sobota, 10 października 2015

Nazywam się Marple, Jane Marple: Nemezis


 
Agatha Christie - Nemezis
Wydawnictwo Dolnośląskie

Są takie chwile w życiu miłośnika klasycznej fantastyki, kiedy sięga po kryminał. Co może skłonić takiego osobnika do poświęcenia czasu na zmianę gatunku? Kobiety oczywiście, bo kto napędza ten świat, jak nie dziewczyny? Dwie damy będąc dokładnym.
Dama Agatha Mary Clarissa Christie, DBE i jej bohaterka, zasługująca bezapelacyjnie na tenże tytuł, czyli panna Jane Marple!

„Było detektywów wielu, ale żaden nie śmiał…” konkurować z uroczą Jane. Z wielu względów, może także dlatego, że nie była ona detektywem. Jane Marple rozwiązywała po prostu zagadki kryminalne. Co nie przeszkodziło jej zaprowadzić kilku morderców przed oblicze Temidy. Miała do tego niezwykły talent. Tak, ta miła starsza pani z angielskiej prowincji gra w ekstraklasie. Jest ekspertem od mrocznej strony ludzkiej natury. Jest wyczulona na czające się tu i ówdzie zło, zło prowadzące do odebrania innemu człowiekowi tego, co najcenniejsze - życia. W jednym się tylko chyba pomyliłem. Jest oczywiście jeden facet, który ośmieliłby się konkurować, a jakże. Sherlock Holmes, jako brytyjski dżentelmen, oczywiście nie stanąłby w szranki, ale literackiego brata Jane, Belga o poziomie megalomanii odwrotnie proporcjonalnym do wzrostu, to owszem, podejrzewam o tak niecny zamiar. Wyjaśnijmy sobie drogi Herkulesie - tutaj króluje Jane. Na razie przynajmniej!

Przejdźmy więc wreszcie do pierwszego spotkania z Jane Marple. Dodam - pierwszego z dwunastu, bo zamierzam przyjrzeć się wszystkim powieściowym przygodom naszej, sympatycznej wielce, starszej pani.

Spotkanie z Jane Marple zaczynamy od przygody, która powinna zamykać serię wpisów. Od powieści „Nemezis”. Stanowi to pewną trudność, bo siłą rzeczy ostatnia (opisana) sprawa prowokuje do porównań z wcześniejszymi dokonaniami. Sama Agatha Christie przypomina w powieści niektóre z tych spraw. Nie będę ich wymieniał, bo nie o to chodzi przecież. Istotne jest co innego. Śledztwo opisane w „Nemezis” różni się istotnie od poprzednich. Jane Marple i jej metody są oczywiście niezmienne, ale…
Tu wyjaśnienie. Przymierzałem się od dłuższego czasu do przyjrzenia się przygodom panny Marple. Jak to w życiu bywa, przypadek dopadł mnie w końcu, gdzieś w ciemnym zaułku kryminalnych uliczek internetowej Metropolii Literackiej i skłonił do wprowadzenie zamiaru w życie. Stąd wybór tytułu na początek.
Tego popołudnia pewnej mieszkance St. Mary Mead dokuczały te same rzeczy co zwykle. Nie, nie wiek. Jane Marple wkroczyła już w wiek poważny, którego oznaką jest to, że pojęcie starszy traci swój zwyczajny sens, a młodszy mierzy się dziesiątkami lat. Upływ czasu nie dokucza, dokuczają pewne związane z tym niedogodności. Tego dnia były to gazety i ogród. Gazety, bo zmieniły się na gorsze. Ogród, ponieważ nie mogła się nim samodzielnie zajmować. Gazety wyglądały inaczej niż za jej młodych lat. (Wyjaśnijmy coś sobie, a wiem co mówię, człowiek pięćdziesięcioletni jest młody!) W gazetach informacje ważne poukrywane były teraz w dziwnych miejscach, mniej eksponowanych. Nie tam, gdzie przyzwyczajenie kazałoby ich szukać. Zmieniła się też gradacja ważności informacji. Kiedyś w rubrykach towarzyskich ważne były śluby i narodziny, teraz zgony. To akurat nie wina gazet, tylko czytelniczki, tak na marginesie. Ogród to zupełnie inna sprawa. Reumatyzm do spółki z lekarzem nie pozwalali pannie Marple na samodzielne zajmowanie się pracami ogrodniczymi. A przecież żaden wynajęty ogrodnik nie jest w stanie zrobić tego dobrze, to znaczy po myśli takiej pasjonatki kwiatów, rabatów, grządek, jak Jane. Tragedia po prostu.

Och jakże dobrze Cię rozumiem droga Jane. O ile przestawiłem się na e-czytanie książek, to e-gazety, zwane dla niepoznaki portalami informacyjnymi, kompletnie nie nadają się do czytania. Z wielu względów. Z mniej ważnych wymienię to, że obrażają moje poczucie gramatyki, ortografii i dobrego smaku. Z ważniejszych to, że robią wrażenie kompletnego zaniedbania redakcyjnego. Przeglądając wydania elektroniczne nawet znanych gazet (mówię o Polsce) mam wrażenie, że tekstów przed opublikowaniem nikt nie czytał, nawet autor, nazywany nie wiedzieć czemu dziennikarzem?

Wróćmy do gazet. Tego dnia Jane Marple znalazła w rubryce "Zgony" nazwisko Jason Rafiel. Człowieka owego, bogatego przedsiębiorcę i finansistę, spotkała kilka lat temu w Indiach Zachodnich. Przypadkowo los sprawił, że współpracowali przy rozwikłaniu pewnej zbrodni. Jane dobrze pamiętała o tym wydarzeniu. Czy pamiętał Jason Rafiel? Tak, o czym miała się wkrótce przekonać…

Po kilku dniach Jane znalazła w porannej poczcie list, który nie był banalnym rachunkiem czy inną korespondencją bankową. Prośba o kontakt z pewną londyńską kancelarią prawniczą rozpoczęła zgoła najdziwniejsze śledztwo, jakie przytrafiło się kiedykolwiek naszej tropicielce zła. Było zaproszeniem do gry, której reguły ustalił tym razem zupełnie kto inny. Jason Rafiel, który dobrze pamiętał Jane Marple, zaproponował jej, by jeszcze raz pokazała światu swoją prawdziwą twarz, twarz sprawiedliwości, twarz Nemezis. Choć oczywiście jasnym wydaje się, że Jane podejmie się tego wyzwania, to z drugiej strony, jej początkowe wahanie też nie jest niczym dziwnym. Bo poza tym, że Jason Rafiel składa na jej wątłe barki odpowiedzialność za rozwiązanie tajemnicy, nie dowiedziała się niczego. W skrócie można by to przedstawić tak: „Droga Jane, jest sprawa do rozwiązania. Mam nadzieję, graniczącą z pewnością, że się tego podejmiesz. Słucham? Niby jaka sprawa? No tego to się musisz sama dowiedzieć…”
Dwie kolejne uwagi.
„Nemezis” jest powieścią dla fanów Jane Marple. Zdecydowanie odradzam czytanie jej jako pierwszej. Tu nie ma jakiejś kwintesencji jej przygód, czy metod. To domknięcie. Docenić je można znając poprzednie osiągnięcia panny Marple.
Nie sugerujcie się w żadnym przypadku filmami. Książkowa Jane Marple jest inna, pełna, jest po prostu sobą. Seriale, bez względu na obsadę, nie oddają uroku książek. Nie mówiąc o takim drobiazgu, jak zbyt duże odejście scenarzystów od prawdziwej fabuły. Serialowe przygody są mniej, czy bardziej różne od oryginału, do tego stopnia, że niektóre opowiadają zupełnie inne historie.
Wróćmy do „Nemezis”. Czy twierdziłem, że wiek nie odgrywa roli? Nie, nie mówiłem nic takiego. Odgrywa. Otóż tutaj widać rolę wieku, zarówno autorki, jak i bohaterki. Nie wdając się w zaglądanie w metrykę Agathy, spójrzmy na Jane. Czym innym jest stwierdzenie „reumatyzmy jakieś łupią” w przypadku odgrywania roli starszej, schorowanej pani, a czym innym odczuwanie tego w rzeczywistości. Cóż, przychodzi taka chwila, gdy lekko symulowane schorzenia dopadają nas naprawdę. Przykre, gdy nie można dbać o swój ukochany ogród. Czy można zatem pojechać na wycieczkę po Angielskich Rezydencjach i Ogrodach? Można. Czego nie robi się dla sprawy, szczególnie, gdy się jej nie zna do końca. Tu wychodzi szydło z worka. Jane Marple dla rozwiązania zagadki gotowa jest poświęcić wszystko, łącznie ze swoim komfortem bytowania. No dobrze, bez grzebania w ziemi swojego ogródka, to i tak nie jest żaden komfort, prawda? ;-)

Jeżeli ktoś odnosi wrażenie, że omijam temat, czyli powieść „Nemezis”, to ma rację i jednocześnie jej nie ma. O „Nemezis” nie da się w ten sposób powiedzieć nic specjalnego, ot jedna ze spraw panny Marple. Czyżby? Zapowiadałem jej inność… Bo jest inna! Po raz pierwszy śledzimy Jane Marple kroczącą za kimś! Nie, nie będę opowiadał o tym, co przygotował dla niej Jason Rafiel. To opowieść na inną okazję. Nasza dzielna bohaterka poznaje swoje zadanie na raty, w trakcie wycieczki krajoznawczej, podczas wizyty u pewnych trzech sióstr, których imiona prowadzą nas w fałszywym kierunku, bo to nie Kloto, Lachezis, Atropos, chociaż Agatha wspomina o Parkach (Mojrach) w tekście. Pojawiają się osoby, których obecność jest jak najbardziej zaplanowana przez Rafiela, ale nieoczekiwana przez Jane. Zamęt? Kontrolowany! Do czego to wszystko prowadzi? Do rozwiązania zagadki oczywiście. Ktoś przypuszczał, że Jane Marple nie rozwiąże zagadki kryminalnej???

