poniedziałek, 30 marca 2015

"Dopóki starczy światła"

Agatha Christie
"Dopóki starczy światła"
184 strony
Gdybym rozpoczęła moją przygodę z twórczością Agathy Christie od tej książki podejrzewam, że byłaby to niezwykle krótka podróż. Nie jest to bowiem pozycja pozwalająca na rozsmakowanie się w naprawdę świetnych powieściach, a książka pozwalająca raczej liznąć kunsztu pisarki.

Ten tytuł to zbiór 9 opowiadań, które ukazały się pomiędzy latami 1923-1932 na łamach brytyjskich czasopism. Są w nich i takie, które później zostały przekształcone w bardziej rozbudowane formy jak na przykład "Tajemnica gwiazdkowego puddingu", o którym pisałam tu. Generalnie zbiorek ten jest wyjątkową mieszaniną stylów i tematyki, wyglądy jakby Agatha bawiła się formami i próbowała w jakim pisarstwie będzie jej najlepiej.

Czytelnik znajdzie tam "klasyczną Christie", ale też opowiadania z lekka dziwne bez jasnego zakończenia i ocierające się o sfery niepoznawalne dla zwykłych zmysłów.

To zdecydowanie jest pozycja dla zagorzałych fanów autorki, każde bowiem z opowiadań zawiera posłowie pełne smaczków dotyczących samej Agathy bądź utworu. Wyjątkiem jest jedno poprzedzone przedmową rzucające nieco światła na historię.

Ja podczas lektury bawiłam się wybornie, ale szczerze polecam książkę tym, którzy już zdążyli troszkę książki Mistrzyni Kryminału poznać.


czwartek, 26 marca 2015

"Agatha Christie i jedenaście zaginionych dni". Jared Cade.

Tekst autorstwa Chiary76, opublikowany pierwotnie na jej blogu. Bardzo dziękujemy za udostępnienie:).

Wydana w Wydawnictwie W.A.B. Warszawa (2014). Ebook. 
Tytuł oryginalny Agatha Christie and The Eleven Missing Days.
Przełożyła Małgorzata Glasenapp.



Trochę przypadkiem trafiłam na ten tytuł w którejś z ebookowych promocji i skusiłam się powodowana swoim zainteresowaniem Agathą i okazało się, że jest to bardzo udana biografia mojej ulubionej autorki kryminałów. Myślałam, że autor skupi się jedynie na fakcie zaginięcia Agathy, który miał miejsce i rozwinie tylko wątki z tym związane, ale nie i świetnie, bo wyszła bardzo dobra biografia. W dodatku solidnie napisana, widać, że autor i autorkę, o której pisze, lubi i jej książki. Nie jest to natomiast żadna tam hagiografia, co i dobrze, bo nic mnie tak nie denerwuje, jak czytanie o ideałach. 

Jakoś tak się złożyło, że nigdy jej biografii ani jej autobiografii nie czytałam, więc naprawdę miałam udaną lekturę bo poznałam wiele do tej pory nieznanych mi faktów z jej życia.
Każdy, kto czyta jej kryminały (ja nie czytałam żadnej jej nie kryminalnej książki, więc tu trudno mi się wypowiadać), wie, że miłość odgrywała nawet w tych kryminałach wielka rolę w życiu bohaterów i nietrudno się domyślić, że miłości spełnionej w życiu samej autorki chyba zabrakło.

Po lekturze książki wyłania się obraz interesującej kobiety, jednej z najbardziej poczytnych autorek kryminalnych świata, która jednak jeśli chodzi o lokowanie uczuć najwyraźniej nie miała szczęścia. I za bardzo przymykała na to czy owo oczy w swoim drugim małżeństwie.
Zaginięcie i całą tajemnica związana z tym wydarzeniem w życiu Christie również zostało opisane bardzo solidnie i drobiazgowo, autor zdecydowanie obalił to, co przez lata usiłowała opinii publicznej wmówić zarówno sama autorka, jak i jej bliscy po jej śmierci.
Ale jak mówię, jest to właściwie świetnie napisana biografia Agathy Christie, która jako główny motyw, wokół którego się koncentruje, traktuje właśnie zaginiecie autorki.
Jared Cade napisał książkę starannie, poświęcił jej wiele czasu, jest to biografia pracochłonna, co sobie szczególnie cenie w takich publikacjach bo widać, że ktoś naprawdę podchodzi do postaci, o której pisze z zapałem.  Książka pierwszy raz ukazała się w roku 1998 i nie spodobała się rodzinie Christie, co zapewne zrozumiałe jako, że raz na zawsze zrywa z tym, co przekazywano na temat tajemniczego zaginięcia autorki w 1926 roku.

Moja ocena to 5 / 6.

sobota, 21 marca 2015

"Uśpione morderstwo"

Agatha Christie
"Uśpione morderstwo"
232 strony
Pamięć to niezwykle potężne narzędzie, które często pozostaje niedoceniane. Zdawać by się mogło, że pamięć małego dziecka nie skrywa nic, co innego dorosły człowiek. A co jeśli wydarzenie, którego świadkiem jest maluch jest na tyle mocne, że po latach daje po sobie wyraźnie znać?

Gwenda i Giles Reed to świeżo upieczeni małżonkowie. Oboje be jakby się mogło wydawać korzeni postanawiają z Nowej Zelandii przenieść się do Anglii i osiąść w niej na dobre. Gwen przypadkowo trafia na dom, który wydaje jej się wręcz idealny i postanawia go kupić. Czuje się w nim bardzo swojsko, aż za bardzo wszystko w nim wydaje jej się znajome. Dom musi być wyremontowany i Gwenda w ślad za swoim instynktem dokonuje w nim przeróbek, które pierwotnie w tym domu już były. Gdy odkrywa w dziecięcym pokoju znajomy wzór starej tapety nie może wprost uwierzyć, że jako dziecko to właśnie ona w tym domu mieszkała.

Po konfrontacjach okazuje się, że rzeczywiście jako mały szkrab mieszkała w Dillmouth dokładnie w tym domu. Wtedy żył jeszcze jej tata oraz młodziutka i sympatyczna macocha Helen. Dlatego wydaje się wręcz nieprawdopodobne, że Gwenda po tylu latach jest więcej niż przekonana, że Helen została w ich domu zamordowana. Fakt, że działo się to przed 18-tu laty zdecydowanie sprawę utrudnia. Plotka głosi, że Helen uciekła z jakimś mężczyzną w świat i słuch po niej zaginął. Żeby poznać jednak prawdziwą historię trzeba odnaleźć ewentualnych świadków tamtego zdarzenia. Oczywiście przydałby się do współpracy jakiś umysł niezwykle analityczny w postaci sympatycznej staruszki - ot choćby panny Marple :). Z taką pomocą prawda musi wyjść na jaw, niezależnie od tego kiedy tragedia miała miejsce.



Dobra lektura miejscami troszkę przypominająca mi młodych i pełnych werwy Beresfordów :). Muszę przyznać, że Gwenda bardzo przypadła mi do gustu. W obliczu walki z prześladującą ją nagle przeszłością, która do niedawna była jej zupełnie obca zachowuje dużą trzeźwość umysłu i konsekwencję w działaniu. Może łatwiej to wszystko jej wychodzi mając u boku tak wspierającego męża? W każdym bądź razie lektura upewnia nas, że nie ma zbrodni doskonałej, a upływający czas może stworzyć ułudę bezpieczeństwa. Sprawiedliwość prędzej czy później wygra.

Marple jak zwykle zadziwia mnie doskonałym zmysłem obserwacji i łączenia drobnych informacji w całość. Przecież nie ona jedna znała odkryte nowe fakty, ale tylko ona potrafiła je ubrać w logiczną szatę. Jej życiowa mądrość zawsze, ale to zawsze wywiera na mnie wrażenie.

Doczytałam, że to ostatnia sprawa prowadzona przez pannę Marple i jakoś mi się niebywale smutno zrobiło. Zawsze myślałam, że jej ostatnie losy poznam w zbiorze opowiadań "Śmiertelna klątwa", których lektura jeszcze przede mną, a tu taka niespodzianka. Na szczęście nic nie wskazuje na to, że to właśnie ostatnia sprawa Marple, czyta się ją tak jakby była po prostu kolejną. Całe szczęście - nie cierpię żegnać się z bohaterami definitywnie!

wtorek, 17 marca 2015

W mrokach niepamięci



Gwenda została osierocona w dzieciństwie i chociaż urodziła się w Indiach, dzieciństwo spędziła u krewnych matki, w Nowej Zelandii. Po ślubie z Gilesem, w oczekiwaniu, aż sprawy zawodowe pozwolą mężowi dołączyć do żony, Gwenda szuka w Anglii domu do kupienia. 
Młoda para postanawia uwić gniazdko na południu wyspy, z dala od Londynu, ale w sercu Imperium, w Wielkiej Brytanii. Jedna z oglądanych posiadłości przypada do gustu młodej kobiecie, wszystko zdaje się być takie, jak według niej powinno wyglądać. Niekiedy to wrażenie "odpowiedniości" jest na tyle ogromne, że Gwenda czuje się zaniepokojona. Wielokrotnie doznaje zjawiska deja vu i jest ono tak silne, że zaczyna wątpić w swoją poczytalność. 
Młodzi postanawiają podążyć tropem "wizji" i "halucynacji" Gwendy w celu poznania przeszłości domu, pomimo tego, że i panna Marple i doktor Kennedy z całego serca odradzają im grzebanie się w tym, co minęło.
Wspomniana panna Marple przebywa akurat z wizytą w miejscowości Dillmouth, gdzie mieści się kupiony przez młodą parę dom, a doktor Kennedy okazuje się być, w pewien sposób,  związany z poprzednimi właścicielami.
Napięcie stopniowo narasta, jak w dobrym thrillerze, autorka umiejętnie dawkuje nam emocje. Kiedy roztrzęsiona Gwenda ucieka do domu w trakcie spektaklu Księżna d'Amalfi, nie mamy wątpliwości, że kiedyś dokonano w domu zbrodni. "Ze sceny rozległ się głos aktora, przepełniony tragizmem skrzywionej i perwersyjnej umysłowości: - Twarz jej zakryjcie. W oczach mi się mąci. Młodo umarła...."[1]

"Opublikowane w dziesięć miesięcy po śmierci Christie Uśpione morderstwo powstało w czasie drugiej wojny światowej, po czym - podobnie jak Kurtyna - zostało złożone w sejfie, by ukazać się dopiero jako publikacja pośmiertna."[2] Analiza notatek Agathy Christie, sporządzona przez Johna Currana dowodzi, że książka została napisana dużo później. "Uśpione morderstwo jako zakończenie kariery panny Marple rozczarowuje. Jest to poprawna powieść detektywistyczna, niedorównująca jednak opublikowanej wcześniej Kurtynie z Poirotem czy Morderstwo odbędzie się..., w którym talenty detektywistyczne Jane Marple ujawniają się najpełniej. Możliwość, że książka powstała znacznie później, niż do tej pory zakładano, do pewnego stopnia tłumaczyłaby jej niedociągnięcia i słabości."[3]

Pomimo tego, że Agatha nie osiągnęła w tej książce swojego najwyższego poziomu, to i tak czyta się ten kryminał przyjemnie. Zawsze podziwiam, jak dwoma, trzema zdaniami autorka potrafi określić osobę tak, że  natychmiast widzę ją przed oczami. "Był to zażywny mężczyzna w średnim wieku ubrany w kraciasty garnitur w dość jaskrawych kolorach. Miał ciemne, chytre oczka i rumianą, dobroduszną twarz. Wyglądał jak popularne wyobrażenie dobrze prosperującego bukmachera."[4] Klik i Jackie Afflick stoi jak żywy.

