sobota, 28 listopada 2015

Po pogrzebie - Agata Christie - recenzuje Mała Pisareczka

W końcu! Nareszcie mam u siebie na półeczce książkę, o której marzyłam od tak dawna (czyli od momentu, kiedy po raz pierwszy obejrzałam ekranizację - genialną swoją drogą - jednej z wielu powieści Agaty Christie). Choć niepozorna, wewnątrz odnajdziemy niebanalną historię o kłamstwie, które rozpoczęło się w nieokreślonym momencie, a trwało bardzo długo... tak długo, że tylko pewien belgijski detektyw mógł pokazać prawdę w tej całej sieci oszustw! 

Umiera Richard Abernethie: bogaty biznesmen, mający co zostawić po sobie swojej sporej rodzinie. Chociażby dla tego spadku pogrążona w żałobie rodzina spotyka się po pogrzebie, by poznać ostatnią wolę zmarłego. Choć śmierć nastąpiła nagle, nikt nie zastanawia się nad możliwą zbrodnią... dopóki ekscentryczna ciotka Cora nie włożyła kij w mrowisko, mówiąc:
 
"To powinno zostać w rodzinie. To, że on został zamordowany, czyż nie?"
 
To jedno ostatnie zdanie wbija w zdziwienie wszystkich zgromadzonych, lecz nikt szczególnie nie przykłada do niego uwagi. Przecież to tylko stara ciotka Cora, która często plecie trzy po trzy. Zapewne wszyscy zapomnieliby o całym wydarzeniu, gdyby nie pewne zdarzenie - ciotka Cora zostaje odnaleziona martwa w łóżku..
Czyżby morderca uważał, iż Cora mogłaby znać jego tożsamość? I czy w ogóle Richard Abernethie został zamordowany? A może jesteśmy świadkiem jedynie jednej wielkiej gry kłamstw, w której prawdziwy sprawca porusza się z gracją baletnicy? Intryga okazuje się skomplikowana i tylko emerytowany Herkules Poirot może odkryć prawdziwe karty!
 
Głęboko wierzę, iż jeżeli uda się skłonić kogoś do dłuższej pogawędki na jakikolwiek temat, wcześniej czy później ta osoba sama się zdradzi. 

Po pogrzebie z miejsca stało się moją ulubioną powieścią Agaty Christie, stając na równi z takimi genialnymi dziełami Królowej Kryminału jak: I nie było już nikogo; Morderstwo w Orient Expressie czy Pięć małych świnek. Nie jestem w tym zdaniu sama, bowiem kryminał ten uwielbia także Sophie Hannah, znana z Inicjałów zbrodni - książki, która wskrzesiła sławnego detektywa.
 
Genialna, wielowątkowa fabuła mówi sama za siebie, iż pisarka była niewątpliwie wyjątkową osobą. To niesamowite, jak Christie od samego początku niemal bawi się wyobraźnią czytelnika. Ułożyła niezwykłą układankę z psychologii postaci w roli głównej. Tutaj nie najważniejsze są pieniądze, lecz właśnie psychika człowieka. Tym samym Po pogrzebie to nie tylko pusty kryminał w zagadką w tle. To prawdziwe studium ludzi, ukazujące okrutną prawdę o człowieku zdolnym do niecnych czynów... lecz przecież nic nie dzieje się bez powodu.
Ty Panie widziałeś moją krzywdę, wymierz mi sprawiedliwość!
 
Zakończenie opowieści po prostu wbiło mnie w fotel... ale także zasmuciło. Nie ma chyba osoby, która nie współczułaby szczerze sprawcy, który po prostu pogubił się w życiu. Christie pokazuje, co dzieje się z człowiekiem, który żałuje swego życia - który chciałby być kimś innym, niż jest.
 
Dlatego też z całego serca polecam tę wyjątkową historię kryminalną z psychologią w tle. Jest naprawdę warta poznania, a jej złożoność zagadki może sprawi, iż pokochacie Królową Kryminałów tak jak ja!

Recenzja pochodzi z bloga Znajdź Wymarzoną Książkę i bierze udział w wyzwaniu:


środa, 25 listopada 2015

„Przyjdź i zgiń”, czyli jakie kryminały czyta Poirot - recenzuje gość: Stworek.vel.Oka

Agatha Christie „Przyjdź i zgiń”
4:13 i cztery zegary. Stenotypistka martwiąca się, że niewidoma nadepnie zwłoki leżące w bawialni za sofą. Fikołek i blizna za uchem. Rudy kot i teatralna lornetka. Poirot i jego remont. Czy to wszystko można jakoś sensownie połączyć, żeby wyszła z tego wciągająca intryga? Wątpliwe… chyba, że się jest wróżką lub… Agathą Christie.
Poirot westchnął.
– (…) Ostatnio bardzo pilnie potrzebowałem problemu. Nie jest ważne, powiedziałem sobie, co to za problem. Może to być, jak u zacnego Sherlocka Holmesa, głębokość, na jaką pietruszka została pogrążona w maśle. Rzecz polega na tym, żeby problem istniał. Nie chcę ćwiczyć mięśni, tylko komórki mózgowe.

Colin Lamb (wilk w owczej skórze ;)), nasz w większości główny narrator, wszedł w posiadanie tajemniczej karteczki z półksiężycem. Przechadzał się więc ulicą, próbując znaleźć numer domu, który jak przypuszczał udało mu się rozszyfrować. Niespodziewanie w jego ramiona wpada spanikowana istota płci żeńskiej, która wezwana do pracy pod 19-tkę, odkrywa za sofą zwłoki nikomu nieznanego mężczyzny. Okazuje się, że:
– jest to mieszkanie niewidomej kobiety,
– pojawiły się w nim dodatkowe zegary, które zostały ustawione na godzinę 4:13,
– nikt nie zamawiał usług stenotypistyki,
– nie ma żadnych świadków, czyli standardowe: „nic nie widziałem, nic nie słyszałem”,
– tożsamość mężczyzny, a także firma w której rzekomo pracuje są fikcją…
Jakby na domiar złego, gdzieś wiktoriańską ulicą Wilbraham Crescent przelatywał amor, który wystrzelił niespodziewanie swoją miłosną strzałę…
– Czy nie zdajesz sobie sprawy – dopytywałem się z oburzeniem – że w moim życiu jest mnóstwo pięknych kobiet-szpiegów wszelkiej narodowości? Wszystkie z takim biustem, że amerykański detektyw prywatny zapomniałby o swoim zapasie żytniówki w szufladzie na bieliznę. Jestem uodporniony na wdzięki kobiece.
– Każdy ma w końcu swoje Waterloo – odparł Dick. – To zależy od modelu. (…)
Sprawę prowadzi inspektor Hardcastle (jak dobrze, że pozostano przy nazwisku oryginalnym i tłumacz nie wpadł na pomysł spolszczania, bo cóż… inspektor Twardyzamek brzmiałoby bardzo niepoważnie :P). Niestety śledztwo nie posuwa się do przodu, a giną kolejne osoby. Wszystko wskazuje na to, że ktoś chciał by ofiara znalazła się dokładnie w tamtym miejscu i dokładnie tego wrześniowego dnia. Miała przyjść i zginąć…
Naszego zacnego Belga jest jak na lekarstwo i to „lekarstwo” bardzo trudno dostępne! Ale cóż się dziwić, Poirot jest tak znudzony, że postanowił studiować powieści kryminalne, dając nam przy tym wykład co czytać się powinno. 😉
– "Przygody Sherlocka Holmesa" – mruknął z uwielbieniem [Poirot], a potem wygłosił z szacunkiem jedno słowo: "maitre!", tak, mistrz.
– Sherlock Holmes? – spytałem.
– Ach nie, nie Sherlock Holmes! Oddaję cześć autorowi, sir Arturowi Conanowi Doyle. Te opowiastki Sherlocka są w rzeczywistości naciągane, pełne błędów i sztucznie skonstruowane. Ale sztuka pisania – ach, to coś zupełnie innego. Urok języka, stworzenie tej wspaniałej postaci doktora Watsona. To doprawdy triumf.
Oczywiście tylko Herkules wpada na trop, umiejętnie łączy fakty, bo nasi dzielni inspektorzy błądzą jak dzieci we mgle. Podjął wyzwanie i działał nie ruszając się z fotela, a mimo to, dojrzał więcej niż obecni na miejscu zbrodni funkcjonariusze.
– Jedna rzecz jest pewna – oświadczył [Poirot] – to musi być bardzo prosta zbrodnia. (…) Ponieważ wydaje się tak skomplikowana. Jeżeli było konieczne, by wyglądała na zawiłą, musi być prosta.
Myślę, że to nie jest moja ulubiona powieść Christie, bo bardzo doskwierał mi brak Poirota (który pojawia się dopiero na 126 stronie!), Hastingsa, inspektora Jappa czy chociażby panny Lemon. Intryga była interesująca, jednak finał mógł okazać się bardziej spektakularny. Irytowała mnie panna Webb.
Zdecydowanie wolę serialową wersję tej powieści pani Agathy z niezastąpionym Davidem Suchetem. :)

 Recenzja pochodzi z bloga: . (: Rozmaite poczytania gagatki :) i została opublikowana w ramach wyzwania Wrzesień z Agathą. Autorką recenzji jest Stworek.vel.Oka.


http://na-tropie-agathy.blogspot.com/2015/08/wrzesien-z-agatha-christie-wyzwanie-z.html

niedziela, 22 listopada 2015

Na początku było… Styles, czyli pierwsze spotkanie z Poirotem - recenzuje gość Stworek vel Oka


Agatha Chritsie „Tajemnicza historia w Styles”
Poirot był drobny, niski i miał bardzo dziwaczną powierzchowność. (…) Schludność jego ubioru była wręcz nieprawdopodobna; sądzę, że pyłek na rękawie sprawiłby małemu Belgowi więcej bólu niż rana zadana pociskiem karabinowym. (…) Jako detektyw uchodził za gwiazdę pierwszej wielkości i niejednokrotnie wykrywał zbrodnie sensacyjne i na pozór nie do wykrycia.

Jak oliwa sprawiedliwa, tak w 1920 roku Poirot na karty powieści kryminalnych wypływa. To pierwsza powieść Christie, gdzie pojawia się wątek kryminalny i wąsaty jajogłowy detektyw, który poruszy serca i umysły wielu, bo szare komórki trzeba ćwiczyć, przyjacielu.
Hastings (nasz narrator), inwalida wojenny cierpiący na brak bliskich krewnych i przyjaciół, który na zaproszenie swojego znajomego Johna Cavendisha, przybywa do Styles, żeby tam spędzić zasłużony urlop i zregenerować siły, jest świadkiem nie tylko morderstwa, ale również całej gamy uczuć serwowanych przez członków rodziny zmarłej pani Inglethorp, matki Cavendisha. Można powiedzieć, że od zawsze marzył o tym, by…
– Może wydam się pani komiczny… (…) Otóż w skrytości serca marzę od dawna, żeby zostać detektywem.
– Prawdziwym detektywem? Takim ze Scotland Yardu czy raczej Sherlockiem Holmesem?
– Oczywiście Sherlockiem Holmesem. Mówię poważnie. To pociągało mnie zawsze i pociąga. Na domiar złego w Belgii poznałem słynnego detektywa. Ten dopiero rozognił moje pragnienia. Cudowny człowiek! Twierdzi uparcie, że dobra robota w jego fachu polega tylko na właściwej metodzie. (…)
– Lubię dobre kryminały .- wtrąciła nagle panna Howard – Ale przeważnie to brednie. Sprawca ujawnia się w ostatnim rozdziale. Wszyscy są ślepi. Co innego prawdziwa zbrodnia. Wtedy od razu wiadomo.
Niestety, o czym Hastings przekona się wkrótce, przypadnie mu rola cienia i nieocenionego pomocnika wybitnego, światłego, niezwykle skromnego jegomościa, Herkulesa Poirota, który przebywał właśnie w Styles wraz ze swoimi rodakami (dzięki dobroci pani Inglethorp). Sprawa śmierci jego dobrodziejki będzie dla niego wyzwaniem, a jej rozwiązanie punktem honoru i treningiem dla szarych komórek jego jajowatej głowy. Testament, mnóstwo podejrzanych, miłosne intrygi, strychnina, czarna broda, a także kłamstwa przypiekane na ogniu w upalny dzień, będą gratką dla małego Belga, a także jego przyjaciela, aspirującego do roli detektywa.
– Czy to wariat, proszę pana?
– Uczciwie mówiąc, nie wiem. Czasami tak mi się zdaje, ale z najgorszych jego bredni wynika nagle, że w tym szaleństwie jest metoda.
Poirot bardzo rzadko brany jest na poważnie (zapewne z racji swojego nietypowego wyglądu i cudzoziemskości), chociaż z namaszczeniem podkreśla swoją wybitność i niezwykłą zdolność łączenia faktów, a także segregacji odpadów zbędnowątkowych i informacji nieistotnych. Jego logika i dedukcja doprowadzają sprawę do końca, przyczyniając się nie tylko do spokoju duszy zmarłej, ale także do szczęścia niejednej kobiety.
Wcale się nie dziwię, że Christie debiutując tą powieścią stała się tak poczytną autorką. Potrafiła nie tylko skonstruować misterną kryminalną intrygę, ale również znakomicie pokazać różnorodność ludzkich zachowań, napędzanych namiętnościami i żądzą pieniądza, niezmienną od 95 lat…

Recenzja pochodzi z bloga: . (: Rozmaite poczytania gagatki :) i została opublikowana w ramach wyzwania Wrzesień z Agathą. Autorką recenzji jest Stworek.vel.Oka.

czwartek, 19 listopada 2015

Czy to naprawdę świat Agathy Christie? - recenzuje Misiak297


    W tym roku obchodzimy 125 rocznicę urodzin Agathy Christie. To doskonała okazja, aby przypomnieć książki Królowej Kryminału (tylko czy one naprawdę potrzebują przypomnienia – nowe wydania co i rusz pojawiają się na księgarnianych półkach! Zatem może inaczej: to doskonała okazja, aby na nowo udostępnić czytelnikom te książki), wznowić mniej popularne pozycje, a także wzbogacić biblioteczki fanów i koneserów o nowe, nietuzinkowe pozycje. Naprzeciw tym oczekiwaniom wychodzi Wydawnictwo Dolnośląskie, które publikuje znane i lubiane kryminały Christie w nowej szacie graficznej, wznawia też raczej nieobecne w powszechnej świadomości czytelniczej powieści psychologiczno-obyczajowe (bo nie są to romanse!) pisane pod pseudonimem Mary Westmacott (m.in. jedną z najlepszych w dorobku autorki – "Samotna wiosną" w nowym tłumaczeniu, pt. "W samotności"). Pojawiły się też "Małe szare komórki" – zbiór aforyzmów Herculesa Poirota – oraz "Świat Agaty Christie" Martina Fido zwracający uwagę album. Dwóm ostatnim pozycjom chciałbym poświęcić niniejszy tekst. 

Agatha namalowana przez "Connaha", ok. 1894 roku; fotografia znajduje się w książce
 W "Małych szarych komórkach" znajdziemy myśli Poirota, który wnikliwie, celnie, a nierzadko i z humorem komentuje rzeczywistość. Są tu wypowiedzi (podane zarówno w polskim tłumaczeniu, jak i w angielskim oryginale) o umyśle mordercy, pracy detektywa, kobietach, związkach, angielskiej kulturze i kuchni, a także ironiczne uwagi oceniające poczciwego Hastingsa. Ten zbiór wydany został naprawdę elegancko i starannie. To prawdziwe cacuszko, które ucieszy niejednego fana Agathy Christie i będzie niewątpliwą ozdobą regału.
Na pierwszy rzut oka to samo da się powiedzieć o "Świecie Agaty Christie" Martina Fido. Imponujący album, barwny, pełen unikatowych zdjęć, które ucieszą oko przy wstępnym przeglądaniu. Na kolejnych stronach autor przybliża biografię Christie, omawia jej twórczość (zarówno kryminały, jak i thrillery, powieści szpiegowskie, sztuki i prozę obyczajowo-psychologiczną, a także dzieła jeszcze u nas nieznane), wskazuje nawiązania i inspiracje, odmalowuje świat, w jakim żyła. Zapowiada się dobrze? A jednak nie jest dobrze. Kiedy czyta się "Świat Agaty Christie", trudno oprzeć się wrażeniu irytującego chaosu. Paradoks polega na tym, że całość została podzielona tematycznie, pewnie dla lepszego uporządkowania. Fido chyba nie do końca wiedział, dla kogo chce pisać – dla czytelników pragnących li tylko poznać Agathę Christie, czy dla badaczy literatury, którzy szukają tropów, zamierzają umieścić twórczość Królowej Kryminałów w szerszym kontekście literackim, historycznym i społecznym. Karty w tym albumie są przemieszane. Całości brak harmonii i wyrazistego zakończenia. Uderza też obecna na prawie wszystkich stronach powierzchowność opisów - biografii, twórczości i kontekstów (może dlatego, że każde z zagadnień miało się zmieścić na jednej-dwóch stronach).