Tu zatrzymajmy się na chwilę. Nie sądzicie chyba, że powiem Wam o co chodzi w tej powieści? Słusznie! Popatrzmy za to na twórczość Agathy Christie. Za co Ją cenicie? Bo ja za to, że wymyślała bardzo fajne zagadki (wiem nadużywam tego słowa). Nigdy nie siliłem się na prowadzenie własnych śledztw, mało, nie podziwiałem bohaterskich detektywów, którzy w pocie czoła rozplątywali gordyjskie węzły zasupłane przez Agathę. Delektowałem się za to tymi węzłami. Bo przecież o to chodzi. Tam nic nie jest oczywiste. Ludzkie motywacje są tak zakręcone, jak sami ludzie. Potem zjawia się dajmy na to Jane Marple, która mówi - wiem, wiem! To oczywiste! Bo przecież złoczyńca zachował się jak sklepikarz ze sklepu rybnego, który robił to czy tamto. Jane Marple miała taką metodę, porównywała to co teraz, do tego co kiedyś, bo ktoś robił coś podobnego, czy zachowywał się podobnie. Rozwiązywanie zagadki przez analogię spraw wielkich do spraw małych, codziennych.

Wróćmy jeszcze na chwilę do tego co istotne. „Nemezis”, jak już wspominałem, wnosi pewien rys inności. Jane Marple rozwiązując wcale niełatwą sprawę, zachowuje się trochę inaczej niż zwykle. Bo cóż robi zwykle? Służy radą i pomocą innym. To ci inni rozwiązują zagadki, a sympatyczna starsza pani podpowiada im. Cóż, może jest i krok, czy dwa przed nimi, ale nie daje tego poznać. Jest inspiratorką bardziej, niż mentorką. Docenia i chwali innych. Tu nasuwa się pewna refleksja. Policjanci w powieściach o Jane Marple, to nie jakieś głupawe indywidua. Zwykle to wytrawni śledczy, którzy potrafią skorzystać z pomocy uroczej staruszki (może nie od razu i bez oporów, ale jednak), nawet jeżeli ma ona na szyi różowy, wełniany, staromodny szalik. W „Nemezis” to sama Jane jest śledczym, to ona podąża za zagadką, to ona potrzebuje pomocy! Korzysta z niej, co oczywiste, bo wie, że każda pomoc, szczególnie nieoczekiwana, jest cenna.

Tu dochodzimy do meritum. Dlaczego Nemezis? Cóż Córka Nocy ma wspólnego z Jane Marple? Odpowiedzią jest Sprawiedliwość i Prawda! Jane zawsze dążyła do dwóch rzeczy. Do prawdy, czyli rozwiązania zagadki. Do sprawiedliwości, czyli do rozliczenia winnych. Nie oszukujmy się, sprawiedliwość to nie proste czarno-białe widzenie świata. To nie zemsta, ani nie przebaczenie. Wina musi być rozliczona, bez względu na nasze sympatie, czy antypatie. Owszem, możemy współczuć sprawcy, w pewnym stopniu go usprawiedliwiać, czy może raczej wytłumaczyć. Bo w tym konkretnym przypadku to miłość legła u podstawy zła. Ale jedno jest pewne - każdy czyn musi być rozliczony, nagrodzony czy ukarany. I dla tych, którzy wytrwali do końca tej lektury mam przesłanie. Jane Marple tego dopilnuje, możecie być pewni!

Tak, jak możecie być pewni tego, że różowy, wełniany szalik może być odpowiedni dla niektórych osób. Czyż nie mam racji Jane?

Wpis jest nową wersją tekstu z mojego bloga "Kronika Zapowiadanych Lektur". Za pomoc przy nowej redakcji bardzo dziękuję Aine z Czytania przy kominku :-)

11 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawa recenzja! Piszesz z prawdziwą swadą! Gratuluję świetnego pióra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Mam nadzieję, że utrzymam poziom we wszystkich wpisach o Jane :-)

      Usuń
    2. Teraz nie masz wyjścia :D Musisz ;)

      Usuń
  2. Właśnie jestem przed lekturą!
    Nie mogę się doczekać <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem pełna podziwu, że specjalizujesz się w takiej klasyce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ta klasyka wcale nie trąci myszką? ;)

      Usuń
  4. Tak, zdecydowanie te "węzły" wykonują cała robotę :)

    OdpowiedzUsuń