piątek, 11 marca 2016

Solidna angielska robota - "4.50 z Paddington", Christie Agatha

"4.50 z Paddington" to najklasyczniejszy pod słońcem kryminał. A oto, o czym w nim mowa:

Przyjaciółka panny Marple wraca koleją z Londynu. W mijającym ją pociągu dostrzega mrożącą krew w żyłach scenę: mężczyzna dusi kobietę. Konduktor, któremu zgłasza swoje spostrzeżenie, bierze je za chorobliwą fantazję. Nie wierzy też policja, bo jakże tu mówić o morderstwie, skoro nie znaleziono zwłok? Wierzy tylko panna Jane, z właściwą sobie przenikliwością dedukując, w jaki sposób domniemany morderca mógłby pozbyć się ciała. Jedyną możliwością sprawdzenia tej tezy jest przeszukanie posiadłości pewnego starego dziwaka. W roli detektywa zgadza się wystąpić pewna bystra młoda dama z uniwersyteckim dyplomem z matematyki, wykonująca zawód... gosposi. Oczywiście znajduje, czego szuka, i wtedy dopiero zaczyna się ambaras...

Kim była zamordowana? Dlaczego właśnie tutaj znalazło się jej ciało? Co mają na sumieniu poszczególni członkowie rodziny Crackenthorpe’ów i komu zależy na wyeliminowaniu rywali z gry o potencjalny spadek?


Rzecz jasna, wszystkiego tego dowiemy się w ostatniej chwili, autorka bowiem zadbała, by nie ujawnić zbyt wcześnie podejrzeń rodzących się w umyśle panny Marple. Klasyczna konstrukcja akcji, mnóstwo obyczajowych szczegółów doskonale wprowadzających w atmosferę powojennej Anglii, zero krwawych i brutalnych scen (bo też morderca nie jest żadnym maniakalnym psychopatą, ale zwykłą nędzną istotą ludzką, której w pewnym momencie ubrdało się, że czyjaś śmierć ułatwi jej życie) – oto, czego potrzeba, by powstała solidna angielska robota. I choć nie jest to najbardziej błyskotliwe z kilkudziesięciu dzieł autorki, prezentuje całkiem przyzwoity standard, wyprzedzając o kilka długości makabryczne historie tworzone przez autorów współczesnych powieści kryminalnych, po których czytelnik długo nie może otrząsnąć się z niesmaku...

Recenzja pochodzi z portalu BiblioNETka, autorką jest  dot59.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz