czwartek, 7 kwietnia 2016

Znamienne dobrego początki czyli "Tajemnicza historia w Styles"



Czytanie po latach debiutanckiego dzieła pisarza, którego najlepsze dokonania już poznaliśmy, może się zdawać nieco ryzykowne. No bo wiadomo, tylko nielicznym zdarza się zyskać sławę już pierwszą publikacją, znacznie więcej jest takich, którzy najchętniej by się zastosowali do popularnego powiedzonka „pierwsze koty za płoty” i zapomnieli (oraz poprosili czytelników o zapomnienie) o tym, od czego ich literacka kariera się zaczęła. A czy światowej sławy autorka kryminałów ma się czego wstydzić?

Fabuła „Tajemniczej historii w Styles”, wydanej w roku 1920, osadzona jest w realiach dobrze znanych trzydziestoletniej wówczas Christie. Rezydencja na prowincji – ileż takich, nie licząc rodzinnej, musiała poznać jako dziecko, dorastająca panna i młoda mężatka! Pierwsza wojna światowa – dopiero co ją przeżyła, drżąc o losy świeżo poślubionego małżonka, pracując w szpitalu najpierw jako pielęgniarka, potem jako asystentka aptekarza (czego odzwierciedlenie również tu znajdziemy).

Narratorem powieści jest kapitan Artur Hastings, przed wojną pracownik firmy ubezpieczeniowej Lloyda; odniesione na froncie rany uczyniły go niezdolnym do służby, odesłano go więc do ojczyzny, gdzie powoli doszedł do siebie. Po zakończonej rekonwalescencji nie bardzo wie, co z sobą począć, nie ma bowiem nikogo bliskiego. I oto przypadkiem spotyka znajomego z dawnych lat, Johna Cavendisha, który zaprasza go do rodzinnej posiadłości. Jeszcze przed przyjazdem dowiaduje się, że w Styles Court zaszły spore zmiany: John się ożenił, a jego macocha Emilia, z którą on i jego brat Lawrence byli tak zżyci, że od niepamiętnych czasów postrzegali ją jako matkę, również wyszła za mąż – niestety, za człowieka znacznie młodszego od siebie, którego nie akceptują ani oni, ani nikt z domowników. Ale dopiero gdy dociera na miejsce, zaczyna się orientować, że stosunki między mieszkańcami rezydencji są dość napięte. Mary, piękna żona Johna, wydaje się usposobiona do męża gorzej niż do antypatycznego doktora Bauersteina, przebywającego w Styles na wypoczynku i z upodobaniem nawiedzającego Styles Court. John półsłówkami zdradza, że i on, i Lawrence są praktycznie bez grosza i drżą na myśl o chwili, w której się okaże, że Alfred Inglethorp odziedziczy wszystko, co pozostawił przed laty ich ojciec. Ewelina Howard, dama do towarzystwa pani Inglethorp, będąca ponoć daleką krewną Alfreda, demonstruje zażartą doń niechęć – tak silną, że roztacza przed świeżo przybyłym gościem złowróżbne wizje przyszłości chlebodawczyni, po czym manifestacyjnie opuszcza posiadłość. Pani domu najwyraźniej wzgardziła wszystkimi domownikami poza swoim małżonkiem, ten zaś, w stosunku do niej aż nazbyt słodki, pozostałym okazuje coś w rodzaju uniżonej obojętności. Młodziutka Cyntia, wychowanica Emilii, donosi Hastingsowi o wszystkich scysjach i nieporozumieniach wśród mieszkańców... I nagle spełnia się ponura prognoza Eweliny: pani Inglethorp umiera nocą, a zagadkowe symptomy tylko naiwny wiejski doktor jest skłonny przypisywać naturalnym przyczynom... Wtedy do akcji wkracza Hastings; dokładnie rzecz biorąc, on sam – choć marzy, by być detektywem – tylko składa Cavendishom propozycję, wkracza zaś jego frontowy przyjaciel, w swoim czasie gwiazda belgijskiej policji, teraz żyjący wraz z innymi rodakami-emigrantami na brytyjskim łaskawym chlebie, jednym słowem – Herkules Poirot! Choć w trakcie prowadzonego przezeń dochodzenia pojawią się liczne pułapki i mylne tropy, sprawa tajemniczego zgonu starszej damy rozsławi go w całej Anglii i da początek trwającej kilkadziesiąt lat karierze prywatnego detektywa (jego literacka rodzicielka uczyni go bohaterem plus minus czterdziestu powieści i paru tuzinów opowiadań!). 

Już samo to, że właśnie w „Tajemniczej historii w Styles” pojawia się on po raz pierwszy, powinno być powodem do niepomijania debiutanckiej powieści Lady Agaty. Ale drugi, ważniejszy powód jest taki, że już tutaj demonstruje ona te wszystkie atuty swojego pisarskiego warsztatu, dzięki którym wciąż sięgamy po jej utwory, także te najstarsze, mimo że niebawem stuknie im równe sto lat. Weźmy choćby kreację postaci obu głównych bohaterów: Hastings jest tym samym miłym i poczciwym dżentelmenem o cokolwiek przyciężkawym toku myślenia i absolutnym braku rozeznania w zakresie własnych rzeczywistych możliwości intelektualnych, jakim pozostanie do ostatniego swego występu na kartach dzieł autorki. Do pełnej głębi wizerunku Poirota brakuje tylko odrobinę większego poczucia własnej wartości, którą Belg zyska nabrawszy pewności, że nie ma w Anglii żadnego detektywa mogącego się z nim mierzyć. Pod wszystkimi innymi względami jest już tym samym Poirotem, jakiego tak polubiły miliony czytelników (choć są i tacy, których nieopisanie denerwuje): pedantycznym dandysem, który chyba prędzej by umarł, niż wyszedł z domu w niewyczyszczonych butach lub niedoprasowanym garniturze; ekstrawertycznym, nieco jowialnym gawędziarzem, zdobiącym swe perory niezliczonymi wykrzyknikami i francuskimi wtrąceniami; urodzonym aktorem, potrafiącym odegrać całkowite zdumienie i niewiedzę, by dowieść tego, co w istocie wie już od dawna, albo niepewność i zdenerwowanie, by, będąc czegoś niewzruszenie pewnym, stłumić czujność tych, którzy owej pewności się boją; i przede wszystkim wielkim umysłem, wyciągającym wnioski z faktów niezauważonych przez nikogo lub zauważonych i zbagatelizowanych przez wszystkich. 

 A pozostałe postacie, jeśli im nawet cokolwiek brakuje do kompletnej charakterystyki, przedstawione są na tyle dokładnie, by można było powziąć stosowne podejrzenia co do łączących je relacji; popatrzmy, jak pięknie przemycony jest między wierszami wypowiedzi bohaterów rozdźwięk pomiędzy tym, co myślą i czują, a tym, co – jak im się zdaje – POWINNI myśleć i czuć, chociażby w stosunku do denatki... Dodajmy do tego jeszcze przyjemny styl, a będziemy mogli orzec, że po kimś, kto debiutuje w ten sposób, spodziewać się można błyskotliwej i długiej kariery – quod erat demonstrandum.

Recenzja pochodzi z portalu BiblioNETka, autorką jest dot59.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz