poniedziałek, 29 czerwca 2015

Śmierć fordanserki



"Pani Bantry miała sen. Jej groszki pachnące uzyskały pierwszą nagrodę na wystawie kwiatów. Pastor w sutannie i stule rozdzielał nagrody w kościele. Obok przechadzała się jego żona, ubrana tylko w kostium kąpielowy. Ale, jak to we śnie bywa, fakt ten bynajmniej nie wzbudził zgorszenia, co miałoby niewątpliwie miejsce w rzeczywistości... (...)
Pukanie. Wracając z trudem do rzeczywistości, pani Bantry zawołała machinalnie: »Proszę«. Drzwi otworzyły się (...). W zielonym półmroku rozległ się zdyszany, histeryczny głos Mary:
– Och, proszę pani, proszę pani, w bibliotece leży trup!"[1]

To fragment pierwszej sceny "Nocy w bibliotece" (sceny, którą Agatha Christie uważała za najlepszą, jaką kiedykolwiek napisała – jak zdradziła w przedmowie do penguinowskiego wydania tej powieści z 1953 roku). Coś, co wydaje się dalszym ciągiem snu, okazuje się rzeczywistością – przed kominkiem w bibliotece w Gossington Hall znajdują się zwłoki młodej kobiety, atrakcyjnej blondynki ubranej w tandetną suknię wieczorową. W rezydencji państwa Bantrych szybko zjawia się policja. Dolly Bantry wzywa również na pomoc swoją przyjaciółkę – pannę Marple. Jak twierdzi: "Skoro już zdarzy się we własnym domu wypadek morderstwa, należy, moim zdaniem, mieć z tego też jakąś przyjemność (...). Dlatego chciałabym, żebyś przyszła i pomogła mi znaleźć sprawcę i odsłonić tajemnicę, i w ogóle zorientować się w tym wszystkim. Przecież to naprawdę ciekawe!"[2].
No, ciekawe! Zwłoki atrakcyjnej kobiety w bibliotece pułkownika Bantry'ego? Tego jeszcze w St. Mary Mead nie było! W wiosce aż huczy od plotek (na marginesie warto zaznaczyć, że ekscytacja szybko ustępuje rezerwie wobec państwa Bantrych, co pociąga za sobą ostracyzm społeczny):

"Panna Wetherley, zgorzkniała stara panna o szpiczastym nosie, pierwsza rozniosła sensacyjną nowinę między ludzi. Zjawiła się u przyjaciółki i zarazem sąsiadki, panny Hartnell.
– Wybacz, kochanie, że przychodzę tak wcześnie, ale pomyślałam, że może jeszcze nie wiesz, co się stało.
– Co się stało? – zapytała panna Hartnell. Mówiła głębokim basem i niezmordowanie odwiedzała biednych, którym mimo wszelkich usiłowań nie udało się uchylić od dobroczynności starej panny.
– Trup w bibliotece pułkownika Bantry'ego – trup dziewczyny... (...) Czy to nie straszne?
– Biedna żona! – panna Hartnell próbowała ukryć swój nieopisany zachwyt.
– Masz rację! Zdaje mi się, że ona nie ma pojęcia o niczym!
Panna Hartnell zauważyła surowo:
– Bo za dużo zajmuje się ogrodem, a za mało mężem. Męża trzeba stale pilnować – bez przerwy.
– Wiem, wiem. To naprawdę okropne.
– Ciekawam, co Jane Marple na to powie"[3].

Panna Hartnell zapewne na razie nie zaspokoi ciekawości, ale czytelnik – jak najbardziej. Jane Marple razem z Dolly Bantry udają się do hotelu Majestic, gdzie pracowała zabita dziewczyna. I trzeba uczciwie zaznaczyć, że do tej chwili dosyć lekka i pogodna w tonie – pomimo tematyki – powieść okazuje się naprawdę mroczna. "Noc w bibliotece" opisuje wyjątkowo ohydną zbrodnię.

Wszystko zaczyna się powoli wyjaśniać. Okazuje się, że zamordowana to osiemnastoletnia Rosy Legge, która była fordanserką znaną pod pseudonimem artystycznym Ruby Keene. Sprowadziła ją do pracy w hotelu kuzynka – Josie Turner. Dziewczyna zaprzyjaźniła się z rodziną Jeffersonów, a właściwie z głową tejże rodziny. Conway Jefferson, "człowiek, który nie podejmował bezcelowej walki z losem, lecz przyjmując to, co mu los dawał, pozostawał mimo to zwycięzcą"[4], został bardzo ciężko doświadczony. Kilka lat wcześniej stracił w katastrofie lotniczej żonę i dzieci; sam co prawda przeżył, ale został kaleką. Starszego pana zauroczyła niewinna Ruby, która przypominała mu jego zmarłą córkę Rosamundę. Nic dziwnego, że zamierzał ją adoptować i przekazać w spadku ogromny majątek. Nic też dziwnego, że jego plany nie podobały się zięciowi i synowej. Czy jednak właśnie Mark Gaskell lub Adejada Jefferson udusili uroczą pannę Keene?
"Noc w bibliotece" to bardzo dobry, klasyczny kryminał. Intryga jest pomysłowa i naprawdę zawikłana, jak puzzle, które trudno ułożyć w sensowną całość. Christie potrafi mnożyć znaki zapytania i trzymać czytelnika w napięciu. W tle został przedstawiony bardzo poruszający temat – pozostawanie przez lata w niejako przymusowej żałobie. Zarówno Adelajda Jefferson, jak i Mark Gaskell kochali swoich zmarłych małżonków, ale chcieliby ułożyć sobie życie na nowo (rozmowa Dolly Bantry ze zdesperowaną Addie to jedna z najbardziej przejmujących scen powieści). Jednak nie pozwala na to ich teść – hojny, życzliwy i opiekuńczy, ale zarazem despotyczny. Conway Jefferson, nie potrafiąc pogodzić się ze śmiercią dzieci, trzyma przy sobie zięcia i synową. Jego znajomość z Ruby Keene to również ciekawy motyw – samotny, zaniedbany starzec chciał uszczęśliwić kogoś, kogo jego wspaniałomyślność oszołomi. Młoda fordanserka wydawała się idealnym Kopciuszkiem, którego monarcha może przemienić w królewnę. Czy jednak Ruby była taka niewinna i bezinteresowna, jaką chciał ją widzieć Jefferson? A może to sprytna kokietka, która dla rozlicznych korzyści przymilała się do zmęczonego życiem krezusa?

Na koniec ciekawostki. Polski wydawca – właściwie trudno mi rozstrzygnąć, dlaczego – zmienił oryginalny tytuł powieści, co uważam za nieuczciwe względem czytelnika zagranie, oryginalne "Ciało w bibliotece" dokładnie bowiem wpisuje się w treść. Ta część przygód panny Marple była ekranizowana dwa razy – i to dość wiernie, aczkolwiek w nowszej wersji zmieniono osobę mordercy (choć sama intryga praktycznie nie została przekształcona). I jeszcze jedno – Gossington Hall okazał się pechowym miejscem. Dwadzieścia lat później zostało tam popełnione kolejne morderstwo – tym razem ofiarą padła Heather Badcock, lokalna aktywistka goszcząca na przyjęciu u Mariny Greg, gwiazdy filmowej, która odkupiła posiadłość od owdowiałej pani Bantry.

Warto sięgnąć po "Noc w bibliotece", jeśli szukacie dobrego kryminału. Agatha Christie oraz panna Marple na pewno was nie zawiodą! 

Margaret Rutherford jako Miss Jane Marple
---
[1] Agatha Christie, "Noc w bibliotece", przeł. Edyta Sicińska-Gałuszkowa, Wydawnictwo Dolnośląskie 1999, s. 5-6.
[2] Tamże, s. 12.
[3] Tamże, s. 43.
[4] Tamże, s. 69.

Recenzja pochodzi z portalu Biblionetka, autorem wpisu jest Misiak297

piątek, 26 czerwca 2015

"Karaibska tajemnica"

Agatha Christie
"Karaibska tajemnica"
224 strony

Panna Marple na urlopie! I to nie byle gdzie... ukochany bratanek Raymond zafundował swojej cioci wypoczynek na Karaibach - doskonałe warunki dla podreperowania zdrowia. Z tymże z Marple to jak z Poirotem, gdzie się nie pojawią tam istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że niebawem ktoś zostanie zamordowany...

Tym razem wszystko zaczęło się od śmierci sympatycznego choć mocno rozgadanego majora Palgrave. Jako przyczynę śmierci podano problemy z nadciśnieniem, a że major był już w latach posunięty dla ludzi nie było to zbyt duże zaskoczenie, choć niewątpliwe przykre. Ale Marple wyjaśnienia nie potraktowała poważnie, wieczór wcześniej bowiem major miał jej pokazać zdjęcie przedstawiające rzekomego zabójcę, który wymiarowi sprawiedliwości uciekł i to nie raz. Tuż przed obejrzeniem owego zabójcy major się dziwnie zmieszał i w efekcie zdjęcie schował. Stąd wyjaśnienie o naturalnych powodach śmierci nie pasuje pannie Marple do niczego...

Jak zwykle Marple dyskretnie lecz systematycznie rozpoczyna prowadzić swoje śledztwo wśród gości hotelowych. Przygląda się również Molly i Tomowi Kendallom - małżeństwu prowadzącemu hotel. W szczególności Molly zachowuje się dziwnie, zdradza symptomy utraty zmysłów. Jak to w dobrym kryminale, im dalej się czytelnik posuwa w lekturze tym więcej ludzi zaczyna być usuwanych z drogi kogoś, komu zdecydowanie zależy na utrzymaniu tajemnicy.



Filmowo udało mi się obejrzeć dwie z trzech ekranizacji. Na pierwszy ogień poszła wersja z Helen Hayes. To w zasadzie bardzo wierna adaptacja książkowej historii.

panna Marple i zgryźliwy pan Rafiel
Druga wersja to ta najwspółcześniejsza z Julie Mackeznie w roli Marple. Również i ten film wiernie oddaje historię pisaną z wyjątkiem bardziej dramatycznego zakończenia.

panna Marple i goście hotelu "Złota Palma"
Ta ostatnia wersja zdecydowanie najbardziej przypadła mi do gustu. Dla fanów James Bonda znajdzie się logiczne wyjaśnienie skąd wzięło się imię i nazwisko najsłynniejszego z agentów Jego Królewskiej Mości :).

Kolejna historia za mną, Marple po raz kolejny udowadnia, że każda zbrodnia musi zostać wykryta, a osoba obdarzona zdolnością logicznego myślenia i łączenia faktów zawsze jest w stanie gotowości. Chyba po raz pierwszy Christie mnie rozbawiła każąc pannie Marple dyskretnie rzucić się na kolana celem podglądania podejrzanego bungalowu :). Tego się nie spodziewałam!

wtorek, 23 czerwca 2015

Tajemnica Bladego Konia - Agata Christie

Do zasad pisania powieści kryminalnych należał zakaz stosowania pozaziemskich mocy. Nie jest to dziwne, a raczej jak najbardziej zrozumiałe zarówno dla autorów książek, jak i czytelników. Dlatego też Agata Christie postanowiła obejść tę zasadę, znajdując przyziemne, choć nieoczekiwane rozwiązanie zagadki. Poprzez ten wyczyn raz jeszcze udowodniła, że jest niekwestionowaną Królową Kryminału.
Blady Koń to pub, nad którym mieszkają trzy staruszki. Lecz nie są to zwykłe emerytki spędzające swój czas na szydełkowaniu. Nie. Te trzy staruszki uprawiają czarną magię. I choć brzmi to absurdalnie, każdy kto pragnie pozbyć się danej osoby, właśnie do nich musi się skierować. Lecz Mark Easterbrook - naukowiec i intelektualista - nie wierzy w podobne głupoty, a zainteresował się tym miejscem tylko ze względu na dziwne okoliczności - nagłe, lecz bardzo przyziemne zgony osób na pozór nie mające ze sobą nic wspólnego. Znajduje także tajemniczą listę, którą pozostawił po sobie ksiądz przed swoją nieoczekiwaną śmiercią. 

Zagadka znajduje się na pograniczu rzeczywistości a fantastyki. Podczas czytania Tajemnicy Bladego Konia czytelnik niejednokrotnie zastanawia się, czy naprawdę istnieje czarna magia, którymi władają złe staruszki, czy może prawda leży po stronie naukowej. A i tak rozwiązanie zaskoczy niejednego.
Tajemnica Bladego Konia to oddzielna powieść kryminalna, w której nie znajdziemy żadnego z głównych bohaterów Agaty Christie, takich jak Herkules Poirot czy Jane Marple. Tym razem pierwszoplanową postacią jest Mark Easterbrook, który wraz z  rudowłosą koleżanką, Ginger, próbuje rozwiązać iście okultystyczną zagadkę. Są pomysłowi, a jednocześnie bardzo nieufni w stosunku do magii i czarów. Właśnie przez ich zwątpienia, czytelnik sam gubi się  na moment we własnym światopoglądzie, wcielając się tym samym w tę dwójkę.
Wartą uwagi postacią jest pojawienie się w tej książce Ariadny Oliver. To sympatyczna, obdarzona bujną wyobraźnią pisarka kryminałów, prawdopodobnie w zamyśle miała być karykaturą samej Agaty Christie. Jest starą, dobrą przyjaciółką belgijskiego detektywa, tak więc jeszcze nie raz ją spotkamy. A choć w Tajemnicy Bladego Konia nie występuje za często, ostatecznie naprowadza na ślad głównego bohatera.
To niebywale interesująca historia, która uniemożliwia oderwanie się od niej, choćby na moment. Nieraz łapałam się na tym, że naprawdę zaczynam wierzyć, iż rozwiązaniem są zdolności nadnaturalne, a fakt, że według angielskiego prawa nie można nikogo skazać za morderstwo popełnione za pomocą magii sprawił, iż obawiałam się braku rozwiązania śledztwa!  
By dowiedzieć się, gdzie leżała prawda, zachęcam do sięgnięcia po Tajemnicę Bladego Konia. Jestem pewna, że podobnej książki jeszcze nie czytaliście, ponieważ powieści Agaty Christie są jedyne i niepowtarzalne! Polecam!

sobota, 20 czerwca 2015

Hickory Dickory Dock

Hickory Dickory Dock
Zegar pierwszą bije
Mysz się w dziurze kryje
Hickory Dickory Dock

Entliczek, pentliczek
Czerwony stoliczek [1]

[W opinii zdradzam istotne szczegóły rozwiązania zagadki.]

W hotelu studenckim na Hickory Road doszło do serii tajemniczych kradzieży. Skradzione przedmioty w żaden sposób nie wiążą się ze sobą, większość nie ma wielkiej wartości. Historia wydaje się absurdalna i pozbawiona znaczenia lecz siostra sekretarki Poirota, panny Lemon,  jest zmartwiona. Siostra panny Lemon prowadzi hotel na Hickory Road. 
Nazwa ulicy zdaje się być jedynym powiązaniem z dziecięcą wyliczanką chyba, że weźmiemy pod uwagę iż słowa pasują do rytmu wierszyka, a nie do logiki, a treść rymowanki kręci się w kółko, podobnie jak pozbawione logiki kradzieże. Z tego powodu w tytule polskiego przekładu posłużono się wierszykiem Jana Brzechwy "Entliczek-pentliczek". 

Ilustracja Williama Walace'a Denslowa
Jedyny cenny przedmiot, który zginął, pierścionek z brylantem odnalazł się, a największą stratę poniosła Elizabeth Johnston, zwana Czarną Bess, której notatki zostały zalane zielonym atramentem należącym do jednego ze studentów, Nigela. Krótko po tym umiera jedna ze mieszkanek hotelu, zatruta morfiną. Wśród skradzionych przedmiotów jest kwas borny, który służył do przemywania oczu studentowi z Indii, a który...pali się zielonym płomieniem. Zielonym, jak atrament Nigela.
Czy kradzieże mają podtekst rasowy lub polityczny? 
A może stanowią element rytuałów voodoo, które zna czarny student Akibombo?
Dokąd prowadzi wyliczanka?
"Każda z pierwszych pięciu stron notatek do "Entliczka pentliczka" opatrzona jest nagłówkiem "zadanie na wakacje", sugerującym, że książka powstała w czasie tradycyjnie przeznaczonym na odpoczynek. Sądząc po licznych przeróbkach i skreśleniach, autorka miała spore kłopoty ze skonstruowaniem całości. Wydaje się, że przystępowała do pracy z nie do końca sprecyzowanym pomysłem."[2] Tak napisał John Curran, który analizował notatki, które zostawiła Agatha. Wydaje się tak być rzeczywiście, w powieści roi się od bohaterów, wiele postaci nakreślonych jest bardzo pobieżnie, a pokrewieństwo pomiędzy pewnymi bohaterami zupełnie niepotrzebne.

środa, 17 czerwca 2015

Morderstwo odbędzie się... - Agata Christie

I tak oto nadszedł czas, żeby na scenę weszła kochana detektyw-amator, panna Jane Marple... Wiem, że znowu zaczynam spotkanie od środka, bowiem powinnam wpierw przeczytać "Morderstwo na plebanii", ale niestety nie mogłam przejść obok tak ciekawie zapowiadającej się zbrodni.
Chipping Cleghornt to spokojne, niemal sielskie miasteczko w Wielkiej Brytanii. Obywatele tej małej mieściny, jak to wszędzie, cieszą się beztroską, nieszkodliwymi plotkami i miejscowym tygodnikiem - "Gazetką". W tej właśnie "Gazetce" wyczytują w dziale Ogłoszenia bardzo oryginalny nagłówek: "Morderstwo odbędzie się...". Wszyscy biorą to za głupi dowcip i dlatego postanawiają zebrać się w określonym miejscu i czasie w oczekiwaniu na przebieg wydarzeń.
Jakże wielkie jest ich zdziwienie, gdyby pada strzał, a później kolejny i jeszcze jeden...! A sprawca jest nieznany...
"Morderstwo odbędzie się..." jest kolejną powieścią Agaty Christie, napisaną w w 1950 roku, w której to - po raz czwarty - występuje przemiła, acz bardzo ciekawska starsza pani. Panna Marple, za pomocą wrodzonej inteligencji, dociekliwości, a także słuchania ludzkich plotek, potrafi rozwiązać nawet najbardziej skomplikowane sprawy. Tak było i tym razem!

Trudno wyobrazić sobie zaskoczenie, gdy z, na pozór, komicznego ogłoszenia w gazecie w całkowitej ciemności zostaje ranna pani domu, panna Letycja Blacklock. Najgorsze jednak jest to, iż niedoszły morderca miał bardzo wątpliwe powody, by czyhać na życie starszej gospodyni dworku o nazwie Little Paddocks. Inspektor Craddock ma nie lada orzech do zgryzienia, gdy na jego drodze pojawia się panna Marple. To właśnie ona - jako niedoszła ofiara malutkiej grabieży - pomaga rozwiązać sprawę tajemniczego ogłoszenia, a ostatecznie i wszystkich morderstw!
Ta książka ma coś w sobie! Na pewno jest to zasługa genialnej fabuły, w której akcja powolutku nabiera czarniejszych barw, lecz nigdy nie wydaje się bardzo zagmatwana. Klucz do rozwiązania zagadki jest naprawdę głęboko ukryty, jednakże uważny czytelnik ma szansę stopniowo go odnaleźć. Na pozór zwyczajna zabawa zmienia się nie do poznania! 
W "Morderstwie odbędzie się..." główne skrzypce gra zarówno inspektor Craddock - naprawdę inteligenty mężczyzna, sprawdzający z uwagą każdy nie pasujący do siebie detal - oraz panna Jane Marple. Ta detektyw-amator, przebierająca maskę nieszkodliwej babuni, potrafi wejść w każdy umysł i oświetlić każdą tajemnicę. Bardzo polubiłam tę postać za jej humor, upór, inteligencję, a przede wszystkim za jej dobroć i współczucie, tak dobrze pasujące do tej grupy wiekowej.
[Na podstawie książki można obejrzeć serial "Marple" z genialną aktorką, Geraldine McEwan w roli głównej! Jest to niewątpliwie dobry dodatek do tej historii! - Plakat obok ->]
Styl Agaty Christie, jej lekkość prowadzenia życiowych dialogów, krótkie, acz treściwe opisy, a przede wszystkim genialne poczucie humoru sprawiają, iż prawie trzysta stron powieści "Morderstwo odbędzie się..." czyta się błyskawicznie i z uśmiechem na ustach!
-Śmierć w jedwabnych pończochach - zadeklamował Patryk.
-Jedwabnych ? To nylony, głuptasie.
-Śmierć w nylonach ? To już nie tak dobry tytuł kryminału.
Już wiem, że koniecznie muszę przeczytać wszystkie książki z panną Marple w roli głównej. Jeżeli będą tak dobre jak "Morderstwo odbędzie się..." będzie to niewątpliwie dobrze wykorzystany czas! Polecam!!

niedziela, 14 czerwca 2015

Wojna matki i córki


"Córka jest córką" – kolejna z niedocenionych powieści Mary Westmacott (pod takim pseudonimem publikowała swoje psychologiczno-obyczajowe książki Agatha Christie). Jej średniej na Biblionetce daleko do 4,0, to zdecydowanie jedna z najniżej ocenionych pozycji Agathy Christie – a moim zdaniem również jedna z najlepszych. Nie ma tu morderstwa, ale są zbrodnie – z miłości, nienawiści, zazdrości.

Ann Prentice, atrakcyjna kobieta po czterdziestce, prowadzi spokojne, pozornie satysfakcjonujące życie. Od dawna pozostaje we wdowieństwie. Mieszka w Londynie z dorastającą córką – żywiołową, apodyktyczną, obdarzoną silnym charakterem. Ann i Sarah łączy niezwykle silna emocjonalna więź, są sobie bardzo oddane. Ta pierwsza stwierdza:
"Bez wątpienia wspaniale jest być matką. To tak, jakby się od nowa przeżywało własne życie, choć bez dawnych cierpień młodości. Jeśli się wie, jak niewiele znaczą pewne sprawy, można się uśmiechać pobłażliwie przy okazji takiego czy innego
kryzysu"[1].

Powieść zaczyna się w przełomowym momencie – Sarah właśnie wyjeżdża na kilkutygodniowe wakacje do Szwajcarii. To dla Ann pora rozliczeń. Bohaterka godzi się ze świadomością, że nic jej już w życiu nie czeka, może poza starością. Podczas nieobecności córki początkowo nie umie się odnaleźć, owładnięta poczuciem samotności. Dopiero później dostrzega, że to dobry czas, aby pożyć w oderwaniu od Sarah, zająć się bardziej sobą.

"W dotychczasowym tkanym według jednego szablonu życiu Ann dni bez Sarah mogły być wreszcie dniami bezkrólewia. Przebywanie z dzieckiem, które się kocha jest siłą rzeczy zaprawione lekkim niepokojem, spychanym gdzieś na dno świadomości. Czy moje dziecko jest szczęśliwe?"[2]

Lady Laura Whitstable, mądra, choć nieco cyniczna przyjaciółka Ann, mówi: "Radzę ci, być nauczyła się poznawać samą siebie. To jedna z najważniejszych w życiu rzeczy: wiedzieć, kim się jest"[3].

Agatha Christie z córką Rosalind
Agatha Christie z córką Rosalind
Wkrótce pani Prentice przypadkowo poznaje Richarda Cauldfielda – samotnego mężczyznę po przejściach. Rodzi się między nimi silne, gorące uczucie. Kobieta – nareszcie szczęśliwa, spełniona – planuje małżeństwo. Kiedy jednak powraca Sarah, sprawy się komplikują. Ona i jej przyszły ojczym, delikatnie mówiąc, nie pałają do siebie sympatią. Ciągłe konflikty, napięcie, pretensje – wykańczają Ann psychicznie. Wkrótce będzie musiała dokonać dramatycznego wyboru między szczęściem z ukochanym a lojalnością wobec jedynej córki. Może straci coś jeszcze? Jej decyzja będzie miała wpływ na dalsze życie całej trójki.


"Córka jest córką" zdumiewa, jeśli wziąć pod uwagę dorobek Christie. To właściwie poprowadzona z prawdziwą wirtuozerią wiwisekcja psychologiczna toksycznych relacji matki i córki. Dużo tu bólu, braku zrozumienia, miłość leży naprawdę blisko nienawiści. Całość utrzymana jest w dusznej atmosferze. Wbrew pozorom to nie opowieść o dobrej, oddanej matce i dobrej, troskliwej córce.* [fragment, który ujawnia istotne treści znajduje się na końcu].

To jedna z książek, których nie da się czytać obojętnie – kameralny dramat bohaterek boli (bo tu w istocie chodzi o miłosny trójkąt o bardzo ostrych wierzchołkach). Inne osoby – Laura Whitstable, wierna służąca Edith, nawet Gerry Lloyd – to tylko widownia, która obserwuje kolejne odsłony rodzinnej tragedii. Rozmawiają, komentują (szczerze mówiąc, utwór jest wyraźnie przeładowany dialogami i to jego mankament. Trzeba jednak pamiętać, że "Córka jest córką" powstała jako sztuka teatralna, Christie przerobiła ją na powieść w latach 50.), rzadko doradzają.


Przejmująca jest ta historia – przesycona życiową mądrością. Mówiąca o tym, że "Akt złożenia siebie w ofierze, choć heroiczny, nie odnosi się wyłącznie do jednego słodkiego momentu, kiedy człowiek czuje się szlachetny i wielkoduszny. Łatwo jest nadstawić pierś na cios sztyletu. Łatwo, bo w takim momencie przerastamy sami siebie. Potem jednak trzeba żyć z tym sztyletem dzień po dniu, a to już nie jest takie łatwe"[4].

To również pozycja dość jak na Christie odważna. Tło obyczajowe jest tu naprawdę wyraziste, wprost mówi się również o seksie. Pozwolę sobie zacytować jeden z monologów Laury Whitstable (swoją drogą ciekawe, co powiedziałaby dzisiaj ta dama o przesadzie, widząc "50 twarzy Greya" na księgarnianych półkach):

"Ach te dzisiejsze kobiety! W epoce wiktoriańskiej baliśmy się seksu; zasłaniało się nawet nogi mebli, a cóż dopiero kobiece! Seks się skrywało, usuwało z widoku publicznego. Nie było to najlepsze rozwiązanie, ale dzisiaj przesadzamy w drugą stronę. Traktujemy seks jak lekarstwo, sprowadzamy go do poziomu soli trzeźwiących i penicyliny. Przychodzi do mnie młoda kobieta i pyta: »Czy nie powinnam wziąć sobie kochanka?«, »Sądzi pani, że powinnam mieć dziecko?«. Można by pomyśleć, że idzie się do łóżka z mężczyzną, bo nie ma się nic lepszego do roboty"[5]. 

Ta powieść jest karygodnie niedoceniona. A przecież to kawał naprawdę dobrej psychologicznej literatury. Sądząc po ocenach, wydaje mi się, że czytelnicy są otwarci na Agathę Christie – Królową Kryminałów, a zamknięci na Agathę Christie – autorkę powieści psychologicznych (które wbrew temu, co sugerują wydawcy z romansami nie mają wiele wspólnego). Pora przywrócić twórczości Mary Westmacott jej właściwe miejsce!
---
[1] Agatha Christie, "Córka jest córką", przeł. Bogumiła Malarecka, wyd. Prószyński i S-ka, 2001, s. 11.
[2] Tamże, s. 29.
[3] Tamże, s. 17-18.
[4] Tamże, s. 153.
[5] Tamże, s. 17.



 Recenzja pochodzi z serwisu BiblioNETka, recenzował misiak297.

*fragment, który ujawnia istotne treści

piątek, 12 czerwca 2015

Niemy świadek - Agata Christie

Praca detektywa byłaby bajecznie łatwa, gdyby każde przestępstwo miało swojego naocznego świadka. Dzięki temu owa osoba mogłaby od razu zawędrować na posterunek policji, która natychmiast złapie kryminalistę. Lecz przecież życie nie jest takie proste, a los jest bardzo przewrotny, dlatego też trzeba dokładnie wypowiadać swoje życzenia. Przekonał się o tym pewien belgijski detektyw, który ma przy sobie świadka bardzo przemyślnej zbrodni. Lecz świadek ten jest niemy, no chyba że weźmiemy pod uwagę szczekanie...
Herkules Poirot otrzymuje dość nietypowy list z prośbą o pomoc. Jego adresatem jest starsza dama, Emilia Arundell. Pisze, że niedawno miał miejsce zamach na jej życie, lecz nie precyzuje, kogo podejrzewa. W dodatku list ten został napisany bez ładu i składu, co bardzo zaciekawiło detektywa. Postanawia on przybyć na wezwanie, lecz na miejscu dowiaduje się, że kobieta jest już martwa. Nikt nie widzi w tej naturalnej śmierci niczego niezwykłego - nikt z wyjątkiem Belga. Postanawia on poznać prawdę i już po chwili dowiaduje się, że ofiara poróżniła się ze swoją rodziną, w skutek czego wydziedziczyła wszystkich krewnych, przepisując swój niemały majątek damie do towarzystwa, Wilhelminie Lawson...
 