-------------------
[1] Christie Agatha , Uśpione morderstwo / Sleeping Murder, przeł. Anna Minczewska-Przeczek, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2013, s. 26
[2] Curran John, „Sekretne zapiski Agathy Christie”, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2010, s. 240

[3] Tamże, s. 247
[4] Christie Agatha , Uśpione morderstwo / Sleeping Murder, przeł. Anna Minczewska-Przeczek, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2013, s.173

sobota, 14 marca 2015

Uśpione morderstwo

Tytuł oryginału: „Sleeping Murder”
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2002
Tłumacz: Anna Minczewska - Przeczek
Ilość stron: 232
Ocena: 5/6

Cóż… Nie da się ukryć, że ten rok zdecydowanie mija mi pod znakiem twórczości Agathy Christie. I wcale (wcale!) tego nie żałuję. Tym razem sięgnęłam po „Uśpione morderstwo”. Tytuł intrygujący, a okładkę niewątpliwie zaliczę do moich ulubionych. Tym razem spotkałam się nie z Herkulesem Poirot, a z panną Marple. W tej powieści sympatyczna starsza pani pomaga młodemu małżeństwu w rozwikłaniu tajemniczej zagadki sprzed lat.

Małżeństwem tym są pani i pan Reed. Gwenda i Giles. Młodzi ludzie, którzy postanawiają osiąść w Anglii. Gwenda przyjeżdża na wyspę nieco wcześniej niż mąż i chce znaleźć dom. Znajduje i kupuje taki,  który z czasem wydaje się jej dziwnie znajomy. Jak się okazuje, mieszkała w nim w dzieciństwie. Okazuje się też, że w domu tym doszło do dość dziwnej sytuacji. Otóż pewnego dnia znika macocha dziewczyny. Ale co się z nią stało? Czy wyjechała bez słowa? A może została bezwzględnie zamordowana? Niełatwa zagadka, tym bardziej, że od owych wydarzeń minęło prawie dwadzieścia lat.

Od razu muszę się przyznać, że nie wpadłam na rozwiązanie zagadki. Po raz kolejny zostałam wywiedziona w pole. I po raz kolejny nie zawiodłam się na pomysłowości autorki, co mnie bardzo cieszy. Z książką nie nudziłam się ani przez chwilę, więc nawet nie wiem, do czego mogłabym się przyczepić i co mogłabym skrytykować. Tym bardziej, że lubię takie zagadki w małych miejscowościach. I coraz bardziej lubię pannę Marple. W moim rankingu ulubionych bohaterów zaczyna wygrywać nawet z samym Herkulesem Poirot
.

Na koniec postanowiłam postawić sobie pytanie. Czy z Agathą Christie można się nudzić? Odpowiedź brzmi: nie. 

piątek, 13 marca 2015

O mężczyznach

- Szukacie dla siebie domu? - spytał major Erskine.
Podsunął Gwendzie talerz pełen kanapek. Gwenda wzięła jedną, patrząc przy tym na gospodarza. Richard Erskine był niski, mierzył około stu siedemdziesięciu centymetrów wzrostu. Miał siwe włosy i zmęczone, myślące oczy. Mówił przyjemnym, niskim głosem, lekko przeciągając słowa. Nie było w nim nic wyjątkowego, ale wydał się Gwendzie zdecydowanie atrakcyjny. Właściwie nie był nawet w połowie tak przystojny jak Walter Fane. Ale większość kobiet przeszłaby obojętnie koło Fane'a, natomiast obejrzałaby się za Erskinem. Fane nie rzucał się w oczy. Erskine, mimo swej łagodności, miał wyraźną osobowość. Mówił w zwyczajny sposób o zwykłych rzeczach, ale było w nim coś... to coś, co kobiety z łatwością rozpoznają i na co reagują swoją kobiecością. Niemal nieświadomie Gwenda poprawiła spódnicę, odgarnęła ze skroni niesforny lok i zwilżyła językiem usta. Dziewiętnaście lat temu młoda Helen Kennedy mogła się łatwo zakochać w tym mężczyźnie. Gwenda była tego zupełnie pewna.
----------------
Christie Agatha , Uśpione morderstwo / Sleeping Murder, przeł. Anna Minczewska-Przeczek, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2013, s.137-8

wtorek, 10 marca 2015

"Kieszeń pełna żyta"

Agatha Christie
"Kieszeń pełna żyta"
224 strony
Zapracowany człowiek ma swoje rytuały, lubi na przykład napić się herbaty. Ulubionej herbaty, specjalnej mieszanki serwowanej w ulubionej filiżance. Taka chwila wytchnienia od pełnienia wielu obowiązków była przyjemnością zarezerwowaną dla Rexa Fortescue. Niestety po wypiciu jednej z nich mężczyzna zaniemógł i w efekcie poniósł śmierć.

Początkowo rodzi się koncept, że Fortescue został otruty w pracy, jednak wykryta nietypowa trucizna - taksyna - działa z opóźnieniem, stąd teren poszukiwania podejrzanych przenosi się do rezydencji Fortescue. A tam jak zwykle dom pełen rodziny i odwieczne niesnaski. Niezadowolone z poczynań ojca dorosłe już dzieci, bracia pozostający w odwiecznym konflikcie i młoda i nie do końca wierna żona Adela. Ta ostatnia pasowałaby idealnie na zbrodniarkę, ale sama pada ofiarą kolejnego morderstwa. Inspektor Neele ma nie lada orzech do zgryzienia, na szczęście nie pozostanie sam na placu dochodzeniowym.

Kolejną ofiarą pada służąca Gladys, młoda dziewczyna niestety bardzo łatwowierna i nie najbystrzejsza. Okazuje się, że Gladys pracowała kiedyś u panny Marple, a ta dowiedziawszy się o tragedii postanawia dołączyć do śledztwa. Atmosfera w domu Fortescue jest więcej niż gęsta, podejrzenia się piętrzą i łagodząca obecność panny Marple okaże się nieoceniona. Starszą panią jak i inspektora Neele ciekawi niezwykle fakt, że zmarły miał w kieszeni żyto - jakie jest tego znaczenie? Kto je tam włożył? Jaki to ma związek z zabójstwami?


Taka mnie refleksja naszła po tej lekturze - czy to moje szare komórki są w takiej kiepskiej kondycji, czy Christie jest mistrzynią wyprowadzania w pole? Jak to możliwe, że po przeczytaniu już tylu jej książek ja ciągle mam oczy szeroko otwarte ze zdziwienia, kiedy dowiaduje się kto jest winny? Za to Agathę uwielbiam i polecam tę powieść dużo mówiącą o rodzinnych niesnaskach i oczywiście o dużych pieniądzach.

sobota, 7 marca 2015

Rendez-vous ze śmiercią

Tytuł oryginału: „Appointment with Death”
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2008
Tłumacz: Tadeusz Jan Dehnel
Ilość stron: 212
Ocena: 4/6

Podejrzewam, że niektórzy widząc tytuł posta mogą pomyśleć, że jestem dość monotematyczna. Prawdopodobnie mogą mieć rację. Ja jednak bardzo wciągnęłam się w czytanie dzieł Agathy Christie. I to tak bardzo, że książki innych autorów zapewne poczują się poszkodowane. Muszę to zmienić, ale teraz wróćmy do Agathy.

A skoro Agatha, to i zbrodnia. Tym razem do zbrodni dochodzi w Ziemi Świętej, a zagadkę związaną ze zbrodnią rozwiązuje przebywający tam Herkules Poirot. Zamordowana zostaje starsza pani. Amerykanka. Matka (a właściwie machocha) – tyran. O morderstwo podejrzewana jest najbliższa rodziny starszej pani. W końcu to takie oczywiste, że zabójstwa dokonał ktoś z nich. W końcu mieliby powód. I to właśnie dlatego rozwiązanie okazuje się tak zaskakujące... Jakie? Ci, którzy czytali, wiedzą. Tym, którzy nie czytali, nie powiem. Ale muszę się przyznać, że po raz kolejny pisarka wywiodła mnie w pole.I to mi się podoba.

Po raz kolejny nie nudziłam się z powieścią Agathy Christie. Przeczytałam kolejną, fajną książkę z ciekawą intrygą. I cały czas podziwiam bystrość belgijskiego detektywa, choć przyznaję, czasem mnie irytuje. Mam nieodparte wrażenie, że ma bardzo wysokie mniemanie o sobie. Ale w jego sytuacji i z jego sławą… Niejeden z nas by miał. Muszę też przyznać, że zastanawiam się, czym zamordowana podpadła sprawcy. Ale akurat tego też pewnie nie odgadnę.

Nie wiem też, dlaczego tak późno odkryłam twórczość Agathy Christie. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wciąż tyle jej książek przede mną. Myślę, że z czystym sumieniem mogę napisać: POLECAM AUTORKĘ!

środa, 4 marca 2015

Co się zdarzyło po pogrzebie

Wyobraźcie sobie, że uczestniczycie w pogrzebie starego krewnego. Jego śmierć nastąpiła nagle, ale nikogo specjalnie nie zaskoczyła (w końcu był starym i do tego zdruzgotanym człowiekiem) ani nie przygnębiła. Potem razem z rodziną udajecie się do domu zmarłego. I wtedy ktoś - dajmy na to, zdziwaczała ciotka, która najpierw otwiera usta, a potem dopiero myśli o tym, co mówi - rzuca luźną uwagę:

"Ładnie to zatuszowano (...) on został zamordowany, czyż nie?"[1].

Osobliwa sytuacja, prawda? Wzbudzająca konsternację, niesmak, śmiech; a może strach? Takie słowa usłyszeli krewni po pogrzebie Richarda Abernethiego, zamożnego przedsiębiorcy, którego rodzina dorobiła się na handlu plastrami na odciski. To młodsza siostra zmarłego - Cora Lansquenet - pozwoliła sobie na ten komentarz. Inni uznają ciotkę za popisującą się ekscentryczkę. Zresztą pani Lansquenet zawsze była na swój sposób dziwaczna. Jednak niebawem Cora zostaje zamordowana w brutalny sposób. Jej feralne słowa nabierają zupełnie innego wymiaru.

Czy to możliwe, że Richard Abernethie nie umarł naturalną śmiercią? Dlaczego ktoś zabił jego siostrę siekierą?

Do akcji wkracza Hercules Poirot. Wkrótce wychodzi na jaw, że krewni Richarda, będący w tarapatach finansowych lub potrzebujący pieniędzy na realizację swoich ambicji, mieli motyw, aby pomóc zamożnemu wujkowi przenieść się na tamten świat. Kto to zrobił?

"Po pogrzebie" to naprawdę przyzwoity kryminał. Nie można by go może umieścić wśród najlepszych dzieł Agathy Christie, ale się broni. Zwłaszcza intrygą - utkaną misternie, lecz z prostych elementów, przemyślną, jednak w zasadzie nietrudną do odgadnięcia (ale do tego wniosku - niestety - dochodzi się, dopiero gdy Poirot odsłoni wszystkie karty). Opowieść toczy się sama, sporo w niej napięcia, jak na dobry kryminał przystało. Szkoda tylko, że czasem Agatha Christie "opowiada" i streszcza niektóre sceny, zamiast je pokazać. To "pójście na skróty" bardzo rzuca się w oczy.

Warto zauważyć, że akcja rozgrywa się w świecie znacznie zmienionym przez wojnę (dysonans między "dawną" i "nową" rzeczywistością widać w urokliwych wspomnieniach wiekowego kamerdynera Lanscombe'a). Bieda dała się ludziom we znaki, niektórych zdeklasowała (na przykład panna Gilchrist z właścicielki dobrze prosperującej herbaciarni stała się pogardzaną płatną towarzyszką). Dawne wielkie rezydencje, w których zamieszkiwały wieloosobowe rodziny, obecnie trudniej utrzymać - w rezultacie najczęściej się je sprzedaje i przerabia na zakłady czy szkoły. Trudno o dobrą służbę. Zmieniła się też obyczajowość (jak zauważa pan Entwhwistle, komentując małżeństwo Susan Abernethie z pomocnikiem aptekarza, dawniej "dziewczęta nie wychodziły za mąż za mężczyzn stojących za ladą. Ale dzisiaj, oczywiście, nie zwracają uwagi na to, kim jest narzeczony"[2]).

