sobota, 30 stycznia 2016

Poznajcie Mary Westmacott

Kiedy mówi się Agatha Christie, to myśli się "Królowa Kryminałów". I słusznie - była jedną z osób, które zmieniły oblicze literatury kryminalnej. Jej powieści nadal są wznawiane i zyskują sobie rzesze wiernych czytelników, powstają kolejne ekranizacje. Intrygi kryminalne wciąż zdumiewają. Hercules Poirot - wybitny belgijski detektyw z imponującymi wąsami - i panna Marple, dobrotliwa, inteligentna staruszka z małej angielskiej wioski St. Mary Mead weszli na trwałe do kanonu najważniejszych postaci literatury światowej.

Agatha Christie nie ograniczała jednak swego pióra do kryminałów. Napisała też kilka powieści obyczajowych pod pseudonimem Mary Westmacott. Nie są to może powieści tak wyjątkowe i zapadające w pamięć jak kryminały Królowej, ale z pewnością zasługują na uwagę. Niestety wydaje się, że na gruncie polskim zrobiono tym powieściom straszną krzywdę. Okładki, które zaproponował Rebis, który wydał Mary Westmacott pod koniec lat 90. ubiegłego wieku rażą tandetnością, przywodząc na myśl literaturę romansowo-erotyczną najgorszego sortu. Dodajmy do tego żenujący opis z okładki -wydawca przedstawia twórczość Mary Westmacott jako "sześć uroczych, przepełnionych aurą tajemniczości historii miłosnych". Czytałem do tej pory cztery z sześciu powieści podpisanych pseudonimem Agathy Christie. Wiele dało się o nich powiedzieć, ale na pewno nie to, że są "urocze". Raczej mroczne w tonie, opowiadają o toksycznych relacjach, ludzkich dramatach, trudnych wyborach, nieszczęściach. Trudno książki Westmacott powiązać z historiami miłosnymi - to raczej powieści psychologiczne. Prószyński, który później opublikował te książki wykazał się trochę większym okładkowym taktem. 

Teraz ta seria powraca za sprawą Wydawnictwa Dolnośląskiego - do księgarń trafiły nowe tłumaczenia "Róży i cisu" (przełożył Maciej Grabski) i "W samotności" (książka wcześniej znana jako "Samotna wiosną" czy "Samotna", przetłumaczona przez Marię Grabską-Ryńską). Okładki wydają się intrygujące - rysunki kobiet na znaczkach pocztowych. W niniejszym szkicu chciałem omówić "W samotności".

"Zerknęła w lustro, które jakby na życzenie wisiało tuż nad stołem. To co w nim zobaczyła, wprawiło ją w jeszcze lepszy humor. Muszę przyznać, stwierdziła w duchu, że czas był dla mnie łaskawy. Widziała szczupłą kobietę w średnim wieku o zaskakująco gładkiej twarzy i ciemnokasztanowych włosach ledwie tylko muśniętych siwizną, pogodnych niebieskich oczach i skłonnych do śmiechu ustach" (s. 8).

Oto Joan Scudamore - kobieta spełniona jako żona wziętego prawnika ("Przeżyli razem szczęśliwe, spokojne życie" (s. 10)) i matka trójki udanych dzieci (nazywa je radością życia). Co tu kryć, to osoba żyjąca w samozadowoleniu i poczuciu szczęścia. Ma świadomość, że to ona kierowała rodziną. "Delikatnym wpływem można zdziałać bardzo wiele" (s.10) - takiej zasady trzyma się bohaterka. Cóż, Joan można tylko pozazdrościć, prawda?
A jednak jakaś tworzy się jakaś rysa - dlaczego plotki głoszą, że młodsza córka Joan, Barbara Wray, była tak nieszczęśliwa w domu rodzinnym, że wyszła za mąż za pierwszego lepszego mężczyznę i wyjechała za granicę, aby uciec z Anglii? Ach, nie, chyba nie będziemy dawać posłuchu plotkom? Kiedy Rodney mówi, że dziewczęta czasem wychodzą za mąż, aby uciec z domu, jego żona wybucha śmiechem: "- Nie z takiego domu jak nasz. Ze świecą szukać dziewczyny, która miałaby szczęśliwszy dom rodzinny!" (s. 60).

Zresztą Joan - troskliwa matka - właśnie odwiedziła zdrowiejącą córkę w Bagdadzie, wszystko już z nią w porządku. Co to za tajemnicza choroba? Babs była zawsze najwrażliwszym i najbardziej wybuchowym z dzieci Scudamore'ów. Niebawem Joan musi przerwać podróż do Anglii z powodu fatalnych warunków pogodowych. Uwięziona w małym zajeździe przy tureckiej granicy, skazana na samotność, zaczyna rozmyślać o swoim życiu. Okazuje się, że "każdy trop zapisany w pamięci musi prowadzić na manowce przykrych i bolesnych skojarzeń" (s. 71).
Joan nagle zdaje sobie sprawę (a jeśli nie ona, to na pewno zda sobie sprawę czytelnik!), że być może źle widziała rzeczywistość. Bywa, że okłamuje samą siebie, zagłusza niepokoje, aby trwać w ułudzie szczęścia i spełnienia. Tak jak w tamtej chwili, w której obserwowała Rodneya na dworcu kolejowym:

"Kochany stary Rodney... Uniósł ku niej głowę, słońce świeciło mu prosto w twarz, bezlitośnie ujawniając sieć drobnych zmarszczek w kącikach oczu. Miał takie smutne oczy... Zmęczone, pełne głębokiej melancholii. Nie żeby Rodney był melancholikiem. To kwestia wykroju powiek. Niektóre zwierzęta mają smutne oczy. Poza tym Rodney na co dzień nosił okulary i wtedy nie zauważało się wyrazu oczu. Ale wyglądał na bardzo zmęczonego" (s. 72).
 Joan w końcu rozumie (choć zaraz odegna tę niewygodną myśl), że "Całe swoje życie (...) przeżyła w zamknięciu, w schludnym pudełku z kukiełkowymi dziećmi, kukiełkową służbą i kukiełkowym mężem" (s. 101). Wydaje się, co więcej, że zarówno Rodney jak i Averil, Tony oraz Babs zdawali sobie sprawę z tego, że Joan żyje w ułudzie, we własnych wyobrażeniach, które z rzeczywistością nie mają nic wspólnego. Nie wyprowadzali jej z błędu, chronili ją, choć przecież - apodyktyczna, płytka i krótkowzroczna - niszczyła ich psychicznie, łamała im życiorysy kierowana osobliwie rozumianą wolną wolą. Rodney dał się zmanipulować i zapłacił wysoką cenę - przeżył życie jako ktoś inny, oddając się pracy, której nienawidził. Najstarsza, inteligentna i błyskotliwa Averill zbudowała sobie pancerz z perfekcyjności, otoczyła się emocjonalnym chłodem. Wiedza o wadach matki była jej bronią. Tony wygrał uporem - i w odróżnieniu od ojca, poszedł drogą, o której marzył, nie zwracając uwagi na matczyne protesty. Krucha Barbara nie dawała sobie psychicznie rady z toksyczną matką. Nic dziwnego, że uciekła z niego, choć była niedojrzała i zagubiona. W jej "chorobie" nietrudno rozpoznać próbę samobójczą.

"- Ten dom to jakieś więzienie!" (s. 157) - krzyknęła zrozpaczona Babs.
"- Zastanawiam się, czy wiesz cokolwiek o kimkolwiek" (s. 96) - zarzucił matce Tony.
"- A co naprawdę robisz dla nas, mamusiu?" (s. 104) - zapytała kiedyś mała Averil.

Czy Joan naprawi swoje błędy? Czy nie jest na to za późno? I czy naprawienie jest w ogóle możliwe? Tego już nie zdradzę. Ale zachęcam Was do poznania Joan Scudamore i innych bohaterów Mary Westmacott - prowadzących ze sobą cichą, pełną nienawiści wojnę Ann i Sarah Prentice ("Córka jest córką"), Vernona Deyre zagubionego między własnymi ambicjami artystycznymi a kobietami, które kocha ("Chleb olbrzyma"), Laurę i Shirley, siostry połączone silną więzią ("Brzemię"), nieszczęśliwą Celię ("Niedokończony portret") i tajemniczą Isabellę Charteris ("Róża i cis").

Dodam tylko, że "W samotności" to wstrząsająca książka i jedna z najlepszych w dorobku tej autorki - coś dla wielbicieli mocnej, wyrafinowanej prozy psychologicznej. Warto poznać Christie jako Mary Westmacott! Świetnie, że Wydawnictwo Dolnośląskie przybliża i tę twórczość Królowej Kryminałów.

Polecam! 

Recenzja pochodzi z portalu Biblionetka, autorem wpisu jest misiak297.

1 komentarz:

  1. Misiaku, bardzo mi się podoba Twoja recenzja. Mam ochotę na niekryminalne książki Agathy, nie tylko dlatego, potrzebuję chwili oddechu i dystansu od kryminałów, ale po prostu dlatego, że wydają się być interesujące.
    W "Autobiografii", czy "Opowiedzcie, jak tam żyjecie" nie raz i nie dwa Agatha Christie ujawniła wnikliwą spostrzegawczość i umiejętnego, trafnego określania tego, co widziała w innych ludziach. Czuję się bardzo zachęcona!

    OdpowiedzUsuń