niedziela, 5 lutego 2017

Sophie Hannah „Inicjały zbrodni”


„Wskrzeszanie” Poirot`a w wykonaniu Sophie Hannah okazało się dla mnie wielką klapą. Ta książka nie broni się ani jako odrębny byt, ani jako naśladownictwo Agaty Christie. Rodzina A. Christie wpadła na pomysł, jak na zmarłej prawie 40 lat temu pisarce zarobić jeszcze więcej pieniędzy. Pod znakiem firmowym Agaty Christie, za pełną akceptacją rodziny pisarki, wydano tandetną podróbkę, kryminał z lat 20-tych z Herculesem Poirot w roli głównej, czyli „Inicjały zbrodni” S. Hannah.

    Poirot rozwiązuje tym razem zagadkę zabójstwa trzech osób, których zwłoki znaleziono w całkiem dobrym  hotelu w centrum miasta. Okazało się, że wszystkie te osoby przyjechały do hotelu poprzedniego dnia, zamieszkały w różnych pokojach, każdy został znaleziony w swoim pokoju hotelowym. Detektywowi pomaga niezbyt rozgarnięty policjant Catchpool. W dniu zabójstwa niczego nieświadomy Poirot pił kawę w jednej z kawiarni i był świadkiem niespotykanego zdarzenia, a mianowicie do kawiarni wbiegła niesamowicie zdenerwowana kobieta, Jannie. Po krótkiej rozmowie z Poirotem zakomunikowała mu, że jest w olbrzymim niebezpieczeństwie i że może zostać zamordowana. Detektyw, po ujawnieniu zbrodni w hotelu uznał,  że pomiędzy zachowaniem tej kobiety, a tym, co stało się w hotelu, musi być jakiś związek.

Sophie Hannah
         Akcja wraz z biegiem wydarzeń staje się coraz bardziej skomplikowana. Momentami czyta się tą książkę całkiem nieźle, ale często, zwłaszcza w drugiej połowie jest zwyczajnie nudna. Nawet sama zagadka zbrodni  staje się mało interesująca. Są oczywiście podobieństwa do powieści Agathy Christie, ale mają one charakter wyłącznie pozorny. Zasadnicza różnica tkwi w tym, że u Christie w każdej książce jest głębia psychologiczna postaci, pisarka miała niezwykły dar obserwacji charakterów ludzkich i zawsze czegoś ciekawego o różnych zachowaniach można było się dowiedzieć. U S. Hannah  żadnej głębi psychologicznej nie ma. Christie potrafiła opisywać człowieka w kilku zdaniach, po jakimś czasie w kolejnych kilku itd., nie było to nudne, zawsze opis był celny i wnikliwy, a często opisywała osoby o skomplikowanych  charakterach i pełne sprzeczności. W „Inicjałach zbrodni” w ogóle nie ma o czymś takim mowy.

Książkę wydano z okazji 125 urodzin A. Christie
       Christie z reguły stawiała na prostotę. Gdy akcja się zawiązywała i dochodziło do zabójstwa wiadomym było,  że sprawcą może być tylko i wyłącznie jedna np. z 5 czy 10 osób przebywających np. w domu, czy hotelu, czy jeszcze gdzieś indziej. Warunki z reguły są kameralne.  Można było obserwować zachowania tych potencjalnych sprawców, w tym również słyszeć to, co mówią oni wzajemnie o sobie. Można było snuć domysły, kto i dlaczego mógł to zrobić. Zawsze niemal konieczne było także sięganie do przeszłości, bo często właśnie tam kryły się motywy. Zagadką było kto i dlaczego zabił. A kluczem była osobowość i charakter. Przykładowo w „Kartach na stół” A. Christie cztery osoby grały w brydża, w rogu pokoju siedział zaś gospodarz domu, jeszcze parę innych osób było w domu. To właśnie gospodarz  został zamordowany. Wiadomo od razu było, jak zginął. Każdy z graczy kilkakrotnie odchodził od stołu w trakcie gry. Przy szukaniu zabójcy zbadano nawet, jak przebiegała gra, kto był zachowawczy, kto lubił ryzyko.

Książka miała premierę w kilku krajach równocześnie
         U Hannah zabójcą może być jedna z kilkudziesięciu osób, pracowników lub gości hotelowych, o  których nic się nie wie. Najważniejsze dla niej było skomplikowanie biegu wydarzeń. Już niemal się wydaje, że wiemy, kto i dlaczego to zrobił, okazuje się, że jest inaczej, potem znowu wydaje się, że wiemy i znowu jest inaczej, a potem przestaje nas to interesować. Postacie są średnio wiarygodne psychologicznie. Tak jak i u Christie na koniec wszyscy zbierają się i Poirot wygłasza mowę i oznajmia, kto zabił. W „Inicjałach zbrodni”  są dwie takie mowy, nie ma kameralności, odbywają się one w obecności około 100 osób, w trakcie spotkania detektyw zadaje różne pytania i nie bierze pod uwagę tego, że ktoś może nie znosić wystąpień publicznych. Hannah jest przegadana. Dyskusje Poirota z Catchpoolem są strasznie długie, mowy Poirota tez są długie. U Christie dłużyzny nie istnieją. Niezaprzeczalnym plusem jest tylko to, że szczególnie na początku jest kilka ciekawych momentów. I chyba tyle.
       Na okładce „Inicjałów zbrodni” jest informacja, że Hannah przeczytała w ciągu roku wszystkie powieści A. Christie. Powieści tych jest ponad 90. Daje to około 8 powieści w miesiącu. Jest to oczywiście możliwe o ile nie ma się nic innego do roboty. Ale w tym tempie czas na przemyślenia nie ma za wiele. Problem polega na tym, że Hannah nie jest przenikliwa i nie ma wykształconego zmysłu obserwacji, a talent literacki też ma mierny. A rodzina A. Christie chyba nie za bardzo pojęła, na czym polega wielkość jej twórczości, skoro zgodziła się na coś takiego.
2/6

2 komentarze:

  1. "Na okładce „Inicjałów zbrodni” jest informacja, że Hannah przeczytała w ciągu roku wszystkie powieści A. Christie. Powieści tych jest ponad 90. Daje to około 8 powieści w miesiącu. Jest to oczywiście możliwe o ile nie ma się nic innego do roboty. Ale w tym tempie czas na przemyślenia nie ma za wiele."

    Bez przesady, dla niektórych 8 książek w miesiącu to nie jest wielki wyczyn (a powieści Agathy Christie nie są długie). I nie musi to oznaczać bezrefleksyjnej lektury.

    A "Inicjałów zbrodni" również nie lubię.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy 8 książek na miesiąc to dużo, czy mało, to oczywiście kwestia względna. Zależy, ile kto ma wolnego czasu, ile pracuje itp. Pewnie zależy to też od organizacji tego wolnego czasu. Można czytać dużo i rzeczywiście nie musi to być bezrefleksyjna lektura. W tym przypadku jednak, tzn. Hannah, jednak tak było.
    Jeżeli jesteś w stanie przeczytać 8 książek na miesiąc, to szczerze gratuluje i trochę zazdroszczę. I serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń