środa, 4 maja 2016

Na pierwszym planie – dramat rodzinny czyli "Próba niewinności"

Lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku. Rachel Konstam Argyle – arcybogata filantropka – zostaje brutalnie zamordowana. Podejrzenie pada na jednego z jej przybranych synów – Jacko, któremu nieobca była droga przestępcza i rozmaite szwindle. To również on w dniu tragedii pokłócił się z Rachel o pieniądze i groził jej. Sam twierdzi, że nie mógł popełnić morderstwa, bo w tym czasie jechał z nieznajomym człowiekiem, który podwoził go jako autostopowicza. Jednak kierowcy samochodu nie udaje się znaleźć. Jacko zostaje skazany za morderstwo i niebawem umiera w więzieniu na zapalenie płuc. Po dwóch latach w Żmijowym Miejscu (gdzie doszło do morderstwa) pojawia się geofizyk Arthur Calgary – jak się okazuje, to on feralnego dnia podwiózł Jacko. A zatem kto zabił Rachel Argyle? Tak rozpoczyna się "Próba niewinności", chyba najlepszy kryminał Christie bez "sztandarowych" detektywów – Herculesa Poirota i Jane Marple, a może i jeden z najlepszych w jej dorobku. Co ciekawe, w tej powieści wyróżnia się wyraźnie wątek dysfunkcyjnej rodziny (nakreślony może nawet wnikliwiej niż sama intryga kryminalna – skądinąd imponująca). To raczej rzadkość w twórczości Agathy Christie, gdzie postaci, choć wyraziste, były nierozbudowane pod względem psychologicznym. Historia rodziny Argyle'ów jest nie mniej ciekawa niż zagadka kryminalna.

 Rachel była ambitną kobietą, dla której wielką tragedią stała się niemożność posiadania własnych potomków. Jednak uparcie dążyła do celu – poświęciła się dobroczynności związanej z pomocą zaniedbywanym dzieciom, przygarnęła też dziewczynkę ze slumsów (wyrastająca w biedzie mała Mary nieoczekiwanie zaznała wielkich luksusów). Kiedy wybuchła II wojna światowa, pani Argyle założyła wojenny dom opieki dla dzieci z rodzin patologicznych lub rozdzielonych przez dziejowe zawieruchy. W końcu po wojnie adoptowała kilkoro podopiecznych: Michaela – syna nieodpowiedzialnej alkoholiczki, Hester – nieślubne dziecko pewnej Irlandki, Metyskę Tinę – córkę prostytutki oraz Jacko – z rozbitej rodziny o konotacjach przestępczych. A jednak nie udało jej się stworzyć szczęśliwej rodziny. Dlaczego? Leo – zaniedbany i odsunięty na boczny tor mąż – ze współczuciem pomyśli: 
"Biedna Rachel, która potrafiła kupić tak wiele rzeczy… Nie dla siebie, dla niechcianych dzieci, którym pragnęła dać miłość, opiekę, dom. Wszystko to umiała kupić oprócz ich miłości do siebie"[1].
Rachel była kobietą dobrą, ale zarazem apodyktyczną; uzależniała od siebie, zabierała energię, przytłaczała ogromem miłości. Kirsten – szwedzka masażystka i dobry duch domu – stwierdzi:
"Pani Argyle była zaślepiona przez silną potrzebę macierzyństwa. Byli jej dziećmi i zawsze uważała, że należą do niej. (…) Była tak pewna siebie, łaskawa, tyranizująca otoczenie – rodzaj żywego ucieleśnienia hasła MAMA WIE NAJLEPIEJ. A nawet nie była matką!"[2]. "
Ta nienasycona miłość matki! Było w niej coś nienaturalnego. Coś zwierzęcego!"[3] – zauważy Mary Durrant. Warto przytoczyć w tym miejscu opinię osoby postronnej – rodzinnego lekarza:
"Pani Argyle miała bardzo silną potrzebę macierzyństwa, ale fizyczna satysfakcja ciąży nie nadeszła. Jej obsesja macierzyństwa nie rozładowała się. Chciała mieć dzieci, dużo dzieci. Nigdy nie miała ich dosyć. Cała jej psychika, dzień i noc, była nastawiona na dzieci. Mąż przestał się liczyć. Był jedynie sympatycznym, abstrakcyjnym tłem. Wszystkim były dzieci. Ich odżywianie, ubranie, zabawy, wszystko, co łączyło się z nimi. Robiono dla nich o wiele za dużo. Jedyna rzecz, której im nie dała, to odrobina zwykłego, przeciętnego zaniedbania. Nie były wypuszczane do ogrodu, żeby bawić się jak wszystkie normalne dzieci w kraju. Musiały mieć gadżety, sztuczne ściany do wspinania się i różne udogodnienia, dom wśród drzew, nad rzeką małą plażę z przywiezionego piasku. Ich jedzenie nie było zwyczajne. Dzieciaki jadły przecierane jarzyny prawie do piątego roku życia, mleko było sterylizowane, woda sprawdzana, kalorie i witaminy obliczane! (…) Te dzieci były rozpieszczane i karmione łyżką; biegano koło nich i kochano je, i to nie było dla nich dobre"[4].
Na scenie "Próby niewinności" pojawiły się przeważnie postaci w różny sposób okaleczone. Rachel, owładnięta obsesją stworzenia przyjaznego rodzinnego domu, bywała też dość ograniczona. Leo nie czuł się kochany przez żonę. Mary Durrant okazywała uczucia tylko z wyrachowania – a jej ogromna miłość do męża była tak samo zaborcza, uzależniająca i toksyczna jak uczucie Rachel do dzieci. Otoczony opieką Michael nienawidził Rachel, rozpaczliwie tęsknił do biedy i brutalnej matki-alkoholiczki – środowiska, które znał i rozumiał. Nadwrażliwa, zagubiona Hester (na marginesie: trochę drażni przekonanie niektórych bohaterów, że dziewczyna powinna wyjść za mąż, aby przestała dramatyzować) starała się wyrwać spod wpływu idealnej Rachel. Powie: 
"Ona nie była moją matką. nigdy nie rozumiała niczego, co ja czułam. Patrzyła na mnie pobłażliwie i życzliwie i wszystko za mnie planowała. Och! Nienawidziłam jej!"[5]. 
Również Philip, mąż Mary, został okaleczony – zarówno fizycznie (polio, które skazało go na wózek inwalidzki), jak i psychicznie (nadmierna opiekuńczość żony). Ciekawą postacią jest też Kirsten Lindstrom, kobieta, do której pasowałby raczej zakonny kornet, strzegąca Argyle'ów jak cerber i uczestnicząca w tym rodzinnym dramacie. Niektórzy z bohaterów przejdą przemianę, znajdą wyjaśnienie dla swojego zachowania i usprawiedliwienie dla przybranej matki.

"Próba niewinności" opisuje wyjątkowo mroczną i przygnębiającą historię. To opowieść o trwaniu w cieniu własnych traum, ale też w cieniu podejrzeń. Arthur Calgary podsumuje:
"Żyliście w poczuciu fałszywego bezpieczeństwa. To nie było prawdziwe życie, to była kartonowa fikcja, coś w rodzaju dekoracji teatralnej. Czasami wyobrażała bezpieczeństwo, ale ponieważ nie była rzeczywista, nie mogło być bezpieczeństwa"[6]. 
Jak w "Pięciu małych świnkach" (podobnych także pod względem fabularnym), tragedia kilkorga ludzi jest tu równie ważna jak wymyślna intryga. Toksyczne rodziny pojawiały się w twórczości Christie, ale pisarka nie zawsze potrafiła unieść ten ciężar (opublikowane ponad 20 lat wcześniej "Rendez-vous ze śmiercią" nie ma w sobie tak ogromnego ładunku emocjonalnego, choć opowiada o rodzinie tyranizowanej przez złą macochę).


"Próba niewinności" to zdecydowanie jedna z najlepszych powieści Agathy Christie – sprawdza się nie tylko jako kryminał.

Gorąco polecam.
---
[1] Agatha Christie, "Próba niewinności", przeł. Krystyna Bockenheim, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2000, s. 99.
[2] Tamże, s. 128-129.
[3] Tamże, s. 130.
[4] Tamże, s. 82-83.
[5] Tamże, s. 182-183.
[6] Tamże, s. 187.

Recenzja pochodzi z portalu BiblioNETka, autorem jest misiak297 .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz