wtorek, 29 marca 2016

Agata sama o sobie - cytaty Agathy cz. 8



Jesteśmy tymi samymi ludźmi, co w wieku trzech, sześciu, dziesięciu, dwudziestu lat. Choć może raczej
sześciu czy siedmiu aniżeli dwudziestu, wówczas bowiem jeszcze nie udajemy kogoś innego, nie staramy się nadążyć za modą. Później już dajemy się wciągnąć. Jeżeli panuje moda na intelekt, stajemy się intelektualistami; jeżeli dziewczęta zachowują się jak pustogłowe flirciarki, my też flirtujemy i paplamy o niczym. Jednakże życie toczy się dalej: z biegiem lat coraz bardziej męczy owa gra pozorów, toteż człowiek wraca do własnego „ja”, stopniowo odzyskuje prawdziwą tożsamość. Znajomych czasem zbija to z tropu, lecz samemu zainteresowanemu sprawia ogromną ulgę. (…)

z Maxem Mallowanem
Nigdy nie radziłam sobie z grami; nie potrafię i już się nie nauczę przemawiać; tak łatwo poddaję się sugestiom, że dopiero w samotności sobie uzmysławiam, co tak naprawdę myślę albo co powinnam zrobić. Nie umiem rysować; nie umiem malować; nie umiem modelować ani rzeźbić; nie umiem się spieszyć bez wpadania w popłoch; nie umiem jasno się wypowiadać – o wiele lepiej wyłożę rzecz na piśmie. Upieram się przy zasadach, ale przy niczym więcej. Wiem, że jutro jest wtorek, lecz jeśli ktoś czterokrotnie powtórzy, że środa, po czwartym razie uznam to za fakt, ze wszystkimi jego konsekwencjami.

Co umiem? No cóż, umiem pisać. Jestem muzykalna, acz nie na poziomie profesjonalnym. Dobrze akompaniuję śpiewakom. Jeśli trzeba, potrafię improwizować – bardzo przydatny talent: zdziwiłbyś się czytelniku, jakie cuda umiem zdziałać szpilkami do włosów lub agrafkami. (…)

Nie lubię tłumu, ścisku, krzykliwych głosów, hałasu, rozwlekłych rozmów, wszelkich przyjęć, a zwłaszcza koktajli, dymu z papierosów i palenia w ogóle, alkoholu, chyba że w potrawach, marmolady, ostryg, wystygłego jedzenia, pochmurnego nieba, ptasich łap, zresztą ogólnie dotyku ptaka. I wreszcie rzecz najbardziej znienawidzona: smak i zapach gorącego mleka.
Lubię słońce, jabłka, niemal każdy rodzaj muzyki, pociągi, łamigłówki liczbowe i wszystko, co wiąże się z liczbami; lubię jeść i jeździć nad morze; lubię kąpiele i pływanie, ciszę, sen, marzenia, zapach kawy, konwalie, większość psów, teatr. [s. 368-369]


Autobiografia
Tłumaczenie Konikowska Magdalena, Lechowska Teresa
tytuł oryginału An Autobiography
data wydania 22 września 2010
ISBN 978-83-245-8956-2
liczba stron 480


czwartek, 24 marca 2016

Zło czai się wszędzie - Agata Christie

W słoneczne lato nie ma nic przyjemniejszego od szklanki wody z lodem z dobrą literaturą w ręku. Życie staje się wtedy piękniejsze, kiedy pogrążeni w lekturze czytamy o słonecznej plaży, gorącym piasku, ciepłej wodzie... oraz zagadkowym morderstwie!
 
Herkules Poirot nawet podczas wakacji nie ma czasu na odpoczynek. Na Wyspie Przemytników, gdzie stara się nacieszyć słońcem i plażą, dochodzi do morderstwa. Morderstwa okrutnego i dokonanego z zimną krwią, bowiem ofiarą jest piękna aktorka Arlena Stuart - a sprawcą...? Przed detektywem rozciąga się plejada motywów: zazdrość, spadek, szantaż, przemyt narkotyków, mania religijna... Najgorsze jest jednak to, iż Poirot wyczuwał to zło - zło czające się wszędzie!
 
Twórczość Agaty Christie poznaję jak szalona. Ledwie jedną książkę odłożyłam, a już sięgam po kolejną, spragniona tego uczucia, które tylko Królowa Kryminałów może mi dać. W Zło czai się wszędzie dostałam odpowiednią dawkę tajemniczości pobudzającą szare komórki, trochę lekkiego humoru oraz podejrzliwość połączoną z sympatią do tak barwnych postaci.
 
Kto zawinił? I dlaczego alibi posiadają ci, którzy mieć go nie powinni? Agata Christie postawiła na prostotę - tak łatwą i banalną w swoim wykonaniu, iż czytelnik sam nie dowierza, jakie to było proste. Bo właśnie ta prostota króluje w jej kryminałach, a motyw jest na wyciągnięcie ręki tak bardzo, że aż staje się niewidzialny. 

Głównym atutem tej książki, chociażby ze względu na portret psychologiczny, jest sama ofiara. Arlena Stuart od samego początku nazywana jest tą złą - piękną, głupiutką kobietą, której w głowie jedynie mężczyźni, pożądająca ich całkowicie i bez względu na cenę jaką może być między innymi rozbite małżeństwo. Tak też jest i tam, na Wyspie Przemytników, gdzie celem panny Stuart (choć jej prawdziwe nazwisko to Marshall, bowiem wyszła za mąż za kapitana, który de facto także przebywa na wyspie) jest przystojny młodzieniec Redfern, przebywający na wakacjach wraz z żoną. Czy w takim razie zawinił zazdrosny mąż? A może zazdrosna żona, pani Refern? Czy może pasierbica, Linda, nienawidząca macochy? Czy może panna Rosamund Darnley, widocznie zakochana w kapitanie Marshallu? A może pastor z manią religijną?
 
Jedyne co zawsze przychodzi mi do głowy po przeczytaniu książek Agaty Christie to to, że każda z nich to bardzo dobry kryminał. Zło czai się wszędzie jest jeszcze pod innym względem ciekawą lekturą, a jest nią fakt, iż znajdziemy w niej jeden z pierwszych w literaturze kryminalnej portretów sympatycznego psychopaty, długo przed Hannibalem Lecterem.
 
Styl i język jak zawsze nie zawodzi. Agata Christie posługuje się prostym słownictwem, a w całej książce przeważają żywe dialogi. Cały kryminał jest niezwykle dynamiczny. Czytelnik nawet nie zauważa tych szybko przekartkowywanych stron, podczas których zagadka, można rzec, sama się rozwiązuje!
 
Polecam! Jest to lektura idealna właśnie w czasie tych popołudniowych upałów, podczas których naprawdę nic się nie chce. W Zło czai się wszędzie dzieje się znacznie więcej, co na pewno umili leżenie czy to na plaży, czy to na leżaku w ogródku. Jak dla mnie nie ma lepszych kryminałów od tych napisanych przez sama Królową!

RECENZJA POCHODZI Z BLOGA ZNAJDŹ WYMARZONĄ KSIĄŻKĘ 

niedziela, 20 marca 2016

Między "Kopciuszkiem" a "Makbetem" - Noc i ciemność

[Uwaga! W recenzji zdradzam szczegóły fabularne "Nocy i ciemności" oraz tożsamość mordercy]
"Jedni się rodzą dla radości,
Inni dla nocy i ciemności."[1]
"Noc i ciemność" to wyjątkowa pozycja w dorobku Agathy Christie – tak uważają krytycy, tak uważają czytelnicy, tak uważają wydawcy, wreszcie – sama autorka twierdziła, że ta powieść jest zupełnie inna od tego, co wyszło wcześniej spod jej pióra. Z kolei John Curran w swoim fenomenalnym opracowaniu pisze:
"»Noc i ciemność« stanowi ostatni już prawdziwy triumf Agathy Christie i jej największe osiągnięcie końcowych dwudziestu lat kariery. Po niej autorka nie stworzyła już niczego naprawdę dobrego. Tym bardziej zdumiewa fakt, że tak wspaniała powieść wyszła spod pióra siedemdziesięciopięcioletniej już pisarki, będącej już u kresu długiej, obfitującej w sukcesy kariery"[2].
Trudno się z tym nie zgodzić (nawet dość ryzykowne stwierdzenie o nienapisaniu później niczego dobrego jest niestety celne – kolejne utwory Agathy Christie były niedopracowane i/lub wtórne). I choć to powieść niepozbawiona niedoróbek, błędów logicznych, miejscami dosyć powierzchowna w opisie (co jednak można wybaczyć autorce, biorąc pod uwagę jej wiek – niejeden twórca chciałby mieć tylko takie "niedoróbki" w książkach, które pisze po siedemdziesiątce), nadal pozostaje zdumiewającą i naprawdę godną polecenia pozycją.

W "Nocy i ciemności" swoją historię opowiada Mike Rogers – ambitny młody chłopak, który dorastał w biednej rodzinie. Michael nie umie zagrzać nigdzie miejsca, zmienia pracę, miejsce zamieszkania. Lubi pieniądze (których permanentnie mu brakuje), kobiety, seks, ryzyko. Przez przypadek poznaje piękną Fenellę Guteman zwaną Ellie, dziedziczkę ogromnej fortuny. To miłość od pierwszego wejrzenia. Młodzi szybko się pobierają. Świat stoi przed nimi otworem. Rogersowie budują sobie okazały, wymyślny dom na przeklętej przez starą, nieżyczliwą Cygankę ziemi. Wydaje się, że życie nie może być piękniejsze. Ale wkrótce dochodzi do tragedii – Ellie ginie podczas konnej przejażdżki. Czy to zadziałała klątwa Cyganki?

A gdzie morderstwo? Czy Agatha Christie o czymś nie zapomniała? Śmierć bohaterki (mająca miejsce całkiem blisko końca powieści!) wydaje się przecież nieszczęśliwym wypadkiem, ewentualnie – zemstą mocy nieczystych. Tu nie ma miejsca dla detektywa. Zatem – zaraz, o co w ogóle chodzi? Czy to romans bez happy endu, bo i takie wyszły spod pióra Christie, tyle że ukrytej pod pseudonimem? Nie, jak na Mary Westmacott jest stanowczo zbyt mroczno.


Jeśli miałbym określić "Noc i ciemność" jednym słowem, byłoby nim na pewno: "niepokojąca". Opowieść Mike'a Rogersa od pierwszych zdań właśnie niepokoi – niby nie ma w sobie nic szczególnego, to sucha, miejscami powierzchowna relacja (Michael się asekuruje – on nie zna się na pisaniu, nie wychodzi mu). A jednak unosi się nad nią aura fatalizmu, wszystko wydaje się zanurzone w mroku. Czytelnik, który zagłębi się w tę historię, będzie czuł niepewność, czające się gdzieś zagrożenie, obecność nienazwanego zła. I słusznie. Groza narasta z każdym rozdziałem, choć toczy się tu zwykłe życie – wypełnione miłością, wizytami krewnych i przyjaciół, zakupami, błahymi zdarzeniami, których znaczenia nie sposób odgadnąć.

Ale to wyczuwalne zło istnieje. W osobie Michaela Rogersa, który wespół z najlepszą przyjaciółką żony uknuł intrygę mającą go uczynić szczęśliwym spadkobiercą milionów Gutemanów. Ktoś zapewne powie: mąż zabójcą? Przecież to już było, w dodatku w najlepszych powieściach Christie! Ktoś inny zauważy: narrator mordercą? To również już było! (nie wymienię tytułu; ci, którzy czytali, będą wiedzieć, o co chodzi). Ano było. Zatem dlaczego ta książka jest tak niezwykła?

Agatha Christie po raz kolejny zaskakuje. Bo nie rozwiązanie zagadki jest tu istotne, ale osoba sprawcy. "Noc i ciemność" stanowi właściwie błyskotliwe i przerażające studium umysłu psychopatycznego mordercy. To novum w twórczości kryminalnej (dziś narrator kryminału czy thrillera, którego na początku darzy się sympatią i któremu się kibicuje, na ostatnich stronach okazujący się mordercą, nie jest żadną rewolucja i rewelacją, tylko jednym z autorskich chwytów) i novum w twórczości tej pisarki. Ktoś pewnie zaraz powie: "ale zaraz, w powieści, której tytułu nie chcesz wymienić, Christie już użyła tego chwytu!". Odpowiem – tak, ale wtedy był to tylko świetny "gag", liczyła się przede wszystkim intryga kryminalna (tak samo zresztą jak w krótkim opowiadaniu "Śmiertelna klątwa", którego powieściową przeróbką jest omawiany utwór). Tutaj – nie.
Bo "Noc i ciemność" to odwrócona baśń o Kopciuszku, narratorem jest w niej Kopciuszek mroczny, który mści się na świecie za doznane krzywdy Zresztą na tym motywy baśniowe się nie kończą – Ellie jest tu piękną bogatą księżną zamkniętą w wieży pod okiem wstrętnej macochy (Cora). Z kolei jej przyjaciółka Greta Andersen – dobrą wróżką, która ostatecznie sprowadza na nią śmierć. Baśniowa zła wiedźma – Cyganka – próbuje ostrzec, ale to nie ocala bohaterki. Warto także przywołać odniesienia do Szekspira – "Romea i Julii" (historia Mike'a i Ellie), "Otella" (motyw uduszenia partnerki), "Makbeta" (Michael i Greta przypominają Makbeta i Lady Makbet – tyle że tu Makbet i zabija, i wariuje). A to wszystko wzbogacone elementami horroru.

"Noc i ciemność" stanowi pozycję wyjątkową w dorobku Agathy Christie – mówią wydawcy, mówią krytycy, mówiła sama Christie. I mają rację. Tę powieść ze zdumieniem i przerażeniem zamykają po przeczytaniu ostatniej strony kolejne pokolenia czytelników. I wierzę, że będą po nią sięgać jeszcze bardzo długo. Agatha Christie – pisarka, która zrewolucjonizowała literaturę kryminalną – naprawdę na to zasługuje.

---
[1] Agatha Christie, "Noc i ciemność", przeł. Anna Mencwel, wyd. Prószyński i S-ka 1995, s. 5.
[2] John Curran, "Sekretne zapiski Agathy Christie", przeł. Beata Długajczyk, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2010, s. 400.

Recenzja pochodzi z portalu Biblionetka, autorem jest misiak297.

środa, 16 marca 2016

Świat Agaty Christie - Martin Fido

Autor – Martin Fido
Tytuł – Świat Agaty Christie
Tytuł oryginału – The World of Agatha Christie
Przekład – Beata Długajczyk, Emilia Skowrońska
Grupa Wydawnicza Publicat/Wydawnictwo Dolnośląskie
ISBN 978-83-271-5241-1
Agatha Christie (1890-1976), najpoczytniejsza aktorka wszech czasów, mistrzyni kryminału i królowa misternej intrygi. Konstrukcja fabuły jej książek była krokiem milowym w rozwoju gatunku. Christie stworzyła podwalinę złotego wieku powieści detektywistycznej. Spod jej pióra wyszły postacie, które przeszły do historii – Herkules Poirot czy panna Marple.
Chyba nie znam osoby, która nie znałaby Agathy Christie. Niektórzy czytają jej powieści, inni (którzy czytać nie lubią) przynajmniej oglądali liczne ekranizacje jej powieści. Ja łączę w sobie obie grupy: czytam z ogromną przyjemnością i oglądam filmy. Moimi ulubionymi są te z Herkulesem Poirotem, w roli którego najbardziej przekonuje mnie David Suchet. Gdyby Agatha miała wybierać spośród kilku odtwórców tej roli, na pewno postawiłaby na Sucheta. To po prostu wymarzony mały Belg.
Świat Agaty Christie to przepiękny, bogato ilustrowany album, przedstawiający całe życie autorki kryminałów: życie osobiste, podróże, które uwielbiała oraz warsztat pisarski. Każdy miłośnik prozy Agathy znajdzie w tej książce-albumie coś, co go zainteresuje. Ozdobiona została wieloma fotografiami pisarki, jej rodziny, przyjaciół i miejsc, gdzie przebywała.
dom rodzinny agathyagatha na lekcji tańca (w środku)
Agatha Christie przypomina jedną ze swych głównych bohaterek – osobę, której powierzchowność ukrywa prawdziwą naturę. Za konwencjonalną maską kobiety z klasy średniej, prowadzącej oficjalne, monotonne życie skrywała się genialna autorka kilkudziesięciu powieści detektywistycznych.
Czytelnicy znajdą tutaj nie jedną Agathę, ale kilka Agath. Zaczynając od tej miłośniczki podróży i przygody, przez kobietę pełną wątpliwości i rozterek, po Agathę zauroczoną i zakochaną. Dzięki tej publikacji poznacie (tak, jak ja poznałam) jej zainteresowania, poglądy i okoliczności w jakich powstawały jej liczne powieści. Martin Fido z powodzeniem przedstawia sylwetki wykreowanych przez nią bohaterów.
poirotmarple
Jakby powiedziałby Herkules Poirot, nie jest ona nudnym produktem ukończonych szkół i drobnomieszczańskich małżeństw. To utalentowana i niezwykle inteligentna pisarka, kształcona również w muzyce i fotografii. Kobieta, która samodzielnie zdobywa wiedzę archeologiczną, która zarabia na własne utrzymanie i kupuje sobie domy. Witam prawdziwą pierwszą damę fikcyjnych łamigłówek dla małych szarych komórek, Damę Agathę Christie.
Album rozpoczyna kalendarium, czyli chronologicznym zapisem wydarzeń z życia pisarki, a po nim interesujące drzewo genealogiczne. Mini-biografia składa się z czterech rozdziałów: Życie, Twórczość, Zainteresowania i poglądy oraz Adaptacje filmowe i teatralne. To nie grube wydanie albumowe, ale powinno się stać nie lada gratką dla każdego wielbiciela kryminałów Agathy.

W swoim życiu czytałam kilka biografii, lepszych i gorszych. Ta, autorstwa Fido nie zachwyca, ponieważ autor pokusił się na oceny i komentowanie faktów z życia pisarki. Na pewno nie jest to nieprawdopodobna skarbnica wiedzy na temat bardzo ciekawej kobiety. Polecam jednak,  książka świetnie nada się na prezent nie tylko dla fanów twórczości Christie.

piątek, 11 marca 2016

Solidna angielska robota - "4.50 z Paddington", Christie Agatha

"4.50 z Paddington" to najklasyczniejszy pod słońcem kryminał. A oto, o czym w nim mowa:

Przyjaciółka panny Marple wraca koleją z Londynu. W mijającym ją pociągu dostrzega mrożącą krew w żyłach scenę: mężczyzna dusi kobietę. Konduktor, któremu zgłasza swoje spostrzeżenie, bierze je za chorobliwą fantazję. Nie wierzy też policja, bo jakże tu mówić o morderstwie, skoro nie znaleziono zwłok? Wierzy tylko panna Jane, z właściwą sobie przenikliwością dedukując, w jaki sposób domniemany morderca mógłby pozbyć się ciała. Jedyną możliwością sprawdzenia tej tezy jest przeszukanie posiadłości pewnego starego dziwaka. W roli detektywa zgadza się wystąpić pewna bystra młoda dama z uniwersyteckim dyplomem z matematyki, wykonująca zawód... gosposi. Oczywiście znajduje, czego szuka, i wtedy dopiero zaczyna się ambaras...

Kim była zamordowana? Dlaczego właśnie tutaj znalazło się jej ciało? Co mają na sumieniu poszczególni członkowie rodziny Crackenthorpe’ów i komu zależy na wyeliminowaniu rywali z gry o potencjalny spadek?


Rzecz jasna, wszystkiego tego dowiemy się w ostatniej chwili, autorka bowiem zadbała, by nie ujawnić zbyt wcześnie podejrzeń rodzących się w umyśle panny Marple. Klasyczna konstrukcja akcji, mnóstwo obyczajowych szczegółów doskonale wprowadzających w atmosferę powojennej Anglii, zero krwawych i brutalnych scen (bo też morderca nie jest żadnym maniakalnym psychopatą, ale zwykłą nędzną istotą ludzką, której w pewnym momencie ubrdało się, że czyjaś śmierć ułatwi jej życie) – oto, czego potrzeba, by powstała solidna angielska robota. I choć nie jest to najbardziej błyskotliwe z kilkudziesięciu dzieł autorki, prezentuje całkiem przyzwoity standard, wyprzedzając o kilka długości makabryczne historie tworzone przez autorów współczesnych powieści kryminalnych, po których czytelnik długo nie może otrząsnąć się z niesmaku...

Recenzja pochodzi z portalu BiblioNETka, autorką jest  dot59.

niedziela, 6 marca 2016

Kieszeń pełna żyta - Agata Christie

Po przeczytaniu tak wielu powieści kryminalnych, doszłam do wniosku, iż plany na morderstwo - przypływy pomysłów - są bardzo różnorodne. Jedni kombinują tak, by przestępstwo przybrało pozory samobójstwa, inni - by zabójstwo dokonało się w zamkniętym pomieszczeniu, a z kolei kolejni opierają swoje chore pomysły na... wierszyku dla dzieci?
 
Rex Fortescue nie należy do ulubionych członków rodziny. Jest równie znienawidzony, co bogaty. A jak każdy milioner, można rzec, działał na schematach - jednym z nich była właśnie poranna herbata... która to pewnego dnia mogła być powodem jego śmierci. Lecz owe wydarzenie było zaledwie czubkiem góry lodowej. Niedługo po nim ginie o trzydzieści lat młodsza żona, posądzana wcześniej o bycie mordercą oraz nikomu bliżej nieznana, bardzo nijaka służąca. Lecz to nie koniec tajemnic! Inspektor Neele - z malutką pomocą Jane Marple - będzie musiał jeszcze rozstrzygnąć kwestię ochmistrzyni, kopalni złota oraz krzywdy sprzed lat.
 
"Kieszeń pełna żyta" to kolejna powieść kryminalna Agaty Christie z 1953 roku, w której pojawia się detektyw-amator, Jane Marple. To historia niezwykle interesująca, aczkolwiek raczej prosta w swoim wykonaniu. Angielska pisarka po raz dziesiętny udowadnia, że prawda tkwi w szczegółach i bywa naprawdę oczywista, lecz owiana stosem kłamstw często niedostrzegalna.

Czytelnikowi przyjdzie zmierzyć się z trzema morderstwami, a w każdym z nich występuje pewna niezgodność... Mamy całą rodzinę podejrzanych, w której każdy członek liczy na korzyść majątkową, a wśród nich tego jedynego - mordercę! 
Tym razem za głównego bohaterka można uznać inspektora Neela. To inteligentny, pełen godności i szacunku do drugiego człowieka mężczyzna, którego da się polubić za chłonny umysł. To typ osoby, który potrafi ujrzeć coś więcej poza oczywistymi faktami, skupiając się na detalach. Niestety fani starszej pani detektyw będą zawiedzeni tak jak ja, bowiem Jane Marple pojawia się na stronach tej powieści nie dość, że późno, to jeszcze rzadko - na oko tak występuje na 40 stronach z 220!
 
Niestety nie mogę przeoczyć faktu, iż wierszyk dla dzieci jako pomysł na potrójne morderstwo został już wykorzystany przez Agatę Christie, chociażby w "I nie było już nikogo". Przez to nie sposób wyjść z założenia, iż cała powieść oparta jest na schematach. Tożsamość mordercy nie była dla mnie dużym zaskoczeniem. 
Mimo to "Kieszeń pełna żyta" to miła lektura, którą z całego serca polecam wszystkim fanom gatunku i nie tylko. Żywy język Agaty Christie, nastawiony głównie na dialogi, sprawia, iż nie sposób od tej książki się oderwać. Pomimo przeciwności losu, czytałam ją do samego końca! Takiej lektury życzę i Wam!

RECENZJA POCHODZI Z BLOGA ZNAJDŹ WYMARZONĄ KSIĄŻKĘ 

wtorek, 1 marca 2016

Kto zabił... uczucia? - "W samotności", Christie Agatha

Cóż za niespodziankę mi zaserwowała Królowa Kryminału! Właściwie nie była to niespodzianka, bo zostałam już wcześniej uprzedzona, że będę mile zaskoczona, ale mimo wszystko…

Tym razem nie zaczyna się od morderstwa. Prawdę powiedziawszy, w ogóle nie zostaje popełnione morderstwo w sensie fizycznym, choć trudno powiedzieć, że nie ma ofiar… I wbrew temu, co sugeruje straszliwie harlekinowata okładkowa ilustracja oraz – to już zupełnie dziwne, bo nie wyobrażam sobie, by coś podobnego mógł napisać ktoś, kto choć pobieżnie zna treść powieści! – nota wydawcy, zgodnie z którą „Samotną wiosną” należy zaliczyć do „uroczych, przepełnionych aurą tajemniczości powieści miłosnych”[1].

Ale wyłuszczmy sprawę od początku. Zbliża się do końca trzecia dekada XX wieku. Czterdziestoośmioletnia Joan Scudamore, elegancka dama z brytyjskiej klasy średniej, wraca do Londynu z Bagdadu, gdzie przebywała w odwiedzinach u chorej córki. Na skutek niespodziewanej zmiany pogody nie dociera na czas na stację i musi spędzić kilka dni w zajeździe na pustkowiu, mając za towarzystwo jedynie hinduskiego służącego, który nie jest dobrym partnerem do rozmów. Kiedy się kończy papier listowy, kiedy zostały już przeczytane zabrane na drogę książki, przychodzi czas na to, by – jak mimo woli wyprorokowała jej spotkana w Bagdadzie dawna szkolna koleżanka – „rozmyślając dzień za dniem wyłącznie o sobie (…) dowiedzieć się czegoś, czego się dotychczas o sobie nie wiedziało”[2].
Bo do tej pory Joan była przekonana, że jej „i Rodneyowi naprawdę się poszczęściło”[3] – dwadzieścia pięć lat małżeństwa, dobra sytuacja materialna, trójka dzieci „ładna, i zdrowa, i dobrze ułożona”[4] – czyż to nie dowód, że „odniosło się sukces w tym, co miało się do zrobienia”[5]? Ale w samotnych rozmyślaniach na idealnym wizerunku szczęśliwej rodziny zaczynają się pojawiać coraz to nowe rysy. Czy naprawdę Rodney czuje się spełniony i zadowolony w roli wspólnika kancelarii prawniczej, mimo że była to ostatnia rzecz, o jakiej marzył? Dlaczego każde z trojga dzieci tak szybko i definitywnie opuściło rodzinne gniazdo, a Barbara najwyraźniej nie czuła się uradowana przyjazdem matki, choć jej od kilku lat nie widziała? Czemu we wspomnieniach Joan tak często powraca dawna sąsiadka – „ani piękna, ani młoda, bez żadnej prezencji”[6]? Obraz, jaki wyłania się z jej przemyśleń i reminiscencji, nie jest bynajmniej zachwycający. Wręcz przeciwnie, stanowi cały magazyn dowodów na to, że jednak miała miejsce zbrodnia, dokonana co prawda nie z premedytacją, ba, wręcz w dobrej wierze, ale przez to wcale nie mniej karygodna – zabita została spontaniczność, szczerość, marzenia, a wreszcie i miłość. Cztery razy.


