środa, 27 lipca 2016

Wigilia Wszystkich Świętych - Tragiczne przyjęcie

Rowena Drake, miejscowa społecznica, organizuje przyjęcie z okazji Halloween, które świetnie się zapowiada. Program jest naprawdę bogaty:
"Najpierw konkurs udekorowanych kijów. Trzy nagrody: pierwsza, druga i trzecia. Potem krojenie ciasta w małej oranżerii. Następnie chwytanie jabłek zębami; lista uczestników jest już wywieszona. Wreszcie tańce. Po każdym zgaszeniu świateł zmieniacie partnerów. Potem dziewczęta dostaną lusterka w małym gabinecie. W końcu kolacja, chwytanie płonących rodzynek i rozdanie nagród"[1]. 
Wszyscy angażują się w przygotowania – dobierają odpowiednie wiadro do konkurencji chwytania jabłek, rozstawiają dynie, przygotowują zdjęcia mężczyzn, które później ukażą się w lusterkach. Podczas przygotowań jedna z dziewczynek (zapewne aby zaimponować obecnej w pokoju Ariadnie Oliver, autorce cenionych kryminałów) przechwala się, że widziała morderstwo. Nikt jej nie wierzy, Joyce Reynolds ma bowiem opinię kłamczuchy. Przyjęcie należy do udanych. Gdy zadowoleni goście opuszczają Jabłonki (dom pani Drake), zostają znalezione zwłoki Joyce Reynolds – ktoś przytrzymał jej głowę w cynkowym wiadrze z wodą.

Co wydarzyło się w Jabłonkach? Jakie morderstwo mogła widzieć Joyce? Mieszkańcy miasteczka zaczynają wspominać dawne sprawy: "dziewczynę z opery", która prawdopodobnie omamiła swoją majętną pracodawczynię, aby zgarnąć jej majątek, a potem zniknęła; zabójstwo Lesleya Ferriera (prawdopodobnie chodziło o osobiste porachunki); tajemniczą śmierć Janet White. Czy to wszystko jest ze sobą powiązane?

"Wigilia Wszystkich Świętych" nie należy do najlepszych utworów Agathy Christie. Świetny pomysł, atmosfera, makabryczna zbrodnia na dziecku, mroczność i ponurość opowieści – są jej niewątpliwymi atutami. A jednak ten kryminał utkany został z wcześniejszych pomysłów pisarki. Najwięcej punktów wspólnych ma ze "Zbrodnią na festynie" (i tu, i tu podczas zabawy zostaje zamordowane ciekawskie dziecko), ale też pewne elementy łączą go z powieściami "Morderstwo odbędzie się", "Uśpione morderstwo", "Zwierciadło pęka w odłamków stos", "Po pogrzebie", "Zerwane zaręczyny" czy opowiadaniem "Jak rosną kwiatki w pani ogródku". Intryga jest niezbyt spektakularna, miejscami trochę przekombinowana, mało tropów, które mogłyby naprowadzić czytelnika na rozwiązanie zagadki.

Przy tym wszystkim "Wigilia Wszystkich Świętych" to jednak bardzo przyjemna lektura. Opis przyjęcia z wszystkimi szczegółami jest naprawdę barwny. Dużo tu nazwanego wprost seksu – pani Drake wie, co jej młodzi goście wyprawiali w łazience podczas przyjęcia
("Myślę, że parę starszych dziewcząt i chłopców nieszkodliwie obmacywało się tam podczas przyjęcia. Amerykanie nazywają to necking"[2]), 
pojawia się też słowo "lesbijka", nietypowe dla prozy Christie. Niektóre postaci są bardzo interesujące. Zapada w pamięć eteryczny ogrodnik, zakochany w pięknie Michael Garfield. Również apodyktyczna Rowena Drake jest świetnie sportretowaną bohaterką,
"silną osobowością, po której wszyscy wciąż się spodziewają, że będzie grać pierwsze skrzypce, ale której nikt za to nie darzył uczuciem"[3]. 
Hercules Poirot tak ją ocenił:
"Pomyślał, że charakter miała trudny, lecz twardy. Sądził, że jak wiele kobiet tego rodzaju, mogłaby zostać ławnikiem, przewodniczyć obradom lub przeprowadzać akcje dobroczynne. Kobiety takie pełne są niejasnej wiary w okoliczności łagodzące i z nieznanych powodów skłonne są usprawiedliwić każdego młodego kryminalistę: niedojrzałego chłopca, opóźnioną w rozwoju dziewczynę lub kogoś, kto pozostawał pod kuratelą sądową. Jeżeli Rowena Drake, pomyślał Poirot, zobaczyła kogoś tego rodzaju, opuszczającego bibliotekę, mógł się w niej obudzić instynkt opiekuńczy. Dzieci popełniające zbrodnię nie są czymś całkowicie niespotykanym w naszych czasach. Nigdy nie wiadomo, co począć z siedmio- i dziewięcioletnimi kryminalistami, stającymi przed sądami dla nieletnich. Znajdowano dla nich usprawiedliwienia: rozbite rodziny, zaniedbujący ich rodzice. Najgoręcej przemawiały za nimi i wyszukiwały argumenty na ich usprawiedliwienie osoby podobne do Roweny Drake – kobiety niewzruszone i krytyczne zawsze i wszędzie, tylko nie w takich sytuacjach"[4].
Nie brakuje też humoru – scena, w której Poirot przesłuchuje Desmonda i Nicholasa chcących uchodzić za bardziej dorosłych, niż są rzeczywiście, szafujących idiotycznymi teoriami – jest wspaniała. Portret pani Oliver jak zwykle ujmuje ironią. Jak zwykle też pojawiają się ciekawe obserwacje dotyczące czasów, w których rozgrywa się akcja powieści (na przykład:
"Nikt teraz nie zastanawia się nad urodą młodych mężczyzn. Mówi się, że są seksowni, szalenie atrakcyjni i zwykle są to określenia trafne dla mężczyzn o twarzach topornych, z rozwichrzonymi, zaniedbanymi włosami i rysami dalekimi od regularności. Nazwanie takiego młodzieńca pięknym byłoby anachronizmem. Seksowne dziewczyny nie tęsknią za Orfeuszem z lutnią. Wolą rozczochranego piosenkarza pop ze schrypniętym głosem"[5]).
Myślę, że mimo wszystko warto sięgnąć po "Wigilię Wszystkich Świętych" – choć nie jest to najlepsza z książek Agathy Christie. Zachęcam do uczestnictwa w przyjęciu zorganizowanym przez Rowenę Drake!

---
[1] Agatha Christie, "Wigilia Wszystkich Świętych", przeł. Krzysztof Masłowski, Wydawnictwo Dolnośląskie, 1993, s. 14.
[2] Tamże, s. 135.
[3] Tamże, s. 133.
[4] Tamże, s. 136-7.
[5] Tamże, s. 97.


Recenzja pochodzi z portalu BiblioNETka. Autorem jest Misiak297.

piątek, 22 lipca 2016

Ciekawostki - Whitehaven Mansions

źródło zdjęcia

źródło zdjęcia
Tak wygląda serialowy Whitehaven Mansions, dom w Londynie, w którym mieszkał belgijski detektyw Agathy Christie, Herkules Poirot (David Suchet). Naprawdę budynek nazywa Florin Court, jest położony w Londynie przy Charterhouse Square, blisko  stacji metra Barbican.

źródło zdjęcia

źródło zdjęcia













Florin Court zbudowany został w 1936 roku przez Guya Morgana and Partners. Posiada imponującą, zakrzywioną fasadę, ogród na dachu i basen pływacki w piwnicy. W 1980 roku, podczas kręcenia serialu stał się rezydencją Whitehaven Mansions, miejscem zamieszkania Poirota.

źródło zdjęcia

 
źródło zdjęcia


źródło zdjęcia

źródło zdjęcia

źródło zdjęcia



niedziela, 17 lipca 2016

Zanim wybije godzina zero

"Lubię dobre kryminały (…). Ale wiecie, zawsze zaczynają się nie w tym miejscu, co trzeba! Zaczynają się od morderstwa, a morderstwo to rezultat. Jego historia zaczyna się wcześniej, czasami wiele lat wcześniej. Tam tkwią korzenie tych wszystkich związków przyczynowo-skutkowych, które doprowadzają określonych ludzi w określone miejsca o określonej porze określonego dnia. (…) Wszystko zmierza do określonego punktu… I wtedy, kiedy nadchodzi czas: bach! godzina zero. Tak, wszystkie ścieżki zbiegają się, kiedy nadchodzi godzina zero"[1].

Powieść Agathy Christie łączy w sobie mroczną historię obyczajową, thriller psychologiczny i wyśmienitą intrygę. W pierwszych scenach poznajemy osoby dramatu – ludzi nieświadomie zmierzających właśnie do "godziny zero": nadkomisarza Battle'a, który będzie prowadził śledztwo, niedoszłego samobójcę, znanego sportowca i jego dwie żony – byłą i obecną, kuzyna jednej z nich i adoratora drugiej, starą zamożną inwalidkę i jej damę do towarzystwa. Czasami trudno powiązać ze sobą te postaci, domyślić się ich roli w opowieści. Wszyscy staną się marionetkami w rękach przebiegłego mordercy, który zaplanował wyjątkowo perfidną zbrodnię. Morderca jest jednym z nich.

Właściwa akcja rozgrywa się w malowniczej wiosce rybackiej Saltcreek, gdzie znajduje się wspaniały dom lady Camilli Tressilian – inteligentnej, schorowanej staruszki, która przyjmuje u siebie gości niczym królowa swych poddanych. Jednak tym razem wizyta krewnych i przyjaciół będzie pełna napięcia. No bo czy może wyniknąć coś dobrego ze spotkania się w jednym domu dwóch żon (eterycznej Audrey Standish-Strange i pięknej Kay Mortimer-Strange) jednego mężczyzny (Nevile'a Strange'a)? Lady Tressilian tak nie uważa. Stwierdza:
"Jeśli już żony i mężowie muszą ogłaszać swoje trudności publicznie i musi dochodzić do rozwodów, to mogliby przynajmniej rozstawać się dyskretniej. Nowa i stara żona, które zaprzyjaźniają się ze sobą, to pomysł, moim zdaniem, w najwyższym stopniu niesmaczny. Dzisiaj już nikt nie ma żadnych zasad!"[2]. 
Ale stara dama potrafi wyjść naprzeciw tym nowoczesnym obyczajom – w końcu więc Nevile, Kay i Audrey trafiają pod wspólny dach; napięcie udziela się wszystkim. Nevile, zdaje się, wciąż kocha pierwszą żonę, Kay czuje się zagrożona, Audrey – zagubiona, a ich adoratorzy (którzy również są obecni) – nieszczęśliwi. Wkrótce dochodzi do brutalnego morderstwa. Czy ma ono związek z tym dramatem małżeńskim?

"Godzina zero" jest książką pod wieloma względami wyjątkową w dorobku Agathy Christie. Do połowy to właściwie powieść obyczajowa z nieźle nakreślonymi postaciami (przedstawionymi wnikliwiej niż w większości kryminałów tej autorki. Neville świetnie się prezentuje jako
 "ideał Anglika – wysportowany, skromny, przystojny, trochę pański, wszystko bez wyjątku, wszystko, czego tylko zapragnie samo mu się pcha w ręce"[3]. 
Można współczuć Kay – zagubionej i trochę przestraszonej – która nagle zdaje sobie sprawę, że odbijając mężczyznę innej kobiecie, nie zdobyła go na zawsze. Z kolei tajemnicza, introwertyczna Audrey intryguje. No i jest jeszcze Mary Aldin, gospodyni idealna, oddana konwenansom i pustej grzeczności. Lady Tressilian mówi o niej:  
"Jedna z tych istot bez własnego życia, które wciąż poświęcają się innym"[4]
Ich emocje wydają się autentyczne, a w całej historii czuje się świetnie budowaną atmosferę grozy. Ten, kto czyta kryminały przede wszystkim dla misternych intryg i zaskakujących rozwiązań, również się nie zawiedzie.

