środa, 11 stycznia 2017

Agata Christie „4.50 z Paddington”


Agata Christie jest dla mnie od wielu już lat prawdziwą królową kryminału.  Uwielbiam jej książki, są świetne zarówno gdy ma się dobry humor, jak też i wtedy gdy ma się przysłowiowego doła. Wszystkie jej powieści są świetne, a „4.50 z Paddington”jest chyba jedną z lepszych.

    Historia zaczyna się w momencie, gdy Elspeth McGillicuddy - przyjaciółka panny Marple, jadąc pociągiem zobaczyła morderstwo. Pociąg zwolnił na pewnym odcinku trasy i mijał inny pociąg. Gdy oba pociągi, w wolnym tempie, mijały się na zakręcie, starsza pani zobaczyła, że mężczyzna  w drugim pociągu dusi kobietę. Po przyjeździe na miejsce powiedziała o wszystkim policji. Jak się można domyślać, policja przeszukała pociąg i rejon torów, a gdy nie znalazła zwłok, uznała sprawę za pomyłkę. Panna Marple znała jednak swą przyjaciółkę dość dobrze i   miała świadomość, że historia o zabójstwie nie może być urojeniem. Przyjrzała się sprawie i doszła do wniosku, że zabójstwo była drobiazgowo zaplanowane, a zwłoki musiały być wyrzucone z pociągu właśnie w okolicach zakrętu. W tamtym miejscu teren przy torach wchodzi w skład posiadłości   należącej do bardzo bogatej rodziny Crackenthorpe. Wysnuła więc wniosek, że morderstwo zostało dokonane właśnie przez kogoś, kto na terenie tamtej posesji mieszka lub chociażby bardzo dobrze ją zna. Uznała, że sprawa ta powinna być zbadana przez jej znajomą, niejaką Lucy Eyelesbarrow. Lucy zatrudniała się jako gospodyni domowa na krótki czas  do różnych domów, a w tamtym czasie z racji okresu bożonarodzeniowego, rodzina Crackanthorpe właśnie takiej gospodyni poszukiwała.

    Z chwilą przybycia Lucy do Crackenthorpów  zaczyna się właściwa akcja. Lucy jest wyjątkową osobą, szalenie pracowitą, piękną, elokwentną, odważną itp. Rodzina bogaczy jest z kolei nieco ekscentryczna. Na stałe na miejscu mieszka senior rodu z córką Emmą. Na święta przyjechali tam zaś trzej bracia Emmy : Cedryk Harold I Alfred oraz małżonek ich siostry - Bryan z synem i jego kolegą. Agata Christie jest rewelacyjnym obserwatorem charakterów. Każdy z bohaterów jest ciekawą postacią, a co najważniejsze po bliższym poznaniu okazują się oni nieco innymi osobami, niż początkowo mogło się to wydawać. Niemal każdy zaś kryje przed światem różne tajemnice. Wkrótce Lucy  odnajduje zwłoki młodej kobiety, ukryte w sarkofagu, a niedługo potem jeden z braci ginie otruty. Im dłużej Lucy przebywa z tą rodziną, tym bardziej poznaje  jej członków. Jak to u Christie bywa, każdy jest podejrzany, i każdy z mężczyzn może być potencjalnym mordercą. Im więcej sekretów rodzinnych wychodzi na jaw, tym bardziej zagadka wydaje się być skomplikowana. 

    Czytując Agatę Christie,  mam zwyczaj porównywania charakterów poszczególnych bohaterów do rzeczywistych postaci osób, które znam.  Po pierwszych scenach z nowym bohaterem  zastanawiam się, kogo mi on przypomina. I potem w miarę jak akcja posuwa się do przodu, porównuję tego bohatera książki z realną postacią. Niekiedy pierwsze wskazanie, że dany bohater to jakby moja ciotka czy koleżanka,  okazuje się nietrafne, wówczas, szukam innej rzeczywistej postaci. Jest to dla mnie świetna zabawa.  Znajomość psychologii powieściopisarki była ta tyle znamienita, że jej bohaterowie nie są papierowi , tylko realni do szpiku kości. Starszy pan Crackenthorp, przykładowo, okazuje się apodyktycznym tyranem, którego synowie nie znoszą i czekają, aby szybko umarł. Inny syn, Harold, nadęty finansista, to z kolei bankrut robiący dobra minę do złej gry. Cała niemal rodzina jest zgodna w jednej tylko kwestii, że pewne
rzeczy nie mogą oglądać światła dziennego  i powinny zostać tylko do ich wiadomości.

