poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Czy warto przeczytać książkę "Róża i cis" - Mary Westmacott?

Oczekujemy od dobrej książki, że przykuje naszą uwagę od pierwszego zdania, a w ostatnim akapicie spełni daną nam obietnicę - otrzymamy moc wrażeń.

W prologu "Róży i cisu" czytamy, że do narratora, którego personalia nie są nam na razie znane, przyszła kobieta, Catherine Yougoubian, oznajmiając, że wzywa go do swego łoża śmierci umierający przyjaciel, John Gabriel. Okazuje się, że narrator nie tylko nie uważa Gabriela za przyjaciela, ale wręcz żywi do niego nienawiść.

„Co takiego jest w tym człowieku, zastanawiałem się z irytacją, że kobiety zawsze tracą dla niego głowę? Przecież był brzydki jak nieszczęście. Pretensjonalny, prostacki i chełpliwy. Miał co prawda swój rozum i w niektórych przypadkach – rzadkich – był niezłym kompanem. Miał również poczucie humoru. Jednak żadna z tych cech nie jest wabikiem dla płci…przeciwnej.” [1]

Jednakże pani Yougoubian utrzymywała, że John Gabriel i człowiek nazywany ojcem Clementem to jedna i ta sama osoba.

„Zamyśliłem się. Faktycznie, nie było osoby, która nie słyszałaby o ojcu Clemencie. To imię na każdym robiło wrażenie, nawet jeśli niektórzy twierdzili, że jest tylko imieniem, mitem, a noszący je człowiek nigdy nie istniał.
Jakże wam opisać legendę ojca Clementa? (…) Po drugiej wojnie światowej w Europie i na Wschodzie nastały mroczne czasy. Dominujący wszędzie strach zrodził owoce w postaci aktów okrucieństwa i terroru. Cywilizacja zaczęła trzeszczeć w szwach. W Indiach i Persji działy się potworne rzeczy. Masowe mordy, głód, tortury, anarchia…
I nagle w tych czarnych oparach pojawił się człowiek, nazywający siebie ojcem Clementem. Ratował dzieci, wybawiał nieszczęśników od tortur, wiódł swe stadko po niedostępnych górskich ścieżkach w bezpieczne miejsca, gdzie pomagał wspólnotom się osiedlić. Czczony, wychwalany, uwielbiany – nie żywy człowiek, a prawdziwa legenda.
Wedle tego, co twierdziła Catherine Yougoubian, ojciec Clement to w rzeczywistości John Gabriel, były poseł z St. Loo. Pijak, kobieciarz, człowiek, który absolutnie wszystko, od samego początku do końca, robił dla własnej korzyści. Awanturnik i oportunista, wyprany ze wszelkich cnót prócz fizycznej odwagi.
Wciąż nie chciałem wierzyć, lecz moje przekonanie zaczęło się chwiać. Opowieść tej kobiety, jakkolwiek nieprawdopodobnie brzmiała, miała jeden mocny punkt. Zarówno ojca Clementa, jak i Johna Gabriela cechowała niezwykła wręcz odwaga. Niektóre z wyczynów świątobliwego męża, bezczelny tupet akcji, blef i – a jakże! – zuchwalstwo metod, przywodziły mi na myśl styl mojego dawnego znajomego.
Ale Gabriel zawsze był pyszałkiem łasym na sławę. Wszystko co robił, robił tak, by mieć pewność, że jest widziany. Gdyby to on był ojcem Clementem, z pewnością by dopilnował, żeby cały świat się o tym dowiedział.
Nie. To nie mogła być prawda.”[2]

Wiedziony ciekawością narrator zdecydował się odwiedzić umierającego. To, co powiedział mu na łożu śmierci John Gabriel tak wstrząsnęło narratorem, że postanowił opowiedzieć nam, czytelnikom, całą historię, z którą wiążą się owe, ujawnione tajemnice. 

Z przyjemnością także dodam, że książkę przetłumaczył Maciej Grabski. Zbieżność personaliów tłumacza i autora  powieści o księdzu Rafale jest raczej przypadkowa (imię i nazwisko autora książek: "Ksiądz Rafał" i "Niespokojne czasy" to pseudonim).
Jakże tę książkę, przełożoną przez Grabskiego, się czyta! Czułam się jakbym prowadziła royce rollsa! Wrażenie było niesamowite!
Póki co, przede mną, także w tłumaczeniu Macieja Grabskiego, "Brzemię" Mary Westmacott.

Czy jesteście zainteresowani tą książką?
---------
[1] „Róża i cis”, Christie Agatha, tłumaczenie Grabski Maciej, Wydawnictwo Dolnośląskie 2015, s. 13
[2] tamże, s. 16-17

3 komentarze:

  1. A jak Tobie się podoba "Róża i cis"? Z tego, co pamiętam, tutaj odbiera się ją różnie.

    Jesteś pewna, że tłumacz "Róży i cisu" i autor "Księdza Rafała" to ta sama osoba? Sam się nad tym zastanawiałem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wprowadziłam do wpisu korektę fragmentu dotyczącego tłumacza.

      Usuń
  2. Jeszcze jestem "w polu" z lekturą.
    Co do tłumacza, to za rękę nie złapałam, ale....po lekturze rozmowy z Maciejem Grabskim w BiblioNETce http://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=510069 myślę, że to jednak inna osoba.
    Książki Agathy Christie, m. in. dwie pozostałe obyczajowe, tłumaczyła Maria Grabska-Ryńska, co by sugerowało powiązania rodzinne i wyklucza użycie pseudonimu (nie miałoby też to sensu).
    Niemniej pan Maciej Grabski, tłumacz, kimkolwiek jest, cyzeluje przekład do perfekcji!

    OdpowiedzUsuń