poniedziałek, 8 lutego 2016

Gdy matka i córka walczą - czyli "Córeczka" Mary Westmacott

"Córeczka" to kolejna z niedocenionych powieści Mary Westmacott (pod takim pseudonimem publikowała swoje psychologiczno-obyczajowe książki Agatha Christie). Mało znana, nisko oceniana przez czytelników (być może oczekujących kryminalnej zagadki), teraz ma szansę zainteresowania odbiorcy. To za sprawą nowego wydania, nowego tytułu ("Córeczka" zastąpiła wcześniejszy i zgodny z oryginałem "Córka jest córką") i nowego tłumaczenia (autorem nowego przekładu jest Maria Grabska Ryńska). Cóż, w "Córeczce" nie ma morderstwa, są za to zbrodnie - z miłości, nienawiści, zazdrości.

Anna Prentice, atrakcyjna kobieta po czterdziestce, prowadzi spokojne, pozornie satysfakcjonujące życie. Od dawna pozostaje we wdowieństwie. Mieszka w Londynie z dorastającą córką – żywiołową, apodyktyczną, obdarzoną silnym charakterem. Annę i Sarę łączy niezwykle silna emocjonalna więź, są sobie bardzo oddane. Ta pierwsza stwierdza:
"Macierzyństwo w ogóle daje wiele radości. To trochę tak, jak gdyby przeżywało się własne życie jeszcze raz, lecz tym razem spokojniej, bez dramatycznych rozterek, które są udziałem młodości. Kiedy się już wie, jak małe znaczenie ma to czy tamto, prawie każdy powszechni kryzys można zbyć pobłażliwym uśmiechem"[1]. 
Powieść zaczyna się w przełomowym momencie – Sara właśnie wyjeżdża na kilkutygodniowe wakacje do Szwajcarii. To dla Anny pora rozliczeń. Bohaterka godzi się ze świadomością, że nic jej już w życiu nie czeka, może poza starością. Podczas nieobecności córki początkowo nie umie się odnaleźć, owładnięta poczuciem samotności. Dopiero później dostrzega, że to dobry czas, aby pożyć w oderwaniu od Sary, zająć się bardziej sobą. 

"To były wakacje, wyrwa w uporządkowanym wzorcu życia. Kiedy się mieszka z ukochanym dzieckiem, człowiek nigdy nie jest wolny od podświadomego niepokoju. "Czy jest szczęśliwa?" - myśli. "Czy A, B albo C jest dla niej odpowiednią przyjaciółką?", "Coś niemiłego musiało ją spotkać na tej wczorajszej potańcówce. Chciałabym wiedzieć co""[2].  

Lady Laura Whitstable, mądra, choć nieco cyniczna przyjaciółka Anny, mówi: 
"Naucz się czytać w sobie. To w życiu bardzo ważne: znać siebie"[3]. 
Wkrótce pani Prentice przypadkowo poznaje Richarda Cauldfielda – samotnego mężczyznę po przejściach. Rodzi się między nimi silne, gorące uczucie. Kobieta – nareszcie szczęśliwa, spełniona – planuje małżeństwo. Kiedy jednak powraca Sara, sprawy się komplikują. Ona i jej przyszły ojczym, delikatnie mówiąc, nie pałają do siebie sympatią. Ciągłe konflikty, napięcie, pretensje – wykańczają Annę psychicznie. Wkrótce będzie musiała dokonać dramatycznego wyboru między szczęściem z ukochanym a lojalnością wobec jedynej córki. Może straci coś jeszcze? Jej decyzja będzie miała wpływ na dalsze życie całej trójki.

"Córeczka" zdumiewa, jeśli wziąć pod uwagę dorobek Christie. To właściwie poprowadzona z prawdziwą wirtuozerią wiwisekcja psychologiczna toksycznych relacji matki i córki. Dużo tu bólu, braku zrozumienia, miłość leży naprawdę blisko nienawiści. Całość utrzymana jest w dusznej atmosferze. Wbrew pozorom to nie opowieść o dobrej, oddanej matce i dobrej, troskliwej córce. To jedna z książek, których nie da się czytać obojętnie – kameralny dramat bohaterek boli, bo tu w istocie chodzi o miłosny trójkąt o bardzo ostrych wierzchołkach. Inne osoby – Laura Whitstable, wierna służąca Edith, nawet Gerry Lloyd – to tylko widownia, która obserwuje kolejne odsłony rodzinnej tragedii. Rozmawiają, komentują (szczerze mówiąc, utwór jest wyraźnie przeładowany dialogami i to jego mankament. Trzeba jednak pamiętać, że "Córeczka" powstała jako sztuka teatralna, Christie przerobiła ją na powieść w latach 50.), rzadko doradzają. 


Przejmująca jest ta historia – przesycona życiową mądrością. Mówiąca o tym, że złożenie siebie w ofierze nie zawsze daje szczęście. Laura mówi: 

"To nie jeden heroiczny moment, kiedy czujesz się wzniosła, hojna i zdolna wyrzec się siebie. Poddanie piersi pod nóż jest łatwe, bo zamyka się w chwili, gdy wyrastasz ponad siebie samą. Ale z większością poświęceń trzeba żyć dalej, dzień po dniu i to już nie jest takie proste"[4].
To również pozycja dość jak na Christie odważna. Tło obyczajowe jest tu naprawdę wyraziste, wprost mówi się również o seksie. Pozwolę sobie zacytować jeden z monologów Laury Whitstable (swoją drogą ciekawe, co powiedziałaby dzisiaj ta dama o przesadzie, widząc "50 twarzy Greya" na księgarnianych półkach):
"Ach, ta nowa moda! W czasach wiktoriańskich tak bardzo baliśmy się seksu, że zasłanialiśmy nawet nogi mebli! Sprawy płci skrupulatnie zamiatano pod dywan. To nie było zdrowe, ale teraz popadamy w przeciwną skrajność. Traktujemy seks jak coś, co kupuje się w aptece, lek podobny sulfamidom czy penicylinie. Młode kobiety przychodzą do mnie i pytają: "Czy powinnam wziąć sobie kochanka?", "A może urodzić dziecko?". Jakby pójście do łóżka z mężczyzną nie było przyjemnością, lecz świętym obowiązkiem"[5].
Ta powieść jest karygodnie niedoceniona. A przecież to kawał naprawdę dobrej psychologicznej literatury. Sądząc po ocenach, wydaje mi się, że czytelnicy są otwarci na Agathę Christie – Królową Kryminałów, a zamknięci na Agathę Christie – autorkę powieści psychologicznych (które z romansami nie mają wiele wspólnego). Pora przywrócić twórczości Mary Westmacott jej właściwe miejsce! I dobrze, że za sprawą Wydawnictwa Dolnośląskiego to właśnie się dzieje. 


 
Tekst jest zmienioną wersją recenzji "Wojna matki i córki", który ukazał się na portalu Biblionetka oraz na blogu "Na tropie Agathy".

---
[1] Agatha Christie, "Córeczka", przeł. Maria Grabska-Ryńska, wyd. Dolnośląskie, 2016, s. 13.
[2] Tamże, s. 44.
[3] Tamże, s. 25.
[4] Tamże, s. 243.
[5] Tamże, s. 24-25. 

Autorem recenzji jest Misiak297.

1 komentarz: