sobota, 30 maja 2015

Dwunasta edycja Międzynarodowego Festiwalu Kryminału

Jutro jeszcze można wziąć udział w imprezach towarzyszących Międzynarodowemu Festiwalowi Kryminału, przebiegającemu pod hasłem A jak Agatha, gdyż w tym roku przypada125 rocznica urodzin Christie. Twórczości pisarki poświęcony był drugi dzień Festiwalu, czwartek 28 maja.
Siedem wykładów dotyczących tajników warsztatu Christie pokazało mnóstwo, nieznanych nam jeszcze tropów: Dlaczego detektyw się nie żeni? Jakie znaczenie ma nazwa trującej rośliny? Czemu autorka zwraca uwagę na bucik z kokardką? 
Wisząca nad kominkiem, przysłowiowa strzelba Czechowa, u Agathy zawsze wystrzeli.
Relacja z przebiegu pierwszego i drugiego dnia Anny Rychlickiej-Karbowskiej (Ann RK) znajduje się TUTAJTUTAJ. Relacja i dyskusja pod wpisem jest także na blogu Anny Myśli i słowa wiatrem niesione.
Na stronie MFK możemy także znaleźć informację:
"Z okazji 125. rocznicy urodzin Agaty Christie chcielibyśmy się przekonać, którą jej powieść świat lubi najbardziej.  Wybierz swoją ulubioną i oddaj głos na www.worldsfavouritechristie.com.  
Głosowanie trwa do 31 maja. Oddając głos, masz szansę wygrania czytnika Kobo wraz z voucherem o równowartości 50 funtów."


"Piątek okazał się dniem bezwzględnych (choć bezkrwawych) starć, których wygrana lub przegrana może zadecydować o tym, kto okaże się tryumfatorem na sobotniej gali wręczenia Nagrody Wielkiego Kalibru. Czwartkowe białe rękawiczki śledczych zamieniono na bokserskie rękawice pisarzy. Najpierw w pojedynku grafomanów stanęli w szranki Zygmunt Miłoszewski i Mariusz Czubaj, następnie w starciu jurorzy kontra nominowani, ci drudzy mierzyli się z gradem pytań ze strony surowych sędziów zasiadających na sali i równie krytycznych internautów." - relacja TUTAJ

Ogłoszenie laureata tegorocznej Nagrody Wielkiego Kalibru już dziś wieczorem. Wynik na pewno będzie na facebookowej stronie Międzynarodowego Festiwalu Kryminału.

A my jeszcze raz przypominamy o MAJowym konkursie na naszym blogu, facebooku, google’u, w którym można wygrać dwie książki Agathy Christie.



czwartek, 28 maja 2015

Morderstwo w zaułku - Agata Christie

Przyszedł czas na kolejną porcję mojej "Christomanii". Przed Państwem nie jedno, lecz aż cztery morderstwa w czterech opowiadaniach! *Wnioski są dwa. Pierwszy: nie ma faktów oczywistych. Drugi: każdy fakt może zyskać nową interpretację [*frag. z okładki książki].
 
"Morderstwo w zaułku" to zbiór czterech opowiadań, które połączyła jedna postać - Herkules Poirot. W tytułowej zagadce detektyw wraz ze swym przyjacielem, inspektorem Jappem, będzie musiał rozstrzygnąć sprawę mało wiarygodnego samobójstwa, a - tym samym - wątpliwego morderstwa. W drugiej opowieści - zatytułowanej "Niewiarygodna kradzież" - główny bohater odpowie na pytanie, kto chciał skompromitować lorda, kradnąc dokumenty państwowe? W "Lustrze nieboszczyka", opowiadaniu liczącym sobie sto stron, przeniesiemy się do domu bogatego, acz ekscentrycznego arystokraty. Natomiast w ostatnim i najkrótszym opowiadaniu "Trójkąt na Rodos" dowiemy się, do czego może doprowadzić fascynacja zamężną kobietą. 
To książka mająca prawie trzysta stron. Przepełniona jest niesamowitymi opowieściami, którym nie obcy jest nagły zwrot wydarzeń. Tutaj wszystko może się zdarzyć. Każda historia ma swoje drugie dno, często mało widoczne, czego dowiemy się dzięki "szarym komóreczkom" pewnego Belga. 

Bez wątpienia największą zaletą "Morderstwa w zaułku" jest fakt, iż te cztery opowiadania można przeczytać na raz lub można robić sobie odpoczynki pomiędzy nimi. To idealne wyjście dla ludzi wiecznie zapracowanych, którzy nie znajdują wystarczającego czasu na przeczytanie trzystu stron w ciągu jednego wieczoru. 
Nieustannie będę zachwycała się umiejętnościami Agaty Christie, która nawet w krótkim opowiadaniu potrafiła nakreślić tak dokładne portrety epizodycznych postaci. Jej lakoniczne, bardzo życiowe dialogi, opisy przybliżające najważniejsze detale to coś, co sprawia, iż "Morderstwa w zaułku" czyta się w mgnieniu oka.
Z przykrością jednak muszę powiedzieć, iż nieco zawiodłam się na tej książce. Agata Christie napisała o wiele więcej ciekawszych kryminałów. Do tego nie mogę wyjść z wrażenia, iż drugie opowiadanie z tego zbioru - "Niewiarygodna kradzież" - jest niezwykle podobna do historii z innego zbioru pt. "Wczesne sprawy Poirota". Aczkolwiek ostatnia historia - "Trójkąt na Rodos" - był naprawdę przyjemną lekturą.
Podsumowując, warto przeczytać, choć książką zachwycać się będą przede wszystkim fani pisarki.

środa, 27 maja 2015

"Karaibska tajemnica"




Tytuł oryginalny: A Caribbean Mistery
Tłumaczenie: Magdalena Gołaczyńska
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 2013
Liczba stron: 224
Seria: Klasyka kryminału









Agatha Christie stworzyła w swoich książkach dwie najsłynniejsze postacie detektywów w literaturze: Herculesa Poirota oraz Jane Marple. To właśnie sympatyczna starsza pani jest bohaterką niniejszej książki. Panna Marple udaje się na wyspę St. Honore na Morzu Karaibskim, by odpocząć nieco od surowego angielskiego klimatu oraz nabrać sił, po tym jak pewnej zimy zaniemogła na zapalenie płuc. Opiekujący się nią Raymond West, postanowił skorzystać z zaleceń lekarzy i wysłać ciocię w słoneczne miejsce. Wybór padł na hotel Złota Palma prowadzony od niedawna przez młode małżeństwo Molly i Tima Kendalów.

Panna Marple miała swój bungalow, miłą obsługę, dużo słońca oraz miejsc idealnych do robótek ręcznych. A i towarzystwa do rozmowy jej nie brakowało: ekscentryczny starszy milioner (pan Rafiel), doktor Graham, pastor Prescott z siostrą, major Palgrave, niezbyt miła wczasowiczka z Hiszpanii. W hotelu mieszkali również: sekretarka milionera i jego masażysta oraz dwa małżeństwa, które pasjonowały się obserwacją owadów.

Z pozoru niewinna rozmowa Jane Marple z majorem Palgreve'em o jego przygodach i wspomnieniach z frontu zmienia jednak kierunek i starszy pan zaczyna opowieść o zdjęciu, które nosi w portfelu. Według niego jest na nim uwieczniony morderca, któremu fotografia została zrobiona niejako przez przypadek. Ale w momencie kiedy zamierza pokazać wizerunek mordercy pannie Marple, kątem oka dostrzega kogoś i chowając zdjęcie zmienia szybko temat bardziej donośnym głosem. Kogo przedstawia zdjęcie? Czy Jane Marple uda się go zobaczyć? Bynajmniej nie następnego dnia, mimo iż starsza pani miała taki plan... ponieważ właśnie wtedy zostaje odnalezione ciało majora.

Wstępne oględziny sugerują przedawkowanie leków na nadciśnienie, major zostaje pochowany i wypoczynek hotelowych gości toczyłby się swoim torem (choć w nieco gorszym nastroju), ale na jaw wychodzą kolejne dziwne wydarzenia, podsłuchane rozmowy, podrzucone dowody a nawet pojawia się kolejne morderstwo. Kto zginie tym razem? Co odkryje panna Marple? Czy jej podejrzenia okażą się słuszne? Czy uda jej się doprowadzić do ekshumacji ciała majora? Wszak dla niej śmierć Palgreve'a nie jest przypadkiem...

Autorka tradycyjnie już mnie zaskoczyła. Podobnie jak bohaterowie "Karaibskiej tajemnicy" z Jane w roli pani detektyw-amator, miałam zupełnie inne podejrzenia, inne typy wskazujące na mordercę. Christie umiejętnie dawkuje kolejne fakty z życia bohaterów i nowe szczegóły, które mają pomóc do wyjaśnienia tajemniczych zgonów na wyspie.
Dla urozmaicenia karaibskiego klimatu poznajemy tajemnicę testamentu milionera, historię pewnego romansu i wiążącą się z nim zagadkę morderstwa. Czy to właśnie ten morderca grasuje teraz na wyspie? Pojawia się też problem choroby psychicznej, zazdrości, próżności oraz kąśliwości, która tak naprawdę prowadzi do wyjaśnienia morderczych zapędów jednego z bohaterów.

Książka jest typowym dziełem Christie, ten sam styl, te same zagadki zaciemniające prawdziwy obraz wydarzeń aż wreszcie ta sama zaskakująca puenta. Na jednym morderstwie się nie kończy, zatem czytelnik ma szansę odrzucić kolejnych prawdopodobnych morderców, jednak czy to pozwoli na szybkie wytypowanie sprawcy? Nic bardziej mylnego. Przynajmniej ja osobiście dałam wodzić się dość długo za nos... I właśnie dlatego uważam niniejszą publikację za kolejną bardzo dobrą lekturę kryminalną. Polecam

poniedziałek, 25 maja 2015

Konkurs MAJowy z nagrodami

 

Zapraszamy na „MAJowy” konkurs z nagrodami!

Zapraszamy wszystkich do udziału w konkursie z nagrodami, 
którymi są książki jedynego obecnie wydawcy kryminałów Agathy Christie w Polsce,  
Wydawnictwa Dolnośląskiego.
Konkurs „MAJowy” na facebooku, google’u i blogu!

Regulamin:
  1. Konkurs skierowany jest do fanów naszego bloga na facebooku i google’u.
  2. Organizatorami są autorzy bloga – „Na tropie Agaty”.
  3.  Nagrodami w konkursie są dwie książki Agaty Christie wydane przez  Wydawnictwo Dolnośląskie, NOWOŚCI MAJOWE, dla dwóch zwycięzców -  Tajemnica lorda Listerdale'a oraz Poirot prowadzi śledztwo.
  4. Konkurs trwa od 25.05.2015 r. do 04.06.2015 r. do godziny 23:59.
  5. Wyniki opublikujemy w ciągu trzech dni od daty zakończenia konkursu.
  6. Uczestnikiem może być każdy, kto posiada adres korespondencyjny na terenie Polski.
  7. Zwycięzców wyłonimy w drodze losowania, spośród osób, które udzieliły prawidłowej odpowiedzi na konkursowe pytanie oraz spełniły pozostałe warunki regulaminu.
  8. Nagrody wyślemy na nasz koszt listem poleconym. 
  9. Zgłoszenie do konkursu oznacza akceptację regulaminu.
Żeby wziąć udział w konkursie należy:
  • podać poprawną odpowiedź na pytanie konkursowe, nick (imię - w przypadku anonimu) oraz adres e-mail; 
  • odpowiedź wysłać WYŁĄCZNIE JAKO E-MAIL  na adres: na-tropie-agathy@wp.pl
  • polubić fanpejdż bloga na facebooku lub stronę „Na tropie Agaty” na google’u.
Pytanie konkursowe:
Ile lat dzieli pierwsze wydania tomików opowiadań, które są nagrodą w konkursie?
 


 Tajemnica lorda Listerdale'a oraz          Poirot prowadzi śledztwo

sobota, 23 maja 2015

Zagadka Błękitnego Ekspresu - Agata Christie

http://na-tropie-agathy.blogspot.com/2015/05/zagadka-bekitnego-ekspresu-agata.html
Oto powieść, którą osobiście autorka nie lubiła i uważała za nieudaną. Nawet w jednym z wywiadów powiedziała, że żałuje, iż w ogóle oddała ją do druku. Jak to zatem jest z tą "Zagadką Błękitnego Ekspresu"? Czy naprawdę jest czego żałować?
Zamężna córka znanego miliardera Rufusa Van Aldina, Ruth Kettering, podczas podróży luksusowym „Błękitnym Ekspresem” zostaje zamordowana. Szybko okazuje się, że motywem zabójstwa była kradzież drogocennego naszyjnika, który dziewczyna na krótki czas przed śmiercią dostała w prezencie od ojca. Wiadomo, że klejnotem od dawna interesowało się wiele szajek przestępczych, ze znanym kryminalistą o pseudonimie Markiz na czele. Zrozpaczony stratą córki milioner postanawia zaangażować do wyjaśnienia sprawy najsłynniejszego detektywa na świecie - Herculesa Poirota*.
Z wielką ciekawością rozpoczęłam "Zagadkę Błękitnego Ekspresu". W końcu po takiej informacje od samej autorki, jako wielka fanka nie mogłabym sobie odpuścić tej lektury. No bo dlaczego Agata Christie żałuje wydania swojego kryminału?

Początek jak zawsze zaczyna się obiecująco - nieco mętnie, ale zgodnie ze znanym wcześniej sposobem Agaty Christie, w której to poznajemy bohaterów. Zagadka się zawiązywała. Morderstwo dopełnione. Wszystko ładnie. Dopiero wtedy rozpoczęły się "zgrzyty".

Miałam wrażenie, że autorka stworzyła "labirynt" niedomówień, w którym sama się pogubiła. Wykreowała niejednoznaczne postacie, które oczywiście miały swe własne portery psychologiczne, ale nie tak dobre jak chociażby w "Morderstwie w Orient Expressie". Sama sprawa morderstwa przez długi czas była jedynie tłem dla książki, a nie głównym motywem.
 
www.cyfraplus.pl
  Ekranizacja (choć powinnam powiedzieć adaptacja ze względu na luźne powiązanie z książką) "Zagadki Błękitnego Ekspresu" z fenomenalnym Davidem Suchet w roli głównej!
Czy zauważyłabym te "nierobienia", gdyby wcześniej nie przeczytała tej informacji? Trudno mi to jednoznacznie stwierdzić. Nawet podczas lektury nie mogłam pozbyć się przeczucia, że "Zagadka Błękitnego Ekspresu" jest na zupełnie innym (niższym) poziomie niż inne, wcześniej przeczytane kryminały autorki. Tutaj nawet Poirot wydawał się jakiś "nieswój", co zauważy każdy po dwudziestu innych spotkaniach z jajogłowym Belgiem!

Choć "Zagadka Błękitnego Ekspresu" jest nieco inną powieścią Agaty Christie, to bynajmniej nie na płaszczyźnie językowo-stylistycznej. Tak jak wszystkie książki Królowej Kryminałów czyta się ją bardzo dobrze, szybko i z uśmiechem na ustach. Nie mogę powiedzieć, bym się przy niej szczególnie nudziła bądź żebym się zmęczyła.

Podsumowując: zagadka morderstwa Ruth Kettering nie należy do najlepszych tajemnic wykreowanych przez moją ulubioną pisarkę, a mimo to nie żałuję, iż ją przeczytałam. To nowe doświadczenie, spojrzenie na "inną" pracę Agaty Christie, którego już nikt mi nie odbierze. 
Taka mała ciekawostka. Powiedziane jest, że Katherine, jedna z bohaterek powieści, wywodzi się z wioski St Mary Mead. Nie jest to jednak ta sama wioska, z której pochodzi słynna panna Jane Marple, ponieważ postaci bystrej staruszki Agatha Christie jeszcze w tamtych czasach nie stworzyła. Starsza pani detektyw po raz pierwszy pojawia się bowiem w 1930 roku, a "Zagadka Błękitnego Ekspressu" powstała i ukazała się drukiem dwa lata wcześniej*.

*Informacja zaczerpnięta z wikipedia.pl

środa, 20 maja 2015

"Noc w bibliotece"

Tytuł oryginału: „The Body in the Library”
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2012
Tłumacz: Edyta Sicińska-Gałuszkowa
Ilość stron: 208
Ocena: 5/6

Nie da się ukryć, że moja przygoda z twórczością Agathy Christie trwa w najlepsze. Tym razem sięgnęłam po „Noc w bibliotece”. Tytuł jest bardzo intrygujący i podejrzewam, że może przyciągnąć wzrok niejednego mola książkowego.

A o czym możemy poczytać w tej książce? Cóż. Książka zaczyna się dość… strasznie. Otóż pewnego pięknego poranka w domu (a konkretnie w tytułowej bibliotece) pułkownika Bantry’ego zostają znalezione zwłoki młodej kobiety. Nikt jej nie zna, ani państwo Bantry, ani służba. Wszyscy są zszokowani. Rzecz jasna od razu zostaje zawiadomiona policja, a pani Bantry wzywa na pomoc swoją przyjaciółkę – pannę Marple, która znana jest ze swych śledczych zdolności. Wszyscy stoją przed trudną zagadką. Kim jest martwa kobieta? Kto ją zamordował i jak znalazła się w bibliotece? Pierwsza zagadka zostaje (jak wszyscy sądzą) rozwiązana dość szybko (ale czy na pewno prawidłowo?). Kolejne zagadki sprawiają nieco więcej kłopotu. Pojawiają oczywiście podejrzani, a pani Bantry wraz z panną Marple szukają tropów w hotelu Majestic. Podejrzenia podejrzeniami, ale na ile są one zgodne z prawdą?

Pozwolę sobie nie zdradzać więcej szczegółów. Ci, którzy książkę czytali zapewne je znają, a tym, którzy tego nie zrobili nie zamierzam odbierać przyjemności z poszukiwania mordercy. A jest ciekawie. Książka intrygowała mnie od początku do końca. I tradycyjnie nie odgadłam, kto był przestępcą. Z każdą przeczytaną książką coraz bardziej lubię pannę Marple i jej zdolności obserwacyjne. Zwłaszcza, że zwraca uwagę na rzeczy, które na pozór są błahe i niewiele znaczące. To jest coś.

Tak wiem, chwalę, chwalę i chwalę. A najważniejsze jest to, żeby czytać książki interesujące. A skoro Agatha Christie przypadła mi do gustu, to moja znajomość z jej twórczością będzie trwać nadal. A kolejną pozycją na liście jest powieść „Detektywi w służbie miłości”. Tytuł dość romantyczny, a jaka będzie fabuła? Trzeba sprawdzić. ;)

niedziela, 17 maja 2015

Śmiertelna klątwa - Agata Christie

Jeżeli poszukujecie krótkiej, niezobowiązującej lektury na jedno popołudnie - "Śmiertelna klątwa" to po prostu wymarzona lektura. To właśnie po nią sięgnęłam, relaksując się na wsi na łonie natury. Zaczęłam czytać... i nie mogłam się oderwać!
"Śmiertelna klątwa" to zbiór ośmiu opowiadań poświęcony w większości historii starszej pani detektyw-amator - pannie Jane Marple.  Ostatecznie rozwiązywanie zagadek oraz podążanie za "śladem" jest najlepszym sposobem na zabicie nudy oraz na poprawę samopoczucia. Książka została wydana dopiero po śmierci autorki w 1979 roku.
To jedna z najkrótszych książek, jakie wyszły spod pióra cenionej Królowej Kryminału. "Śmiertelna klątwa" liczy zaledwie ponad sto stron, a same pojedyncze opowiadania zamykają się - w zależności od danej historii - w dziesięciu do dwudziestu stron. Lecz to przecież sama Agata Christie, a jeżeli o tę autorkę chodzi nie ma się co bać - liczba stron jej nie ogranicza tak naprawdę, a sama historie - choć krótkie - robią pozytywne wrażenie na czytelniku i pozostają w jego pamięci na dłużej!

Rozdziały mają następujące tytuły: Azyl; Dziwny żart; Narzędzie zbrodni; Śmiertelna klątwa; Idealna służąca; Opowiadanie panny Marple; Lalka krawcowej oraz Mroczne odbicie. Możecie mi wierzyć, iż te krótkie historie często poruszają wyobraźnię równie dobrze, jakby to były całe powieści. Dotkniemy tutaj sprawy morderstwa, samobójstwa, spadku, kłamstwa... Motywy są najróżniejsze, a warto doczytać te krótkie opowieści do samego końca - by je nie tylko poznać, ale również zrozumieć!
Cały tomik czyta się błyskawicznie, często nawet nie czując przewracających się stron. Zawdzięczamy to talentowi Agaty Christie i jej lekkiemu, często żartobliwemu stylowi pisania. "Śmiertelną klątwę" pochłania się jak dobry deserek. To pozycja idealna dla zapracowanego czytelnika, który nie znajduje czasu na dłuższe kryminały, które pobudzą jego "szare komóreczki".
Ciekawostką może być dla wielu informacja, iż historia zawarta w opowiadaniu: "Śmiertelna klątwa" ma swoje rozwinięcie w powieści: "Noc i mrok". Dlatego też - by się dowiedzieć ciągu dalszego koniecznie będę musiała sięgnąć po tę powieść, podobnie jak każdy sam będzie musiał zmierzyć się z tym zbiorkiem. Polecam szczególnie tym, którzy szukają czegoś krótkiego i niezobowiązującego! 

czwartek, 14 maja 2015

Walka o majątek

[w recenzji nie zdradzam istotnych szczegółów fabularnych ani tożsamości mordercy]

Arcybogaty Gordon Cload przez całe życie troszczy się o swoich krewnych. Jego bracia, owdowiała siostra oraz bratanek i siostrzenica są samodzielni, zarabiają na siebie, ale zarazem funkcjonują pod bezpiecznym kloszem opieki nieco despotycznego, za to hojnego krewniaka. Ogromnym szokiem dla rodziny jest wiadomość o ślubie sześćdziesięciodwuletniego Gordona z młodziutką wdową Rosaleen Hunter Underhay. Na domiar złego 5 października 1944 roku, podczas nalotu bombowego, Cload ginie pod gruzami własnego domu, a jego miliony dostają się Rosaleen. To początek nowej ery w życiu jego rodziny. Czasy są ciężkie, panuje powojenna bieda, trudno związać koniec z końcem. Cloadowie, choć nienawidzą pani Gordonowej, muszą się uciec do przymilania się i poniżającej żebraniny. Nieoczekiwanie wiosną 1946 roku pojawia się człowiek, który twierdzi, że pierwszy mąż Rosaleen, Robert Underhay, nadal żyje. Gdyby okazało się to prawdą, jej małżeństwo z Gordonem byłoby nieważne, a ona straciłaby prawo do majątku. To dla Cloadów szansa na wyjście z matni. Ale Enoch Arden – mający w zanadrzu te matrymonialne rewelacje – zostaje znaleziony w pokoju hotelowym z roztrzaskaną głową. Kto go zabił? Dochodzenie prowadzi Herkules Poirot.


"Pora przypływu" to zdecydowanie jeden z najbardziej udanych kryminałów Agathy Christie. Fabuła jest bogata, intryga wielowątkowa i naprawdę zawikłana, podejrzanych nie brakuje, wciąż pojawiają się nowe tropy. Autorka stawia bohaterów w bardzo trudnej sytuacji. Cloadowie w zasadzie nigdy nie musieli troszczyć się o swój byt. Wraz ze śmiercią Gordona zostają pozbawieni rodzinnego majątku i poczucia bezpieczeństwa, ale muszą jakoś żyć dalej. Pod fasadą konwenansów przypominają spanikowane, bezradne dzieci. Christie świetnie udało się oddać ich dwulicowość: wypowiadając gładkie słówka, rzekomo troszcząc się o wdowę po Gordonie – starają się ukryć swoją niechęć i realizować własne cele. Sama Rosaleen jest kobietą naiwną, trochę bezmyślną, ale niepozbawioną dobrego serca – tyle że pozostaje pod wpływem swego bezwzględnego brata Dawida, który niczym cerber strzeże jej interesów i nie daje się omotać Cloadom.
"Porę przypływu" zaludniają bardzo ciekawe postaci, przeważnie kobiece – jak choćby inteligentna, opanowana i zaradna Frances Trenton, której małżeństwo z Jeremiaszem Cloadem opiera się na niepozbawionej szacunku i przywiązania rezerwie. Intrygującą bohaterką jest zanurzona w świecie duchów, żyjąca od jednego seansu spirytystycznego do drugiego Kate Cload, nie tak naiwna i bezmyślna, jak mogłoby się wydawać. Warto też zwrócić uwagę na Lynn Marchmont, która podczas wojny należała do pomocniczej służby kobiet Marynarki Królewskiej. Ta młoda dziewczyna nie umie się odnaleźć w czasach pokoju. Trudno jej odbudować uczuciową relację z narzeczonym – kuzynem Rowleyem Cloadem (kolejny ciekawy bohater – mężczyzna, który okres wojny spędził spokojnie na swojej farmie, a teraz cierpi na kompleks ocalonego). Lynn czuje, że ostatnie lata ją zmieniły – rozbudziły w niej ciekawość świata, pragnienie przygody, poszerzyły horyzonty. Małżeństwo z nudnym, pospolitym farmerem nie wydaje się jej atrakcyjne. Stwierdza: "Dzisiejszy świat staje do góry nogami. Dawniej mężczyzna szedł na wojnę, kobieta zostawała w domu. Teraz dzieje się odwrotnie"[1]. Bohaterowie są ofiarami tego odwróconego porządku. Warto tu zacytować dłuższy fragment przemyśleń Lynn. Takich dziewczyn musiało być sporo w Anglii w 1946 roku:


"Teraz płynie z prądem. Żyje bez sensu i celu od dnia demobilizacji. Nagle odczuła przypływ tęsknoty do minionych wojennych dni. Rozkład godzin i zajęć był wtedy ściśle określony, zaplanowane życie biegło systematycznie, nie ciążyło brzemię samodzielnych decyzji. Pod wpływem tych myśli Lynn ogarnęło przerażenie. Czy naprawdę wszyscy ludzie czują teraz tak jak ona? Czy tak właśnie wygląda najcięższa krzywda wyrządzona przez wojnę? Nie chodzi o fizyczne niebezpieczeństwa; miny na morzu, bomby spadające z nieba, suchy trzask pocisków karabinowych, gdy mknie się samochodem na pustym szlaku. Groźniejsze jest niebezpieczeństwo duchowe: wniosek, że nieporównanie łatwiej jest żyć, kiedy przestanie się myśleć. Ona sama, Lynn Marchmont, nie jest dziś tą energiczną, rozsądną, inteligentną dziewczyną, która wstępowała do wojska. Swoją inteligencję wyspecjalizowała, zwróciła w określonym kierunku. Teraz, gdy jest znów panią własnej osoby i własnego życia, przeraża ją własne lenistwo umysłowe, niechęć do stawiania i rozstrzygania problemów osobistych"[2].

Sceneria powojennej Anglii stanowi dodatkowy smaczek "Pory przypływu". Dla miłośników kryminałów tło obyczajowe ma często znaczenie drugorzędne, a przecież bywa bardzo ciekawą warstwą powieści. Christie opisywała świat, który dobrze znała. Bardzo wyraziste są fragmenty przedstawiające trudy powojennego życia. Panuje powszechna bieda i bezrobocie, zdemobilizowani żołnierze pozbawieni są perspektyw, trzeba opłacać stale wzrastające podatki, korzystać z książeczek żywnościowych, stać w długich kolejkach po jedzenie, prowadzić interesy na czarnym rynku. W Anglii 1946 roku zapewne można było znaleźć niejedną Adelę Marchmont, która wygodne życie musiała zamienić na wyczerpującą pracę, wiele Lynn cierpiących z powodu zmienionego postrzegania samych siebie, wreszcie wielu Dawidów, o których komisarz Spence mówi: "Podczas wojny są nieocenieni. Mają pomysłowość, odwagę, pogardę dla osobistego bezpieczeństwa. Wszystkiemu stawią czoła. Tacy właśnie dostają Krzyż Wiktorii, często pośmiertnie. Tak. Na wojnie są bohaterami. Ale w czasie pokoju… Cóż, w czasie pokoju bardzo często trafiają do więzienia. Cenią przygodę, nie potrafią chodzić prostymi drogami, nie liczą się ze społeczeństwem"[3].


Christie ciekawie – i nie bez odrobiny humoru – pokazuje przemiany społeczne i kulturowe, jakie przyniosła wojna. Wydaje się, że temu służy wprowadzenie postaci starej wdowy po kanoniku, pani Leadbetter, którą Poirot spotyka w hotelu. Ona nie tylko naprowadza detektywa na nowy trop, ale też w pełnych jadu perorach (interesujących z dzisiejszego punktu widzenia) wyraża sprzeciw wobec nowej rzeczywistości. Dostaje się zwłaszcza młodym kobietom:

"Wszystkie mają bzika na punkcie mężczyzn. A jak się ubierają! Spodnie, dobre sobie! Niektóre idiotki noszą nawet szorty. Nie paradowałyby w szortach, gdyby mogły zobaczyć, jak wyglądają z tyłu. (...) A na głowach co mają? Uczciwe kapelusze? Nie! Jakieś pozwijane szmaty. No i te wypacykowane twarze! Nic tylko szminka i puder. Na ustach jakieś kolorowe obrzydlistwo! Lakierowane paznokcie nie tylko u rąk, ale także, wstyd powiedzieć, u nóg! (...) I do kościoła chodzą bez kapeluszy – ciągnęła dama – czasami nawet bez tych tam apaszek. Na głowach nic nie mają, tylko paskudne, kołtuniaste, ondulowane włosy. Włosy: dobre sobie! Ja mogłam usiąść na włosach, jak byłam młoda!
Poirot spojrzał na siwostalowe sploty i wydało mu się niepodobieństwem, by ta rozjuszona wiedźma mogła być kiedykolwiek młoda"[4].

Zdecydowanie warto sięgnąć po "Porę przypływu" – nie tylko dla zagmatwanej intrygi i zaskakującego rozwiązania. Agatha Christie po raz kolejny Was nie zawiedzie.

---
[1] Agatha Christie, "Pora przypływu", tłum. Tadeusz Jan Dehnel, Wydawnictwo Dolnośląskie, 1992, s. 45-46.
[2] Tamże, s. 108-109.
[3] Tamże, s. 174.
[4] Tamże, s. 193-194.

Recenzja pochodzi z portalu BiblioNETka, za zgodą autora wpisu - misiaka297

poniedziałek, 11 maja 2015

Uśpione morderstwo - Agata Christie

Agata Christie z wyprzedzeniem myślała o swojej śmierci - a przede wszystkim o tym, by przez przypadek jej nie zaskoczyła. By nie dać się przechytrzyć "kościotrupowi z kosą" już z dziesięcioletnim wyprzedzeniem napisała zakończenie kariery detektywistycznej zarówno dla jajogłowego Belga, jak i dla miłej starszej pani. Samo "Uśpione morderstwo" zostało opublikowane 10 miesięcy po jej pogrzebie.

Gwenda Reed, główna bohaterka ostatniej powieści Agaty Christie -w porównaniu do samej autorki - nie myśli o żadnym pogrzebie, odejściem, śmierci, bowiem nareszcie powraca do Wielkiej Brytanii - tym razem już jako żona wspaniałego mężczyzny, Gilesa. Na jego prośbę rozpoczyna poszukiwania ich wymarzonego domu. Po kilku dniach ciężkiej pracy, odnajduje dziwnie bliski, wręcz znajomy budynek. I może faktycznie coś musi być na rzeczy, skoro, gdy go zwiedza, ma przeczucie, jakby już w nim kiedyś była. Przez chwilę przestaje o tym rozmyślać, gdy nagle - podczas pewnego przedstawienia teatralnego - wspomnienia z przeszłości powracają. Nie należą jednak do najmilszych... okazuje się bowiem, iż Gwenda jako mała dziewczynka nieświadomie była świadkiem morderstwa. Dlatego też - pomimo ostrzeżenia panny Marple, że morderstwo nie jest czymś, co można traktować lekkomyślnie - postanawia rozpocząć śledztwo.

Jak już na wstępie wspomniałam: "Uśpione morderstwo" to ostatnia kryminalna zagadka sędziwej detektyw-amator. Napisana prawdopodobnie w 1940 roku, czyli dziesięć lat po opublikowanej pierwszej przygody Jane Marple w "Morderstwo na plebanii". Jednakże, akurat tę powieść (w porównaniu chociażby do "Kurtyny", będącej zakończeniem dla Poirota) można czytać spokojnie również bez zapoznania się ze wcześniejszymi książkami poświęconych pani detektyw. 

Na podstawie fabuły "Uśpionego morderstwa"(2006) - jak zawsze - został nagrany film o tym samym tytule z genialną i niezastąpioną Geraldine McEwan

Christie w "Uśpionym morderstwie" już od pierwszych stron zagęszcza akcję. Sama zagadka "wychodzi" z cienia stopniowo, coraz bardziej interesując. Nie ma tutaj dłużyzn ani tym bardziej nudy - od tej powieści ciężko się oderwać. Do samego końca Królowa Kryminału gra fair z czytelnikiem i tak naprawdę od przez cały czas trwania powieści czytelnik może sam grupować postacie na "Winnych" i "Niewinnych".

A sama zagadka jest niesamowicie spójna, logiczna i właściwie (już po poznaniu prawdy) oczywista. Jednakże - jak to zawsze w przypadku Agaty Christie - autorka tak pomysłowo wszystko pokomplikowała, tak wiele podpowiadała czytelnikom mylnych stwierdzeń, że "Uśpione morderstwo" z prostego kryminału przemienił się w skomplikowaną powieść wartej każdej minuty poświęconej tej książce.

Przyznam się, że do samego końca lektury nie byłam świadoma, iż to faktycznie pożegnanie z Jane Marple. Bo właściwie, gdyby nie informacja, iż to ostatnia powieść Agaty Christie, nigdy by mi nie przyszło do głowy takie zakończenie, nie będące żadnym końcem. Wierzę, iż był to sam zamysł autorki, by jej książki bardziej bawiły, niż smuciły oraz by nigdy nie miały swojej chronologii. I to mi się podoba!

"Uśpione morderstwo" to istna uczta literacka, która w tym momencie należy do jednych z moich ulubionych kryminałów Agaty Christie tuż obok takich tytułów jak: "Morderstwo w Orient Expressie" czy "Pięć małych świnek". Szczerze polecam!


sobota, 9 maja 2015

"Kot wśród gołębi"

Agatha Christie
"Kot wśród gołębi"
184 strony
Morderstwo w jednej z bardziej liczących się szkół dla młodych panieniek. Tak po krótce można opisać aferę jaka miała miejsce w Meadowbank - szkole założonej i prowadzonej przez pannę Bulstrode. Skandal na całego, w nowo otwartym pawilonie sportowym ktoś śmiał zastrzelić nauczycielkę od sportu właśnie.

Panna Balustrode próbuje zachować zimną krew i postanawia jak najszybciej wyjaśnić nieprzyjemne okoliczności. Wkrótce ginie jedna z najważniejszych uczennic, księżniczka Shaitana. Zostaje podstępnie uprowadzona. Jakby mało było skandali ginie kolejna nauczycielka, a oburzeni rodzice postanawiają swoje pociechy z tego niebezpiecznego przybytku zabrać.

Julia i Jennifer, dwie z uczennic bardzo chciałyby rozwiązać zagadkę same, ale niestety mama jednej z nich ją zabiera. Tracąc doskonałą partnerkę w tenisowych rozgrywkach, Julia dokonuje niebywałego odkrycia związanego z używaną przez nią rakietą tenisową. Jak na trzeźwo myślącą osóbkę, postanawia udać się po pomoc do samego Herkulesa Poirot. Ten będąc pod wrażeniem młodej damy postanawia pomóc, a sprawa nagli bo... kolejna nauczycielka została pozbawiona życia.

 

Choć w wersji książkowej Poirot pojawia się niemal pod koniec, w wersji filmowej na szczęście jest zaangażowany w sprawę od samego początku.

Poirot w otoczeniu pilnych uczennic Meadowbank
Herkules jako dobry znajomy panny Bulstrode na jej zaproszenie pozostaje w Meadowbank, aby dzięki swym wnikliwym obserwacjom pomógł jej znaleźć pomiędzy członkami grona pedagogicznego godną siebie następczynię. Nie spodziewając się, że sprawy powędrują ku iście morderczemu kierunkowi jak zwykle staje na wysokości zadania.



Bardzo podobało mi się osadzenie akcji wśród zdecydowanie młodszego pokolenia, a Julię polubiłam od samego początku. Szkoda, że w filmie tak umniejszono jej rolę. Film również łagodniej podszedł do kwestii ofiar śmiertelnych i w efekcie były tylko 2, a nie 3 co zaliczam do udanej podmianki. Drobne zmiany nie wpłynęły na główne motywy i osobę winną, a nie podejrzewałam że tak wyśmienita szkoła będzie miała związek z rewolucją w jednym z arabskich krajów, fortuną zawartą w drogocennych kamieniach oraz iście szpiegowskimi postaciami. Jednym słowem - wyborna zabawa!

czwartek, 7 maja 2015

"Chleb olbrzyma" czyli Agatha Christie jako Mary Westmacott

Mary Westmacott
(Agatha Christie)
"Chleb olbrzyma"
324 stron
Veron Deyre to główny bohater kolejnej, nie kryminalnej powieści Agathy Christie. Poznajemy go jako małego chłopca żyjącego w wiktoriańskiej posiadłości "Możne Opactwa". Vernon ma kochającą, lecz neurotyczną matkę i sympatycznego ojca, który czuje się małżeństwem zgnębiony i wybiera karierę na wojnie. Niestety ginie tam pozostawiając majątek w rękach żony.

Czytając stopniowo śledzimy losy Vernona począwszy od lat dziecięcych, poznajemy Joe - kuzynkę, która z nim zamieszkała jako dziewczynka i Sebastiana - chłopaka z sąsiedztwa. Razem wiodą beztroskie dzieciństwo, do czasu. Ze względów finansowych "Możne Opactwa" Deyer'owie muszą opuścić, ale Vernon jest zdeterminowany by tam w przyszłości powrócić.

Niespodziewanie Vernon przez całe życie niecierpiący muzyki zakochuje się w tej dziedzinie sztuki. Postanawia się zupełnie poświęcić zgłębianiu nauki gry i poznawaniu tajników komponowania. Przekonany, że nic od tego hobby nie jest w stanie go odciągać najzwyczajniej w świecie się zakochuje. Będzie musiał dokonać wyboru, co wybrać - szczęście u boku innej osoby czy zupełne zatracenie się w muzyce. Co ciekawe wybór ten będzie musiał dokonać aż dwukrotnie.



Ze wszystkich niedetektywistycznych książek Christie muszę przyznać, że ta jest moją zdecydowaną faworytką. Błyskotliwość pojmowania spraw dorosłych przez małego Vernona mnie powalila na kolana. Doskonały opis społeczeństwa i zachowań jakie można było podówczas zaobserwować. Wspaniałe postaci - jednym słowem świetna powieść na dodatek z niespodzianką jeśli chodzi o losy bohaterów :).

wtorek, 5 maja 2015

"Pułapka na myszy"

Agatha Christie
"Pułapka na myszy"
160 stron
Myślę, że każdy pisarz jest w stanie stworzyć opowiadania, ot historię niedługą, ale pełną w wydarzenia. Ale tylko Agatha mogła stworzyć taką krótką formę, która przeniesiona na deski teatru rządzi się tam już od 60-ciu lat. Tak, w tym miesiącu a dokładnie 6 kwietnia świętowano w teatrze St. Martin spektakl numer 26 000! Absolutny rekord wszech czasów.

Zbiór opowiadań  - kolejny już przeczytany przeze mnie w tym miesiącu - wziął tytuł od pierwszego z nich. Co jest zatem w "Pułapce na myszy" tak niebywałego? Historia niby nie nadzwyczajna - młode małżeństwo Molly i Giles Davis postanawiają otworzyć w odziedziczonym w spadku wielkim domu pensjonat. Dom stoi z dala od cywilizacji i  wszędzie jest daleko. Zapowiedziani goście się zjawiają, obficie padający śnieg odcina wszystkich od świata. Grozy dodaje fakt, że telefonicznie zostają poinformowani, że między nimi znajduje się niebezpieczna osoba. I tu horror się zaczyna...

Autentycznie czytałam "Pułapkę" z wypiekami na twarzy i zdecydowanie podwyższonym pulsem. Nie wiem, jak się Christie to udało zaaranżować, ale chwilami byłam bliska wydawania okrzyków ze strachu! Pani Agatho, za to panią wielbię!!!