Niemy świadek to dość nietypowy kryminał, który, choć rozwiązuje zagadkę śmierci, czytelnik do samego końca nie wie, czy faktycznie jest kogo podejrzewać. Starsza pani, Emilia Arundell, miała już swoje lata oraz od lat chorowała. Lecz z czasem - wgłębiając się w historię rodziny Arundell - okazuje się, że to Herkules Poirot miał rację.
Tę powieść czytało mi się naprawdę dobrze, ponieważ główną rolę odgrywał w nim mój ulubiony detektyw - Herkules Poirot. Poprzez swoje "szare komóreczki" udało mu się dość namieszać, by w końcu rozwiązać całą zagadkę. Tym razem miał przy sobie dobrze znanego nam, Artura Hastings, który to był naszym narratorem. 
Trudno mi jednoznacznie zdefiniować, co tak wspaniałego jest w tej książce, że czytelnik nie potrafi się od niej oderwać. Zapewne jest to zasługa barwnej, a jednocześnie prostej w swoich słowach narracji Agaty Christie. Drugim walorem jest fakt, że podczas czytania Niemego świadka czytelnik sam może pogłówkować i rozwiązywać zagadkę wraz z głównym bohaterem. Po trzecie, choć na pewno nie ostatnie, ta książka posiada oprócz zagadki, wątek obyczajowy, odsłaniający portret psychologiczny człowieka i jego natury.
Wszystkim tym, którzy dopiero rozpoczynają przygodę z kryminałem, a także tym, którzy uwielbiają ten gatunek literacki, z czystym sumieniem mogę polecić Niemego świadka, jako książkę godną przeczytania. Znajdziecie w niej wszystko to, czego potrzebuje dobry kryminał, nie wyłączając przy tym żartobliwego języka, który umożliwia przeczytanie tej książki z uśmiechem na ustach!

wtorek, 9 czerwca 2015

Tajemniczy przeciwnik - Agata Christie

Tajemniczy przeciwnik to druga, pod względem chronologicznym, powieść napisana przez Agatę Christie. Natomiast w wychodzącej obecnie Kolekcji kryminału jest to już ósmy tom. Pod wieloma względami jest to zupełnie inna książka, do której można było przywyknąć, rozpoczynając przygodę z kryminałami od początku tego cyklu.
 
Tuppence i Tommy to dwójka przyjaciół z dzieciństwa, która z braku posiadania pracy decydują się na założenie Klubu Poszukiwaczy Przygód. Był to pomysł tak absurdalny i komiczny w swoim wykonaniu, że w pierwszej chwili ciężko było uwierzyć iż niemal od razu zdobywa on poklask w postaci pierwszego klienta. Ów tajemniczy mężczyzna proponuje Tuppence dobrze płatne zajęcie... Jednak gdy następnego dnia Tuppence zjawia się w jego gabinecie, okazuje się, że zleceniodawca zniknął. Ciekawość bierze górę, zatem detektywi-amatorzy zamierzają odkryć prawdę tej dziwnej historii. Szybko się dowiadują, że aby rozwiązać zagadkę, muszą znaleźć niejaką Jane Finn. Ostatni raz widziano ją na tonącym statku "Lusitania", gdzie otrzymała pakiet dokumentów do przechowania. Zanim Tuppence i Tommy zdążą spostrzec, wpadają na trop międzynarodowego spisku, którego celem jest upadek rządu brytyjskiego. To właśnie na nich ważą się losy kraju...
 
Tajemniczy przeciwnik to pierwsza książka z Tuppence i Tommym w roli głównych bohaterów. Zaczynając od powołania do życia nowych postaci, Agata Christie stworzyła zupełnie inną historię kryminalną, do której jej czytelnicy mogli przywyknąć. Tym razem to nie wokół morderstwa będzie krążyć całość fabuły, lecz wokół spisku i pewnej osoby, która może okazać się kluczem do rozwiązania zagadki. Ta książka jest iście szpiegowska i na wskroś sensacyjna, bowiem - jak powiedziała sama autorka - "Dedykuje tę książkę wszystkim tym, którzy toczą monotonne życie w nadziei, że przez tę lekturę doświadczą, choćby z drugiej ręki, rozkoszy i niebezpieczeństw Wielkiej Przygody".
 
Tommy i Tuppence to para, której nie sposób nie obdarzyć sympatią. Tuppence jest kobietą o wyjątkowej urodzie. Jest impulsywna i energiczna, a przy okazji obdarzona bujną wyobraźnią, dzięki której potrafi wpaść nawet na najdziwniejsze pomysły. Tommy natomiast to rudowłosy mężczyzna o raczej przeciętnym wyglądzie, lecz niewątpliwie jest bardzo inteligentny, choć pozbawiony odrobiny szaleństwa. Zawsze stąpa twardo po ziemi i z przykrością musi do niej ściągać również swoją zawsze żywiołową przyjaciółkę.  Ta dwójka została wykreowana na podstawie kontrastu - jedno uzupełnia drugie. Są tak różni, że aż idealnie do siebie dopasowani. 
Intryga i spisek, jaki czai się na każdym kroku głównych bohaterów nie pozwala czytelnikowi nawet na moment oderwać się od lektury. Choć w pierwszej chwili wydaje się żartobliwą historią, już niebawem odsłania mroczniejsze oblicze. Zagadka jest nie do odgadnięcia i sama nieraz zmieniałam swoich podejrzanych, by na samym końcu i tak zostać zaskoczoną przez pisarkę. 
Powieść została napisana barwnym i żywym językiem, przez co jestem pełna podziwu, bowiem była to zaledwie druga z około stu książek Agaty Christie. Już wtedy potrafiła łączyć dowcip z powagą, który naprzemiennie rozśmieszał jak i budził grozę w sercach czytelnika. Od Tajemniczego przeciwnika naprawdę trudno się oderwać do samego końca, a ostatnie strony czyta się już na jednym wydechu.
Uważam, że Tajemniczy przeciwnik to jedna z tych książek, które powinien przeczytać każdy fan powieści szpiegowskich. Wartka akcja, sympatycznie bohaterowie oraz niebywale wciągająca narracja nie pozwolą tak po prostu przejść wobec tej książki obojętnie i myślę, że nie raz będzie się chciało do niej wracać. Polecam!

niedziela, 7 czerwca 2015

Ogłoszenie wyników konkursu



W konkursie wzięło udział 14 osób i wszyscy udzielili prawidłowych odpowiedzi. 
Gratulujemy i dziękujemy za udział, polubienia i udostępnienia!

Lista
Losy


Zwycięzcy


Zwycięzcami losowania zostali Monweg i Piotr
Gratulujemy!

Szczęściarzy prosimy o adres do wysyłki, a wszystkich zapraszamy do ponownego udziału w naszych konkursach. 
W tym roku przypada 125 rocznica urodzin Agathy Christie, w związku z czym planujemy jeszcze kilka konkursów !

czwartek, 4 czerwca 2015

"Detektywi w służbie miłości"

Tytuł oryginału: „Problem at Pollensa Bay  and Other Stories”
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2013
Tłumacz:  Grażyna Ronikier
Ilość stron: 208
Ocena: 3,5/6


Po raz kolejny mam przed sobą książkę Agathy Christie. Tym razem jest to zbiór opowiadań, a tytuł książki jest jednocześnie tytułem jednego z nich. Cóż, książkę tradycyjnie przeczytałam od deski do deski. I co mogę o niej powiedzieć?

Cóż. Wiadomo, Agatha Christie to Agatha Christie. Nudy nie ma, ale nie wszystkie opowiadania mi się spodobały. Choćby „Kwiat Magnolii” czy „Gwiazda Zaranna”. Przeczytałam, ale nie wiem, czy zapadną mi w pamięć. Nie zawiódł mnie natomiast Herkules Poirot („Drugi gong i „Żółty irys”), który jak zwykle trafnie odnalazł sprawców zbrodni.

Chociaż nie wszystkie opowiadania mi się tak samo podobały, to muszę przyznać, że zwróciłam uwagę na trzech panów. A są nimi: Parker Pyne oraz ciekawy duet – pan Satterthwaite oraz Harley Quin. Ten pierwszy specjalizuje się w rozwiązywaniu problemów ludzi. Potrafi ich obserwować, trafnie oceniać oraz w naprawdę intrygujący sposób rozwiązywać ich problemy. W ciekawy sposób rozwiązał problem nieszczęśliwej matki z opowiadania „Kłopoty nad zatoką Pollensa”. Jak nieakceptowana przez matkę wybranka syna staje się świetną dziewczyną? Sprawdźcie. Dwaj pozostali wspomniani przeze mnie panowie, to równie ciekawe osobistości. Spotykają się wtedy, kiedy na horyzoncie pojawia się ktoś, kto potrzebuje pomocy. Można powiedzieć, że Harley Quin zwraca na to uwagę, a pan Satterthwaite ratuje osobę, która jest w niebezpieczeństwie.Choć, żeby lepiej poznać ich działanie trzeba sięgnąć po historie, których są bohaterami. Ten niezwykły duet chciałabym lepiej poznać.

Muszę też dodać, że nie mogłam zupełnie obojętnie przeczytać opowiadania „Najukochańszy pies”. Polubiłam bohaterkę za to, jak bardzo kochała swojego przyjaciela i nie chciała go opuszczać. Niestety opowiadanie kończy się nieszczęśliwie dla psa, ale chciałabym, żeby wszystkie zwierzęta miały takich przyjaciół.


Jak już napisałam wyżej, nie wszystkie opowiadania ze zbioru przypadły mi do gustu. Stąd też taka ocena. Nie zmieniło to faktu, że lubię spędzać czas w towarzystwie książek Agathy Christie. A ta aura tajemniczości, która towarzyszy Harley’owi Quinowi… Intrygująca sprawa… Sprawia to, że wkrótce znów sięgnę po twórczość Autorki. Może niekoniecznie tym razem bohaterem książki będzie Harley Quin, ale przygoda z Agathą Christie będzie trwać.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Co pamiętają słonie?

"Słonie mają dobrą pamięć" to jeden z ostatnich kryminałów Agathy Christie i ostatni z Herculesem Poirot, jaki wyszedł spod jej pióra ("Kurtyna" – która zamyka działalność słynnego Belga – została napisana podczas wojny i wydana dopiero po śmierci Królowej Kryminałów). Jak wszystkie późne powieści Christie, jest utrzymany w mrocznym klimacie, nieco niespójny, nie odznacza się zawikłaną intrygą, wreszcie – do pewnego stopnia został oparty na wcześniejszych pomysłach i rozwiązaniach, choć oczywiście motyw główny jest świeży i bardzo intrygujący.
Agatha Christie miała 

– jak zwykle – 

wspaniały pomysł na fabułę, zagadka jest naprawdę porywająca.
Ceniona pisarka kryminałów Ariadna Oliver udaje się na spotkanie literackie (w jej niechęci do tego typu wydarzeń, pewnej nieśmiałości i nieumiejętności promowania siebie odkrywamy samą Christie i jej problemy). Tam spotyka kobietę, która wcale nie chce – jak można by się spodziewać – rozmawiać o książkach. Pani Burton-Cox pyta o Celię Ravenscroft – swoją synową in spe i chrześniaczkę pani Oliver. Rodzice Celii – generał Ravenscroft i jego żona Margaret "Molly" Preston-Grey – zmarli kilkanaście lat wcześniej w niejasnych okolicznościach. Oboje znaleziono nad urwiskiem, a między nimi rewolwer. Trudno było dociec, czy żona zabiła męża, a potem odebrała sobie życie, czy też mąż zastrzelił żonę, a potem siebie. A może było to wspólne samobójstwo? Pani Oliver zwraca się o pomoc do Herculesa Poirota. Wspólnie próbują rozwiązać zagadkę z odległej przeszłości. Starają się dotrzeć do ludzi (których nazywają słoniami o dobrej pamięci – stąd tytuł) pamiętających rodzinę Ravenscroftów. Początkowo poruszają się po omacku wśród plotek, domysłów i sprzecznych wersji (czy generał miał romans z sekretarką spisującą jego wspomnienia z pobytu na Malajach i dlatego chciał usunąć żonę? A może Molly – znacznie młodsza od niego – zadurzyła się w uroczym nauczycielu syna? Albo chodziło o śmiertelną chorobę któregoś z oddanych sobie małżonków? Tropów jest wiele.* [fragment, który zawiera szczegóły zakończenia, znajduje się na dole]. 

