wtorek, 29 grudnia 2015

I nie było już nikogo



Powieść "And Then There Were None", znana przez lata jako "Dziesięciu Murzynków" ("Ten Little Niggers" lub nawet "Ten Little Indians"), a obecnie "I nie było już nikogo", została w 2015 roku, w 125 rocznicę urodzin pisarki, uznana za jej najlepszą książkę. Wyboru dokonali czytelnicy drogą  głosowania. Ponadto, jest to najlepiej sprzedająca się książka Agathy (sprzedano ponad 100 milionów egzemplarzy). 
Uwieńczeniem obchodów 125 rocznicy urodzin autorki było nakręcenie przez BBC One trzyodcinkowego serialu, stanowiącego adaptację tego kryminału. Wyemitowano go po raz pierwszy w dniach 26-28 grudnia 2015 roku.
Aby móc obejrzeć serial w języku angielskim (który rozumiem dość słabo), postanowiłam na bieżąco zapoznawać się z treścią książki po polsku. Wybrałam w tym celu wysłuchanie audiobooka Wydawnictwa Omega, w interpretacji Wojciecha Malajkata.

Opowiedziana historia oparta jest na typowych dla gatunku powieści detektywistycznej, zasadach. Mamy klasyczny przykład tzw. locked-room oraz ulubione rekwizyty pisarki: wierszyk - dziecięcą wyliczankę oraz figurki żołnierzyków. Akcja dzieje się na Wyspie Żołnierzyków, dokąd przybyło dziesięć osób, bądź na zaproszenie niejakiego Owena, lub do pracy w charakterze obsługi albo, jak Vera, sekretarki. Gospodarz jednak na wyspie się nie pojawił. 
Podczas kolacji wszyscy usłyszeli głos z płyty gramofonowej, który oskarżył każdego z obecnych o popełnioną w przeszłości zbrodnię. Zbrodnię, która nie została udowodniona i ukarana przez wymiar sprawiedliwości. 
Sprawa wydaje się być absurdalna do czasu, gdy pierwszy z gości umiera, a z tacy na stole znika jedna, z dziesięciu figurek. Nad morzem rozpoczyna się sztorm i odcina wyspę od świata. 

"W książce wierszyk przewija się przez cały czas, zwłaszcza od momentu, kiedy bohaterowie zaczynają sobie uświadamiać, w jakiej sytuacji się znaleźli. Każda śmierć stanowi wierne odwzorowanie odpowiedniego wersu wyliczanki,"[1]

Towarzysząc uwięzionym na wyspie ludziom widzimy, jak puszczają im nerwy i spadają maski. Zamienieni w zwierzynę łowną szamoczą się w nadziei, że unikną tragicznego losu. Jednocześnie poznajemy myśli bohaterów, a z nich, stopniowo dowiadujemy się, jak naprawdę wyglądały ich tajemnice z przeszłości. Każdy z bohaterów powieści, na swój sposób radzi sobie z ukrywanym sekretem, ktoś racjonalizuje, inny pije, jeszcze inny popada w narkomanię lub maskuje strach aroganckim sposobem bycia. Od pewnego momentu, autorka "pozwoliła czytelnikowi poznać myśli pozostałych przy życiu sześciu osób, w tym mordercy (...), bez zdradzania tożsamości poszczególnych >>myślących<<"[2]

Atmosfera w domu na wyspie przypomina thriller, a nie kryminał, czy powieść detektywistyczną. Portrety psychologiczne postaci nakreślone są po mistrzowsku. 
Czy można odgadnąć kto był mordercą lub morderczynią? Oddam głos samej Agacie Christie: "Dopracowywałam tę książkę miesiącami, ale efekt wypadł jak należy. Fabuła jest prosta, klarowna, zagadka praktycznie nie do rozwikłania, chociaż da się sensownie wyjaśnić; gwoli wyjaśnienia musiałam dodać epilog. Książka się podobała, miała dobre recenzje, i to właśnie mnie zadowoliło najbardziej, ponieważ lepiej od wszystkich krytyków znałam stopień trudności."[3]

Zdecydowanie uważam, że to najlepsza z książek Królowej Kryminału!

[1] Curran John, „Sekretne zapiski Agathy Christie”, tłum. Długajczyk Beata, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2010, s. 105-106
[2] Tamże, s. 110
[3] Tamże, s. 107

Lektor - Wojciech Malajkat

I nie było już nikogo
Współtwórca:  Wojciech Malajkat (lektor)
Format:  MP3
Dla wielbicieli audiobooków szczerze polecam wysłuchanie jej w interpretacji Wojciecha Malajkata.



Premierę miniserialu obejrzałam na kanale BBC One w internecie. 

And Then There Were None: Philip Lombard (Aiden Turner), Thomas Rogers (Noah Taylor), Vera Claythorne (Maeve Dermody), AJ Marston (Douglas Booth), Dr Armstrong (Toby Stephens), Judge Wargrave (Charles Dance), William Blore (Burn Gorman), Emily Brent (Miranda Richardson), General Macarthur (Sam Neill), Ethel Rogers (Anna Maxwell Martin)( Image Credit: BBC/Mammoth Screen/Des Willie) źródło: BBC Blogs
Na wyspę płynie się łodzią, źródło: BBC Blogs



W każdym pokoju wisiał
oprawiony w ramkę
wierszyk, źródło: BBC Blogs

Vera Claythorne i Philip Lombard, źródło: BBC Blogs

Emily Brent, źródło: BBC Blogs

Obsada aktorska filmu jest rewelacyjna!  W roli generała Macarthura wystąpił Sam Neill, zaś w roli sędziego Wargrave'a - doskonały Charles Dance. To było starsze pokolenie aktorów. W przystojnego Philipa Lombarda brawurowo wcielił się Aiden Turner. Niedoszłą sekretarkę, Verę Claythorne, świetnie zagrała Maeve Dermody, a Miranda Richardson przekonująco odtworzyła leciwą i pobożną panią Emily Brent. Toby Stephens wykreował doskonale postać nerwowego doktora Armstronga. Rola kamerdynera, Thomasa Rogersa, przypadła Noahowi Taylorowi. Był wyśmienity! Już za sam wygląd powinien dostać nagrodę! 
Natomiast Anna Maxwell Martin jako kucharka i żona kamerdynera, Ethel Rogers, nie była dla mnie przekonująca, podobnie jak nieco sztuczny wydał mi się Burn Gorman jako były policjant William Blore. Natomiast Douglas Booth w roli lekkoducha Marstona był wyśmienicie wkurzający. Szkoda, że jego epizod był krótki.
Opanowujący bohaterów strach, puszczające nerwy, dziwne reakcje, które potęgowały się wraz z upływającym czasem i kolejnymi ofiarami oddane zostały po mistrzowsku.

