sobota, 30 stycznia 2016

Poznajcie Mary Westmacott

Kiedy mówi się Agatha Christie, to myśli się "Królowa Kryminałów". I słusznie - była jedną z osób, które zmieniły oblicze literatury kryminalnej. Jej powieści nadal są wznawiane i zyskują sobie rzesze wiernych czytelników, powstają kolejne ekranizacje. Intrygi kryminalne wciąż zdumiewają. Hercules Poirot - wybitny belgijski detektyw z imponującymi wąsami - i panna Marple, dobrotliwa, inteligentna staruszka z małej angielskiej wioski St. Mary Mead weszli na trwałe do kanonu najważniejszych postaci literatury światowej.

Agatha Christie nie ograniczała jednak swego pióra do kryminałów. Napisała też kilka powieści obyczajowych pod pseudonimem Mary Westmacott. Nie są to może powieści tak wyjątkowe i zapadające w pamięć jak kryminały Królowej, ale z pewnością zasługują na uwagę. Niestety wydaje się, że na gruncie polskim zrobiono tym powieściom straszną krzywdę. Okładki, które zaproponował Rebis, który wydał Mary Westmacott pod koniec lat 90. ubiegłego wieku rażą tandetnością, przywodząc na myśl literaturę romansowo-erotyczną najgorszego sortu. Dodajmy do tego żenujący opis z okładki -wydawca przedstawia twórczość Mary Westmacott jako "sześć uroczych, przepełnionych aurą tajemniczości historii miłosnych". Czytałem do tej pory cztery z sześciu powieści podpisanych pseudonimem Agathy Christie. Wiele dało się o nich powiedzieć, ale na pewno nie to, że są "urocze". Raczej mroczne w tonie, opowiadają o toksycznych relacjach, ludzkich dramatach, trudnych wyborach, nieszczęściach. Trudno książki Westmacott powiązać z historiami miłosnymi - to raczej powieści psychologiczne. Prószyński, który później opublikował te książki wykazał się trochę większym okładkowym taktem. 

Teraz ta seria powraca za sprawą Wydawnictwa Dolnośląskiego - do księgarń trafiły nowe tłumaczenia "Róży i cisu" (przełożył Maciej Grabski) i "W samotności" (książka wcześniej znana jako "Samotna wiosną" czy "Samotna", przetłumaczona przez Marię Grabską-Ryńską). Okładki wydają się intrygujące - rysunki kobiet na znaczkach pocztowych. W niniejszym szkicu chciałem omówić "W samotności".

"Zerknęła w lustro, które jakby na życzenie wisiało tuż nad stołem. To co w nim zobaczyła, wprawiło ją w jeszcze lepszy humor. Muszę przyznać, stwierdziła w duchu, że czas był dla mnie łaskawy. Widziała szczupłą kobietę w średnim wieku o zaskakująco gładkiej twarzy i ciemnokasztanowych włosach ledwie tylko muśniętych siwizną, pogodnych niebieskich oczach i skłonnych do śmiechu ustach" (s. 8).

Oto Joan Scudamore - kobieta spełniona jako żona wziętego prawnika ("Przeżyli razem szczęśliwe, spokojne życie" (s. 10)) i matka trójki udanych dzieci (nazywa je radością życia). Co tu kryć, to osoba żyjąca w samozadowoleniu i poczuciu szczęścia. Ma świadomość, że to ona kierowała rodziną. "Delikatnym wpływem można zdziałać bardzo wiele" (s.10) - takiej zasady trzyma się bohaterka. Cóż, Joan można tylko pozazdrościć, prawda?
A jednak jakaś tworzy się jakaś rysa - dlaczego plotki głoszą, że młodsza córka Joan, Barbara Wray, była tak nieszczęśliwa w domu rodzinnym, że wyszła za mąż za pierwszego lepszego mężczyznę i wyjechała za granicę, aby uciec z Anglii? Ach, nie, chyba nie będziemy dawać posłuchu plotkom? Kiedy Rodney mówi, że dziewczęta czasem wychodzą za mąż, aby uciec z domu, jego żona wybucha śmiechem: "- Nie z takiego domu jak nasz. Ze świecą szukać dziewczyny, która miałaby szczęśliwszy dom rodzinny!" (s. 60).

