czwartek, 24 listopada 2016

Słonie mają dobrą pamięć - Agata Christie


Christie wraca na mojego bloga w wielkim stylu, ponieważ w końcu mogę napisać recenzję książki, na którą polowałam od kilku dobrych miesięcy. Słonie mają dobrą pamięć odznaczyły się w mojej pamięci nie bez przyczyny. Swego czasu miałam ogromną ochotę na serial Poirot (potrafiłam oglądać odcinek po odcinku - bez przerwy!) i pamiętam jak dziś, jak obiecałam sobie, że ta historia, ta zagadka ukryta za przedziwnym tytułem, jest naprawdę wyjątkowa. Nie przedłużając - oto cudowna zagadka o miłości małżeńskiej, dla której zrobi się naprawdę WSZYSTKO!

Ariadna Oliver (uważana powszechnie za alter ego samej Agaty Christie) nie przepada specjalnie za spotkaniami literackimi. Los jednak chciał, że tym razem się na niego wybrała. Tam tam - oprócz spotkań z wiernymi czytelnikami - spotyka kobietę przedstawiającą się jako matkę narzeczonego jej chrzestnej córki. Zapewne ta pani nie odznaczyłaby się niczym szczególnym, gdyby nie jej dziwne pytanie: "Czy to mąż zabił żonę, czy żona męża?". To pytanie sprawia, że Ariadna musi powrócić pamięcią dwadzieścia lat wstecz i przypomnieć sobie podwójne samobójstwo pary Ravenscroftów. A może faktycznie nie jest to samobójstwo?

Pisarka postanawia zbadać sprawę i wyruszyć na poszukiwanie słoni. Oczywiście nie sama, bowiem o pomoc poprosiła swego wiernego, długoletniego przyjaciela, samego Herkulesa Poirota. Rozpoczyna się przedziwne śledztwo, w której jedynymi wskazówkami będą ulotne wspomnienia znajomych rodziny. 


– Więc pomyślałam sobie, że musimy dotrzeć do ludzi, którzy są jak słonie. Ponieważ słonie, jak to się mówi, mają dobrą pamięć.
– Tak, słyszałem ten zwrot – przyznał Poirot.
– Słonie mają dobrą pamięć – powtórzyła pani Oliver. – Zna pan tę bajkę, na której wychowują się dzieci? O tym, jak pewien hinduski krawiec wbił igłę czy coś takiego w kieł słonia. Nie, nie w kieł, w trąbę oczywiście, wbił ją słoniowi w trąbę. A kiedy słoń spotkał krawca następnym razem, miał trąbę pełną wody i wylał całą na krawca, choć nie widział go od kilku lat. Nie zapomniał. Pamiętał. O to właśnie chodzi. Słonie nie zapominają. Muszę więc znaleźć parę słoni. 

Kto choć trochę zna twórczość Christie doskonale zdaje sobie sprawę, że odkrywanie dawnych spraw należą do rzadkości w jej twórczości literackiej (na palcach jednej ręki mogę wymienić, że do morderstw z przeszłości nawiązywały jedynie takie tytuły jak: Pięć małych świnek; Wigilia Wszystkich Świętych oraz Pani McGinty nie żyje - genialne, tak swoją drogą). Ostatecznie żeby stworzyć zagadkę opartą o wydarzenia z przeszłości najważniejsze będą zeznania, a właściwie półsłówka - niektóre mylne, niektóre nieścisłe - które niczym układanki puzzli muszą stworzyć całość. I tak też było w przypadku Słoni... 

Książka została zbudowana o wspomnienia, a zadaniem zarówno poczytnej pisarki kryminałów, jak i belgijskiego detektywa będzie wyłuskanie tych informacji, które wnoszą coś do śledztwa. I tu właśnie najbardziej podobał mi się fakt, że Ariadna i Herkules mieli dwa różne sposoby dochodzenia: damsko-męskie; pisarsko-detektywistyczne; emocjonalno-logistyczne. I to połączenie bardzo mi się podobało!

Rozwiązanie całkowicie mnie zaskoczyło, a przy tym w jakiś sposób mnie rozczuliło. Te dwie obrączki nie znajdują się na okładce bez przyczyny. Wydźwięk Słoni jest o wiele bardziej odczuwalny - historia Ravenscroftów w jakiś sposób ukazuje, jak wiele mąż/żona może uczynić dla wybranka/wybranki swego życia! 

Bez dwóch zdań Słonie mają dobrą pamięć już w tym momencie wchodzą w poczet moich ulubionych powieści Christie (fanfary, fanfary!). Uwielbiam tę powieść za humor wprowadzony przez pannę Oliver, za ten niesamowity klimat dawnych lat, za zaskakującą zagadkę kryminalną oraz za tę wyjątkową miłość ukrytą nie w pięknych słówkach, lecz w czynach! Polecam! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz