakterystycznego, jest mdły i nieciekawy. Niby działa, niby rozmawia z ludźmi, ale niewiele z tego wynika. Jego wnioski, gdy szuka potencjalnego szaleńca, są raczej irytujące. Właściwie nie odkrywa niczego, daje się wodzić za nos – rozwiązanie zagadki podaje mu jak na tacy jedna z mieszkanek miasteczka (mamy tu do czynienia z istnym deus ex machina, będącym ukoronowaniem słabego – choć uzasadnionego fabularnie – wątku romansowego). Inny detektyw, inspektor Battle (bohater kilku powieści, który jednak nigdy nie zdobył popularności ani ważnego miejsca w literaturze kryminalnej), pojawia się w dwóch ostatnich rozdziałach, właściwie nie wiadomo po co. Żaden z nich nie wyjaśnia wszystkiego w ostatnich rozdziałach. To sam morderca (postać świetnie nakreślona, być może jeden z najciekawszych zbrodniarzy w książkach Christie), wyjawia wszystko, rozkoszując się własną opowieścią.

Pomimo miałkiej postaci detektywa, warto sięgnąć po "Morderstwo to nic trudnego". Kryminał broni się przede wszystkim zawikłaną intrygą i zaskakującym zakończeniem – tak jest również w tym przypadku.
---
* Agatha Christie, "Morderstwo to nic trudnego", przeł. Grażyna Woyda, wyd. Prószyński i S-ka, 1998, s. 14.

Recenzja pochodzi z portalu BiblioNETka. Autorem recenzji jest Misiak297.

1 komentarz:

  1. Mam za sobą na razie jeden kryminał Christie i nie ukrywam, że nie skradł mojego serca. Niemniej na pewno dam jeszcze szansę autorce.

    OdpowiedzUsuń