poniedziałek, 28 listopada 2016

Morderstwo to nic trudnego - Agata Christie [WRZESIEŃ Z AGATHĄ CHRISTIE]

Co trzeba zrobić, ażeby zostać mordercą? Potrzeba genialnego planu czy może zwykłego szczęścia-nieszczęścia? Potrzebny jest chłonny umysł a może wręcz przeciwnie - szalony i nieobliczalny? Według kolejnej przeczytanej przeze mnie powieści Christie wiem, że geniusz (szczególnie zła!) tkwi w prostocie - nieszczęśliwy wypadek, pomyłka czy niedopatrzenie i  voilà! Ostatecznie morderstwo to nic trudnego...
 
Nie, nie... Tym razem nie macie tutaj do czynienia z Sherlockiem Holmesem, lecz z Lukiem Fritzwilliamem. Również detektywem, lecz nie tak sławnym jak ten z Baker Street!
Luke Fritzwilliam nie spodziewał się, że ledwie po powrocie do ukochanego kraju usłyszy od starszej pani informacje na temat serii morderstw, które mają miejsce w jej małej miejscowości - z tego też powodu starsza pani udaje się do Scotland Yardu. Początkowo Luke wyśmiewa owe przypuszczenia, lecz wszystko się zmienia, gdy po jakimś czasie natrafia na nekrolog w gazecie - nazwisko, które owa staruszka wymieniła jako następne w kolejce... a niedługo później i jej imię trafia na listę ofiar. Główny bohater postanawia odkryć prawdę.

[...] Potrzebuję dowodów. Gdyby doszło do jeszcze jednego wypadku... tylko jednego, wiedziałbym... 
Urwał z dreszczem przerażenia.
- Mój Boże - wyszeptał. - Przecież domagam się jeszcze jednego morderstwa...*
Morderstwo to nic trudnego to powieść samodzielna, w której nie spotkamy ani Marple, ani Poirota - niech Was nie zwiedzie zdjęcie powyżej, gdyż twórcy serialu Marple po prostu musieli dodać postać bystrej staruszki w roli głównej bohaterki. Serial ledwie włączyłam, po czym wyłączyłam - jakoś tak po lekturze książki nie mogłam się skusić na adaptację. 
Przyznam, że Morderstwo to nic trudnego ma bardzo ciekawą konwencję, a Agata Christie wykorzystała ją w 100%. Śmierć osób w nieszczęśliwych wypadkach równie dobrze może okazać się jedynie pechem, jak i śmiałym zabójstwem z premedytacją. To, co mi się spodobało, to to, że od początku wdrążamy się w tę zagadkę i razem z głównym bohaterem staramy się rozwiązać serię morderstw - przy czym niejednokrotnie przyjdzie nam do głowy wiele pomysłów, choć nie zawsze trafnych!
Podobał mi się także wątek miłosny - taki delikatny i w sumie tak żartobliwy, że nie sposób było się nie uśmiechnąć.  Christie zawsze potrafi zachwycić swoim słówkiem, które pada w odpowiednim momencie. Taki właśnie jest jej styl - lekki, żartobliwy, prosty. I właśnie w tej prostocie tkwi geniusz, ponieważ gdy czytelnik ma do czynienia z historią zamykającą się w 250 stronach, która w dodatku jest kryminałem, głupotą byłoby dodawać do niej mądrości życiowe zapisane trudnym językiem - o wiele lepiej jest zapisać te mądrości w sposób przystępny i zrozumiały. Tak jak zrobiła to Christie. 
Morderstwo to nic trudnego to taka książka, którą zaczynasz i kończysz tego samego dnia (przynajmniej w moim przypadku tak się stało). Lekka i jakże wciągająca, a przy tym zapadająca w pamięć. Rozwiązanie całkowicie mnie zaskoczyło, a przy tym pod koniec czułam, że tę właśnie osobę trzeba podejrzewać! Geniusz! :D
--------
* str. 158

 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tytuł: Morderstwo to nic trudnego
Tytuł oryginalny:  Murder is Easy
Autor: Agata Christie  
Tłumacz: Grażyna Ronikier  
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania oryginału: 1939
Liczba stron:250
Format: 195x125mm
Gatunek: Kryminał

 Recenzja pochodzi z bloga Wymarzona Książka

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz