czwartek, 21 stycznia 2016

Pora przypływu - Agata Christie




Książki Agaty Christie wchłaniam błyskawicznie. A mimo to nieustannie odczuwam głód - dlaczego ta historia tak szybko się skończyła? Podobne przemyślenia miałam po przeczytaniu Pory przypływu, której okładka, swoją drogą, zadziałała na mnie przyciągająco!

Niezaprzeczalnym faktem jest, iż za pieniądze człowiek jest w stanie zrobić wszystko. Oczywiście mowa tutaj o kwotach kolosalnych, do których człowiek błyskawicznie się przyzwyczaja. Tak właśnie było z rodziną Cload. Przyzwyczajeni do stabilizacji materialnej dzięki milionerowi, a swojemu krewnemu Goldonowi, nie dowierzają, że los spłatał im tak okrutnego figla. Goldon Cload, niebawem po ponownym ożenku ze znacznie młodszą kobietą, Rosaleen, ginie w wypadku. Jedynymi osobami, które go przeżyły była właśnie młodziutka Rosaleen oraz jej brat Dawid Hunter. A jak wiadomo to właśnie wdowa po mężu odziedzicza cały majątek.

Gdy w grę wchodzi ogromny spadek nie można wykluczać spotkania się z nagłą śmiercią. Umiera troje ludzi. Troje ludzi, którzy oka nie mają ze sobą nic wspólnego. Detektyw Poirot ma wrażenie, iż ofiary nie pasują do mordercy i odwrotnie. W tej zagadce wszystko jest na opak.

Pora przypływu to dość specyficzny kryminał. Inny od wcześniejszych znanych nam publikacji. Trudno jednakże jednoznacznie zdefiniować źródło jego oryginalność, a zarazem nietypowości. Jak zawsze czytelnik otrzymuje od pisarki tajemnicę, którą stara się rozwikłać wraz z głównym bohaterem. W gratisie otrzymuje jeszcze dużo podejrzanych, których zachowania, rozmowy, sprawiają, iż łatwo wpaść w pomyłkę obwiniając nie tego co trzeba.

Powieści Agaty Christie powolutku się rozkręcają, przez co połowę historii można nazwać obyczajówką, a dopiero drugą akcją detektywistyczną w najczystszej postaci. Tak też było i w tej książce. Kiedyś - przy słabej znajomości tej autorki - irytowało mnie to, że fabuła skupia się na wszystkim i na niczym. Potrzebowałam nieco czasu, by dostrzec i zrozumieć, jak wspaniały jest ten wstęp. Właśnie w nim Agata Christie ukazuje ludzi - słabych, zmęczonych, ambitnych, lękliwych... - takich jak my, z którymi można się identyfikować.

Pokochałam w tej książce jeszcze jedno, a jest to mianowicie romans przywołujący do mojego brzucha motylki. Niby prosty, podany szczątkowo, a jednak wspaniały. Piękna miłość i roztarcie między parą bohaterów sprawiła, że z niecierpliwością oczekiwałam dla nich szczęśliwego zakończenia. A gdy ono w końcu nadeszło, a ja omal nie spadłam z krzesła!

Jak zawsze - polecam! Biorę wszelki wątpliwości na siebie, podobnie jak atak furii ze strony niezadowolonego czytelnika, ponieważ wiem, że nie mam czego się obawiać. Pora przypływu spodoba się każdemu!

RECENZJA POCHODZI Z BLOGA ZNAJDŹ WYMARZONĄ KSIĄŻKĘ 

2 komentarze:

  1. Zawsze gdy czytam książki Agaty Christie żałuję, że tak szybko się kończą. Zawsze też zdumiewa mnie fakt, że w tak niewielkiej objętościowo książce można pomieścić tyle treści, na tym polegał geniusz tej pisarki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też to zdumiewa, ale wiesz co? Pozytywnie :) Jak dla mnie, wiele współczesnych książek jest niepotrzebnie przegadanych.

      Usuń