W każdym z członków rodziny Joan. A winną tego poczwórnego morderstwa jest… ona sama! Niełatwo żyć z taką świadomością, ale winowajczyni pociesza się, że małżonek – mimo wszystko – docenia fakt, iż jest „taka pogodna i kompetentna, i pracowita, taka zadowolona i szczęśliwa”[7].
A jak jest naprawdę?...
Powiem szczerze – poruszyła mnie ta powieść do głębi. Bo może są ludzie, którzy znalazłszy się w takiej sytuacji jak bohaterka, byliby w stanie przypomnieć sobie tylko szczęśliwe chwile i nie mieliby sobie nic do zarzucenia, ale ilu ich jest? Literatura, nie mówiąc już o życiu wokół nas, nieustannie dostarcza nam świadectw, że postawa Joan nie jest niczym wyjątkowym. Pokusa arbitralnego orzekania, co będzie lepsze dla innych (oczywiście musi to być coś, co – przynajmniej z krótkowzrocznej i egoistycznej perspektywy – jest lepsze dla orzekającego!) tkwi w człowieku pewnie od zarania dziejów, a jakże wzmacniają ją obiegowe przekonania i niepisane normy! „Blanche powinna zachować rozsądek i nie pozwolić na coś takiego”[8], „dzieci powinny chodzić do dobrych szkół (…). Nie zapominaj też o dobieraniu właściwych przyjaciół”[9], „Oczywiście, że pójdziesz w ślady ojca!”[10], „tak zachowują się tylko bardzo nieprzyzwoite dziewczęta”[11]… Ogromnie nieprecyzyjna i śliska jest granica między wychowaniem a tresurą, między małżeńskim kompromisem a szantażem! I patrząc na skutki nierozpoznania tej granicy przez Joan, mimo woli zaczyna się myśleć, czy samemu się ją wyraźnie dostrzega…

Za to niewesołe, lecz pouczające memento, za doskonałą konstrukcję psychologiczną postaci Joan, za mistrzowskie ukazanie procesu samopoznania dokonującego się w umyśle bohaterki należy się Lady Agacie ogromny szacunek. Bo Poirota i pannę Marple, którzy nigdy naszej pamięci nie opuszczą, uwielbiamy, ale to „biedna mała Joan”[12], nawet jeśli z czasem zapomnimy jej imienia, może w nas wywołać małą duchową rewolucję…
---
[1] Agatha Christie, „Samotna wiosną”, przeł. Bogumiła Malarecka, wyd. Rebis, 1998; tekst z okładki.
[2] Tamże, s. 22.
[3] Tamże, s. 9.
[4] Tamże, s. 9.
[5] Tamże, s. 9.
[6] Tamże, s. 196.
[7] Tamże, s. 236.
[8] Tamże, s. 12.
[9] Tamże, s. 40.
[10] Tamże, s. 91.
[11] Tamże, s. 160.
[12] Tamże, s. 237.

Recenzja pochodzi z portalu BiblioNETka, autorką recenzji jest dot59.