Poirot i spis treści - fotografia znajduje się w książce (fot. Pani_Wu)
Nie są to jednak największe grzechy Martina Fido. Moim zdaniem, badacz odnosi się do Christie i jej książek z dystansem, momentami można odnieść wrażenie, że jej zwyczajnie nie lubi. Chciałbym być dobrze zrozumiany – nie jestem zwolennikiem nietykalności powszechnie lubianych pisarzy i ich twórczości, ukrywania niewygodnych prawd, tworzenia laurek. W Fido nie widać pasjonata, który naprawdę jest zaciekawiony obiektem swoich badań. Jego książka absolutnie nie wytrzymuje porównania z imponującą, wnikliwą literaturoznawczą pracą Johna Currana ("Sekretne zapiski Agathy Christie" i "ABC zbrodni Agathy Christie" – opublikowane przez Wydawnictwo Dolnośląskie) ani z żywą narracją Jareda Cade'a ("Agatha Christie i jedenaście zagubionych dni", wydana przez W.A.B.). Te pozycje tchną prawdziwą fascynacją – co wcale nie znaczy, że Curran i Cade są bezkrytyczni wobec Christie. Obaj wskazują słabe strony jej twórczości, Cade nie tylko ujawnia niewygodne fakty, ale też bardzo surowo (niestety zasłużenie) ocenia autorkę "I nie było już nikogo", choć ma dla niej jednocześnie dużo zrozumienia.

Kalendarium i drzewo genealogiczne (fot. Pani_Wu)
Ad rem: o twórczości Christie da się wiele powiedzieć – np. to, że bywa schematyczna, charakteryzuje się niekiedy uproszczoną psychologią postaci, raczej nie jest wyrafinowana narracyjnie, a wątki romansowe są słabe (choć w każdym wypadku można znaleźć wyjątki!). Jednak stwierdzenie Fido:
"Należy otwarcie przyznać, że czytanie powieści Christie nie było intelektualnym wyzwaniem. Jej proza nie epatowała brutalną przemocą (...), była jednak powierzchowna. Agata reprezentowała konwencjonalny światopogląd, jej postacie były stereotypowe i przypominały bohaterów oper mydlanych, a jej proza była w gruncie rzeczy słaba i nie przykuwała uwagi"[1] jest krzywdzące i niesprawiedliwe. I to nie jedyna wypowiedź tego typu. Fido zdaje się celować w wyciąganiu takich zbyt daleko idących (i często zwyczajnie nieżyczliwych) wniosków, z którymi trudno się zgodzić:
W Nimrud - fotografia znajduje się w książce
"Poirot został scharakteryzowany dość powierzchownie. Nie wiemy, aby czytał, grywał w szachy czy miał jakieś inne stymulujące umysł hobby. Nie znamy jego zasad moralnych, poza tą jedną - »mieszczańską« dezaprobatą wobec zbrodni, nie znamy również jego przeszłości z czasów policji. Poirot jest łatwy do zapamiętania, ale nie tak zajmujący jak lord Peter Wimsey, mniej sympatyczny niż ojciec Brown, nie budzący takiego podziwu jak Sherlock Holmes. Płytkość tej postaci do pewnego stopnia stawia pod znakiem zapytania intelektualizm samej autorki, tworzącej w czasach, kiedy przedstawiciele inteligencji otwarcie, a nawet z pewną dumą przyznawali się do uzależnienia od dobrej powieści kryminalnej"[2].
fotografia znajduje się w książce
"Najlepsze książki z jej [panny Marple] udziałem są, jak zwykle u Christie, bardzo dobrze skonstruowane, jednak całą pracę detektywistyczną wykonują czytelnicy, a nie główna bohaterka"[3].
fotografia znajduje się w książce
"Generalnie jednak Agata nie poruszała w powieściach kryminalnych naprawdę ważkich problemów"[4].
fotografia znajduje się w książce
"Paradoksalnie najsłabsza [w powieściach z Poirotem] okazała się fabuła. Aby zapełnić trzy kolejne sezony, wiele [ekranizacji] krótkich opowiadań rozciągnięto w dwugodzinne odcinki, co nie zawsze się sprawdziło. Błahe zagadki kryminalne nie stanowiły aż tak dobrej wieczornej rozrywki przed telewizorem jak te rozwiązywane przez pannę Marple. Sytuacja nieco się poprawiła, kiedy scenarzyści dostali wolną rękę i zaczęli układać własne fabuły z udziałem belgijskiego detektywa. [Na marginesie: czy ktoś tu pamięta fatalne "Rendez-vous ze śmiercią", które koło pierwowzoru nawet nie leżało?]. (...) Dopiero telewizja – medium, którym pisarka zawsze pogardzała i od którego starała się trzymać z daleka – ujawniła, jak niewiele brakowało Christie, by uczynić z Herkulesa Poirota prawdziwego sukcesora niedoścignionego Sherlocka Holmesa"[5].


Takie bzdury podane w tonie niekwestionowanych prawd można mnożyć (jako ostatnie przykłady podam jeszcze: stwierdzenie, że powieściom pisanym pod pseudonimem Mary Westmacott "wyraźnie brakuje intelektualnej głębi"[6] i potraktowanie powieści "Słonie mają dobrą pamięć" – nie najlepszej, raczej zajmującej dolną półkę, ale też nie tak złej, jak sądzi Fido – w kategoriach "geriatrycznych nudziarstw"[7]). Dochodzą do tego błędy rzeczowe (zmieniona płeć dziecka Armstrongów z "Morderstwa w Orient-Expressie", nazwisko Joan Hickson – która stworzyła bodaj najwybitniejszą kreację panny Marple na ekranie – przerobione na "Hickman"[8], a wreszcie – nieprawdziwa informacja o debiucie panny Marple. Pojawiła się ona pierwszy raz nie w "Morderstwie na plebanii", ale w opowiadaniach drukowanych na łamach gazet, które potem Christie przerobiła na zbiór "Trzynaście zagadek) i idiotyczne, nic niewnoszące informacje, jak ta: "pani Harmon miała pulchną twarz i figurę, co od razu przypomniało mi, że ja również znałem kiedyś dziewczynę, którą nazywaliśmy »Bułeczką«, a to dlatego, że miała głęboki rowek między piersiami i bardzo chętnie go eksponowała"[9]. Szanowny panie Fido, co mnie obchodzi, kogo pan znał?!
Książka "Świat Agaty Christie" Martina Fido niewątpliwie cieszy oko. A jednak wystarczy wczytać się w tekst, aby z zażenowaniem odwrócić wzrok. I być może sięgnąć po jeden z kryminałów Agathy Christie – do dziś czytanej i kochanej przez miliony fanów znakomitej literatury kryminalnej!
---
fotografia znajduje się w książce
[1] Martin Fido, "Świat Agaty Christie", przeł. Beata Długajczyk i Emilia Skowrońska, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2015, s. 56.
[2] Tamże, s. 67.
[3] Tamże, s. 85.
[4] Tamże, s. 91.
[5] Tamże, s. 125.
[6] Tamże, s. 94.
[7] Tamże, s. 79.
[8] Tamże, s. 84.
[9] Tamże, s. 77.

Recenzja pochodzi z portalu BiblioNETka. Autorem jest misiak297.

poniedziałek, 16 listopada 2015

Autobiografia - Agata Christie

Agata Christie jest dla mnie wyjątkową postacią. Każdą jej książkę po prostu wchłaniam, podziwiając umiejętności pisarskie. Dzięki tej pani poznałam masę nietuzinkowych postaci, odwiedziłam niecodzienne miejsca, głowiłam się nad niejedną zagadką... Po prostu pokochałam Królową Kryminałów! Jak tylko zdałam sobie z tego sprawę, postanowiłam poznać Agatę Christie lepiej.
 
Autobiografia jest to tomisko liczący około 500 stron, na których - w porządku chronologicznym - poznajemy życie jednej z największych pisarek wszech czasów.
 
Nie myli się ten, kto uznał "Autobiografię" Agaty Christie za jedno z jej najlepszych dzieł. To niesamowite, w jak niezwykły, a przy okazji oryginalny w swojej prostocie sposób można opisać myśli, marzenia, jak również przeżycia zarówno pierwszej, jak i drugiej wojny światowej.
 
Dzięki dziełu poznajemy Królową Kryminałów od środka, a przy okazji możemy poznać ludzi ją otaczających. Niestety, zawiedzie się ten, który myśli, że znajdzie w Autobiografii receptę na napisanie dobrego kryminału. Jak sama Agata Christie przyznała - pisała dla pieniędzy, a historie same przychodziły jej do głowy poprzez uważną obserwację otaczającego ją świata. 

Królowa Kryminałów na pewno miała interesujące życie, które teraz nam prezentuje: dzieciństwo, młodość, dwa małżeństwa, dwie wojny światowe, rewolucję obyczajową, podróż dookoła świata, odkrycia archeologiczne...
 
Chylę czoła, w jaki sposób ta pani potrafiła opisać swoje życie. Nie nudziła - to na pewno nie - Agata Christie, podczas pisania swoich dzieł, wyrobiła w sobie świadomość, co może zainteresować, a co należy przemilczeć. W dodatku nie zabrakło w książce inteligentnych przemyśleń, a przy tym i humoru, który tak często bawi nas w jej powieściach i opowiadaniach.
Wydanie "Autobiografii" Agaty Christie jest niezwykle piękne. Książka prezentuje się okazale dzięki twardej okładce i białym kartkom, które nie męczą wzroku (na całe szczęście). Dodatkowo nie brak wewnątrz zdjęć, należących do prywatnego zbioru autorki.
Polecam! Jestem pewna, że Ci, którzy poznali niektóre dzieła autorki, będą chcieli dowiedzieć się o niej czegoś więcej - a ta książka właśnie po to powstała!

RECENZJA POCHODZI Z BLOGA ZNAJDŹ WYMARZONĄ KSIĄŻKĘ 

sobota, 14 listopada 2015

Ogłoszenie wyników KONKURSU z nagrodami

30 października, przy okazji Herbatki u Agatki ogłosiliśmy konkurs na rymowankę.
Wierszyki były przecudnej urody, zachęcam do ich lektury w KOMENTARZACH!

Natomiast nagrody wylosowały następujące osoby:

Stworek vel Oka, która chciała połączyć węzłem małżeńskim Hastingsa z panną Lemon oraz wymyśliła rekordowo długą rymowankę (zawiera aż 20 tytułów książek Agathy Christie). 

 Kasiek, która uwielbia Ariadnę i chętnie połączyłaby ją węzłem małżeńskim z Poirotem (co niechybnie skończyłoby się zejściem przez detektywa na drogę przestępstwa i zamordowaniem Ariadny).


DOROTA, która również miałaby ochotę postawić Ariadnę i Herkulesa na ślubnym kobiercu.


Prosimy przesłać na nasz adres mailowy na-tropie-agathy@wp.pl adresy do wysyłki książek i określić swoje preferencje dotyczące tytułów, może uda się je zadowolić (te preferencje ;). 

A w samiutkie, samiuteńkie Święta zapraszamy na kolejną Herbatkę u Agatki. Tym razem porozmawiamy o "Morderstwie w Boże Narodzenie". 




środa, 11 listopada 2015

"Dopóki starczy światła" - recenzuje uczestnik - ejotek




Tytuł oryginalny: While the Light Lasts
Tłumaczenie: Michałowska Mira
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 2013
Liczba stron: 184
Seria: Klasyka Kryminału








Nigdy nie będę wielbicielką opowiadań. Zanim się wciągnę w fabułę, poznam bohaterów i rozpocznę analizowanie charakterów, uczuć i relacji to już jest koniec. Jednak chcąc dążyć do poznania jak największej liczby książek Królowej Kryminałów, tym razem padło na zbiór opowiadań dla zapracowanych, czyli kilkustronicowych form (idealnych na czytanie w chwili, gdy sięgając po powieść można się zgubić odkładając co kilka minut a w tym przypadku akurat zdążyłam poznać jedno opowiadanie). Co o nich myślę? Zapraszam na wrażenia.

Niespełna trzydziestoletni John miewa dziwne sny o Domu; Olga Stormer jest aktorką, którą ktoś postanawia szantażować jej prawdziwą tożsamością; Klara Halliwell dyskretnie szantażuje Vivien, żonę Geralda, którego kocha nad życie; Poirot próbuje rozwikłać zagadkę tajemniczej kartki i morderstwa oraz kontrmorderstwa; dwoje ludzi spotyka się w muzeum przed obliczem małego i samotnego bożka, lecz nie do końca potrafią się porozumieć, mimo że czują nić sympatii.

Tak pokrótce można przedstawić pięć pierwszych opowiadań. Niektóre zawierają elementy fantastyczne, inne są romantyczne, zaś kolejne kryminalne. Finały są zaskakujące, tragiczne, szczęśliwe, ale i niezrozumiałe (opowiadanie pierwsze to zupełnie nie moja bajka). Czasami wygrywa miłość, czasem przebiegłość, ale nie brak też elementu zaskoczenia.

Pozostały mi jeszcze do omówienia cztery opowiadania.
Czterech spadkobierców wuja Myles'a szuka czterech ukrytych skarbów i podobno największe szanse mają najgłupsi i nieuczciwi. Do czego się posuną, by zdobyć bogactwo?
Malarz i jego żądna pieniędzy żona, oraz chrzestna małej Winnie - Jane. Jakie relacje łączą tych ludzi? Dlaczego przepływający strumień kasy ma tak dziwne źródło? Trójkąt małżeński i dwuznaczności to charakterystyczne cechy opowiadania, które zresztą ma bardzo niewyraźny koniec.
W ósmym opowiadaniu Poirot próbuje rozwikłać zagadkę niebanalnego zabójstwa i trupa w skrzyni. Bardzo zawiła historia i jakże obfitująca w niewinnych ludzi i intrygi.
Rodezja, ukochane miejsce dawnego ukochanego pani Deirdre Crozier, który zginął na wojnie. Małżeństwo Crozier spacerując, poznaje specyfikę plantacji tytoniu a słabość kobiety sprawia, że dochodzi do niesamowitego spotkania. Kim jest tak naprawdę pan Arden? Kogo tam naprawdę łączy miłość?

Końcowa czwórka jest moim zdaniem bardzie zrozumiała i emocjonująca. Bawiłam się świetnie, choć nie zawsze zakończenie mnie satysfakcjonowało. Ale przecież nie zawsze autor pisze tak książkę, by była przewidywalna i cieszyła czytelnika. Czasami wystarczy, że cieszy twórcę.
Są to opowiadania z nutką sensacji, kryminału, pojawia się w nich krew, trupy i łzy. Jest też miłość, choć nie zawsze szczęśliwa, żądza bogactwa, zdrady i potajemne wzdychanie do obiektu uwielbienia.

Zbiorek jest napisany typowym dla Agathy Christie językiem, w typowych okolicznościach i czasie odpowiadającym życiu autorki. Można to poznać po sposobie bycia, życia, wysławiania i ubierania się bohaterów.
Opowiadania mają zawsze zaskakujące finały i nie sposób odgadnąć zamysłu Christie. Kiedy już mi się wydawało, że wiem jak skończy się dana historia to nagle jednym zdaniem czy akapitem autorka przewracała całą fabułę na drugą stronę i jedną czy dwiema niespodziankami niweczyła moje przypuszczenia. Książeczka świetnie nadaje się na przerywnik innych lektur, na chwile oddechu pomiędzy mocnymi wrażeniami czy na kilkuminutowe możliwości czytelnicze, ponieważ nie ma powiązań między poszczególnymi tekstami i nie spowoduje to, że zgubimy wątek.

 Recenzja pochodzi z bloga:  Ejotkowe postrzeganie świata i została opublikowana w ramach wyzwania Wrzesień z Agathą. Autorką recenzji jest Ejotek.





niedziela, 8 listopada 2015

Dwanaście prac Herkulesa - Agata Christie

Większość kryminałów to długie powieści liczące sobie przynajmniej dwieście stron. Ale może można krócej? Tak specjalnie dla ludzi niecierpliwych i wiecznie zabieganych? Agata Christie odpowiada: można. Pomysł na zagadkę kryminalną można obmyślić oraz dobrze rozegrać już w trzydziestu stronach. Powtórzyć razy dwanaście, a otrzymujemy genialną książkę, od której i tak i tak, trudno się oderwać!

Wielki detektyw Herkules Poirot - zmęczony i wystarczająco stary - zamierza w końcu przejść na upragnioną emeryturę. Zwierza się swojemu oddanemu przyjacielowi, Hastingsowi, że uważa swoje imię za wystarczająco znaczące, by zakończyć karierę efektownie. Stawia sobie za cel rozwiązanie takiej samej ilości zagadek kryminalnych, ile miał jego mityczny imiennika.

Dwanaście prac Herkulesa to dokładnie dwanaście zagadek kryminalnych, a każda z nich jest powiązana - bardziej lub mniej - z pracami mitycznego herosa.  
Powiem szczerze, że jeszcze przed przystąpieniem do lektury obawiałam się rozczarowania. Wolę, kiedy akcja rozgrywa się stopniowo, bo tylko wtedy wszystko jest dla mnie jasne i zrozumiałe. Ten strach był zatem oczywisty, gdy miałam przed sobą same opowiadania, każde liczące około trzydziestu stron. "To za mało" - mówiłam sobie - "zanim zdążę się wciągnąć w historię, już się skończy". Zapomniałam najwidoczniej z kim mam przyjemność. Przecież to moja ulubiona pisarka, Agata Christie - Królowa Kryminałów!
Każde opowiadanie zostało odpowiednio przygotowane. Akcja rozciąga się w odpowiednim tempie, nie za szybko nie za wolno - po prostu odpowiednio. Zagadki są oryginalne - często zaskakujące swoją prostotą. Oprócz tego Dwanaście prac Herkulesa posiada błyskotliwe dialogi, oryginalne postacie oraz humor, dzięki czemu przy każdym opowiadaniu można się rozluźnić!

Język i styl autorki jest - moim zdaniem - idealny! Nie wtrąciłabym ani jednego słówka, a tym bardziej nie śmiałabym któregoś z nich usunąć. W książkach Agaty Christie liczy się każde, bo nawet jedno krótkie wtrącenie może okazać się kluczem do rozwiązania zagadki. Myślę, że każdy odnajdzie się w jej luźnym stylu pełnym żywych dialogów.
Chciałabym przy okazji wspomnieć tutaj o jednej ciekawostce, a mianowicie o wątku patriotycznym. Miło mi się zrobiło, kiedy w jednym z opowiadań - Ptaki stymfalijskie - mogłam zobaczyć słowo - Polska, Polacy. Dwie Polki odegrały w tej historii ogromną rolę! 
Podsumowując - koniecznie trzeba przeczytać! Dwanaście prac Herkulesa czyta się szybciutko, tak więc jest to pozycja obowiązkowa dla tych, którzy jeszcze nie mieli czasu zapoznać się z ani jedną książką Agaty Christie! Fanów jej twórczości nawet nie muszę przekonywać!

RECENZJA POCHODZI Z BLOGA ZNAJDŹ WYMARZONĄ KSIĄŻKĘ

czwartek, 5 listopada 2015

Wielka czwórka

Światem trzęsie miedzynarodowa organizacja przestępcza określana jako Wielka Czwórka. 

Numerem Pierwszym jest niezwykle bogaty chiński mandaryn. Numer Drugi to wpływowy amerykański biznesmen. Numer Trzeci to Francuzka - wybitna uczona, rywalka samej Marii Skłodowskiej-Curie. Numer Czwarty... O nim  niewiele wiadomo - najprawdopodobniej jest to Anglik o dosyć przeciętnym wyglądzie i niesamowitych zdolnościach aktorskich.

Poirot wie o istnieniu tej organizacji, jednak dopiero przypadek sprawia, że zaczyna się zajmować tą sprawą. I wreszcie trafia na godnego siebie przeciwnika, który wciąż jest pół kroku przed nim... Tym razem małe szare komórki nie wystarczą i trzeba się będzie posiłkować podstępem.