Więcej o aktorach przeczytać można TUTAJ

Odstępstwa scenariusza filmu od treści książki były niewielkie i wyszły filmowi na dobre, podkręciły tempo akcji, dodały dramatyzmu. Była to wyłącznie niezbędna kosmetyka związana z innym niż powieść środkiem przekazu. Atmosfera grozy pokazana została wspaniale, reżyser sięgnął po kilka współczesnych tricków, ale nie popadł w przesadę z ich nadużywaniem. Scenografia dopracowana została z dbałością o najmniejsze szczegóły. Szeroki plan, pokazujący zagubioną na morzu wyspę, uzupełniony efektami dźwiękowymi dopełniał wrażenia niesamowitości. 

Mam nadzieję, że szybko doczekamy się polskiej wersji językowej ekranizacji! 
Z przyjemnością obejrzę film raz jeszcze, chociaż dzisiaj ....
nie wiem czy zasnę.

Link do brytyjskiej Wikipedii, gdzie są informacje na temat ekranizacji znajduje się TUTAJ

czwartek, 24 grudnia 2015

Herbatka u Agatki - Morderstwo w Boże Narodzenie



Z okazji Świąt Bożego Narodzenia 
składamy wszystkim naszym czytelnikom najserdeczniejsze życzenia zdrowia, pomyślności 
mnóstwa czasu na czytanie książek!

A teraz zapraszamy na świąteczną herbatkę :)
Herbatka zaczyna się i .... trwa tyle czasu, ile zechcecie :)  Można dołączyć w każdej chwili....

 Pozwólcie, że zanim rzucę Wam garść orzechów i pytań, poczęstuję Was cytatem z książki:

„- Czas Bożego Narodzenia to czas przebaczania i dobrej woli. -  Johnson nie pozwolił mu [Poirotowi] kontynuować. – Wszyscy życzą sobie samych dobrych rzeczy, a spokoju przede wszystkim, świętują. Pokój całemu światu.
     Herkules Poirot usiadł głębiej w fotelu, splótł dłonie i przypatrywał się w zadumie swojemu gospodarzowi.
- Czy według pana czas Bożego Narodzenia nie sprzyja popełnianiu zbrodni?
- To właśnie miałem na myśli – potwierdził Johnston.
- Dlaczego nie sprzyja?
- Dlaczego? – Johnson chyba stracił trochę pewności. – No właśnie powiedziałem: to czas dobrej woli, dobrych życzeń, pojednania i tak dalej! Czas świętowania!
- (…) [Poirot] Weźmy teraz inną kwestię. Dobrą wolę i przebaczanie, co na pierwszym miejscu łączy pan z Bożym Narodzeniem. A więc w święta wypada darować stare winy, zapomnieć o urazach, dojść do zgody, choćby tylko tymczasowo.
- Zakopać topór wojenny – kiwnął głową Johnson.
- Rodziny, rozłączone w ciągu roku, zbierają się ponownie. I w tych warunkach, musi pan przyznać przyjacielu, powstają nowe napięcia. Ludzie, którzy nie żywią do siebie odrobiny przyjaźni, czują się zobowiązani udawać przyjaźń. W ten sposób w czas Bożego Narodzenia gwałtowanie nasila się hipokryzja. (…) Chciałem zwrócić uwagę, że w tych warunkach – napięcia psychicznego i fizycznej niedyspozycji – jest wielce prawdopodobne, iż drobne urazy i niepoważne konflikty nabrzmieją nagle i staną się czymś groźnym i wybuchowym. Udawana życzliwość i wielkoduszność wcześniej czy później doprowadza do zajadłości, nienawiści, bezwzględności. Sztucznie tamując naturalne odruchy, postępując nieszczerze, tworzy się napięcie, przyczynę późniejszego wybuchu nieszczęścia!
     Na twarzy Johnsona wyraźnie malowały się wątpliwości.
- Nigdy nie wiem, kiedy mówi pan serio, a kiedy kpi ze mnie – zaburczał.
     Poirot uśmiechnął się do pułkownika.
- To nie było serio! Wcale nie jestem serio! Ale była w tym prawda, gdy mówiłem, że sztuczne ograniczenia powodują naturalne reakcje.
     Służący pułkownika wszedł do pokoju.
- Dzwoni inspektor Sugden, sir.
- W porządku. Już podchodzę.
     Johnson przeprosił Poirota i zniknął za ścianą. Wrócił po trzech minutach z ponurą, wzburzoną twarzą.
- A niech to diabli! Morderstwo! W samą Wigilię!
Poirot uniósł brwi.”[1]

-----------

[1] „Morderstwo w Boże Narodzenie”, Christie Agatha, tłumaczenie Mincarz Andrzej, Wydawnictwo Dolnośląskie 2014, s. 71-73



1. Czy ktoś ma ochotę ustosunkować się do zaprezentowanego cytatu w kontekście treści książki, ale nie tylko?

2. John Curran, który badał notatki, jakie po sobie zostawiła Agatha Christie stwierdził, że Simeon Lee to jedna najbardziej odrażających postaci, jakie autorka stworzyła. Czy zgadzacie się z tą opinią?

3. Herkules Poirot gościł u pułkownika Johnsona, szefa policji w Middleshire, gdzie wspominali słynne przestępstwa, o których było swego czasu głośno i dyskutowali o najlepszych sposobach ogrzewania. Pułkownik chwalił dobre kominki, zaś Poirot był zwolennikiem centralnego ogrzewania. A Wy jaki system ogrzewania wolicie?

 4. Czy byliście w stanie, podczas lektury książki, powiedzieć "kto zabił"? 

5. Ulubiona postać w książce. Czy w ogóle taką macie? 

6. Nikt, absolutnie nikt nie płakał po śmierci Simeona Lee.  Co sądzicie o jego najbliższych?

7. Lżejszy kaliber :)
Jak wyglądałyby Wasze wymarzone Święta, gdyby nic, ale to zupełnie nic Was nie ograniczało  - puśćcie wodze fantazji :)

8.  Wolne wnioski - czyli Wasze pytania:)


Zapraszam do dyskusji! :)

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Wyniki konkursu okładkowego

Po rozmowie z panią Anną Damasiewicz, projektantką okładek do wielu książek, w tym kryminałów Agathy Christie ogłosiliśmy konkurs. Rozmowa z panią Anną jest [TUTAJ].



Wpisaliście bardzo interesujące spostrzeżenia odnośnie swoich wrażeń, jakie wzbudzają w Was zaprojektowane przez naszego Gościa okładki. Dziękujemy Wam bardzo! Mamy nadzieję, że pomogą pani Annie w szukaniu kolejnych pomysłów, na okładki do innych książek :)


A teraz - LISTA SZCZĘŚLIWCÓW, którzy wylosowali książki ufundowane przez panią Annę Damasiewicz 
i opatrzone  dedykacją!

1. Tajemniczy przeciwnik (Kolekcja Kryminałów Agathy Christie) - Emma Tetka

2. Noc i ciemność (Kolekcja Kryminałów Agathy Christie) - Alicja w Krainie Czarów

3. Wczesne sprawy Poirota  (Kolekcja Kryminałów Agathy Christie) - Altagracia Del Toro

4. Tajemnica gwiazdkowego puddingu (Klasyka Kryminału) - Monika Wilczyńska

5. Wigilia Wszystkich Świętych  (Klasyka Kryminału) - Gosia Zielono Mi

6. Tajemnica Siedmiu Zegarów  (Klasyka Kryminału) - Katarzyna Jankowicz    

7. Czarna kawa (Agata Christie - Królowa Kryminału) - KATEDRA 1294

8. Pierwsze, drugie... zapnij mi obuwie (Agata Christie - Królowa Kryminału) - Ania Abakercja

9. Poirot prowadzi śledztwo (Agata Christie - Królowa Kryminału) - Izabela Łęcka

Serdecznie gratulujemy! 

Mamy nadzieję, że czytacie pilnie "Morderstwo w Boże Narodzenie", 
żeby w dniach 24 - 28 grudnia podyskutować podczas  
Herbatki u Agatki [link do zapowiedzi] i odświeżacie swój angielski, 
aby obejrzeć najnowszą ekranizację "And Then There Were None" 
(I nie było już nikogo) [link do informacji na naszym blogu]  
w dniach 26, 27 i 28 grudnia o godzinie 22:00, 
na kanale BBC One [link do BBC One]


Zapraszamy!

sobota, 19 grudnia 2015

"I nie było już nikogo" jako serial BBC One już wkrótce! ! W te Święta!

Niesamowita wiadomość ze świata Królowej Kryminałów!



Czy każdy z Was pamięta ranking ulubionych powieści Christie?

Z okazji 125. rocznicy urodzin Agaty Christie głosujący na całym świecie wybrali ulubioną powieść z jej dorobku
"I nie było już nikogo" jest najlepiej sprzedającą się powieścią kryminalną wszech czasów
• Zwycięski tytuł jest obecnie adaptowany przez BBC One na serial z gwiazdorską obsadą, w którym zagrają m.in. Aidan Turner i Charles Dance

Lud przemówił!  
I nie było już nikogo z 1939 roku wybrano najpopularniejszą powieścią Agaty Christie na całym świecie. Książka zebrała 3211 z ponad 15 000 głosów, wygrywając w ogólnoświatowym głosowaniu zorganizowanym z okazji obchodów 125. rocznicy urodzin Królowej Kryminału, która przypada 15 września 2015 roku.
Powieść I nie było już nikogo odniosła największy sukces z całego dorobku Agaty Christie. Sprzedano ponad 100 milionów egzemplarzy, co czyni tę książkę bestsellerem wszechczasów w kategorii powieści kryminalnych. Nazwana „arcydziełem Agaty Christie” („Spectator”) i „najbardziej intrygującą zagadką, jaką napisała Agata Christie” („New York Times”), była też, jak powszechnie wiadomo, jedną z najtrudniejszych do napisania. Christie powiedziała, że lubi tę powieść z powodu „trudnej techniki, która była wyzwaniem”.

 
Teraz przyszedł czas na mini serial w gwiazdorskiej obsadzie, na który czekało milion widzów na całym świecie! Już 26 grudnia 2015 roku wystartuje najnowsza produkcja  stacji BBC, która zakończy się już po trzech odcinkach (na szczęście bądź nieszczęście), czyli 28. grudnia.



Produkcja zapowiada się niezwykle obiecująco z genialnymi aktorami w rolach głównych (Charles Dance, Douglas Booth czy Noah Taylor)! Według mnie, twórcy dobrali aktorów idealnie! Po trailerze widzę, że będzie wszystko to, czego potencjalny widz może oczekiwać - napięcia, tajemnicy, dreszczyku emocji... oraz genialnej psychologiczno-detektywistycznej rozrywki. 
Wierzę, że uda się nam wszystkim obejrzeć tę niesamowitą ekranizację - i to nie tylko w formie online. Wierzę, że polskie stacje nie będą kazały nam długo czekać na pojawienie się I nie było już nikogo na naszym rodzimym odbiorniku!  

Obsada (z odnośnikami do biografii):

http://www.agathachristie.com/watch/and-then-there-were-none/anna-maxwell-martinhttp://www.agathachristie.com/watch/and-then-there-were-none/charles-dance

http://www.agathachristie.com/watch/and-then-there-were-none/burn-gormanhttp://www.agathachristie.com/watch/and-then-there-were-none/maeve-dermody
http://www.agathachristie.com/watch/and-then-there-were-none/douglas-boothhttp://www.agathachristie.com/watch/and-then-there-were-none/aidan-turner
http://www.agathachristie.com/watch/and-then-there-were-none/sam-neillhttp://www.agathachristie.com/watch/and-then-there-were-none/miranda-richardson
http://www.agathachristie.com/watch/and-then-there-were-none/noah-taylorhttp://www.agathachristie.com/watch/and-then-there-were-none/toby-stephens

Piszczę z radości! Co nie powinno nikogo dziwić, skoro I nie było już nikogo jest także jedną z moich ulubionych książek. Jeżeli nie wierzycie, sami zajrzyjcie do recenzji na stronie Na tropie Agathy [Lista recenzji].
Kto jeszcze tego nie zrobił, zachęcam, by jak najszybciej przeczytał I nie było już nikogo! Bo później czeka go niesamowita uczta dla serca, czyli ekranizacja!
Ciekawostka!
Na drugim miejscu uplasowała się powieść Morderstwo w Orient Expressie, a na trzecim Zabójstwo Rogera Ackroyda – jedna z ulubionych powieści samej Christie. Może możemy liczyć, że i do nich pojawi się nowa ekranizacja? 
agathachristie.com
*Informacje zaczerpnięte ze strony publicat.pl oraz agathachristie.com

Oglądajcie online na kanale  BBC_One 26, 27 i 28 grudnia o godzinie 22:00 naszego czasu 
(21:00 czasu brytyjskiego).

piątek, 18 grudnia 2015

O mężczyznach - cytaty Agathy cz. 6

"Teraz, kiedy zaczynałam życie od nowa, należało podliczyć przyjaciół [Agatha była w trakcie rozwodu]. Ostatnie przejścia stały się czymś w rodzaju probierza. Do spółki z Carlo wymyśliłyśmy dwa ordery: Order Szczura i Order Wiernego Psa. (...) Szczurów było niewiele, trafiały się natomiast dość nieoczekiwane: ludzie, których uważało się za prawdziwych przyjaciół, którzy jednak pośpiesznie odcinali się osoby owianej nie tą co trzeba sławą. (...) Na Order Wiernego Psa zasłużyło wcale sporo panów. Chyba większość kobiet spotyka na swej drodze jakiegoś oddanego Dobbina; ten mój, zaiste wzruszający, przybył galopem. Przysyłał kolosalne bukiety kwiatów, pisał listy, a w końcu się oświadczył. (...) Jakkolwiek poruszona, bynajmniej nie marzyłam o zamążpójściu, nigdy też nie darzyłam tego pana aż tak gorącym uczuciem. Był dobrym "serdecznym przyjacielem", i tyle. Miło wiedzieć, że komuś zależy, ale to głupota wychodzić za mąż na pocieszenie, tylko po to, by mieć się komu wypłakać na ramieniu. 
Agatha z wnukiem Mathew Pritchardem
A zresztą nie szukałam pocieszenia. Małżeństwo mnie przerażało. Zdałam sobie sprawę z tego - jak prędzej czy później zdaje sobie sprawę mnóstwo kobiet - że jedyna osoba, która potrafi zranić naprawdę do żywego, to mąż. Z nikim innym się nie jest równie blisko. Na nikim aż tak się nie polega w codziennych sprawach, w uczuciach, w całej materii związku. Już nigdy, postanowiłam, nie wydam się na niczyją łaskę. 
Dziwiło mnie natomiast, ilu panów ruszyło w zaloty, ledwie się znalazłam w cokolwiek dwuznacznej sytuacji kobiety samotnej czy zgoła rozwódki. (...) Z początku nie mogłam się zdecydować, czy takie atencje mnie cieszą, czy irytują. W sumie raczej cieszyły. Nigdy nie jesteśmy za starzy na to, by nas obrażać." [s. 369-370]

[Po oświadczynach Maxa Mallowana] "Jak ja się męczyłam przez następne tygodnie! Byłam taka zgnębiona, taka niepewna, taka zdezorientowana. Najpierw zdecydowałam, że małżeństwo absolutnie nie wchodzi w grę, że przede wszystkim muszę się chronić - chronić przed bólem, już nigdy nie dać się skrzywdzić, że nie ma nic głupszego, niż związek z mężczyzną o całe lata młodszym; (...) że właściwie dobrze mi się żyje samej." [s. 374]
"(...) otrzymałam od Rosalind [córka] istotną poradę w kwestiach małżeńskich:
— Czy wiesz, że po ślubie będziesz musiała spać z Maxem w jednym łóżku?
— Wiem — przyznałam.
— Rzeczywiście, niby powinnaś wiedzieć, przecież byłaś żoną tatusia, ale tak sobie pomyślałam, może akurat to ci nie przyszło do głowy?" [s. 378]

Jakże mocno życie zweryfikowało poglądy Agathy w tej sprawie, w porównaniu z tym, co głosiła jako młoda osoba (Wpis: O kobietach - cytaty Agaty cz. 5).

Autobiografia
Tłumaczenie Konikowska Magdalena, Lechowska Teresa
tytuł oryginału An Autobiography
data wydania 22 września 2010
ISBN 978-83-245-8956-2
liczba stron 480
/2015

środa, 16 grudnia 2015

O kobietach - cytaty Agaty cz. 5

Agatha (w środku) na lekcji tańca
"Sytuacja  kobiety z biegiem czasu zdecydowanie się pogorszyła. My, kobiety, zachowujemy się jak frajerki. Domagałyśmy się, żeby pozwolono nam jak mężczyznom pracować. Mężczyźni, nie w ciemię bici, odnieśli się życzliwie do takiego pomysłu. Po co utrzymywać żonę? Co może być złego w tym,j że żona utrzymuje się sama? Ona chce robić. Niech więc to robi, na Boga!

Agatha (w środku) z kuzynką Flo i babką
Wydaje się smutne, że uplasowawszy się tak mądrze na pozycji "słabszej płci", upodobniłyśmy się teraz, z grubsza biorąc, do kobiet z prymitywnych plemion, które dzień cały pracują na polu, wiele mil przemierzają w poszukiwaniu opału, podczas wędrówek dźwigają na głowach wszystkie garnki i sprzęty domowe, a wspaniale odziany i przyozdobiony mężczyzna rwie do przodu nieobciążony niczym, prócz śmiercionośnego oręża służącego do obrony jego kobiet.
Powinnyście się uczyć od kobiet z epoki wiktoriańskiej, one potrafiły ustawić swoich mężczyzn tak, jak chciały. Uznały się za istoty delikatne, kruche, wrażliwe, wymagające nieustannej opieki i hołubienia. Czy pędziły żałosne, służalcze życie, były ciemiężone i gnębione? Nie jako takie je pamiętam. Kiedy wracam myślą w przeszłość, wszystkie znajome moich babek wydają mi się niezwykle pogodne i niemal zawsze umiejące postawić na swoim. Były to osoby twarde, uparte i wybitnie oczytane, jak również wykształcone." [s.120]

Autobiografia
Tłumaczenie Konikowska Magdalena, Lechowska Teresa
tytuł oryginału An Autobiography
data wydania 22 września 2010
ISBN 978-83-245-8956-2
liczba stron 480


poniedziałek, 14 grudnia 2015

Zapraszamy na "Herbatkę u Agatki" od 24 do 28 grudnia

W dniach  
24 -28 grudnia zapraszamy 
do naszego bloga 
na trzecie spotkanie 
z serii  
Herbatki 
u Agatki!


Tematem spotkania będzie książka  
Morderstwo w Boże Narodzenie
W czwartek 24 grudnia pojawi się wpis, pod którym zapraszamy do dyskusji. Kto jeszcze nie przeczytał książki, zapraszamy do wspólnej lektury!

* * *
Zbliża się Boże Narodzenie. Senior rodu Simeon Lee do swej rezydencji zaprasza rodzinę. Spotkanie jest nietypowe, gdyż Lee niemal nie utrzymywał z dziećmi kontaktów. Mało przyjemnej atmosfery nie poprawia pojawienie się uchodzącego za czarną owcę syna, a tym bardziej wnuczki, którą rodzina widzi po raz pierwszy. W ponurych nastrojach podsycanych pragnieniem odziedziczenia jak największego spadku zebrani dowiadują się o zabójstwie złośliwego milionera.
Do akcji wkracza niezastąpiony Herkules Poirot. Przed detektywem trudna zagadka - okazuje się bowiem, że z sypialni Simeona zniknęły diamenty, nie wszyscy goście ujawnili prawdziwą tożsamość, a zamordowany miał niejednego wroga… [nota wydawcy]


czwartek, 10 grudnia 2015

Rozmawiamy z autorką okładek - Anną Damasiewicz - cz. 2 (oraz konkurs)

Anna Damasiewicz, fot. Edyta Stala
We wpisie  Anna Damasiewicz ubiera książki, przedstawiłam Wam postać autorki okładek książek nie tylko patronki naszego bloga, Agathy Christie, ale także wielu znanych i lubianych książek innych autorów. 
Teraz zapraszam do przeczytania rozmowy 
z panią Anną Damasiewicz:

Pani_Wu: 1. Napisała Pani na blogu: „Pochodzę z rodziny z artystycznymi tradycjami. Moi rodzice malują. Ja również kształciłam się w tym kierunku. Moja córka studiuje wzornictwo przemysłowe – a więc to u nas rodzinne zamiłowanie”. Jakie szkoły musi skończyć ktoś, kto chciałby w życiu projektować okładki książek? I jak się nazywa Pani profesja?

Anna Damasiewicz: Jestem grafikiem projektantem. Taki właśnie wykonuję zawód. Sądzę, że aby się tym zajmować, nie trzeba mieć ukończonej żadnej konkretnej szkoły. Na pewno nawet dyplom jakiejś akademii nie daje gwarancji, że odniesie się sukces. To prawda, że w szkole można nauczyć się rzemiosła – przynajmniej tego, ale to tylko pierwszy mały krok. Liczą się przede wszystkim umiejętności. Moim zdaniem – albo się je ma, albo nie i nic nie będzie w stanie tego zmienić. Na te umiejętności składają się trzy elementy. Potrzebny jest talent* w dziedzinie sztuk plastycznych, wyczucie formy, koloru, proporcji, tekstury. To nie ulega kwestii. Bardzo przydatna jest wiedza, znajomość historii sztuki oraz semiotyki kultury, czyli umiejętność definiowania przekazu plastycznego w taki sposób, aby jego wizualna i emocjonalna percepcja mieściły się w systemie postrzegania rzeczywistości w określonym kręgu kulturowym, czyli żeby przekaz był lub mógł być zrozumiany przez odbiorcę. Projektant musi nieustannie doskonalić swój warsztat. Postęp technologiczny dokonuje się bardzo szybko, trzeba za nim nadążać. Umiejętności techniczne w pracy z komputerem muszą być doskonalone, dlatego nigdy nie można powiedzieć, że już się wszystko umie. Dodam jeszcze jeden element, który jest bardzo przydatny. To doświadczenie. Zdobywa się je latami, niemal bezwiednie, nie można go mylić z rutyną. A w końcu potrzebny jest łut szczęścia, które sprzyja, jak wiadomo, lepszym. 
[*wyróżnienia pani Anny Damasiewicz]

2. Okładki do książek Agathy Christie, które Pani projektowała należą do serii Klasyka Kryminału. Czy miała Pani wpływ na wygląd serii, czy musiała się Pani wpasować w gotową konwencję? Jest Pani autorką tylko części okładek z tej serii, pracowaliście w zespole. Czy każdy projektant jest wolnym strzelcem, pracuje niezależnie od pozostałych grafików?

A. D. Jeśli chodzi o Klasykę Kryminału, to ogólny layout opracował pan Mariusz Banachowicz. Jego autorstwa jest także wiele okładek z tej serii. Gdy w pewnym momencie otrzymałam zlecenie na kolejne projekty, to oczywiście musiałam konsekwentnie kontynuować przyjęte wcześniej założenia. Trzymałam się pewnych stałych elementów. O ile się nie mylę, to zaprojektowałam chyba 54 okładki w tej serii. Na podobnej zasadzie wykonywałam zlecone przez wydawnictwo Zysk i S-ka prace dla Klubu Srebrnego Klucza.
Z kolei serię Kolekcja Kryminałów Agathy Christie zaprojektowałam dla Wydawnictwa Dolnośląskiego od samego początku. Tak samo było w przypadku innych serii kryminalnych, jak np. Zabójczej serii  dla Prószyńskiego, Detektywa Murdocha, Sprawy Ignaza Brauna czy Franza Thiedke dla Oficynki, serii książek autorstwa Mari Jungstedt dla Bellony. W każdym razie praca twórcza jest pracą indywidualną, ale nie można uniknąć w niej kompromisów. W końcu wielcy artyści renesansowi także mieli ingerujących w ich działa mecenasów.

Okładki zaprojektował nasz gość, pani Anna Damasiewicz, fot. Barbara Bogacka

3. Jakich technik Pani używa podczas opracowywania okładki? Wyobrażam sobie, że obecnie jest to praca przy komputerze z wykorzystaniem programu typu Corel. Czy dobrze myślę?

A. D. Tak, oczywiście, trudno sobie dziś wyobrazić pracę bez komputera. Tym bardziej, że ten sprzęt służy nie tylko do projektowania, ale także do przygotowania plików do druku. Ale nie korzystam z Corela. Wśród grafików najpowszechniej używane jest oprogramowanie amerykańskiej firmy Adobe: Photoshop, Illustrator i InDesign.
Photoshop służy do obróbki grafiki bitmapowej, czyli mówiąc z grubsza – zdjęć.
W Illustratorze tworzy się grafikę wektorową, czyli to, co kiedyś się rysowało piórkiem, ołówkiem lub kredką, malowało pędzelkiem.
W InDesignie, programie do składu, łączy się wszystkie elementy i zazwyczaj dodaje oprawę typograficzną, czyli liternictwo.
Powszechnie uznaje się, że te programy najlepiej służą w pracach graficznych. Wynika to z tego, że pierwotnie zostały stworzone dla komputerów MacIntosh. Było to w czasach, gdy istniał wyraźny podział: PC dla biur i zastosowań powszechnych, Mac dla profesjonalnych wyspecjalizowanych zadań. Dziś ta różnica właściwie się zatarła, programy Adobe działają również na pecetach. A z Corelem kojarzy mi się właściwie jedno wydarzenie. Niedawno Google w swoim doodle’u przypomniały amerykańską aktorkę Hedy Lamarr, bardzo popularną w pierwszej połowie XX wieku. Otóż w roku 1998 jej wizerunek został bezprawnie wykorzystany na opakowaniach pakietu CorelDRAW. Aktorka pozwała firmę do sądu. W końcu doszło do porozumienia stron. Za sporą sumkę Corel uzyskał wyłączne prawo do korzystania z podobizny Lamarr na okres pięciu lat. Jednak pieniądze nie posłużyły wiekowej już aktorce, która zmarła w roku 2000. To tyle o Corelu…
4. Jak się Pani pracowało nad okładkami do książek Agathy Christie? Czy zna Pani twórczość tej pisarki? Czy Pani lubi jej powieści detektywistyczne?

A. D. Okładki do książek Agathy Christie projektowałam z wielką przyjemnością. Przede wszystkim dlatego, że to jedna z moich ulubionych autorek. Jej kryminały czytałam pasjami już jako nastolatka. Urzekała mnie elegancja formy jej powieści, a zarazem żelazna konsekwencja w prowadzeniu intrygi kryminalnej. To uwielbienie dla Christie pozostało u mnie do dziś. Często, gdy czuję się zmęczona, sięgam po którąś z jej klasycznych pozycji i odpoczywam, zanurzona w lekturze, która przecież powinna być nużąca, skoro doskonale znam zakończenie. Ale wcale tak nie jest. Uwielbiam też scenerię, w jakiej toczy się akcja jej książek. Przy projektowaniu sięgałam po różne rekwizyty z tego świata pochodzące. Dzięki nim starałam się budować odpowiednią  atmosferę. Były meloniki, zegarki, książki, torebki, flakoniki z trucizną. Pomagały mi one stwarzać wrażenie, że świat powieściowy jest pozornie uporządkowany, jednak za ciemnych zakamarków wyłania się morderstwo. A poza tym Christie to klasyka, która nigdy się chyba nie znudzi. Dla grafika wyzwaniem jest praca z klasyką, bo wcześniej powstało już wiele okładek i trzeba mierzyć się z poprzednikami. Mam nadzieję, że udało mi się wypaść na tle tej konkurencji nie najgorzej.
5. Napisała Pani na swoim blogu: W ciągu ostatnich 7 lat zaprojektowałam blisko 800 okładek”. To jest średnio jedna okładka na trzy dni. Czy jest konieczna znajomość treści książki przez projektanta okładki, czy wystarczy, że wydawca określi oczekiwania i poda charakterystykę utworu?

A. D. To już nieaktualne dane. Tych okładek jest już co najmniej 850, jeśli nie więcej, a nieustannie powstają kolejne. Jestem szczęśliwa, że wciąż mogę opracowywać nowe projekty. Oczywiście absolutnie nie chodzi o to, żeby jakość przechodziła w ilość. Dbam jak tylko mogę o to, żeby się rozwijać, i technicznie, warsztatowo, i twórczo, kreatywnie. Tak jak trzeba aktualizować oprogramowanie komputera, tak też trzeba odżywiać i pobudzać wyobraźnię i wrażliwość. Temu służy między innymi czytanie. Pyta Pani, czy konieczne jest przeczytanie książki, do której projektuje się okładkę. Odpowiem: tak powinno być w świecie idealnym. Niestety, albo stety, nasz świat idealny nie jest. Jeśli to tylko możliwe, czytam opracowywaną książkę. Wiem, że w ten sposób zwiększam swoje szanse. Szanse na projekt jak najlepszy. Wiem to z doświadczenia. Ale nie mogę z ręką na sercu stwierdzić, że tak jest zawsze. Zdarza się, że biorą górę trywialne ograniczenia. Na przykład absolutny brak czasu bądź niesamowicie wyśrubowany przez wydawcę termin dostarczenia okładki. W takich sytuacjach muszę posiłkować się jakimiś „pomocami naukowymi”. Ale staram się przynajmniej książę przekartkować.

