czwartek, 9 kwietnia 2015

Królowa Kryminałów na Bliskim Wschodzie

"Opowiedz, jak tam żyjecie" (wcześniej znane w przekładzie Ewy Adamskiej pod tytułem "Opowiedzcie, jak tam żyjecie") to pozycja nietypowa w dorobku Agathy Christie, kojarzonej przede wszystkim z wyśmienitą literaturą kryminalną. Autorka zabierała już czytelników na Bliski Wschód (na przykład w powieściach "Morderstwo w Mezopotamii" czy "Rendez-vous ze śmiercią"), tym razem jednak zaprasza nie do rozwiązania zawikłanej zagadki kryminalnej, a do towarzyszenia jej samej w fascynującej podróży na Bliski Wschód.
W latach 30. ubiegłego wieku wzięła udział w kilku ekspedycjach archeologicznych prowadzonych przez jej drugiego męża, wybitnego archeologa Maksa Mallowana. "Opowiedz, jak tam żyjecie" jest literacką odpowiedzią na pytanie, które często słyszała od swoich przyjaciół. Inaczej mówiąc: quasi-reportażem, luźnymi reminiscencjami z pobytu w Syrii i Iraku.

Myślicie, że to nudne? Albo przeznaczone wyłącznie dla pasjonatów archeologii? A może wydaje się Wam, że we wszystkie książki tej autorki powinna być wpisana zbrodnia (najlepiej morderstwo), bo bez tego stają się erzacem? 
Nic bardziej mylnego! Christie była dobrą pisarką i świetnie sprawdzała się w wielu konwencjach.


Wykopaliska w Syrii
Oczywiście trzeba pamiętać, że Królowa Kryminałów nie miała ambicji drobiazgowego przedstawienia wykopalisk archeologicznych. "Opowiedz, jak tam żyjecie" to zbiór miłych wspomnień, których przelanie na papier nie było pracą, jak stwierdza ona sama w epilogu, po czym dodaje: "a jeśli pracą, to dziełem miłości"[1].
Christie dzieli się wspomnieniami z czytelnikiem, a robi to ze swadą i humorem. Przy takiej przewodniczce nie można się nudzić!
O czym pisze?
O tym, jak trudno skompletować odpowiednią garderobę podróżną, gdy wyjeżdża się na Bliski Wschód.
O tym, jak żyje się z archeologiem-pasjonatem ("Gdy pakują się archeolodzy, jedno wiadomo na pewno - ich bagaż wypełnią głównie książki. (...) [Archeolodzy] wypełniają [walizki] po brzegi książkami. Dopiero wtedy, z niechęcią, wyjmują kilka woluminów, by zrobić miejsce na koszulę, piżamę, skarpety i tak dalej"[2].

Pociąg jakim, a być może, którym jechała Agatha
O uwielbieniu dla pociągów ("pociąg - wielki, sympatyczny i prychający, z ogromną sapiącą lokomotywą, sprawiający wrażenie, jakby się wiecznie spieszył; bucha kłębami pary i wydaje się ponaglać: »Już czas na mnie, już czas, już czas!«. Pociąg to przyjaciel! Podziela mój nastrój, gdyż mój wewnętrzny głos też właśnie mówi: »W drogę, już czas, ruszajmy w drogę...«"[3]).

Agatha w Syrii
O pasjonującym odkrywaniu innej kultury. I o użeraniu się w lokalnym urzędzie pocztowym (naczelnik traktuje petentów jak zło konieczne. Nie może zrozumieć, dlaczego państwo Mallowanowie nie chcą przyjąć korespondencji, która nie jest adresowana do nich).
O prowadzeniu badań w gorączkowym tempie ("Wykopaliska są jak ruletka - nie sposób przewidzieć, który z siedemdziesięciu zamieszkanych w tym samym okresie telli kryje w sobie budynek, zbiór glinianych tabliczek albo kolekcję szczególnie interesujących przedmiotów"[4]).


O spaniu w trudnych warunkach (wśród karaluchów, pcheł i setek myszy).
O rozmaitych problemach z siłą roboczą (pracownicy rekrutowani spośród tubylców wdają się w bójki, chcą pracować mimo fatalnego stanu zdrowia, dają się zastraszać, próbują oszukiwać) oraz z służącymi (dla których nakrywanie do stołu to czarna magia). I o tym, jak człowiek noszący "znienawidzony rozmiar niestandardowy"[5] próbuje dobrać sobie podróżne ubrania w świecie, gdzie "Wojaże to domena młodych, szczupłych dziewcząt, które (...) zgrabne i powabne, stroją się w sportowe kostiumy"[6].
O tym, jak do piżamy-moskitiery dostała się mysz. O rączym koniu odwiedzającym salon fryzjerski. O "wskrzeszonym" nieboszczyku. O pewnej problematycznej ekshumacji. O tym, jak pisarka zamienia się w lekarkę. O tym, jak wyrywa się zdrowe zęby, aby usługa u dentysty się opłacała (ekonomia jest taka ważna!). I o wielu innych interesujących kwestiach.