Warto sięgnąć po tę powieść choćby z tego względu, że to m.in. tu Agatha Christie wyszła nieco poza typowe dla niej schematy i motywy. To zawsze chwalebne, kiedy autor próbuje wejść na nowe drogi twórcze, szuka kolejnych rozwiązań artystycznych. Oczywiście takie zabiegi mogą przynieść mizerne rezultaty, ale nie w tym przypadku. W "Godzinie zero" Christie potwierdziła swoją pisarską klasę.

---
[1] Agatha Christie, "Godzina zero", przeł. Michał Madaliński, wyd. Prószyński i S-ka, 1999, s. 9-10.
[2] Tamże, s. 33-34.
[3] Tamże, s. 96.
[4] Tamże, s. 80.

Recenzja pochodzi z portalu BiblioNETka. Autorem recenzji jest Misiak297.

środa, 13 lipca 2016

Panna Marple i Herkules Poirot po japońsku

Wielcy detektywi Agathy Christie - Herkules Poirot i panna Marple zostali bohaterami serialu animowanego Agasa Kurisutī no Meitantei Powaro to Māpuru, wyświetlanego w dniach 4 lipca 2004 roku do 15 maja 2005 roku, w japońskiej telewizji. Wprowadzono nową postać, Mabel West, która jest siostrzenicą panny Marple oraz zostaje asystentką Herkulesa Poirot. W ten sposób oboje detektywi zostali "połączeni". 
Serial została dostosowany do mangi, wydanej pod tym samym tytułem, a który ukazał się w 2004 i 2005 roku.

Poniżej jeden z odcinków serialu. Ciekawe co sądzicie na ten temat!



piątek, 8 lipca 2016

Wielka Czwórka - Stworek vel Oka krytycznie ....

Książka mnie zbulwersowała, a Hastingsa rozumek niczym u sennej wiewiórki, wołał o pomstę do nieba (przepraszam, jeśli jakaś wiewiórka poczuła się urażona). O co chodzi z tą Czwórką? Kogo tym razem uśmiercimy? Czy Christie nie przedobrzyła? O jakie pieniądze rozpocznie się gra i gdzie w tym wszystkim znajdzie się miejsce dla jajogłowego Belga?
"Gdyby nie moje kocie oczy, Herkules Poirot mógł zostać zmiażdżony, co byłoby niepowetowaną stratą dla całego świata. Ty również, mon ami, mogłeś teraz leżeć pod tym drzewem, chociaż to nie byłoby katastrofą na miarę międzynarodową."
Nie ma panny Lemon, to pierwszy smutny spoiler, od którego musiałam zacząć (cóż poradzę, że lubię pannę Cytrynkę zarówno w wersji serialowej, jak i książkowej). Mamy Poirota, który pakuje się do amerykańskiej wyprawy, chcąc między innymi spotkać się ze swoim druhem Hastingsem. A tu klops, bo mon ami puka do drzwi. Wraz z nim pojawia się tajemniczy przybysz, który dostał się do mieszkania Herkulesa chyba dziurką od klucza. Niewiele jednak mówi... i umiera. Pierwszy raz pojawia się wzmianka o Wielkiej Czwórce, którą Poirot potrafi sprecyzować, jako: 
Numer Jeden: Chińczyk,
Numer Dwa: Francuzka,
Numer Trzy: Amerykanin,
Numer Cztery: Anglik, z którym są największe problemy, wszak to istny kameleon, ninja, niewidzialny bezwzględny niszczyciel, można rzec wykonawca planów Trójcy opisanej powyżej.
Wydawałoby się, że wszystko wiemy, że szybko dochodzimy do personaliów członków tego niebezpiecznego gangu, jednak wciąż brakuje nam haka, żeby przyszpilić tych szalonych przestępców, którzy chcą przejąć władzę nad światem. Dlatego wiele rozdziałów opisuje najrozmaitsze zbrodnie, jakich dopuściła się Wielka Czwórka. Poderżnięte gardła, otrucia, porażenie prądem, to tylko niektóre śmiercionośne okrucieństwa, czyhające na nas w tej lekturze. Na szczęście jest Poirot i jego wiecznie pracujące, przetwarzające informacje szare komórki. Oczywiście nikt sobie nie radzi, policja aresztuje niewłaściwe osoby albo pozwala wymknąć się sprawcy, stąd pomoc małego Belga jest wręcz nieoceniona (chwilami nawet szare komórki Poirota nie nadążają, więc katuje się obelgami pod swoim adresem). Do czasu wielkiego wybuchu...
I byłoby całkiem fajnie, gdyby nie Achilles. Sam pomysł na tę postać jest tak absurdalny, że do tej pory nie mogę się nadziwić, po kiego grzybka w ogóle zaistniał?! Nie wiem, czy Christie chciała już całkiem ośmieszyć Hastingsa, który i tak jest tak obrażany i poniewierany przez Poirota, że chciałoby się go przytulić, okryć kocykiem i wcisnąć w łapki kubek z parującą gorącą czekoladą? A może uznała, że książce potrzeba kilku kopów, bo samo wepchnięcie do fabuły rosyjskiej kryminalistki, uśmiercenie jednego z bohaterów będzie "małym Mikim", więc dołóżmy jeszcze postać, która pewnie nie tylko u mnie wywołała głośne: "cooooo?!!" (przyjaciel belgijskiego detektywa jakoś niespecjalnie dołączył do mojego okrzyku, co było nieco sztuczne, bo pojawienie się tej postaci powinno zrobić niemałe zamieszanie). I na tym mój bulwers zakończę, bo nie chcę przygrzmocić spoilerem, który mógłby odebrać radość z czytania. ;)
Odniosłam wrażenie, że ta książka pisana była na siłę i nawet postać mojego ulubionego detektywa nie uratowała powieści. Niby wszystkie sprawy mają główny temat i gangsterski motyw przewodni, ale tak naprawdę poszczególne rozdziały można by traktować jako odrębne historie ( i może byłoby to lepsze?). Zabójcę znamy od początku (jego zleceniodawców również), ba! nawet się o niego potykamy, więc brakuje tej christie'owskiej łamigłówki, która trzyma w napięciu do samego końca. Hastings przedstawiony jest jako ciamajda potykająca się na własnym cieniu, szalenie naiwna i pustogłowa, która ślepo wierzy w to co widzi, w każde słowo powiedziane/napisane. A Poirot błyszczy, oślepia swoim blaskiem... ale trąca panną Marple, a ja do starszej pani sympatią nie pałam.
I skoro tyle o tej czwórce było gadania, to dam "Wielkiej Czwórce" wielką czwórkę (w skali 1 do 10). Szkoooda.

piątek, 1 lipca 2016

Niedokończony portret - Westmacott Mary

Autoportret Agathy Christie?
Podobno Agatha Christie powiedziała kiedyś do swojej przyjaciółki: "Jeśli chcesz wiedzieć, jaka jestem, przeczytaj »Niedokończony portret«"[1]. Cóż, rzeczywiście, jest to niewątpliwie najbardziej autobiograficzna powieść Królowej Kryminałów. Można by ją czytać jednocześnie z "Autobiografią" i wyłapywać podobieństwa. A jednak opisuje historię, która nie znalazła się na kartach autobiografii – bodaj najbardziej dramatyczną w życiu pisarki.