6. Na ile autor, jeśli to osoba żyjąca współcześnie, ma wpływ na wygląd okładki, jej styl, kolorystykę? Słowem, czy ma w ogóle jakikolwiek wpływ, czy jest to sprawa wyłącznie wydawcy.

A. D. Zawsze odczuwam wielką satysfakcję, gdy zaprojektowana przeze mnie okładka podoba się autorowi książki. Jeśli chodzi o udział autora w samym procesie, to bywa z tym bardzo różnie. Zależy to od obyczaju, jaki panuje w danym wydawnictwie, od oczekiwań tego autora, od zapisów znajdujących się w zawartej z nim umowie. Inaczej to wygląda w przypadku autorów polskich, a inaczej w przypadku tłumaczeń. W procesie oceny i doskonalenia ostatecznego projektu ze strony wydawnictwa bierze udział wiele osób. Jeśli znajduje się wśród nich autor, to w jego opinie wsłuchuję się w sposób szczególny, bo przecież nigdy nie mogę mieć absolutnej pewności, czy trafnie odczytałam zamysł, przesłanie twórcy tekstu literackiego. Moja rola jest w pewnym sensie służebna.
Zdarzało mi się, że byłam przez autorów komplementowana, nie przypominam sobie natomiast, żeby kiedykolwiek jakiś mój projekt został odrzucony właśnie z powodu negatywnej oceny autora. 
7. Książki nieznanych w Polsce autorów dzięki okładce mają szansę na znalezienie czytelników, zaistnienie na rynku. Myślę, że to musi być ogromna satysfakcja, gdy dzięki Pani okładce książka osiąga sukces. Czy zdarzyło się, że okładka Pani autorstwa wypromowała książkę i chciałaby Pani powiedzieć kilka słów na ten temat?

A. D. Nie jestem w stanie wymienić żadnego konkretnego tytułu. Nikt przecież nie bada ścisłymi metodami, w jakim stopniu walory okładki wpływają na sukces książki na rynku. Intuicyjnie nie sposób nie zgodzić się z twierdzeniem, że nawet najlepszy literat może zostać załatwiony przez marnego grafika. Jakąś miarą są, oczywiście z zachowaniem wszelkich proporcji, docierające do mnie opinie. Najmniej może te, które docierają do mnie bezpośrednio, bo przecież mam bardzo ograniczony kontakt z czytelnikami. Ale jeśli już w jakiejś zapowiedzi, w recenzji, na jakimś blogu okładka zostanie oceniona pozytywnie, a jeszcze lepiej, jeśli entuzjastycznie, to wtedy uważam, że dobrze wykonałam swoją pracę. Zawsze zresztą staram się najlepiej wywiązać ze swoich zadań. Nie dzielę prac na te, które muszą być dopieszczone maksymalnie i na te, które można po prostu odfajkować. Czy jest to kryminał, czy poradnik, czy ambitna literatura, zawsze podchodzę do projektu z myślą, że po pierwsze nie mogę zrobić książce krzywdy (to jak z lekarskim „po pierwsze nie szkodzić”), a po drugie, że powinnam zrobić projekt lepszy niż wszystkie poprzednie. Takie myślenie, jak do tej pory, sprawdza się, czego mam dowody. 
8. Spotkałam w Internecie bazy gotowych okładek do wykorzystania, dla zwykłych użytkowników są one darmowe, wydawnictwa, być może, muszą coś zapłacić, tego nie wiem. Widziałam w sprzedaży okładki książek stworzone przez wprowadzenie pewnych zmian stylistycznych w takiej bazowej okładce. Czy korzystanie z tego typu zasobów przez wydawnictwa jest powszechną praktyką? Jaka jest Pani opinia na ten temat?

A. D. Przyznam szczerze, że ja się z czymś takim nie spotkałam. W związku z tym nie jestem w stanie powiedzieć, na ile powszechne są tego typu działania. W każdym razie te wydawnictwa, z którymi współpracuję, raczej nie stosują tego typu zabiegów. Domyślam się, że chodzi o kolejne zbicie kosztów. Być może wykorzystują takie sposoby wydawnictwa oferujące self-publishing. Ale to tylko przypuszczenie. Natomiast moja opinia jest jednoznaczna: wykorzystywanie darmowych gotowców to ślepa uliczka. I to z kilku powodów. Po pierwsze zatraca się indywidualizm, cechy charakterystyczne, styl projektantów. Przecież okładki wykonane przez wybitnych grafików można rozpoznać z daleka i dopasować do nich nazwisko twórcy. Gotowce to sztampa i brak oryginalności. I z tym wiążę się kolejna sprawa. Przecież taka okładka bez charakteru, standardowa, nie przyciągnie oka potencjalnego czytelnika, który i tak zsypywany jest lawiną różnych bodźców. Czyli taki strzał samobójczy – nie wydamy na projekt okładki, ale w rezultacie sprzedamy mniej egzemplarzy.
Dobra okładka naprawdę może zdziałać wiele, znacząco wpłynąć na wielkość sprzedaży. Szanujący się wydawca wie o tym doskonale i nie wybierze drogi na skróty. A w końcu, gdyby praktyka korzystania ze sztanc i kalek stała się powszechna, i ja, i inni graficy stracilibyśmy źródło utrzymania. Internet to potężne narzędzie, jednak nie sprawdza się we wszystkich sytuacjach. Bo na wszystko to jest tylko szara maść.

9. Jakie jest największe marzenie grafika projektującego okładki? Co jest Everestem do zdobycia, jaka nagroda lub inny wyznacznik sukcesu, o którym Pani marzy?

A. D. Nie wiem, jakie jest największe marzenie w ogóle. Pewnie każdy ma inne. Są różne miary sukcesu dla różnych ludzi. I nie mam na myśli tutaj tylko osobowości, charakteru, ale także obiektywne okoliczności. Trzeba pamiętać, że moje prace są bardzo często wynikiem kompromisów, zatem nie tylko ja decyduję o tym, jaki jest efekt. To prawda, bardzo wiele zależy ode mnie, ale nie wszystko. Nie jest to niczym nieskrępowana twórczość, poddawana wyłącznie ocenie potomnych. Jednak miło jest, gdy wysiłek twórczy zostanie dostrzeżony i w jakimś sensie nagrodzony.
Na naszym polskim rynku książki wyrobiłam już sobie pewną markę, przestałam być anonimowa. Ale to na naszym, polskim rynku, który jest jednak niewielki. Myślę, że zupełnie nowym wyzwaniem byłaby praca dla zagranicznego wydawcy. Renomowanego, o ugruntowanej pozycji, znanego z dbałości o edytorskie wartości książek. Jest takie wydawnictwo, dla którego chciałabym pracować. Wielu polskich grafików zdobyło na świecie uznanie, więc może i mnie mogłoby się udać, kto wie? Chciałabym kiedyś projektować okładki dla wydawnictwa Penguin Books. Jak już gdzieś mierzyć, to wysoko. Na razie jednak marzenie pozostaje marzeniem. Jest jednak do czego dążyć. Dziś za miarę sukcesu uważam fakt, że wciąż mam pełne ręce roboty. Bo to przecież o czymś świadczy.


10. Do jakiej książki chciałaby Pani zaprojektować okładkę, gdyby mogła Pani o tym zadecydować i dlaczego byłaby to właśnie ta pozycja?

A. D. Odpowiedź na to pytanie to niemal mission impossible. Przecież książek jest tak wiele, czasami nawet wydaje się, że zbyt wiele. Że nikt nie zdoła tego wszystkiego przeczytać. Jak to jest, że z pisania nie da się żyć, a tak wielu ludzi pisze? Sama nie wiem. Choć gdy drukuje się tak dużo książek, to nie muszę się obawiać o brak zajęcia. Poza tym ja wykonuję zlecenia, to wydawca proponuje, do jakiej książki zaprojektuję okładkę. Ale bardzo proszę, mogę podjąć taką intelektualną zabawę. Wyobrażam sobie, że mam dużo czasu i pieniędzy. I sama wybieram sobie książkę. Zupełna abstrakcja!
Dobrze, mam pewniaki. To moje ulubione książki. I przyznam, że już wyobrażałam sobie, jak mogłyby wyglądać ich okładki zrobione przeze mnie. Po pierwsze „Słownik chazarski” Milorada Paviča. Pavič to nie tak dawno zmarły pisarz serbski, bardzo mało znany w Polsce, choć jego książki zostały na polski przełożone, w tym właśnie jego debiutancki „Słownik chazarski”. Ma on podtytuł „Powieść-leksykon w stu tysiącach słów”. To niezwykłą książka, także od strony formalnej, konstrukcyjnej. Tworzą ją dwa tomy – egzemplarz męski i żeński. Treść tych tomów wydaje się identyczna. Niemal, bo różnią się jednym jedynym akapitem. Uwielbiam tę powieść, mogę ją czytać i czytać na okrągło. To znaczy zaczynając albo od męskiego, albo żeńskiego tomu. Okładka do tej książki musiałaby być magiczna. Żadnej drogi na skróty, żadnych gotowych zdjęć. Cóż, pewnie nie uda mi się jednak zrobić tego projektu.
Podobnie zresztą jak do „Czterech wezwań z przyczyny świętego Jerzego” Jaana Krossa, Estończyka, który na początku naszego wielu wymieniany był jako bardzo poważny kandydat do Nagrody Nobla. Ale kto wie, może uda się z Ursulą Le Guin i jej powieścią „Wracać wciąż do domu”? Przemawia ona do mojej wyobraźni, do mojej wrażliwości.  To taka wizja przyszłości, w której się doskonale odnajduję.
Tak, te trzy okładki chciałabym zaprojektować. Oddałabym w ten sposób, mówiąc patetycznie, hołd ukochanym autorom.

Serdecznie dziękuję za rozmowę!  

  * * *
A teraz zapraszam do udziału w konkursie, 
w którym książkowe nagrody ufundowała dla Was 
pani Anna Damasiewicz!

1. Tajemniczy przeciwnik (Kolekcja Kryminałów Agathy Christie)
2. Noc i ciemność (Kolekcja Kryminałów Agathy Christie)
3. Wczesne sprawy Poirota  (Kolekcja Kryminałów Agathy Christie)
4. Tajemnica gwiazdkowego puddingu (Klasyka Kryminału)
5. Wigilia Wszystkich Świętych  (Klasyka Kryminału)
6. Tajemnica Siedmiu Zegarów  (Klasyka Kryminału)
7. Czarna kawa (Agata Christie - Królowa Kryminału)
8. Pierwsze, drugie... zapnij mi obuwie (Agata Christie - Królowa Kryminału)
9. Poirot prowadzi śledztwo (Agata Christie - Królowa Kryminału)

Co zrobić, aby stać się szczęśliwym posiadaczem jednej z w/w książek, 
z dedykacją pani Anny Damasiewicz? 

Proszę w komentarzu wpisać, 
która okładka kryminału Agathy Christie, autorstwa naszego gościa, 
podoba się Wam najbardziej i dlaczego.  
Nie zapomnijcie podać adresu e-mail. 

Konkurs trwa do 18 grudnia, do godziny 23:59.
Książki zostaną rozlosowane wśród osób, które wezmą udział w konkursie.  
 

 * * *
Mnie, na przykład, zaczarowała okładka "Dwunastu prac Herkulesa"Kolekcji Kryminałów Agathy Christie. Urzekła mnie kombinacja kolorów błękitnego i piaskowego, stylowa maska automobilu i starożytna płaskorzeźba. Te dwa detale "mówią" wszystko i rozpalają moją wyobraźnię.