sobota, 23 kwietnia 2016

Godzina zero

Morderstwo w wyższych sferach, proszę Szanownych Państwa, nie jest tym samym, co zabicie kumpla po pijanemu, gdy w ramach twardej argumentacji sięga się po sztachetę z płotu lub nóż sprężynowy, który przypadkiem miało się w rękawie. Morderstwo popełnione w wyższych sferach jest sztuką. Podobnie jak sztuką jest samo życie. Nie wystarczy zjeść posiłek, trzeba go zjeść elegancko; nie wystarczy pogadać przy kawie, trzeba prowadzić dyskusję zgodnie z zasadami savoire-vivre'u; a nade wszystko, nie wolno dać się ponieść emocjom!
Choćbyście usłyszeli najbardziej nieprawdopodobną wieść, jeśli chcecie być w wyższych sferach szanowani, nie możecie po prostu zawołać ale heca!, czy co tam macie Państwo w zwyczaju wołać, nie, możecie jedynie unieść brew i zachowując kamienną twarz powiedzieć: Doprawdy? A potem upić łyk herbaty. 
Starannie wytreso... wychowane osoby z wyższych sfer są bardzo wyczulone na drobne, niewerbalne sygnały, które oznaczają burzę emocji tak silną, że każdy normalny człowiek dawno już by wytłukł wszystkie talerze. Nie mają wyjścia, gorset konwenansów nie zostawia wiele miejsca na oddech.
Zatem morderstwo jest sztuką; nie początkiem czegoś, a końcem, zwieńczeniem długotrwałych przygotowań, planów i przemyśleń mordercy. 
Dla ofiary, rzecz jasna, jest końcem jej życia. Morderstwo jest początkiem jedynie dla czytelnika, który zaczyna czytać książkę i ten tragiczny moment stanowi przyczynę wszczęcia śledztwa. Ale proces ten jest jedynie grą pomiędzy śledczym, a sprawcą. Natomiast do krwawego finału, tej tytułowej godziny zero, która stanowi początek naszego zainteresowania ową historią, wiedzie mnóstwo ścieżek.
I taka jest opowiedziana nam tym razem przez Agathę Christie historia. Morderstwo popełnione zostaje mniej więcej w połowie książki, ale przecież czytamy kryminał, do tego Agathy Christie, więc nie denerwujmy się, trup będzie, może nawet więcej, niż jeden. A co jest wcześniej? Ścieżki. Te wszystkie drogi, drobne zdarzenia, sytuacje i uwarunkowania, które prowadzą do finału w postaci odebrania komuś życia. 

Nudy, powiecie. Niesłusznie. Pamiętajcie Szanowni Państwo, że macie do czynienia z człowiekiem z wyższych sfer, kimś, kto perfekcyjnie panuje nad emocjami, jest niebywale inteligentny, a popełnione przez niego morderstwo to sztuka najwyższej jakości. 
Wybija godzina zero. Ginie człowiek. Do gry przystępuje nadinspektor Battle, który szczęśliwie dla swojego siostrzeńca, inspektora Leacha, odwiedził go podczas swojego urlopu. To nie jest śledztwo dla mało doświadczonego policjanta, to wyrafinowana rozgrywka, starcie dwóch, potężnych przeciwników, których bronią jest... z jednej strony skrupulatnie przemyślany plan, a z drugiej, doświadczenie i głęboka znajomość ludzkiej psychiki. 
Szanowni Państwo! Jak zwykle wszystko podane jest na tacy, co stwierdzam z całą odpowiedzialnością, wertując książkę wstecz. Jak zwykle, dałam się zwieść sztuczkom, które stosowała Agatha, odwracając moją czytelniczą uwagę od tego co ważne i skupiając ją na sprawach nieistotnych. Ale czyż tego samego problemu nie miał nadinspektor Battle? 
Jak zawsze zaskoczona rozwiązaniem zagadki, polecam serdecznie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz