piątek, 16 października 2015

„Parker Pyne na tropie” - recenzuje gość: Stworek.vel.Oka

http://publicat.pl/wydawnictwo-dolnoslaskie.html
„Parker Pyne na tropie”, to zbiór ciekawych zagadek, w których główną rolę odgrywa potężnie zbudowany, łysy jak kolano, mający okulary i małe błyszczące oczka były urzędnik państwowy lubujący się w statystykach. 209 stron zawiera dwanaście prac pana Pyne'a (niczym nasz Herkules, Poirot oczywiście! ;)).  Jest także panna Lemon i pani Oliver. Czyż to nie brzmi swojsko? 😉
Z góry przyjęte założenie może oszukać zmysły.
Parker, który niejednokrotnie pełni rolę detektywa (choć sam uważa się, za pomocnika sercowego), ogłasza się w Timesie, zachęcając osoby nieszczęśliwe, żeby przyszły do niego ze swoimi problemami, a on w 99,8% znajdzie sposób, żeby je uszczęśliwić. Problemy klasyfikuje do kilku głównych kategorii: choroby, nuda, żony mające kłopoty z mężami i mężowie mający kłopot z żonami.

– Zastanawia mnie, kim pan jest. Przejął pan dowodzenie, mimo iż nie jest pan wojskowym.
– Sporo w życiu widziałem – wyjaśnił pan Pyne.
– Podróżował pan, co?
– Nie, siedziałem w biurze.
Trzeba przyznać, że Pyne jest znawcą ludzkich zachowań, a swoje doświadczenie zdobywał obcując z ludźmi, którzy lgnął do niego jak muchy, nie dając mu wypocząć nawet na urlopie. Ów mężczyzna posiada bowiem dar słuchania i łączenia faktów, a jego dobrotliwa twarz, ton głosu wzbudza zaufanie już na wstępie.
– (…) te żarłaki tną jak jasny gwint. Nie zmrużę tutaj oka.
– Żarłaki? – zdziwił się sir Donald.
– Pewnie chodzi o moskity – wyjaśnił doktor Carver.
– Podoba mi się nazwa „żarłaki” – stwierdził pan Pyne. – Brzmi o wiele sugestywniej.
😉Książkę czyta się dobrze, historie są krótkie (maksymalnie kilkanaście stron) i każda ma swój finał w jednym rozdziale. Jeśli jednak ktoś chce pogłówkować nad zagadkami, to musi przykręcić tempo czytania, bo często napotka spore nagromadzenie nazwisk na kilka centymetrów kwadratowych i będzie musiał się połapać kto jest kim dla kogo.  

Sprawy prowadzone przez sercowego detektywa są niekiedy z pozoru błahe, ale rozwiązania, jakie proponuje Payne to już inna bajka! Trzeba przyznać, że ma chłop łeb i pomysłowości mu nie brakuje! W jednej sprawie radził się pani Oliver, która jak przystało na znakomitą pisarkę, stworzyła interesujący sposób na pozbycie się nudy pewnego nieszczęśliwego żołnierza.
Zakończenie książki było dla mnie miłym zaskoczeniem, bo nie spodziewałam się tego (kilka spraw rozwiązałam razem z Parkerem <ściska mu dłoń>), zwłaszcza w tej sprawie, która od początku była dość zabawna (powołanie do życia Demetriusza Czarnobrewego i Pyne jako wyrocznia delficka).
To było ciekawe spotkanie z twórczością Christie, której wyobraźnia ciągle mnie zaskakuje! Wszystko u niej jest przemyślane, logiczne i interesujące, a kreacje bohaterów niejednokrotnie wywołują uśmiech na mojej twarzy.
Niestety, bardzo mi przykro panie Pyne, jest pan uroczym brytyjskim łysielcem i nie nudziłam się podróżując z panem przez plątaninę ludzkich życiowych rozterek , ale moje serce wciąż niezmiennie należy do Poirota!

Wypisuję tytuły spraw opisanych w książce (mnie zawsze to ciekawi, a często brakuje mi tej informacji :)):
1. Sprawa żony w średnim wieku.
2. Sprawa niezadowolonego żołnierza.
3. Sprawa zrozpaczonej damy.
4. Sprawa nieszczęśliwego męża.
5. Sprawa urzędnika z City.
6. Sprawa bogatej wdowy.
7. Czy masz wszystko, czego pragniesz?
8. Wrota Bagdadu.
9. Dom w Szirazie.
10. Drogocenna perła.
11. Śmierć na Nilu.
12. Wyrocznia delficka.

 Recenzja pochodzi z bloga: . (: Rozmaite poczytania gagatki :) i została opublikowana w ramach wyzwania Wrzesień z Agathą. Autorką recenzji jest Stworek.vel.Oka.


http://na-tropie-agathy.blogspot.com/2015/08/wrzesien-z-agatha-christie-wyzwanie-z.html

3 komentarze:

  1. To pierwsza recenzja tej pozycji na naszym blogu! :)
    Pierwszych sześć tytułów od razu skojarzyło mi się z książkami Erle Stanleya Gardnera :) Ponieważ ten amerykański pisarz żył i tworzył w tym samym czasie co nasza Agatha, a w "Autobiografii nie ma ani słowa na temat Gardnera, pojawia się pytanie kto się na kim w sprawie tytułów wzorował.
    Zbiór opowiadań Parker Pyne na tropie powstał w 1934 roku i był wydany także w USA. "Sprawy....." Gardnera pojawiły się na rynku wydawniczym w tym samym czasie (pierwsze dwie w 1933). Podejrzewam, że to Agatha inspirowała się tytułami książek Gardnera, przy czym nie wyszła poza tych sześć opowiadań.
    Ot, ciekawostka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie w moim guście, ale będę wpadać. Może następnym razem ;)

    OdpowiedzUsuń