środa, 27 kwietnia 2016

Pajęczyna - Agata Christie

Sztuka teatralna. Szalona główna bohaterka. Dziesiątki tajemnic i zagadek. 
Oraz ten niezwykły humor i lekkość pióra Christie. Oto Pajęczyna!
 
- Ty głuptasie! Dobrze wiesz, że możesz mi powiedzieć wszystko, co zechcesz.
- Naprawdę?
- Naprawdę.
- Więc dobrze. - Podniósł się obrócił do niej twarzą. - Kocham cię.
- Bardzo mi miło - odparła wesoło.
- To zupełnie niewłaściwa odpowiedź. Powinnaś powiedzieć nabrzmiałym, współczującym głosem: "Tak mi przykro!".
- Ale to nieprawda. Jestem zachwycona, uwielbiam, kiedy ludzie mnie kochają.
Klarysa Hailsham-Brown, żona Henry'ego Browna, urzędnika Ministerstwa Spraw Zagranicznych, to kobieta skora do robienia sobie żartów. Oczekując przyjścia niezwykle ważnego gościa, nie będzie jej jednak do śmiechu, gdy odnajduje w salonie zwłoki Olivera Costello, obecnego męża byłej żony Henry'ego. Przekonana o tym, iż morderstwo popełniła jej pasierbica, stara się ukryć zwłoki. Jednakże prawda szybko wychodzi na jaw, przez co rozpoczyna się prawdziwe polowanie na winnego...

Pajęczyna to tak naprawdę sztuka teatralna napisana przez Agatę Christie, którą dopiero prawie pół wieku później przeniósł na karty powieści Charles Osborne pod tym samym tytułem. I zrobił to na tyle genialnie i przemyślnie, iż czytając kolejne dzieło podpisane nazwiskiem Królowej Kryminału mamy wrażenie, iż znaleźliśmy się w teatrze na błyskotliwej sztuce teatralnej.

Historia jest przepełniona czarnym humorem, niekończącymi się tajemnicami oraz intrygami, przez co czytelnik często gubi się we własnych oskarżeniach (kto jest winny? kto kłamie?). Agata Christie miała bardzo ciekawy pomysł na zagadkę, mimo iż na pozór wydaje się niczym innym jak odgrzewanym kotletem (który to już raz odnajdujemy trupa w salonie?). Tym razem jednak autorka tak pobawiła się zwrotami akcji, iż nic nie jest wystarczająco pewne.

Sztuka teatralna liczy sobie niecałe 200 stron czasami żartobliwej, czasami poważnej akcji zapisanej dobrze znanym, lekkim piórem Królowej Kryminału.  Pajęczynę czyta się jednym tchem i naprawdę ciężko się od niej oderwać.

Ogólnie polecam bardzo-bardzo! Christie spisała się na medal, pisząc sztukę teatralną. Po lekturze zamierzam odnaleźć jak najszybciej ten tytuł repertuarze i wybrać się do teatru! Cóż to będzie za wydarzenie!  


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Tytuł: Pajęczyna

Tytuł oryginalny:  Spider's web

Autor: Agata Christie   Wydawnictwo: Dolnośląskie

SZTUKA TEATRALNA:1954 Przeniesiona na papier przez Charles Osborne: 2000

PREMIERA wydania: 16. lipca 2015

Tom w kolekcji: 30.


Liczba stron: 144

Format: 195x125mm
Gatunek:Sztuka teatralna, kryminał
 
 RECENZJA POCHODZI Z BLOGA ZNAJDŹ WYMARZONĄ KSIĄŻKĘ  
 

sobota, 23 kwietnia 2016

Godzina zero

Morderstwo w wyższych sferach, proszę Szanownych Państwa, nie jest tym samym, co zabicie kumpla po pijanemu, gdy w ramach twardej argumentacji sięga się po sztachetę z płotu lub nóż sprężynowy, który przypadkiem miało się w rękawie. Morderstwo popełnione w wyższych sferach jest sztuką. Podobnie jak sztuką jest samo życie. Nie wystarczy zjeść posiłek, trzeba go zjeść elegancko; nie wystarczy pogadać przy kawie, trzeba prowadzić dyskusję zgodnie z zasadami savoire-vivre'u; a nade wszystko, nie wolno dać się ponieść emocjom!
Choćbyście usłyszeli najbardziej nieprawdopodobną wieść, jeśli chcecie być w wyższych sferach szanowani, nie możecie po prostu zawołać ale heca!, czy co tam macie Państwo w zwyczaju wołać, nie, możecie jedynie unieść brew i zachowując kamienną twarz powiedzieć: Doprawdy? A potem upić łyk herbaty. 
Starannie wytreso... wychowane osoby z wyższych sfer są bardzo wyczulone na drobne, niewerbalne sygnały, które oznaczają burzę emocji tak silną, że każdy normalny człowiek dawno już by wytłukł wszystkie talerze. Nie mają wyjścia, gorset konwenansów nie zostawia wiele miejsca na oddech.
Zatem morderstwo jest sztuką; nie początkiem czegoś, a końcem, zwieńczeniem długotrwałych przygotowań, planów i przemyśleń mordercy. 
Dla ofiary, rzecz jasna, jest końcem jej życia. Morderstwo jest początkiem jedynie dla czytelnika, który zaczyna czytać książkę i ten tragiczny moment stanowi przyczynę wszczęcia śledztwa. Ale proces ten jest jedynie grą pomiędzy śledczym, a sprawcą. Natomiast do krwawego finału, tej tytułowej godziny zero, która stanowi początek naszego zainteresowania ową historią, wiedzie mnóstwo ścieżek.
I taka jest opowiedziana nam tym razem przez Agathę Christie historia. Morderstwo popełnione zostaje mniej więcej w połowie książki, ale przecież czytamy kryminał, do tego Agathy Christie, więc nie denerwujmy się, trup będzie, może nawet więcej, niż jeden. A co jest wcześniej? Ścieżki. Te wszystkie drogi, drobne zdarzenia, sytuacje i uwarunkowania, które prowadzą do finału w postaci odebrania komuś życia. 

Nudy, powiecie. Niesłusznie. Pamiętajcie Szanowni Państwo, że macie do czynienia z człowiekiem z wyższych sfer, kimś, kto perfekcyjnie panuje nad emocjami, jest niebywale inteligentny, a popełnione przez niego morderstwo to sztuka najwyższej jakości. 
Wybija godzina zero. Ginie człowiek. Do gry przystępuje nadinspektor Battle, który szczęśliwie dla swojego siostrzeńca, inspektora Leacha, odwiedził go podczas swojego urlopu. To nie jest śledztwo dla mało doświadczonego policjanta, to wyrafinowana rozgrywka, starcie dwóch, potężnych przeciwników, których bronią jest... z jednej strony skrupulatnie przemyślany plan, a z drugiej, doświadczenie i głęboka znajomość ludzkiej psychiki. 
Szanowni Państwo! Jak zwykle wszystko podane jest na tacy, co stwierdzam z całą odpowiedzialnością, wertując książkę wstecz. Jak zwykle, dałam się zwieść sztuczkom, które stosowała Agatha, odwracając moją czytelniczą uwagę od tego co ważne i skupiając ją na sprawach nieistotnych. Ale czyż tego samego problemu nie miał nadinspektor Battle? 
Jak zawsze zaskoczona rozwiązaniem zagadki, polecam serdecznie!

środa, 20 kwietnia 2016

Mathew Prichard o Agacie - rodzina

Mathew Prichard, wnuk Agathy Christie, prezentuje serię filmów, w których wgłębia się w życie i twórczość Christie, dzieląc się swoimi refleksjami o babce jako kobiecie i pisarce.

Filmy trwają po około 3 minuty. Tylko wersja angielska.

Wprowadzenie


Rodzina cz. 1



Rodzina cz.2



 Rodzina cz.3



Psy


Więcej informacji na temat Agatha Christie, jej życia i twórczości, zobacz www.agathachristie.com/about-christie/

piątek, 15 kwietnia 2016

Nemezis - Agata Christie

Czy można podjąć się rozwiązania sprawy, o której nie ma się zielonego pojęcia, a swoje przypuszczenia opierać jedynie na jednym liście i ogromnej nagrodzie pieniężnej za powodzenie śledztwa? Otóż, panna Jane Marple udowodnia, że jest to jak najbardziej możliwe. Tym oto sposobem zabiera się za przedostatnią sprawę, jaką przyszło zapisać Agacie Christie o tej przesympatycznej detektyw-amator - sprawę sprzed lat!

Nemezis (grecka bogini przeznaczenia i sprawiedliwości) - tym oto słowem opisał Jason Rafiel pannę Marple przy okazji ich pierwszego i jedynego spotkania (w powieści: Karaibskiej tajemnicy). Od owej sprawy minęły lata, a teraz, po tak długim czasie panna Marple natknęła się na jego nazwisko przy okazji przeglądania gazety. Okazało się, że starszy, chorowity - i jakże bogaty - pan Rafiel zmarł niedawno. Nie mija tydzień, a do starszej pani trafia przedziwny list-wyzwanie, w którym zmarły prosi Marple o prośbę odnalezienia prawdy na temat popełnionego przed laty morderstwa, za który ukarano niewinną osobę... .

Tym oto sposobem panna Marple decyduje się wybrać na wycieczkę, by tam - mając oczy szeroko otwarte - wytropić prawdziwego mordercę. Nie wie nic na temat przestępstwa, nie potrafi określić go w czasie, a wskazówki opiera jedynie na swych przypuszczeniach. Tymczasem zabójca wychodzi z cienia i atakuje ponownie...

Nemezis to jedna z ostatnich powieści Agaty Christie, która oczarowuje klimatem i udowadnia, że klasyka kryminału nie traci swego uroku - i nigdy go nie straci. Jest to jednocześnie nawiązanie do wcześniejszej sprawy opisanej w Karaibskiej tajemnicy oraz przedostatnia powieść, w której pojawia się starsza detektyw-amator.

Nienawiść wygasa dość szybko. Można starać się ja sztucznie podtrzymywać, ale to się nie udaje. Nienawiść nie jest tak silna jak miłość.

Historie związane z panną Marple nieustannie zaskakują mnie swoim klimatem. Czuć w nich tę sielskość angielskich domów, a starsza pani jest wyjątkową postacią, bez której nie mogłoby się obyć. Nemezis pochłania wyobraźnię już od pierwszych stron. Ukryta zbrodnia powolutku z całkowitej niewiadomej stara się coraz bardziej namacalna. Po prostu wciąga, tak jak radość z układania puzzli, które nareszcie przybierają jakiegoś kształtu.

Nie zdziwię nikogo stwierdzeniem, iż zagadka jest niebywale interesująca. Sama intryga i otoczka tajemnicy, która od samego początku tworzy stary, dobry klimat angielskich kryminałów,  udowadniają, iż Agata Christie wcale z czasem nie pisała gorzej - a wręcz coraz lepiej! Wszystko jest tutaj idealnie dopasowane i ma swój sens!
A na dokładkę polecam ekranizację Nemezis! Genialna rozrywka dla głowy gwarantowana!

O stylu i języku Christie nie ma co się zbytnio rozpisywać, ponieważ nie zmienił się on jakoś znacząco na przestrzeni lat. Jak zawsze jest lekki i płynny, dzięki czemu Nemezis - jak i wszystkie inne powieści Królowej Kryminału - czyta się błyskawicznie. Nie zabraknie również genialnych cytatów dających dużo do myślenia.

Gorąco polecam! Nemezis jest wyjątkową powieścią i wcale nie jest konieczna znajomość Karaibskiej tajemnicy, by wczuć się w tę nawiązującą do niej historią.

RECENZJA POCHODZI Z BLOGA ZNAJDŹ WYMARZONĄ KSIĄŻKĘ  

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Czas róży, czas cisu

Oj, nie można powiedzieć, aby twórczość Mary Westmacott cieszyła się wielką popularnością. W Biblionetce, daleko jej książkom nawet do średniej 4,0. Z czego to wynika? Dlaczego uwielbiana autorka w tej postaci nie zyskuje uznania czytelników? Czy takie oceny są wyrazem rozczarowania brakiem wyrazistej intrygi kryminalnej – bo w nich przecież Agatha Christie celowała? A może te powieści – skomplikowane, wielowarstwowe – okazują się w gruncie rzeczy nieprzystępne w lekturze? Czy wreszcie – o małej popularności decydują ich mankamenty? Chciałbym przyjrzeć się w tym tekście "Róży i cisowi" – jednej z najlepszych powieści podpisanych pseudonimem Agathy Christie. Ostatnio ukazała się w nowym tłumaczeniu autorstwa Macieja Grabskiego. 

Narratorem jest Hugh Norreys, były nauczyciel. Wraca on wspomnieniami do roku 1945, kiedy mieszkał razem z bratem i bratową w kornwalijskiej wiosce. Do tego zamkniętego, dosyć hermetycznego świata wkracza wówczas wielka polityka i potrzeba zbudowania powojennej rzeczywistości na nowo. Kandydatem do parlamentu jest John Gabriel, który szybko zaprzyjaźnia się z Norreysem. To człowiek niejednoznaczny, wymykający się ścisłym charakterystykom, zdecydowanie jedna z najciekawszych postaci stworzonych przez Agathę Christie. Wzbudza sympatię i zaciekawienie, szybko zjednuje sobie publikę. A jednak za fasadą charyzmatycznego polityka, który z przekonaniem mówi to, co ludzie chcą usłyszeć, kryje się cyniczny manipulator skoncentrowany tylko na swoich celach. Gabriel dąży do zwycięstwa za wszelką cenę, kariera jest dla niego sensem życia, a sukces – lekarstwem na kompleksy.


Na scenie tej powieści znajduje się jeszcze jedna arcyważna postać – piękna Isabella Charteris wychowywana w zamku przez babkę i dwie stare ciotki. To osoba tkwiąca niejako obok świata, eteryczna i zagadkowa (sam Hugh nie może się zdecydować, czy ma do czynienia z ograniczoną idiotką, czy z osobą głęboko uduchowioną, dostrzegającą więcej niż inni). Isabella wyraźnie odstaje od społeczności, przez którą jest jednak akceptowana. Ma w sobie coś ze śpiącej królewny. Mieszka jakby w chatce z piernika strzeżona przez trzy wiedźmy, gotowa przeżyć swoje zaplanowane piernikowe życie (w perspektywie ma małżeństwo z piernikowym księciem – od dawna niewidzianym kuzynem – oraz zamieszkanie w pałacu-chatce). To kobieta szczęśliwa i niewymagająca. Jej idyllę burzy tylko perspektywa śmierci – Isabella jest jak piękna ścięta róża, której nic nie może uratować przed zwiędnięciem i śmiercią, ani zmiana wody, ani aspiryna, ani przypalanie łodygi. Bratowa Norreys – inteligentna, patrząca na świat z trzeźwym cynizmem – charakteryzuje ją w ten sposób (przytoczę tutaj dłuższy dialog):  
"Ona nigdy nie zadaje sobie pytań: »Dlaczego jestem taka, jaka jestem?« albo »Co naprawdę czuję?«. Ona doskonale wie, co czuje i kim jest. I zrobi to, co będzie jej pisane (…). Dla niej nie istnieją dwa zamienne scenariusze. Tylko jeden. Nawet przez myśl jej nie przemknie, że mogłaby się wycofać. Będzie szła naprzód. Dla takich jak ona nie ma drogi odwrotu.
– Zastanawiam się, czy ktokolwiek z nas ją ma! – powiedziałem z goryczą.
– Może i nie. Ale zwykle istnieje furtka – odparła spokojnie.
– Co dokładnie masz na myśli, Tereso?
– Sądzę, że każdy z nas dostaje jedną szansę ucieczki. Nie zdajemy sobie z tego sprawy, dopiero później, kiedy patrzymy wstecz… Ale ona jest"[1].
Jeszcze wypada scharakteryzować narratora. Hugh Norreys tkwi w specyficznej sytuacji. Trafił na wózek inwalidzki w rezultacie tragicznego wypadku. Pozostaje na marginesie życia, musi wejść w rolę dobrego słuchacza. Choć swój ból i trudne położenie znosi z godnością (może to zasługa zapasu środków nasennych, których może użyć w razie potrzeby), czasem z jego wypowiedzi przebija gorycz. Na przykład wtedy, gdy mówi do Isabelli, z którą się zaprzyjaźnia:  
"Jak myślisz, jakie jest moje życie? Myją mnie, ubierają jak dziecko. Taszczą niczym worek kartofli. Jestem bezużytecznym wrakiem. Martwą skorupą, która leży sobie tu w słoneczku, nie mając nic do roboty… nic, na co by można czekać… żadnej nadziei… gdybym był zepsutym meblem, już dawno wyrzucono by mnie na wysypisko. A ponieważ jestem istotą ludzką, ubierają mnie w cywilizowaną odzież, przykrywają kocykiem to, co najszpetniejsze, a potem wystawiają na słońce!"[2]. 
Wraz z pojawieniem się Isabelli, a także Johna Gabriela, w Hugh wstępuje nowe życie. Wikła się on w trudny emocjonalny trójkąt. Celowo mówię o trójkącie – wydaje się, że jego prawdziwą fascynację budzi nie Isabella (której zwyczajnie nie rozumie), a właśnie John Gabriel – człowiek bezkompromisowy, działający po aktywnej stronie życia, zdobywający kolejne kobiety w rozmaity sposób (władcza Adelaide St. Loo ma dla niego pewien szacunek, Milly Burt – świetnie i odważnie jak na tamte czasy sportretowana ofiara przemocy domowej – pozostaje pod jego urokiem, w końcu ulega mu także Isabella), podejmujący wyzwania. Symbolizuje wszystkie tęsknoty i pragnienia bezwolnego przez swoje kalectwo bohatera, który "przenosi" je na niedostępną Isabellę. Jego niechęć do Johna zaprawiona jest tłumionym pożądaniem. Warto w tym miejscu przytoczyć dłuższą rozmowę Hugh z przenikliwą Teresą. Choć zbywa on insynuacje szwagierki cierpkim humorem, trudno oprzeć się wrażeniu, że w jej słowach jest coś z prawdy. 
– Wreszcie zacząłeś znowu żyć. Chcesz żyć.
– Tak – powiedziałem zdziwiony. – Chyba masz rację. Co prawda nie mam pojęcia dlaczego, ale to prawda. Istotnie, mam ochotę obudzić się jutrzejszego poranka.
– Nie wątpię. Ciekawe, kto za to odpowiada. Życie w St Loo, Isabella Charteris, a może John Gabriel?
– Na pewno nie Gabriel – żachnąłem się.
– A tego akurat nie jestem pewna. Jest coś w tym człowieku…
– Najwyraźniej mnóstwo seksapilu. Ale to typ za jakim nie przepadam. Nie znoszę bezczelnych oportunistów. Ten człowiek sprzedałby własną matkę, gdyby nadarzyła się okazja na zarobek"[3].
Znacząca jest też potrzeba Hugh odseparowania się od kobiet, które darzyły go macierzyńską troską i symbolicznie pozbawiały w ten sposób męskości. Powtórzę: Gabriel uosabia pragnienia bohatera, a jego niechęć to maska, która je skrywa. Przedstawiam fragment mizoginicznej przemowy:  
"To był kobiecy świat, nie męski. Mężczyzna nadal był łowcą – beztroski, obdarty, często głodny, gnał przed siebie, zostawiając z tyłu kobietę i dziecko. W takim świecie nie ma miejsca na politykę, nie jest potrzebna. Wystarczą bystre oko, pewna dłoń i ofiara.
Ale cywilizowany świat opiera się na ziemi. Ziemi, która rodzi i wydaje plon. To świat, w którym buduje się domy i wypełnia je własnością. Żyzny, macierzyński świat, gdzie przetrwanie jest nieskończenie bardziej skomplikowane i może się powieść lub nie na tysiąc różnych sposobów. Kobieta nie patrzy w gwiazdy, ona widzi cztery ściany schronienia, garnek na palenisku i uśpione twarze najedzonych dzieci.
Bardzo chciałem uciec z tego kobiecego świata. Na Roberta nie mogłem liczyć. Był malarzem, artystą zaangażowanym w macierzyński proces wydawania na świat kolejnego obrazu. Gabriel był wystarczająco męski – jego obecność przecięła wreszcie sieć damskich intryg. Tyle że akurat jego nie darzyłem sympatią.
Dzięki Rupertowi wróciłem do własnego środowiska. (…) Znów byłem prawdziwym mężczyzną w beztroskim wojennym świecie, gdzie tak blisko do śmierci, ale człowiek ma dużo ruchu i jest się z czego pośmiać"[4].
"Róża i cis" może zdumiewać, może rozczarowywać. Nagły zwrot akcji – sygnalizowany zresztą na okładce (!!!) – może się wydawać nieprawdopodobny i słabo umotywowany. Ale czy na pewno taki jest? Gabriel pozwolił Isabelli na przebudzenie, wyjście z bajkowego snu, skorzystanie z furtki, o której wspominała Teresa. Isabella poznaje smak innego losu. I nawet jeśli to tułaczka na marginesie społeczeństwa, zarazem jej życie jest spełnione, prowadzone w cieniu miłości absolutnej. Ten człowiek ją pociągał, przez całą powieść obserwujemy narastanie napięcia, które w pewnym momencie wybuchło. W końcu dał jej szczęście. Świetnym wyborem jest tu oddanie głosu Hugh – on nie wszystko rozumie, nie potrafi zinterpretować sygnałów, widzi wydarzenia powierzchownie. Potrafi słuchać, ale nierzadko wyciąga mylne wnioski. Stanowi w gruncie rzeczy inną, niekryminalną wersję Arthura Hastingsa, wiernego towarzysza Herculesa Poirota, z którego intelektem zawsze musi przegrać. Niebezzasadnie Teresa mówi pod koniec powieści: 
"Upierasz się przy swoim widzeniu świata, Hugh (…) i starasz się nagiąć do niego innych. Ale inni mają własny świat, własne życie. Borykają się z nim każdy na swój sposób i to właśnie czyni życie takim pogmatwanym"[5]. 
Dzięki tak wybranemu sposobowi narracji – i bardzo niedoskonałemu opowiadaczowi – w tej historii pozostaje dla czytelnika wiele białych plam, znaków zapytania i nierozwiązanych tajemnic.  


Na zakończenie chciałbym podkreślić, że Agatha Christie w powieściach napisanych pod pseudonimem Mary Westmacott często ukazywała samą siebie, swoje traumy i obawy. W "Chlebie olbrzyma" chodzi o konflikt sławy i miłości (który przyczynił się do rozpadu jej pierwszego małżeństwa), w "Córka jest córką" odbija się nieobcy Królowej Kryminałów problem relacji z dorastającą córką, "Niedokończony portret" odsłania kulisy zagadki związanej ze słynnym zaginięciem pisarki. Według Jareda Cade'a – autora świetnej biografii "Agatha Christie i jedenaście zagubionych dni" – również w omawianej pozycji opisała ona własne problemy (pokuta naznaczona Gabrielowi – dość pretensjonalny aspekt powieści – wydaje się jej prywatną literacką zemstą na mężczyźnie, który ją zawiódł). Isabella jest jednym z autoportretów Christie. To wyjaśnia też zagadkowy tytuł książki: 
"Żadne życie nie jest zmarnowane, bo krótkie życie róży i długie życie cisa dopełniają się we własnym tempie. Niewielu ludzi potrafi rozpoznać swoją naturę i przeznaczenie, a Isabella była jedną z nich – trudno było ją zrozumieć nie dlatego, że była tak skomplikowana, ale dlatego, że była tak bardzo prosta i jasno widziała najmroczniejsze sprawy. Dojrzała Agatha opisała w ten sposób samą siebie"[6].
Agatha Christie, jako Mary Westmacott nie musząc skupiać się na intrygach, w książkach wydanych pod pseudonimem przedstawiała naprawdę skomplikowane sprawy i złożonych, bardzo ciekawych bohaterów. "Róża i cis" nie może konkurować z dzisiejszymi powieściami psychologicznymi, a jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że ten utwór przeszedł próbę czasu. Nie warto skazywać go na czytelnicze zapomnienie.

---
[1] Agatha Christie, "Róża i cis", przeł. Maciej Grabski, wyd. Publicat, 2015, s. 159.
[2] Tamże, s. 105.
[3] Tamże, s. 162.
[4] Tamże, s. 223.
[5] Tamże, s. 314.
[6] Jared Cade, "Agatha Christie i jedenaście zagubionych dni", przeł. Małgorzata Glasenapp, wyd. W.A.B., 2014, s. 220. 

Recenzja pochodzi z portalu BiblioNETka, autorem jest Misiak297.

czwartek, 7 kwietnia 2016

Znamienne dobrego początki czyli "Tajemnicza historia w Styles"



Czytanie po latach debiutanckiego dzieła pisarza, którego najlepsze dokonania już poznaliśmy, może się zdawać nieco ryzykowne. No bo wiadomo, tylko nielicznym zdarza się zyskać sławę już pierwszą publikacją, znacznie więcej jest takich, którzy najchętniej by się zastosowali do popularnego powiedzonka „pierwsze koty za płoty” i zapomnieli (oraz poprosili czytelników o zapomnienie) o tym, od czego ich literacka kariera się zaczęła. A czy światowej sławy autorka kryminałów ma się czego wstydzić?

Fabuła „Tajemniczej historii w Styles”, wydanej w roku 1920, osadzona jest w realiach dobrze znanych trzydziestoletniej wówczas Christie. Rezydencja na prowincji – ileż takich, nie licząc rodzinnej, musiała poznać jako dziecko, dorastająca panna i młoda mężatka! Pierwsza wojna światowa – dopiero co ją przeżyła, drżąc o losy świeżo poślubionego małżonka, pracując w szpitalu najpierw jako pielęgniarka, potem jako asystentka aptekarza (czego odzwierciedlenie również tu znajdziemy).

Narratorem powieści jest kapitan Artur Hastings, przed wojną pracownik firmy ubezpieczeniowej Lloyda; odniesione na froncie rany uczyniły go niezdolnym do służby, odesłano go więc do ojczyzny, gdzie powoli doszedł do siebie. Po zakończonej rekonwalescencji nie bardzo wie, co z sobą począć, nie ma bowiem nikogo bliskiego. I oto przypadkiem spotyka znajomego z dawnych lat, Johna Cavendisha, który zaprasza go do rodzinnej posiadłości. Jeszcze przed przyjazdem dowiaduje się, że w Styles Court zaszły spore zmiany: John się ożenił, a jego macocha Emilia, z którą on i jego brat Lawrence byli tak zżyci, że od niepamiętnych czasów postrzegali ją jako matkę, również wyszła za mąż – niestety, za człowieka znacznie młodszego od siebie, którego nie akceptują ani oni, ani nikt z domowników. Ale dopiero gdy dociera na miejsce, zaczyna się orientować, że stosunki między mieszkańcami rezydencji są dość napięte. Mary, piękna żona Johna, wydaje się usposobiona do męża gorzej niż do antypatycznego doktora Bauersteina, przebywającego w Styles na wypoczynku i z upodobaniem nawiedzającego Styles Court. John półsłówkami zdradza, że i on, i Lawrence są praktycznie bez grosza i drżą na myśl o chwili, w której się okaże, że Alfred Inglethorp odziedziczy wszystko, co pozostawił przed laty ich ojciec. Ewelina Howard, dama do towarzystwa pani Inglethorp, będąca ponoć daleką krewną Alfreda, demonstruje zażartą doń niechęć – tak silną, że roztacza przed świeżo przybyłym gościem złowróżbne wizje przyszłości chlebodawczyni, po czym manifestacyjnie opuszcza posiadłość. Pani domu najwyraźniej wzgardziła wszystkimi domownikami poza swoim małżonkiem, ten zaś, w stosunku do niej aż nazbyt słodki, pozostałym okazuje coś w rodzaju uniżonej obojętności. Młodziutka Cyntia, wychowanica Emilii, donosi Hastingsowi o wszystkich scysjach i nieporozumieniach wśród mieszkańców... I nagle spełnia się ponura prognoza Eweliny: pani Inglethorp umiera nocą, a zagadkowe symptomy tylko naiwny wiejski doktor jest skłonny przypisywać naturalnym przyczynom... Wtedy do akcji wkracza Hastings; dokładnie rzecz biorąc, on sam – choć marzy, by być detektywem – tylko składa Cavendishom propozycję, wkracza zaś jego frontowy przyjaciel, w swoim czasie gwiazda belgijskiej policji, teraz żyjący wraz z innymi rodakami-emigrantami na brytyjskim łaskawym chlebie, jednym słowem – Herkules Poirot! Choć w trakcie prowadzonego przezeń dochodzenia pojawią się liczne pułapki i mylne tropy, sprawa tajemniczego zgonu starszej damy rozsławi go w całej Anglii i da początek trwającej kilkadziesiąt lat karierze prywatnego detektywa (jego literacka rodzicielka uczyni go bohaterem plus minus czterdziestu powieści i paru tuzinów opowiadań!). 

Już samo to, że właśnie w „Tajemniczej historii w Styles” pojawia się on po raz pierwszy, powinno być powodem do niepomijania debiutanckiej powieści Lady Agaty. Ale drugi, ważniejszy powód jest taki, że już tutaj demonstruje ona te wszystkie atuty swojego pisarskiego warsztatu, dzięki którym wciąż sięgamy po jej utwory, także te najstarsze, mimo że niebawem stuknie im równe sto lat. Weźmy choćby kreację postaci obu głównych bohaterów: Hastings jest tym samym miłym i poczciwym dżentelmenem o cokolwiek przyciężkawym toku myślenia i absolutnym braku rozeznania w zakresie własnych rzeczywistych możliwości intelektualnych, jakim pozostanie do ostatniego swego występu na kartach dzieł autorki. Do pełnej głębi wizerunku Poirota brakuje tylko odrobinę większego poczucia własnej wartości, którą Belg zyska nabrawszy pewności, że nie ma w Anglii żadnego detektywa mogącego się z nim mierzyć. Pod wszystkimi innymi względami jest już tym samym Poirotem, jakiego tak polubiły miliony czytelników (choć są i tacy, których nieopisanie denerwuje): pedantycznym dandysem, który chyba prędzej by umarł, niż wyszedł z domu w niewyczyszczonych butach lub niedoprasowanym garniturze; ekstrawertycznym, nieco jowialnym gawędziarzem, zdobiącym swe perory niezliczonymi wykrzyknikami i francuskimi wtrąceniami; urodzonym aktorem, potrafiącym odegrać całkowite zdumienie i niewiedzę, by dowieść tego, co w istocie wie już od dawna, albo niepewność i zdenerwowanie, by, będąc czegoś niewzruszenie pewnym, stłumić czujność tych, którzy owej pewności się boją; i przede wszystkim wielkim umysłem, wyciągającym wnioski z faktów niezauważonych przez nikogo lub zauważonych i zbagatelizowanych przez wszystkich. 

 A pozostałe postacie, jeśli im nawet cokolwiek brakuje do kompletnej charakterystyki, przedstawione są na tyle dokładnie, by można było powziąć stosowne podejrzenia co do łączących je relacji; popatrzmy, jak pięknie przemycony jest między wierszami wypowiedzi bohaterów rozdźwięk pomiędzy tym, co myślą i czują, a tym, co – jak im się zdaje – POWINNI myśleć i czuć, chociażby w stosunku do denatki... Dodajmy do tego jeszcze przyjemny styl, a będziemy mogli orzec, że po kimś, kto debiutuje w ten sposób, spodziewać się można błyskotliwej i długiej kariery – quod erat demonstrandum.

Recenzja pochodzi z portalu BiblioNETka, autorką jest dot59.

sobota, 2 kwietnia 2016

Tajemnica rezydencji Chimneys - Agata Christie

Pora w końcu powrócić do łask Agaty Christie (dawno już nie było na blogu żadnej recenzji tejże autorki) i na nowo zakochać się w kryminale w najczystszej postaci! Czym tym razem Królowa Kryminału mnie zaskoczyła i w jaki sposób rozkochała mnie w swej książce? Oto Tajemnica rezydencja Chimneys...

Anthony Cade nie należy do ludzi zadowolonych zawodowo. Od niedawna utrzymuje się jedynie z prowadzenia wycieczek, w których musi flirtować z kobietami starszymi od niego, byle tylko były zadowolone. Nudzi go to tym bardziej, jeżeli wspomni się przy tym o jego przeszłym życiu - pełnym niebezpieczeństw i adrenaliny.

Pewnego razu los się do niego uśmiecha, gdy na jego drodze staje jego stary przyjaciel - James McGrath, który oferuje mu nie tylko dobry zarobek, ale także powrót do dawnego ekscytującego życia! Ma za zadanie dostarczyć do wydawnictwa pamiętniki zmarłego hrabiego Stylpitcha, co wcale nie jest taką łatwą sprawą, biorąc pod uwagę fakt, iż wiele organizacji będzie chciało stanąć mu na drodze. Angielski minister George Lomax, któremu również zależy na niedopuszczeniu pamiętników do publikacji, namawia właściciela znanej w wyższych sferach rezydencji Chimneys – Lorda Caterhama, by zaprosił "Jamesa McGratha" na weekend do rezydencji w celu omówienia sprawy. Na to samo spotkanie zaproszony zostaje książę Michael Obolovtich. Jednakże już pierwszej nocy książę zostaje zamordowany...


"Ponadto powiem pani taką jedną rzecz: na ogół zawsze jest lepiej mówić prawdę. Jedno kłamstwo pociąga za sobą stek kłamstw, a trwanie w ciągłym kłamstwie jest potwornie nudne".
[str. 85]

Tajemnica rezydencji Chimneys bardziej przypomina dobrą powieść sensacyjną aniżeli klimatyczną historię detektywistyczną. Nic w tym wszakże dziwnego, ponieważ Agata Christie lubiła bawić się swoimi opowieściami, pisząc to, na co w danej chwili miała ochotę. W ten oto sposób oddawała w ręce czytelników intrygi na tak wielu poziomach, które zdecydowanie doceni wytrawny czytelnik kryminałów.
Nie mogłoby też zabraknąć ekranizacji - z udziałem (niezwiązanym z fabułą) panny Marple.

Fabuła jest niezwykle oryginalna i niczym nie przypomina wcześniej przeczytanych przeze mnie powieści Christie. Niestety trochę stron upłynęło zanim na dobre wkręciłam się w tę poplątaną historię pełną politycznych zawirowań. Nie rzutowało to jednak jakoś szczególnie na odbiorze Tajemnicy rezydencji Chimneys, ponieważ jest to książka, którą w pewnym momencie trudno odłożyć, a elementy układanki same odnajdują miejsce w naszej głowie.

Polecam bardzo gorąco szczególnie tym, którzy nie przepadają za detektywem Poirotem bądź panną Marple. Tym razem spotkamy tutaj zupełnie nowe, oryginalne postacie - a w tym przedziwną Virginię, która nie raz zaskakuje.

RECENZJA POCHODZI Z BLOGA ZNAJDŹ WYMARZONĄ KSIĄŻKĘ  

piątek, 1 kwietnia 2016

Odnaleziono nieznany rękopis książki detektywistycznej Agathy Christie!

To jest prawda....

John Curran, znany jest z tego, że przeanalizował notesy Agaty Christie i opracował te zapiski w dwóch książkach „Sekretne zapiski Agaty Christie” oraz „Abc zbrodni agaty Christie”.  

Curran musiał nauczyć się odczytywać, jak je nazywa - "makabryczne pismo" Christie, aby nadać sens treści 73 zeszytów obejmujących jej zawodowe życie od 1920 roku aż do jej śmierci. Zapiski nigdy nie były przeznaczone do publicznego udostępnienia, są zbiorem notatek, próbnych zdań i paragrafów, zawierających nazwy potencjalnych miejscowości, napisane bez zachowania porządku i często bez dat, wymieszane z listami zakupów i planów pakowania dobytku, kiedy dom w Greenway został zarekwirowany podczas drugiej wojny światowej.
Wśród nich znalazły się dwa, niepublikowane wcześniej opowiadania „Wypadek z piłką psa”, który w 1937 roku ewoluował w powieść „Niemy świadek” oraz „Pojmanie Cerbera”, który miał być dwunastą pracą Herkulesa Poirot. Oba, odnalezione w 2009 roku opowiadania, zostały włączone do książki Johna Currana „Sekretne zapiski Agaty Christie”, a ich odnalezienie określane jest jako dobra, detektywistyczna robota.[ŹRÓDŁO]

A to jest Prima Aprilis; )
Najnowszym odkryciem Johna Currana jest ustalenie, drogą dedukcji, zaszyfrowanej w zapiskach Agaty informacji, o miejscu ukrycia jeszcze jednej książki detektywistycznej, z Herkulesem Poirot w roli głównej, autorstwa Agathy Christie. John Curran pracuje obecnie nad rękopisem odnalezionej powieści. Wydanie książki w Wielkiej Brytanii przewidziane jest na wrzesień tego roku. 
Więcej informacji TUTAJ.