Agata Christie nie epatuje przemocą. Zbrodnia zarówno w tej książce, jak i w innych, popełniana jest szybko i sprawnie. Mimo że polała się krew, całość utrzymana jest w pogodnej tonacji. I właśnie za to, Christie lubię. Na przebieg wydarzeń patrzymy okiem rzeczowej i rzetelnej zarazem Lucy, bez histerii. Okazuje się oczywiście na samym końcu, kto zabijał, no i w związku z tym druga połowa tej osoby, jego /jej partner  zostanie sam/ sama. Panna Marple stwierdza, że ta osoba szybko to przeboleje, wyruszy gdzieś w podróż, z pewnością w czasie tej podróży pozna kogoś innego, lepszego od poprzednika. Nie ma więc tragizowania, czy rozdzierania szat. Lucy oczywiście ma w domu pełnym mężczyzn spore wzięcie, incydent ten kończy się więc niespodziewanie - zakochaniem się.


    W każdej książce Christie zawiera sporo psychologii, ale   zarazem każda powieść ma jakby oddzielną myśl przewodnią. W „Zatrutym piórze” bohaterką jest kobieta, która według brata w każdym środowisku znajduje sobie mężczyznę, którego uwodzi   i z którym flirtuje. Możemy oglądać i przebieg i efekt takich zabiegów. W innej powieści z kolei przewija się motyw starszej kobiety, która zmarła i nie zdążyła napisać testamentu, co spowodowało masę perturbacji. Kilka razy pada tam stwierdzenie, że nie wiadomo dlaczego, niektórzy ludzie uważają, że są nieśmiertelni. W „4.50 z Paddington” najbardziej zapadł mi w pamięć obraz operatywnej Lucy, która planuje sobie zadania i je realizuje, łącznie z przeszukiwaniem grobowca.


     Jakkolwiek by na to nie patrzeć, czytanie „4.50 z Paddington” to świetna zabawa. W tym samym niemal czasie, gdy czytałam tę książkę, w samochodzie odsłuchiwałam „Karaluchy” Nesbo. Porównania nasuwały się bezwiednie. O „Karaluchach” napiszę oczywiście oddzielnie, ale teraz zasygnalizuję, że u Christie jest opisywana codzienność i właściwie normalność. Ludzie, którzy popełniają zbrodnie, funkcjonują podobnie jak my wszyscy, na pierwszy czy nawet i drugi rzut oka nie wyróżniają się z tła zamiłowaniem do zbrodni. Są do niej zdolni w pewnych szczególnych okolicznościach. A ulubionym motywem zabójców  jest z reguły chciwość, aczkolwiek często idzie ona w parze z innymi czynnikami i też nie zawsze.

    Czytałam jakiś czas temu „Autobiografię” A.Chrisite i jej autorka spodobała mi się jako człowiek. Gdyby żyła obecnie w moim otoczeniu, z pewnością chciałabym się z nią zaprzyjaźnić. Była energiczna, myśląca i optymistycznie nastawiona do życia. I to podejście widoczne jest w książkach. W wielu kryminałach, szczególnie skandynawskich, spotykamy bohaterów z masą problemów, z depresją, alkoholizmem, traumami z dzieciństwa itp. U Christie ludzie też mają swoje tajemnice, ale one są zupełnie innego rodzaju. Nie przypominam sobie u niej problemu pedofilii, natomiast alkoholizm przybiera elegancką formę, itd. I to właśnie ją wyróżnia.

     Oglądałam też film „4.50 z Paddington” z Geraldine Mc Ewan, atmosferę książki odtworzono świetnie. A braci Crackanthorpe grali sami przystojni , chociaż mało znani aktorzy. Ten film też miał w sobie to „coś”.
6/6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz