wtorek, 21 lipca 2015

"Morderstwo w zaułku"




Herkules Poirot jest bohaterem wszystkich czterech opowiadań tomu.

Morderstwo w zaułku – mało wiarygodne samobójstwo, a może jednak morderstwo?

Niewiarygodna kradzież – kto chciał skompromitować lorda, kradnąc dokumenty państwowe?

Lustro nieboszczyka – kto zabił ekscentrycznego arystokratę?

Trójkąt na Rodos – czemu służą wieloramienne trójkąty wielomałżeńskie?

Wnioski są dwa. Pierwszy: nie ma faktów oczywistych. Drugi: każdy fakt może zyskać nową interpretację. A drwina z „małych szarych komórek” Herkulesa Poirot nikomu nie ujdzie na sucho.




Musi być równowaga, po smutku spowodowanym biografią… bo biografie wywołują u mnie smutek, musiałam dla równowagi sięgnąć po niezawodną Christie, zresztą ostatnio powtarzałam też „Orient Express”(ta książka się nie starzeje, za każdym czytaniem jest tak samo cudowna). Sięgnęłam po coś co lubię mniej- opowiadania. Ja od podstawówki nie lubię nowelek. Byłam zawsze dziwakiem, bo znajomi z klasy cieszyli się, że oto coś krótkiego, a mnie wkurzało to zawsze. Po pierwsze polskie nowele są smutne, one zostawiają nas z takim weltschmerzem, że głowa mała, bo nie powiecie mi, że Antek, Janko Muzykant, Nasza szkapa, Siłaczka to coś co czyta się dla r o z r y w k i . Po drugie, są krótkie, nim zdążę się zżyć z bohaterami – bach i koniec. U Christie jest inaczej i dla niej robię wyjątek. Padło na Morderstwo w zaułku. Jedna z ostatnich książek, które miałam doczytać. Nim skończy się przygoda z Poirotem.


Morderstwo w zaułku to zbiór czterech opowiadań, w których znowu może wykazać się Poirot. Tytuł bierze się od pierwszego opowiadania, na niespełna stu stronach mamy trupa, dochodzenie, dedukcję Poirota i sprytnie zmylone tropy. W drugim opowiadaniu – w mojej opinii najsłabszym – mamy opowiadanie o próbie odkrycia przez Poirota tego, kto ukradł plany samolotów. Osobiście uważam, że te sprawy, w których Christie wplata wątki szpiegowskie, są słabsze. Królowej kryminału wychodzi najlepiej zabijanie kogoś i mieszanie nam w głowach. Trzecie opowiadanie to znowu trup, w wiejskim dworku, wezwanie Poirota przez – okazuje się później – ofiarę. Znowu mamy fajnie pomieszane tropy, zaskakujące fakty i rozwiązanie. Ostatnie opowiadanie, jest właściwie takim małym opowiadankiem, bo z racji na objętość, tej akcji nie ma wiele, tło jest zaledwie naszkicowane, szybkimi pociągnięciami pióra, mamy skontrastowane piękno otoczenia z mrokiem zbrodni i oczywiście geniuszem Belga.

Agata Christie mnie relaksuje, zastanawiam się, czy coś jest nie tak z moim człowieczeństwem, skoro odpoczywam przy kryminałach. U Christie jest spokój angielskiej prowincji, Poirot jest tak poukładany, że wprowadza to porządek do mojego świata. A dodatkowo oczywiście jestem całkowicie skupiona na odkrywaniu kto zabił. To przednia zabawa.

Pomimo, że nie przepadam za opowiadaniami, dla Christie robię wyjątek. Ona na kilkudziesięciu stronach doskonale robi to, z czym inni mają problem dysponując nieporównywalnie większym zasobem miejsca. Ona pokazuje, że nie trzeba udziwniać, że nie trzeba bić piany – wystarczy pisać mądrze i inteligentnie konstruować intrygę. Ponad dwieście stron, a przez cztery opowiadania przeleciałam piorunem i jestem bardzo ukontentowana.

Na szczęście już nadgryzłam kolejną powieść Christie, o której niebawem wam napiszę. Powieści Agaty nie starzeją się – to nie podlega dyskusji!!


Pochodzi z bloga
 

4 komentarze:

  1. Och, nie przepadam niestety za opowiadaniami i innymi krótkimi formami (też jestem dziwakiem) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też ich nie znoszę, nawet od moich ulubionych autorów...

      Usuń
  2. Zapowiada się ciekawie. Do tej pory owa pozycja siedzi na półce i czeka na przeczytanie. Po przeczytaniu "Śledztwo na cztery ręce" nie ufnie spoglądam na opowiadania, ale dla Poirot zrobię wyjątek :) Poza tym i tak chcę przeczytać wszystkie dzieła Christie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak nie przepadam za opowiadaniami, tak napisane przez Christie czytam chętnie.

    OdpowiedzUsuń