Część opowiadań znalazła się w innych czytanych już przeze mnie opracowaniach. "Śmiertelna klątwa" posłużyła za kanwę do powieści "Noc i ciemność" Na stronach tego tomu możemy spotkać samego Herkulesa Poirot i ja po raz pierwszy zetknęłam się z cudacznym panem Quinn'em. Jednak w mojej głowie już zawsze pozostanie wrażenie, jakie zrobiła na mnie "Pułapka na myszy" :).


niedziela, 3 maja 2015

"Tajemnica Bladego Konia"

Agatha Christie
"Tajemnica bladego
konia"
260 str.
Mark Easterbrook przez przypadek wplątuje się w jakąś podejrzaną sprawę. Zbiegi okoliczności, przeprowadzone rozmowy i obserwacje zaczynają poddawać mu pomysł, że być może jego chrzestna matka Lady Hesketh -Dubois nie zmarła z przyczyn naturalnych. Okazuje się, że takich "niby naturalnych" odejść było ostatnio więcej i w jakiś niezbadany sposób łączą się z domem noszącym nazwę "Blady Koń", a bardziej z jego mieszkankami.

Należy wspomnieć o ojcu Gromanie, który po wysłuchaniu ostatniej spowiedzi umierającej kobiety sporządził pewną listę pełną nazwisk. Co miały one znaczyć nie zdążył przekazać, bo sam padł ofiarą napadu i zmarł. Lista zawiera również nazwisko Lady Hasketh - Dubois.

Po konsultacji z samą Ariadną Oliver, Mark postanawia wyruszyć w podróż i przyjrzeć się nietypowym mieszkankom "Bladego Konia" i posłuchać lokalnych plotek. A wieść niesie, że kobiety zamieszkujące owo domostwo to po prostu czarownice? Czy możliwe zatem, że potrafią swoją mocą odbierać życie na odległość?

We współpracy z lokalnym Inspektorem Lejeune postanawia odegrać rolę potencjalnego klienta chcącego pozbyć się swojej pierwszej żony, która ma rzekomo stać na drodze jego szczęścia i nowej miłości. No...i będzie się działo :).



Chcący oglądać ekranizacje niech przygotują się na miłą (przynajmniej według mnie) niespodziankę. W filmie główną rolę odgrywa sama panna Marple, która była bliską znajomą zamordowanego ojca Gordona. Chcąc dowiedzieć się prawdy udaje się do "Bladego Konia", który w wersji do oglądania jest hotelem.

panna Marple przed "Bladym koniem"

Po raz kolejny Christie udowadnia, że rozum w połączeniu ze sprytem i inteligencją to broń potężna. I pozornie niewytłumaczalne zjawiska po dokładnym zbadaniu okazują się całkiem logiczne. Czasem niektórzy po prostu wybierają życie w otoczce tajemnicy.

Recenzja pochodzi z bloga Czytelnia Kasi

http://kasiowaczytelnia.blogspot.com/2015/04/agatha-christie-tajemnica-bladego-konia.htmlhttp://kasiowaczytelnia.blogspot.com/2015/04/agatha-christie-tajemnica-bladego-konia.html 

piątek, 1 maja 2015

"Spotkanie w Bagdadzie"

Tytuł oryginału: „They came to Bagdad”
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2006
Tłumacz: Anna Mencwel
Ilość stron: 256
Ocena: 4/6

Kolejna książka Agathy Christie już za mną. Tym razem przeczytałam „Spotkanie w Bagdadzie”. Po raz pierwszy sięgnęłam po książkę pisarki, w której nie pojawia się ani Herkules Poirot, ani panna Jane Marple. Ale czy książka na tym straciła? Hmm. Nie. A o czym jest? Opowiem krótko.

Mamy oto bohaterkę. Młodą dziewczynę Victorię Jones, stenotypistkę z Londynu. Tak akurat się dość pechowo składa, że Victoria traci pracę. Tego samego dnia poznaje w parku młodego pilota Edwarda. Na pozór to zwykłe, przypadkowe spotkanie z miłym chłopakiem. Victoria jest zauroczona chłopakiem i dość niepocieszona, gdy okazuje się, że ten następnego dnia wyjeżdża do Bagdadu. Ale nie zamartwia się długo i postanawia dostać się do rzeczonego miasta oraz odnaleźć tam bohaterskiego pilota. Czy to jest dobry pomysł? Nie zastanawia się nad tym. Trzeba przyznać, że udaje się jej dotrzeć do tego niewątpliwie pięknego miasta. Ale cóż, niestety w Bagdadzie nie wszystko układa się tak pięknie, jak Victoria by tego chciała. Nasza bohaterka zostaje wplątana w pewną mało ciekawą aferę. Okazuje się też, że Edward nie jest tak miły i sympatyczny, jak początkowo myślała młoda Angielka. Ale nie będę zdradzać szczegółów wydarzeń bagdadzkich. Zainteresowanym polecam książkę.

http://czytelnicze-podroze.blogspot.com/2015/04/172-agatha-christie-spotkanie-w.htmlAgatha Christie za każdym razem mnie zaskakuje swoimi pomysłami i intrygami w swoich książkach.  Zastanawiałam się, czy spodoba mi się książka, w której nie pojawiają się ani panna Marple, ani pan Poirot. Spodobała się. Głównie dlatego, że polubiłam pannę Jones i jej niezwykły talent do wymyślania najrozmaitszych kłamstw. Jest to duży plus książki.

Co prawda książka nie wciągnęła mnie tak, jak inne książki Pisarki, ale pomysł intrygi oraz główna bohaterka przypadły mi do gustu na tyle, że mogę bez wyrzutów sumienia dać książce ocenę 4/6. Bo choć brakowało mi bystrości panny Marple i pedantyzmu, porządku i metody Herkulesa Poirot, to książka jest warta dobrej oceny.

A następnym razem wracam do panny Marple i Herkulesa Poirot.

Recenzja pochodzi z bloga Czytelnicze podróże