Agatha w Syrii
Jak każda książka Agathy Christie, i ta jest skarbnicą ciekawostek, nie tylko archeologicznych. W latach trzydziestych modne były kapelusze o kolorach "z palety tych nowoczesnych odcieni o tak urokliwych nazwach jak Brudnawy, Rdzawy, Błotnisty, Trotuarowy, Przykurzony i tym podobne"[7]. Zamek błyskawiczny, uciążliwa nowinka, niesłusznie wypierał standardowe guziki, zapinki, klamerki czy zatrzaski. 
"Opowiedz, jak tam żyjecie" może też pobudzić do refleksji - ile trzeba było mieć odwagi, żeby porzucić wygodne życie i pojechać za mężem do nieznanego kraju, narażając się tam na rozmaite niebezpieczeństwa. Można podziwiać Agathę za tę odwagę, gotowość do podejmowania nietuzinkowych wyzwań. I jednocześnie oburzać się na pewien cechujący ją egoizm. Udając się na Bliski Wschód, na długie tygodnie porzucała swoją dorastającą córkę Rosalind.

Chciałbym zakończyć dwoma cytatami, które dobrze pokazują wdzięk i błyskotliwy humor, jakie wyróżniają pisarstwo tej autorki.

Oto fragment poświęcony kotu-fachowcowi, który przybył, aby wytępić uciążliwe myszy:

kot i mysz

"Podczas gdy my raczymy się obiadem, kot przyczaja się za skrzynią transportową. Kiedy rozmawiamy, poruszamy się albo za bardzo hałasujemy przy stole, rzuca nam zniecierpliwione spojrzenie. »Oczekuję od was, że będziecie cicho«, mówi to spojrzenie. »Jak mam pracować, kiedy mi przeszkadzacie?«. To spojrzenie jest tak srogie, że natychmiast nas dyscyplinuje. Rozmawiamy szeptem, staramy się podczas jedzenia jak najmniej brzękać talerzami i szklankami. Pięciokrotnie podczas naszego posiłku pojawia się mysz i przebiega w poprzek izby; za każdym razem kot dopada gryzonia jednym susem. Wszystko dzieje się błyskawicznie. Żadnego cackania się w stylu zachodnich kotów, bawienia się ofiarą. (...) Kot zostaje u nas pięć dni. Po tych pięciu dniach myszy się już nie pojawiają. Kot nas opuszcza, a myszy nigdy więcej nie wracają. Nigdy wcześniej ani później nie widziałam tak profesjonalnego kota w akcji. (...) Chłodny w obyciu, rzeczowy, zdystansowany - prawdziwy zawodowiec!"[8].

 I dialog państwa Mallowanów, czyli jak to jest mieć za męża archeologa:

Agatha w sukience w rozmywające się romby



"- Załóż tę płowożółtą sukienkę ze wzorem w zlewające się romby z Tell Hallaf - sugeruje zachęcająco Max.
- Byłabym wdzięczna - odpowiadam poirytowana - gdybyś nie wyrażał się o moich strojach, jakby to była prehistoryczna ceramika. Sukienka, którą masz na myśli, jest limonkowa! A te zlewające się romby, co za wstrętne określenie - od razu wyobraziłam sobie rozmiękłą drażetkę, którą jakieś dziecko wypluło na sklepową ladę. Nie pojmuję, jak ty możesz opisywać wzory na ceramice w tak okropny sposób!
- Ty to masz wyobraźnię - stwierdza Max. - Rozlewające się romby to niezwykle piękny ornament z kultury Hallaf.
Rysuje mi go na kartce papieru. Mówię, że ornament faktycznie jest piękny"
[9].






Ceramika Halaf, Syria

Koniecznie wybierzcie się z Agathą Christie na Bliski Wschód!

---
[1] Agata Christie Mallowan, "Opowiedz, jak tam żyjecie", przeł. Tomasz Szlagor, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2014, s. 228.
[2] Tamże, s. 22.
[3] Tamże, s. 25.
[4] Tamże, s. 63.
[5] Tamże, s. 17.
[6] Tamże, s. 18.
[7] Tamże, s. 19.
[8] Tamże, s. 87.
[9] Tamże, s. 101.
Zdjęcia zamieszczone we wpisie NIE pochodzą z książki.  Źródło każdego zdjęcia jest podlinkowane w opisie pod zdjęciem.
Książka zawiera także inne zdjęcia z wyprawy.

Recenzja pochodzi z serwisu BiblioNETka, autorem recenzji jest misiak297.


5 komentarzy:

  1. I ja planuję taką podróż z Agathą! Co prawda mój mąż nie archeolog, ale podobnie jak Christie wielbię pociągi i uwielbiam podróże :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co ja się napodróżowałam pociągami! Ale nadal je lubię :) I dokąd to się wybieracie?

      Usuń
  2. Właśnie jestem po lekturze książki! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co tu dużo mówić - jestem jak zawsze pozytywnie zaskoczona! Nie mogę się nadziwić, jak lekkim piórem i żartobliwym językiem władała Agata Christie! :)

      Usuń