"Wielka Czwórka" to jedna z pierwszych powieści Agathy Christie - powstała w 1927 roku. Moim zdaniem jest ona dosyć nierówna, początkowo akcja się wlecze niemiłosiernie, a w pewnej chwili nabiera tempa iście piekielnego i pędzi do finału niczym Pendolino: nie ma jednej sprawy tylko kilka, które, siłą rzeczy, traktowane są po łebkach (tym bardziej, że czytelnik od początku ma świadomość, że stoi za tym Wielka Czwórka); Herkules jest wyjątkowo drętwy i nadęty, natomiast jego przyjaciel Hastings... No ten bohater się wyjątkowo w tej powieści nie udał. Piszę "w tej", bowiem Hastings pojawia się w kilku innych książkach Christie i z tym z "Wielkiej Czwórki" łączy go właściwie tylko nazwisko. Hastings to zasadniczo człowiek na wzór holmesowego sympatycznego doktora Watsona, jednak w omawianej książce jest to narwany, nieodpowiedzialny i mało inteligentny (żeby nie powiedzieć "głupi") osobnik. A do tego zupełnie nie potrafi się niczego nauczyć na własnych błędach...

Cóż, moim zdaniem w dorobku Agathy jest sporo innych o wiele bardziej udanych powieści.

poniedziałek, 2 listopada 2015

Tajemnicza historia w Styles - Agata Christie

Po każdym kolejnym spotkaniu z twórczością Królowej Kryminałów, uwielbiam ją coraz bardziej. I choć rozpoczęłam naszą znajomość od środka, tym razem postanowiłam zatrzymać się przy "początku". Innymi słowy zgłębić pierwsze pojawienie się Herkulesa Poirota na kartkach powieści. 
 
Kapitan Arthur Hastings przybywa z zaproszeniem do starej angielskiej posiadłości. Jednakże całe spotkanie nie przebiega zgodnie z jego oczekiwaniami spokoju i wytchnienia po wojnie. Będzie musiał zmierzyć się z wieloma rodzinnymi niesnaskami, które doprowadziły do skandalu. Rodzina jego przyjaciela, Johna Cavendisha, bardzo dotkliwie przeżywa wybór matki co do ponownego zamążpójścia za nieprzyjemnego, a wręcz antypatycznego mężczyznę, Alfreda Inglethorp. Wszyscy od samego początku uznali go za kłamcę, który jedynie czeka na śmierć starszej żony. I faktycznie! Nie trzeba długo czekać, by w końcu odnaleźć zimne, ziemiste ciało Emilii Cavendish... Kapitan Hastings planuje na własną rękę rozwiązać sprawę otrucia, dlatego też z jeszcze milszym zaskoczeniem spotyka w tej samej miejscowości swego starego zagranicznego przyjaciela - Herkulesa Poirot.
  
"Tajemnicza historia w Styles" jest pierwszą powieścią kryminalną sławnej do dziś angielskiej pisarki, Agaty Christie. Napisała ją w 1920 roku. To właśnie w niej po raz pierwszy poznajemy belgijskiego detektywa, Herkulesa Poirota i jego przyjaciela - w tej książce narratora - Arthura Hastingsa.  
  
"Tajemnicza historia w Styles" jest jedną z najlepszych książek, jakie przyszło mi przeczytać. Dlaczego? Odpowiedzi jest wiele i każdą z nich można spokojnie postawić na podium. Przede wszystkim należy mieć na względzie fakt, iż jest to debiut mojej ulubionej pisarki. Po drugie, jest to bardzo dobra książka - szczególnie jak na amatora. A po trzecie - jest to niesłychanie dobry kryminał!

 To, w jaki sposób autorka mąciła mi w głowie, jednocześnie zwracając uwagi na różne detale tak istotne dla sprawy, przyprawiało moje szare komórki o przyjemne dreszcze. Starałam się z całych sił rozwiązać zagadkę kryminalną... z marnym jednakże skutkiem. Przez cały czas głowiłam się, kto z domowników miał najlepszy motyw, a kiedy i odpowiedź na to pytanie padła, zaczęłam się następnie głowić nad kwestią - kto w takim razie zamordował? Agata Christie do samego końca igra z czytelnikiem, daje liczne podpuchy, co i raz oskarżając, a następnie uniewinniając człowieka. 
"Puściłeś wodze fantazji(...)Wyobraźnia to dobry sługa - ale nie pan. Najprostsze rozwiązanie jest zazwyczaj najbliższe prawdy".
 
Naprawdę nie rozumiem, dlaczego sama autorka nie obdarzyła zbytnią sympatią Herkulesa Poirota. "Małego Belga", jak często go opisywała, można nazwać wielkim detektywem, o czym świadczy wszystko - jego postawa, zachowanie, umiejętności, dedukcja, czy nawet... przewrażliwienie na punkcie czystości. To dzięki tym cechom udało mu się rozwiązać pierwszą zagadkę, jaką przygotowała dla niego Agata Christie, a trzeba przyznać, że zrobiła to nad wyraz rozważnie!

Autorka nie skupia się jedynie na morderstwie, lecz w piękny sposób starała się nam pokazać, że wszystko ma swoją prawdę, a człowiek w pierwszym momencie uznany za winnego, nie zawsze takim jest. "Tajemnica historia w Styles" miała dla mnie również drugie dno pod względem uczuć, jakie istniały pomiędzy bohaterami. To niebywałe, jak pięknym językiem można ubrać nawet najprostsze twierdzenia!

Pozwólcie, że się powtórzę - Agatę Christie już dawno temu postawiłam na podium moich ulubionych autorów wszech czasów, których przeczytanie całej twórczości postawiłam sobie za punkt honoru mola książkowego. 
 
A czy ty poznałeś już tę historię? 

RECENZJA POCHODZI Z BLOGA ZNAJDŹ WYMARZONĄ KSIĄŻKĘ