Tropów jest wiele.

Agatha Christie miała – jak zwykle – wspaniały pomysł na fabułę, zagadka jest naprawdę porywająca. A jednak "Słonie..." należą do jej najmniej udanych powieści. Nie mogą się równać choćby z bardzo podobnym, ale przy tym rewelacyjnym, opublikowanym trzydzieści lat wcześniej kryminałem "Pięć małych świnek". Podobieństwa są uderzające (nic więc dziwnego, że bohaterowie ciągle wspominają tamtą sprawę). W obu przypadkach Hercules Poirot bada zbrodnię sprzed lat i aby znaleźć zabójcę, musi przeanalizować zarówno fakty, jak i emocje paru osób zaplątanych w morderstwo. "Pięć małych świnek" zachwyca wyrafinowaną intrygą, psychologią postaci, napięciem. Tymczasem w "Słoniach..." napięcie się rozmywa, tonie w szeregu długich, niewiele wnoszących dialogów. Brak tu ciekawych, wyróżniających się postaci (poza głównymi dramatis personae – generałem, Molly Ravencroft i Dorotheą Jarrow). W zasadzie nietrudno odgadnąć, co naprawdę stało się tamtego tragicznego dnia (choć nawet jeśli się domyślamy, rekonstrukcja tej historii robi wrażenie). Dorzućmy do tego błędy rzeczowe (różnica wieku między Ravenscroftami wynosi dwadzieścia lat, a z późniejszej wzmianki możemy wnioskować, że była nieznaczna), nieścisłości (są rozbieżne zdania odnośnie do tego, kiedy Ravenscroftowie zginęli, a przecież stosunkowo łatwo byłoby to ustalić. Ponadto córka Jarrowów w którymś momencie zupełnie znika ze sceny, choć niewątpliwie była ważną postacią).

 
A jednak "Słonie..." należą do jej najmniej udanych powieści.


Czy winę za te mankamenty ponosi Christie? Można by zapytać – któż inny, jeśli nie autorka? A jednak trzeba pamiętać, że kiedy ukazała się omawiana powieść, pisarka miała już ponad osiemdziesiąt lat, była też schorowana. I jeśli weźmie się pod uwagę, że "Słonie..." napisała osoba tak posunięta w latach – trudno nie kryć podziwu. Bo mimo słabszych stron ta książka się broni, potrafi zaciekawić, wciągnąć, może nawet zaskoczyć czytelnika. Warto zauważyć, że do najbardziej przejmujących scen należą w niej te dotyczące starości: zapominalstwa, życia wśród umarłych (kiedy bliscy i przyjaciele odchodzą) i wspomnień, ograniczeń, problemów ze sztuczną szczęką (i tutaj Królowej Kryminałów nie zabrakło charakterystycznego dla niej poczucia humoru, choć tym razem to humor nieco gorzki). Tak jak w "Karaibskiej tajemnicy", "Nemesis" czy "Zwierciadło pęka w odłamków stos", i tu widać, że Christie – podobnie jak jej bohaterki – niekiedy przestaje rozumieć współczesny świat, nie akceptuje jego przemian. Ariadna Oliver i stara Julia Carstairs narzekają na nowoczesne śluby:
"Śluby nie są już tak ładne, jak za naszych czasów. Niektórzy ubierają się naprawdę dziwacznie. Parę dni temu moja znajoma wybrała się na ślub i opowiadała mi, że pan młody miał na sobie jakiś pikowany biały atłas z kryzą przy szyi. Z walenckiej koronki, jak sądzę. Bardzo dziwaczne. A dziewczyna nosiła osobliwy kostium ze spodniami. Też biały, ale z góry na dół zadrukowany zielonymi koniczynkami.
- No popatrz, droga Ariadno. Doprawdy niezwykłe. W kościele to samo. Gdybym ja była księdzem, odmówiłabym im ślubu"
[1].

Czy winę za te mankamenty ponosi Christie? Można by zapytać – któż inny, jeśli nie autorka?
Z kolei pani Buckle, komentując sprawę Ravenscroftów, stwierdza:

"Wtedy nie było tak źle jak dziś. Musi pani pamiętać, że to działo się, zanim ludziom przyszło do głowy używać przemocy. Niech pani spojrzy, o czym czyta się teraz w prasie każdego dnia. Młodzi ludzie, praktycznie jeszcze chłopcy, biorą narkotyki, tracą rozum i zaczynają szaleć strzelając do ludzi zupełnie bez powodu, zapraszają dziewczynę w pubie na drinka, odprowadzają ją do domu, a następnego dnia ktoś znajduje w rowie jej ciało. Porywają niemowlęta z wózków, zabierają dziewczyny na tańce i mordują je albo duszą w powrotnej drodze. Człowiek czuje się tak, jakby mógł zrobić wszystko"[2].

Nie da się ukryć, że powieść "Słonie mają dobrą pamięć" rozczarowuje na tle wcześniejszych dokonań Agathy Christie, ale nadal może stanowić miłą rozrywkę czytelniczą. I tylko trudno uciec od myśli, jaka by była, gdyby Królowa Kryminałów stworzyła ją jakieś trzy dekady wcześniej...

... trzeba pamiętać, że kiedy ukazała się omawiana powieść, pisarka miała już ponad osiemdziesiąt lat, była też schorowana.
---
[1] Agatha Christie, "Słonie mają dobrą pamięć", przeł. Agnieszka Bihl, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2000, s. 80.
[2] Tamże, s. 101-102.


Recenzja pochodzi z portalu BiblioNETka, autorem jest Misiak297

* [fragment, który zawiera szczegóły zakończenia]