piątek, 26 czerwca 2015

"Karaibska tajemnica"

Agatha Christie
"Karaibska tajemnica"
224 strony

Panna Marple na urlopie! I to nie byle gdzie... ukochany bratanek Raymond zafundował swojej cioci wypoczynek na Karaibach - doskonałe warunki dla podreperowania zdrowia. Z tymże z Marple to jak z Poirotem, gdzie się nie pojawią tam istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że niebawem ktoś zostanie zamordowany...

Tym razem wszystko zaczęło się od śmierci sympatycznego choć mocno rozgadanego majora Palgrave. Jako przyczynę śmierci podano problemy z nadciśnieniem, a że major był już w latach posunięty dla ludzi nie było to zbyt duże zaskoczenie, choć niewątpliwe przykre. Ale Marple wyjaśnienia nie potraktowała poważnie, wieczór wcześniej bowiem major miał jej pokazać zdjęcie przedstawiające rzekomego zabójcę, który wymiarowi sprawiedliwości uciekł i to nie raz. Tuż przed obejrzeniem owego zabójcy major się dziwnie zmieszał i w efekcie zdjęcie schował. Stąd wyjaśnienie o naturalnych powodach śmierci nie pasuje pannie Marple do niczego...

Jak zwykle Marple dyskretnie lecz systematycznie rozpoczyna prowadzić swoje śledztwo wśród gości hotelowych. Przygląda się również Molly i Tomowi Kendallom - małżeństwu prowadzącemu hotel. W szczególności Molly zachowuje się dziwnie, zdradza symptomy utraty zmysłów. Jak to w dobrym kryminale, im dalej się czytelnik posuwa w lekturze tym więcej ludzi zaczyna być usuwanych z drogi kogoś, komu zdecydowanie zależy na utrzymaniu tajemnicy.



Filmowo udało mi się obejrzeć dwie z trzech ekranizacji. Na pierwszy ogień poszła wersja z Helen Hayes. To w zasadzie bardzo wierna adaptacja książkowej historii.

panna Marple i zgryźliwy pan Rafiel
Druga wersja to ta najwspółcześniejsza z Julie Mackeznie w roli Marple. Również i ten film wiernie oddaje historię pisaną z wyjątkiem bardziej dramatycznego zakończenia.

panna Marple i goście hotelu "Złota Palma"
Ta ostatnia wersja zdecydowanie najbardziej przypadła mi do gustu. Dla fanów James Bonda znajdzie się logiczne wyjaśnienie skąd wzięło się imię i nazwisko najsłynniejszego z agentów Jego Królewskiej Mości :).

Kolejna historia za mną, Marple po raz kolejny udowadnia, że każda zbrodnia musi zostać wykryta, a osoba obdarzona zdolnością logicznego myślenia i łączenia faktów zawsze jest w stanie gotowości. Chyba po raz pierwszy Christie mnie rozbawiła każąc pannie Marple dyskretnie rzucić się na kolana celem podglądania podejrzanego bungalowu :). Tego się nie spodziewałam!

3 komentarze:

  1. Lubię tę książkę. A na marginesie to autorka 'zrobiła' ten post tak jak lubię - z różnymi okładkami i karami z filmu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam i bardzo podobała mi się ta książka:)

    OdpowiedzUsuń