Zresztą Joan - troskliwa matka - właśnie odwiedziła zdrowiejącą córkę w Bagdadzie, wszystko już z nią w porządku. Co to za tajemnicza choroba? Babs była zawsze najwrażliwszym i najbardziej wybuchowym z dzieci Scudamore'ów. Niebawem Joan musi przerwać podróż do Anglii z powodu fatalnych warunków pogodowych. Uwięziona w małym zajeździe przy tureckiej granicy, skazana na samotność, zaczyna rozmyślać o swoim życiu. Okazuje się, że "każdy trop zapisany w pamięci musi prowadzić na manowce przykrych i bolesnych skojarzeń" (s. 71).
Joan nagle zdaje sobie sprawę (a jeśli nie ona, to na pewno zda sobie sprawę czytelnik!), że być może źle widziała rzeczywistość. Bywa, że okłamuje samą siebie, zagłusza niepokoje, aby trwać w ułudzie szczęścia i spełnienia. Tak jak w tamtej chwili, w której obserwowała Rodneya na dworcu kolejowym:

"Kochany stary Rodney... Uniósł ku niej głowę, słońce świeciło mu prosto w twarz, bezlitośnie ujawniając sieć drobnych zmarszczek w kącikach oczu. Miał takie smutne oczy... Zmęczone, pełne głębokiej melancholii. Nie żeby Rodney był melancholikiem. To kwestia wykroju powiek. Niektóre zwierzęta mają smutne oczy. Poza tym Rodney na co dzień nosił okulary i wtedy nie zauważało się wyrazu oczu. Ale wyglądał na bardzo zmęczonego" (s. 72).
 Joan w końcu rozumie (choć zaraz odegna tę niewygodną myśl), że "Całe swoje życie (...) przeżyła w zamknięciu, w schludnym pudełku z kukiełkowymi dziećmi, kukiełkową służbą i kukiełkowym mężem" (s. 101). Wydaje się, co więcej, że zarówno Rodney jak i Averil, Tony oraz Babs zdawali sobie sprawę z tego, że Joan żyje w ułudzie, we własnych wyobrażeniach, które z rzeczywistością nie mają nic wspólnego. Nie wyprowadzali jej z błędu, chronili ją, choć przecież - apodyktyczna, płytka i krótkowzroczna - niszczyła ich psychicznie, łamała im życiorysy kierowana osobliwie rozumianą wolną wolą. Rodney dał się zmanipulować i zapłacił wysoką cenę - przeżył życie jako ktoś inny, oddając się pracy, której nienawidził. Najstarsza, inteligentna i błyskotliwa Averill zbudowała sobie pancerz z perfekcyjności, otoczyła się emocjonalnym chłodem. Wiedza o wadach matki była jej bronią. Tony wygrał uporem - i w odróżnieniu od ojca, poszedł drogą, o której marzył, nie zwracając uwagi na matczyne protesty. Krucha Barbara nie dawała sobie psychicznie rady z toksyczną matką. Nic dziwnego, że uciekła z niego, choć była niedojrzała i zagubiona. W jej "chorobie" nietrudno rozpoznać próbę samobójczą.

"- Ten dom to jakieś więzienie!" (s. 157) - krzyknęła zrozpaczona Babs.
"- Zastanawiam się, czy wiesz cokolwiek o kimkolwiek" (s. 96) - zarzucił matce Tony.
"- A co naprawdę robisz dla nas, mamusiu?" (s. 104) - zapytała kiedyś mała Averil.

Czy Joan naprawi swoje błędy? Czy nie jest na to za późno? I czy naprawienie jest w ogóle możliwe? Tego już nie zdradzę. Ale zachęcam Was do poznania Joan Scudamore i innych bohaterów Mary Westmacott - prowadzących ze sobą cichą, pełną nienawiści wojnę Ann i Sarah Prentice ("Córka jest córką"), Vernona Deyre zagubionego między własnymi ambicjami artystycznymi a kobietami, które kocha ("Chleb olbrzyma"), Laurę i Shirley, siostry połączone silną więzią ("Brzemię"), nieszczęśliwą Celię ("Niedokończony portret") i tajemniczą Isabellę Charteris ("Róża i cis").

Dodam tylko, że "W samotności" to wstrząsająca książka i jedna z najlepszych w dorobku tej autorki - coś dla wielbicieli mocnej, wyrafinowanej prozy psychologicznej. Warto poznać Christie jako Mary Westmacott! Świetnie, że Wydawnictwo Dolnośląskie przybliża i tę twórczość Królowej Kryminałów.

Polecam! 

Recenzja pochodzi z portalu Biblionetka, autorem wpisu jest misiak297.

środa, 27 stycznia 2016

Gra dla wielbicieli Agaty Chrstie, czyli A.B.C. Murders Game


Na podstawie jednej z najważniejszych powieści Agaty Christie stworzono już wiele gier komputerowych, w których to MY - gracze - sami rozwiązujemy zagadki. Ja sama zakupiłam i zagrałam w trzy historie: I nie było już nikogo, Morderstwo w Orient Expressie oraz Zło, które żyje pod słońcem (postaram się jak najszybciej opisać wrażenia z gry). Teraz, bowiem już 4. lutego 2016 w Europie będzie miała miejsce premiera najnowszej gry - A.B.C. (natomiast w USA kilkanaście dni później, bowiem 23. lutego). Natomiast w Polsce premiera planowana jest już na 12. lutego!!!

A.B.C Murders Game to kolejna gra symulacyjna dla pojedynczego gracza, opracowana przez firmę Microids. Produkcja jest pierwszą pozycją bazującą na podstawie książek Królowej Kryminału. Fabułę najnowszej gry oparto na jedenastej z kolei książce Agaty Christie poświęconej sprawom belgijskiego detektywa o tym samym tytule (w Polsce znaną pod tytułem: A.B.C.).

A o czym opowiada książka?

Seryjny morderca zabija ludzi w porządku alfabetycznym. Odpracował już litery "A", "B" i "C"… Czy zostanie schwytany, zanim dojdzie do "Z"?  Sprytny przestępca umyka wymiarowi sprawiedliwości, mimo że przed każdą zbrodnią wysyła list z informacją, gdzie i kiedy należy szukać następnej ofiary. W listach podpisuje się "A.B.C.". Czyżby zabójca cierpiał na kompleks alfabetyczny? Poirot czuje, że za tym pozornym szaleństwem musi skrywać się umysł przebiegły i metodyczny, a zostawiane wskazówki mają sprowadzić policję na błędny trop.
 
Osobiście dla mnie A.B.C. okazał się ogromnym zaskoczeniem. Autorka całkowicie wywiodła mnie w pole, choć przecież nieustannie dawała mi podpowiedzi. W czasie lektury szare komóreczki pracowały na najwyższych obrotach, lecz - najwyraźniej - potrzeba mi jeszcze wielu takich powieści. Geniusz sam w sobie! Dlatego jestem bardzo ciekawa gry!

Trailer oraz ilustracje promocyjne wyglądają przepięknie, co każe mi sądzić, iż przy tej grze będę zarówno genialnie się bawiła, jak i wytężała moje małe szare komórki! Nie mogę się doczekać premiery!


Czy jesteście ciekawi?
Czytaliście książkę a może graliście w gry Agaty Christie?  
Źródło newsa: http://www.agathachristie.com

niedziela, 24 stycznia 2016

Dopóki starczy światła - Agata Christie

Agata Christie pisała powieści, opowiadania, sztuki teatralne dla wydawców. Na przykład przez długi czas publikowała swe historie na łamach magazynu "Royal Magizine". Omawiany przeze mnie tom jest właśnie zlepieniem niektórych z tych opowiadań zamieszczonych w zbiorze, a następnie wydanych w 1997 roku, czyli ponad dwadzieścia lat po śmieci pisarki.
 
"Dopóki starczy światła" to dziewięć kilkustronicowych opowiadań. Wśród nich czytelnik znajdzie chociażby prekursora do powieści "Tajemnica gwiazdkowego puddingu". Lecz mylą się ci, którzy uważają, iż jest to pozycja tylko dla amantów kryminałów. W całym zbiorku zaledwie trzy historie są splecione zagadkami - pozostałym bliżej do krótkich obyczajówek z wątkiem miłosnym w tle.

 
Ta książka to zaledwie dwieście stron miłej lektury - w sam raz dla zapracowanych. Jedne opowiadania podobają się bardziej, inne mniej, lecz wszystkie są naprawdę niepowtarzalne. Trudno zgadnąć, co zaraz się zdarzy, bowiem to są w końcu historie Agaty Christie!

Do gustu przypadły mi posłowia, czyli jedyne w swoim rodzaju komentarze od wydawców. Znajdziemy w nich nie tylko informacje, w którym roku zostało napisane dane opowiadanie, ale także ciekawostki. Szczególnie potrzebne było tłumaczenie w "Złoto Manksów", które zostało napisane przez Agatę Christie na prośbę organizatorów zabawy w poszukiwanie skarbów.
 
Znajdziemy tutaj zaledwie dwa opowiadania, w których występuje najsławniejszy detektyw świata, Herkules Poirot. Pozostali bohaterowie to postacie czysto epizodyczne. Mimo iż znałam ich zaledwie przez dziesięć, dwadzieścia stron, zdążyłam się do nich przywiązać. Agata Christie ma rzadki dar powoływania do życia właśnie postaci z krwi i kości, a to dlatego, że żadnego z nich nie posądza, lecz pozwala czytelnikowi ocenić jego postępowanie.
 
Komu mogłabym polecić tę książkę? Zdecydowanie fanom Agaty Christie, którzy chcieliby spotkać się ze swoją ulubioną pisarką chociaż przez moment. Przyjemność czytania znajdą też osoby zapracowane i mało skłonne do czytania długich powieści. Radziłabym potraktować "Dopóki starczy światła" jako dodatek, trofeum po zapoznaniu się z przykładowo pięcioma powieściami Królowej Kryminałów.

RECENZJA POCHODZI Z BLOGA ZNAJDŹ WYMARZONĄ KSIĄŻKĘ 

czwartek, 21 stycznia 2016

Pora przypływu - Agata Christie




Książki Agaty Christie wchłaniam błyskawicznie. A mimo to nieustannie odczuwam głód - dlaczego ta historia tak szybko się skończyła? Podobne przemyślenia miałam po przeczytaniu Pory przypływu, której okładka, swoją drogą, zadziałała na mnie przyciągająco!

Niezaprzeczalnym faktem jest, iż za pieniądze człowiek jest w stanie zrobić wszystko. Oczywiście mowa tutaj o kwotach kolosalnych, do których człowiek błyskawicznie się przyzwyczaja. Tak właśnie było z rodziną Cload. Przyzwyczajeni do stabilizacji materialnej dzięki milionerowi, a swojemu krewnemu Goldonowi, nie dowierzają, że los spłatał im tak okrutnego figla. Goldon Cload, niebawem po ponownym ożenku ze znacznie młodszą kobietą, Rosaleen, ginie w wypadku. Jedynymi osobami, które go przeżyły była właśnie młodziutka Rosaleen oraz jej brat Dawid Hunter. A jak wiadomo to właśnie wdowa po mężu odziedzicza cały majątek.

Gdy w grę wchodzi ogromny spadek nie można wykluczać spotkania się z nagłą śmiercią. Umiera troje ludzi. Troje ludzi, którzy oka nie mają ze sobą nic wspólnego. Detektyw Poirot ma wrażenie, iż ofiary nie pasują do mordercy i odwrotnie. W tej zagadce wszystko jest na opak.

Pora przypływu to dość specyficzny kryminał. Inny od wcześniejszych znanych nam publikacji. Trudno jednakże jednoznacznie zdefiniować źródło jego oryginalność, a zarazem nietypowości. Jak zawsze czytelnik otrzymuje od pisarki tajemnicę, którą stara się rozwikłać wraz z głównym bohaterem. W gratisie otrzymuje jeszcze dużo podejrzanych, których zachowania, rozmowy, sprawiają, iż łatwo wpaść w pomyłkę obwiniając nie tego co trzeba.

Powieści Agaty Christie powolutku się rozkręcają, przez co połowę historii można nazwać obyczajówką, a dopiero drugą akcją detektywistyczną w najczystszej postaci. Tak też było i w tej książce. Kiedyś - przy słabej znajomości tej autorki - irytowało mnie to, że fabuła skupia się na wszystkim i na niczym. Potrzebowałam nieco czasu, by dostrzec i zrozumieć, jak wspaniały jest ten wstęp. Właśnie w nim Agata Christie ukazuje ludzi - słabych, zmęczonych, ambitnych, lękliwych... - takich jak my, z którymi można się identyfikować.

Pokochałam w tej książce jeszcze jedno, a jest to mianowicie romans przywołujący do mojego brzucha motylki. Niby prosty, podany szczątkowo, a jednak wspaniały. Piękna miłość i roztarcie między parą bohaterów sprawiła, że z niecierpliwością oczekiwałam dla nich szczęśliwego zakończenia. A gdy ono w końcu nadeszło, a ja omal nie spadłam z krzesła!

Jak zawsze - polecam! Biorę wszelki wątpliwości na siebie, podobnie jak atak furii ze strony niezadowolonego czytelnika, ponieważ wiem, że nie mam czego się obawiać. Pora przypływu spodoba się każdemu!

RECENZJA POCHODZI Z BLOGA ZNAJDŹ WYMARZONĄ KSIĄŻKĘ 

poniedziałek, 18 stycznia 2016

I kto tu bajdurzy, choćby nawet niesklerotycznie?

Właściwie o tej książce powiedziano już dosyć, skusiło mnie jednak, żeby dodać swoje trzy grosze, które w jakiś niewytłumaczalny sposób rozrosły się do stroniczki tekstu. Gdybym w nią zainwestowała blisko 50 zł (dokładnie 49,90), miałabym powód żałować wydanych pieniędzy; jednakże tak się złożyło, że trafiła do mnie w obrocie bezgotówkowym, nad czym zatem ubolewać? Ano nad tym, że z tak bogatego materiału można było zrobić coś, co byłoby nie lada jakim przeżyciem czytelniczym dla miłośnika twórczości Lady Agaty – a zamiar udał się co najwyżej w połowie.
Być może dlatego, że o ile w chemii kosmetycznej i gospodarczej strategia „dwa w jednym” (ba, nawet i specyfiku „siedem w jednym” używałam!) często się sprawdza, o tyle w literaturze niekoniecznie. A „Świat Agaty Christie” usiłuje być takimi właśnie „kilkoma w jednym” – i biografią, i wydawnictwem albumowym, i studium krytycznoliterackim. Najwięcej jednak ma z tego drugiego. Jest, trzeba to przyznać, pięknie wydany, z okładką co najmniej równie interesującą (a bardziej nastrojową) jak oryginał i perfekcyjnie zaprojektowaną wewnętrzną szatą graficzną, z masą zdjęć doskonałej lub co najmniej niezłej jak na ich wiek jakości (sam Hercules Poirot ze strony 4. to wystarczająca gratka dla fana!). Nieco szczegółów biograficznych w takim albumie bywa zawsze rzeczą pożądaną; nikt nie pogardzi drzewem genealogicznym, kalendarium najważniejszych wydarzeń z życia pisarki czy też garstką ciekawostek wiążących się w jakiś sposób z prezentowanym w danym miejscu materiałem fotograficznym. Autor postanowił jednak trochę te obowiązkowe komentarze rozbudować, nadając im formę odcinków o mniej więcej jednolitej objętości; każda partia tekstu wraz z dopasowanymi do treści zdjęciami tworzy osobny dwustronicowy rozdzialik na określony temat („Rodzina”, „Zaloty”, „Poirot”, „Stabilizacja”). Rychło się można zorientować, że jest tego za mało, by usatysfakcjonować czytelnika pragnącego naprawdę poznać koleje losu wybitnej autorki kryminałów i/lub dowiedzieć się czegoś więcej o jej pisarstwie.
Ashfield - fotografia znajduje się w książce
Jednak prawdziwą wadą jest nie mała objętość tekstu, lecz jego chaotyczność (układ tematyczny nieco się kłóci z układem chronologicznym, wskutek czego poruszamy się po biografii Christie trochę po omacku, zupełnie jakbyśmy korzystali z wehikułu czasu z zepsutymi biegami; to się zbliżamy do końca jej życia, to znów raptem wracamy do II wojny światowej) i wybiórczość (w rozdziałach poświęconych ekranizacjom wymieniona została Angela Lansbury, która pannę Marple zagrała raz, a pominięta Geraldine McEwan, odtwarzająca tę rolę w 12 filmach), zaś jeszcze większą – styl autora.

Oto dość reprezentatywny fragment:
„A Agata zawsze miała swoją Nursie [angielski wyraz »nurse« oznacza zarówno pielęgniarkę, jak opiekunkę, piastunkę, niańkę; tu, w wersji zdrobniałej, mógłby być przełożony jako »Nianiusia«]. Dziewczynka uwielbiała tę starą wieśniaczkę, o której pamięć sprawiła, że przez resztę życia pisarka określała spadkobierczynie Florence Nightingale mianem »szpitalnych pielęgniarek«, niezależnie od tego, czy pracowały w szpitalu, czy nie. Faktycznie, wyobrażenie o piastunce niemal należącej do rodziny było tak silne, że w »Zerwanych zaręczynach« Agata pozwoliła, by jedno słowo, »Morland«, sugerowało przewidywalne koleje losu pewnej postaci, chociaż co najmniej 70 procent czytelników prawdopodobnie nigdy nie słyszało o najlepszej szkole dla niań w Wielkiej Brytanii”[1].
I jeszcze jeden, w dodatku mylący:
„Nie potrzeba autora kryminałów złotego wieku, by uczynić rozpoczynające akcję przestępstwo tak nikczemnym, że natychmiast zaczynamy odczuwać sympatię do bohatera. Ofiara nie musi być aż tak niesympatyczna, byśmy zaczęli czekać na jej śmierć – chyba że ten zabieg służy zwiększeniu grupy podejrzanych, mających motyw. Ciekawi nas tylko, kto i jak. Ponieważ w grze Cluedo streszczono całe mnóstwo fabuł, musimy zadać sobie pytanie, czy (…) [tu następuje wyliczenie motywów z gry]? Świat Cluedo był dla Agaty większą inspiracją niż cokolwiek innego”[2].
Cluedo - fotografia znajduje się w książce
Obok widnieje zdjęcie wspomnianej w tekście gry, nigdzie jednak wcześniej nie ma wzmianki, by Christie miała zwyczaj w nią grywać. A choćby tak było, trzeba pamiętać, że rozrywka a inspiracja to dwie różne rzeczy, zwłaszcza że przed wejściem Cluedo na rynek Lady Agata zdążyła napisać około 30 powieści kryminalnych…

Agata przed fryzem w bibliotece w Greenway, fotografia znajduje się w książce
Fido ma też skłonności do używania nieprecyzyjnych sformułowań – najciekawsze z nich to: „wykształcenie z dużą liczbą książek, poruszających ogólną tematykę”[3] (jaka książka „porusza ogólną tematykę”? Encyklopedia? A może almanach rolniczy?) i: „kawałek wspaniałej błękitnej tafty (…) został wkomponowany w przepiękną szatę. Był jednak tak stary, że podczas tańca odpadł od spódnicy, rękawa i kołnierza…”[4] (może ja nie mam wyobraźni plastycznej, ale jak ten jeden kawałek miałby być umocowany równocześnie do spódnicy, rękawa i kołnierza?) – i tak zwanych „oczywistych oczywistości”: „Wojna, wywołana przez Hitlera…”[5]. 

Agata Christie - fotografia znajduje się w książce
A to też jeszcze nie największy mankament. Jeśli chaos nie jest zbyt duży, a potknięcia – zbyt liczne, nie ma co rozdzierać szat. Chęć rozdarcia czegoś budzi się natomiast, gdy zdamy sobie sprawę, że autor traktuje swą bohaterkę, łagodnie mówiąc, bez sympatii. Spójrzmy tylko na te stwierdzenia (nie przytaczam wszystkich wyłapanych, żeby nie dublować recenzji Czy to naprawdę świat Agathy Christie?):
„Inna znajoma z Bagdadu była pewna, że pisarka miała kochanka, zastanawiała się tylko, czy jednego, czy kilku”[6]. Intencje biografów, którzy korzystają z domniemań anonimowych postaci, żeby podsunąć jakąś niemiłą sugestię, wydają się niezbyt czyste…
Matka Agaty - fotografia znajduje się w książce
„Christie nigdy nie była zdecydowanie antyniemiecka, jednak jej apolityczność, tak wychwalana przez apologetów jej twórczości, była w rzeczywistości polityczną naiwnością. Wojnę pisarka potraktowała jako okazję do zajęcia się czymś pożytecznym i zarazem interesującym, natomiast jej tragiczne skutki i wpływ na losy Europy po prostu zignorowała.
Podobnie postąpiła z panującym w Styles matriarchatem. Jedna z bohaterek nazwała zależnych materialnie od matki Cavendishów »stadem rekinów«. Natomiast sama Christie, choć była przecież żoną bohatera wojennego, który w późniejszych czasach dowiódł, że potrafi zarobić na siebie, nie krytykuje osób pasożytujących na innych. Po prostu robi z nich idealnych podejrzanych”[7].
Agata i Max Mallowan - fotografia znajduje się w książce
A co ma jedno z drugim wspólnego? I dlaczego Fido domaga się, by w powieściach kryminalnych poruszać kwestie tragicznych skutków wojny?

„Poirot jest niski – kolejna cecha, dowodząca jakoby niższości Francuzów”[8]. Parę zdań wcześniej dowiadujemy się, że „nie miała pojęcia, co wyróżnia Belgów”, dlatego „obdarzyła go wszystkimi stereotypowymi cechami, które przeciętny, konwencjonalny brytyjski dżentelmen jej epoki przypisywał pogardzanym, burżuazyjnym Francuzom”[9]. A niskich Anglików w ogóle w jej powieściach nie ma?

Agata Christie - fotografia znajduje się w książce
„Bezmyślny brak wyczucia w kwestiach rasizmu stanowił prawdziwą piętę achillesową Agaty Christie i wkrótce po zakończeniu drugiej wojny światowej stał się przyczyną jej fatalnej gafy”[10]. Na tym rozdział się kończy. Nie dowiemy się, o jaką fatalną gafę chodzi; na pewno nie o omawianych w poprzednich akapitach „Dziesięciu Murzynków”, bo tych wydano jeszcze przed wojną…
„…w tej zasługującej na uznanie książce [tj. »Tajemnicy bladego konia«] objawiło się stetryczenie autorki (…). W latach 70. sklerotyczne bajdurzenie zaatakowało już niemal wszystkie powieści (…). W dodatku tytuł powieści [chodzi o »Tajemnicę Wawrzynów«], zaczerpnięty z raczej mętnego poematu Jamesa Elroya Fleckera, mógłby posłużyć jako argument tym krytykom, którzy – niesłusznie – utrzymywali, że Christie miała kiepski gust literacki”[11].
Pamiętajcie, pisarze, by nie cytować mętnych poematów w jakimkolwiek kontekście, bo zawsze się znajdzie ktoś, kto podsunie to jako argument dla tych, ach, oczywiście, niesłusznie krytykujących krytyków! A kiedy już śp. autor nie będzie się mógł bronić, jeszcze rzuci obraźliwym określeniem, zamiast kulturalnie wytknąć konkretne słabości tekstu…
Agata (w środku) na wrotkach - fotografia znajduje się w książce
 „W końcu wierzyła, że czyjeś niskie pochodzenie poznaje się po pospolitych nogach!”[12]. Mamy słowo pana Fido, że było to jej własne mniemanie, a nie kogoś z jej bohaterów!

To, co można zarzucić zespołowi przygotowującemu polskie wydanie – czyli przepuszczenie w tekście przekręconych nazwisk (jeden z konkurencyjnych twórców literatury kryminalnej na tej samej stronie 7. raz nosi nazwisko Stuart, raz Stewart) i błędów stylistycznych/językowych („chcieli podwyższyć statusy społeczne swych córek”[13], „nie wiemy, aby czytał”[14]) – to doprawdy drobiażdżek w porównaniu z grzechami samego biografa...

Fotografia znajduje się w książce
Ponieważ oceniałam książkę jako całość, ostatecznie nie wypadła tak źle, do czego przyczyniła się szata zewnętrzna (te zdjęcia!), mam jednak poczucie, że jestem dla autora zbyt łaskawa…
---
[1] Martin Fido, „Świat Agaty Christie”, przeł. Beata Długajczyk i Emilia Skowrońska, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2015, s. 14-15.
Agata Christie - Fotografia znajduje się w książce
[2] Tamże, s. 61.
[3] Tamże, s. 17.
[4] Tamże, s. 21. [5] Tamże, s. 45.
[6] Tamże, s. 41.
[7] Tamże, s. 65.
[8] Tamże, s. 67.
[9] Tamże, s. 66.
[10] Tamże, s. 89.
[11] Tamże, s. 99.
[12] Tamże, s. 115.
[13] Tamże, s. 14.
[14] Tamże, s. 67.



Recenzja pochodzi z portalu BiblioNETka, autorem recenzji jest dot59.

piątek, 15 stycznia 2016

Noc w bibliotece - recenzuje gość Kociara


Noc w bibliotece
Autor: Agatha Christie
Tłumacz: Edyta Sicińska-Gałuszkowa
Cykl: Klasyka Kryminału
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 202
Moja ocena: 8/10

Poranek bogatych państwa Bantrych nie zaczyna się zwyczajnie. W ich rezydencji zostały znalezione zwłoki osiemnastoletniej dziewczyny, której nikt z mieszkańców nie zna. Dolly Bantry postanawia sama przeprowadzić małe śledztwo, w którym pomaga jej przyjaciółka Jane Marple. W tym samym czasie policja odnajduje kuzynkę ofiary, która rozpoznaje swoją krewną Ruby Keene. Okazuje się, że w hotelu, w którym pracowała zamieszkuje zaprzyjaźniona rodzina dziewczyny. Najstarszy z jej członków, stary i schorowany pan Jefferson zawiadomił policję o jej zniknięciu. Mężczyzna tak bardzo polubił osiemnastolatkę, że postanowił ją zaadoptować i przepisać jej wszystkie swoje oszczędności tym samym wydziedziczając rodzinę. Czyżby to było motywem zbrodni? A może winny jest stary przyjaciel z rodzinnego miasta?

Spotkałam się ze skrajnymi opiniami na temat twórczości Christie. Jedni twierdzą, że jej kryminały są mocno przestarzałe, a fabuła nie jest w stanie wciągnąć współczesnych czytelników. Inni uważają ją za królową kryminału, która posiadała niesamowitą zdolność logicznego myślenia i znajomość zachowań ludzkich. Bez wątpienia książki, które wyszły spod jej pióra stały się klasyką i nie zostaną tak łatwo zapomniane.

To nie było moje pierwsze spotkanie z Agathą Christie, do dziś pamiętam każdy szczegół z mojej ukochanej książki tej autorki 
I nie było już nikogo. Była to pierwsza jej powieść, którą przeczytałam i myślę, że każdą następną porównuję do niej przez co żadna nie zachwyciła mnie już tak bardzo. Tak samo było z Nocą w bibliotece. Która mnie nie porwała, ale też nie mogę powiedzieć, że nie podobała mi się wcale. Nie umiałam się wgryźć w fabułę i powiem szczerzę, że początek musiałam czytać trochę na siłę. Jednak było warto, bo kiedy już przebrnęłam przez pierwsze kilkadziesiąt stron historia wciągnęła mnie na tyle, że nie mogłam się oderwać. Co kilka stron zmieniałam zdanie co do tego kto dokonał zbrodni i jak się okazało mój pierwszy typ był właściwy, ale takiego zawiłego planu się nie spodziewałam. 

Utwór zawiera wszystko co zawsze pojawia się w kryminałach królowej kryminały. Jak zwykle autorka opisała bardzo zawikłaną intrygę oraz stworzyła wiele charakterystycznych i barwnych postaci. Każdy zachowuje się i mówi w inny, wyjątkowy sposób. Każdy ma jakąś charakterystyczną cechę.

Jest to jedna z powieści, w których występuje Jane Marple. Nie spotkałam się z nią wcześniej, ale z pewnością sięgnę po kolejne historie, w których bierze udział. Stara panna jest świetnym amatorskim detektywem, który rozwikła każdą zagadkę. Niesamowicie szybko łączy fakty i dostrzega szczegóły, których nikt nie widzi łącznie z policją. Zna się na psychice człowieka i rozpracowuje wszystkich przy pierwszym poznaniu.

Mówiąc krótko: ciekawa intryga, wartka akcja, wyraziści bohaterowie i zaskakujące zakończenie. 

Muszę jeszcze wspomnieć o tytule, który niewiele ma wspólnego z fabułą. Nie rozumiem po co na siłę zmieniać tłumaczenie skoro oryginalny tytuł ( The Body in the Library) oddaje klimat idealnie.


***
"Kobiety bez trudu przyjmują zięcia do grona rodziny, ale rzadko się zdarzy, żeby kobieta uważała synową za córkę."

***
"Mówi się - a myślę, że to prawda - że ludzie poznają się tylko w małżeństwie. Jeśli nie ma związku legalnego, ludzie są o wiele ostrożniejsi. Muszą sobie stale wzajemnie powtarzać, jacy to oni są szczęśliwi ze sobą. Muszą się usprawiedliwiać. Wtedy nie wolno się kłócić. Małżeństwom zaś, jak zaobserwowałam, awantury sprawiają po prostu przyjemność. No i te przeprosiny."

Recenzja pochodzi z bloga: Kociara - moje pasje i została opublikowana w ramach wyzwania Wrzesień z Agathą. Autorką recenzji jest Kociara.