I tylko szkoda, że Agatha Christie tym razem nie poświęciła więcej miejsca dokładniejszemu zarysowaniu postaci. Nie, nie brakuje tu ciekawych bohaterów (panna Gilchrist wzdychająca za straconą herbaciarnią, Maude Abernethie, która realizuje swój instynkt macierzyński, roztaczając opiekę nad mężem-hipochondrykiem, inteligentna, oddana małżonkowi Susan Banks czy chory psychicznie Greg), ale trudno oprzeć się wrażeniu, że mogliby być opisani wnikliwiej. Niektórzy z kolei są mało przekonujący, ledwie naszkicowani (jak Helen Abernethie, Michael Shane). Zdecydowanie Christie powołała już do życia wiele osób bardziej interesujących. Jednak kryminał czyta się przede wszystkim dla intrygi, prawda? A ta akurat jest bez zarzutu.


Jeśli nie znacie Agathy Christie, "Po pogrzebie" będzie dobrym kryminałem na rozpoczęcie przygody z tą autorką. Jeśli już znacie jej twórczość - na pewno się nie zawiedziecie. Zobaczcie, co się zdarzyło po pogrzebie w pewnej rodzinie.
---
[1] Agatha Christie, "Po pogrzebie", tłum. Anna Rojkowska, Wydawnictwo Dolnośląskie 2002, s. 20.
[2] Tamże, s. 14.




Recenzja pochodzi z portalu BiblioNETka, autorem recenzji jest misiak297.

niedziela, 1 marca 2015

"Spotkanie w Bagdadzie"

Agatha Christie
"Spotkanie w Bagdadzie"
256 stron
Victoria Jones jest maszynistką o średniawych zdolnościach. Ma natomiast niezwykle bujną wyobraźnię i wrodzoną zdolność pakowania się w kłopoty. Dlatego pewnego pięknego dnia traci nagle pracę, której i tak nie cierpi, ale jest to jej jedyne źródło utrzymania. Szukając pomysłu na przyszłość spotyka w pobliskim parku młodego Edwarda, który wyznaje że właśnie służbowo udaje się do Bagdadu. Krótka rozmowa tak namiesza Victorii w głowie, że nie znając nic oprócz imienia nowo poznanego chłopaka i mając parę groszy w kieszeni, postanawia podążyć jego śladem i go odnaleźć.

Zadziwiająco wszystko układa się po jej myśli i niebawem rusza jako opiekunka zamożnej pani Hill w stronę wymarzonego Bagdadu. Tam dosłownie będzie stawała na głowie, żeby odnaleźć Edwarda.

 Cóż innego zostaje człowiekowi pozostałemu na drugim końcu świata bez grosza przy duszy, bez znajomości nie tyle języka co i nowej kultury oraz bez absolutnie żadnych optymistycznych planów na najbliższą przyszłość? Victorii imponująca choć pod względem moralnym wątpliwa umiejętność kłamania okaże się niezwykle przydatna. I tym sposobem wplącze się w niebywałą aferę szpiegowską o międzynarodowym zasięgu.



To zdecydowanie nie jest "klasyczna Agatha". Owszem jest spisek i tym samym zagadka do rozwiązanie, ale tak roztrzepanej i nieobliczalnej w działaniach bohaterki jeszcze nie spotkałam :). Z jednej strony Victoria i jej naiwność mogą złościć, z drugiej jej pomysłowość i chęć wybrnięcia z tarapatów tylko bawi. Książkę czyta się błyskawicznie i dla mnie była to duża przyjemność.