Główną bohaterką tej powieści jest Celia, kobieta w średnim wieku. Stopniowo poznajemy ją we wspomnieniach. 
Celia już jako mała dziewczynka była nadwrażliwa i zagubiona, pełna lęków (paraliżował ją sen o strasznym Uzbrojonym Bandycie), niezrozumiana przez otoczenie (jedynie ukochana matka potrafiła do niej dotrzeć). Cechowała ją "niebezpieczna intensywność uczuć"[2]. Miała też ogromną potrzebę poczucia bezpieczeństwa – uciekała w świat marzeń, wymyślając sobie przyjaciółki i ich dramatyczne losy. To poniekąd cieplarniane dzieciństwo spędzone w szczęśliwym rodzinnym domu nie dało jej siły do znoszenia trudów dorosłego życia ("Zbyt wiele szczęścia sprawia, że nie jest się przygotowanym na rzeczy, które potem się zdarzają. Bo i jak można być przygotowanym na coś, czego sobie nawet nie wyobrażamy?"[3]). 

"Niedokończony portret" tchnie emocjonalnym autentyzmem, tak przekonującym, że trudno mieć wątpliwości – tę historię Agatha Christie zaczerpnęła z własnego życia. To w dużej mierze historia kobiety stale niepewnej siebie, pełnej lęków, a jednocześnie spragnionej miłości. Zakochana Celia nie dostrzega, że Dermont (wzorowany na pierwszym mężu pisarki – Archibaldzie Christie) podporządkowuje ją sobie, poniża, nie spełnia jej potrzeb emocjonalnych. Nie umie odpowiedzieć na jej miłość, brakuje mu empatii oraz dojrzałości. Wyjątkowo to niedobrana para, świetnie oddana pod względem psychologicznym (zresztą nie brakuje tu dobrze naszkicowanych postaci – uroczo wiktoriańska babka, inteligentna, pełna ciepła Miriam wzorowana na matce autorki, wyważony Peter, wzgardzony narzeczony, okrutna w swej chłodnej dziecięcości Judy). Nawet jeśli to wszystko jest trochę mniej porażające emocjonalnie, niż mogłoby być (trochę tutaj zawiniła forma: bieg życia Celii poznajemy z dosyć suchej, powierzchownej, a miejscami i pospiesznej relacji mężczyzny, który poznał ją przypadkiem – już jako rozgoryczoną i zamkniętą w sobie dojrzałą kobietę po przejściach), powieści nie sposób odmówić dramatyzmu.


Czy ta historia jest literackim autoportretem Agathy Christie? Jeśli nawet – to, nomen omen, niedokończonym, czy może raczej - nieco wyretuszowanym. Celia, alter ego Królowej Kryminałów, jest w całej opowieści bez winy, odpowiedzialność za wszystko spada na barki Dermonta. Tymczasem kto zna biografię pisarki, wie, że sytuacja w jej małżeństwie nie była tak jednoznaczna. Na szczęście ten retusz nie rzutuje na autentyzm przedstawionych emocji. Bo też rozwód był tragedią życia Christie – tragedią, której echa brzmią w wielu jej powieściach z motywem trójkąta małżeńskiego w tle. Natomiast w żadnym kryminale autorka nie naświetliła problemu zdrady tak wnikliwie, jak w powieści psychologicznej "Niedokończony portret".

Warto się zapoznać z tą wyjątkową w dorobku Agathy Christie pozycją.

---
[1] Jared Cade, "Agatha Christie i jedenaście zagubionych dni", przeł. Małgorzata Glasenapp, wyd. WAB, 2015, s. 195.
[2] Agatha Christie, "Niedokończony portret", przeł. Bogumiła Malarecka, wyd. Prószyński i S-ka, 2004, s. 74.
[3] Tamże, s. 14.
[4] Tamże, s. 157.
[5] Tamże, s. 149.

Recenzja pochodzi z portalu BiblioNETka.  Autorem recenzji  jest Misiak297.