środa, 4 marca 2015

Co się zdarzyło po pogrzebie

Wyobraźcie sobie, że uczestniczycie w pogrzebie starego krewnego. Jego śmierć nastąpiła nagle, ale nikogo specjalnie nie zaskoczyła (w końcu był starym i do tego zdruzgotanym człowiekiem) ani nie przygnębiła. Potem razem z rodziną udajecie się do domu zmarłego. I wtedy ktoś - dajmy na to, zdziwaczała ciotka, która najpierw otwiera usta, a potem dopiero myśli o tym, co mówi - rzuca luźną uwagę:

"Ładnie to zatuszowano (...) on został zamordowany, czyż nie?"[1].

Osobliwa sytuacja, prawda? Wzbudzająca konsternację, niesmak, śmiech; a może strach? Takie słowa usłyszeli krewni po pogrzebie Richarda Abernethiego, zamożnego przedsiębiorcy, którego rodzina dorobiła się na handlu plastrami na odciski. To młodsza siostra zmarłego - Cora Lansquenet - pozwoliła sobie na ten komentarz. Inni uznają ciotkę za popisującą się ekscentryczkę. Zresztą pani Lansquenet zawsze była na swój sposób dziwaczna. Jednak niebawem Cora zostaje zamordowana w brutalny sposób. Jej feralne słowa nabierają zupełnie innego wymiaru.

Czy to możliwe, że Richard Abernethie nie umarł naturalną śmiercią? Dlaczego ktoś zabił jego siostrę siekierą?

Do akcji wkracza Hercules Poirot. Wkrótce wychodzi na jaw, że krewni Richarda, będący w tarapatach finansowych lub potrzebujący pieniędzy na realizację swoich ambicji, mieli motyw, aby pomóc zamożnemu wujkowi przenieść się na tamten świat. Kto to zrobił?

"Po pogrzebie" to naprawdę przyzwoity kryminał. Nie można by go może umieścić wśród najlepszych dzieł Agathy Christie, ale się broni. Zwłaszcza intrygą - utkaną misternie, lecz z prostych elementów, przemyślną, jednak w zasadzie nietrudną do odgadnięcia (ale do tego wniosku - niestety - dochodzi się, dopiero gdy Poirot odsłoni wszystkie karty). Opowieść toczy się sama, sporo w niej napięcia, jak na dobry kryminał przystało. Szkoda tylko, że czasem Agatha Christie "opowiada" i streszcza niektóre sceny, zamiast je pokazać. To "pójście na skróty" bardzo rzuca się w oczy.

Warto zauważyć, że akcja rozgrywa się w świecie znacznie zmienionym przez wojnę (dysonans między "dawną" i "nową" rzeczywistością widać w urokliwych wspomnieniach wiekowego kamerdynera Lanscombe'a). Bieda dała się ludziom we znaki, niektórych zdeklasowała (na przykład panna Gilchrist z właścicielki dobrze prosperującej herbaciarni stała się pogardzaną płatną towarzyszką). Dawne wielkie rezydencje, w których zamieszkiwały wieloosobowe rodziny, obecnie trudniej utrzymać - w rezultacie najczęściej się je sprzedaje i przerabia na zakłady czy szkoły. Trudno o dobrą służbę. Zmieniła się też obyczajowość (jak zauważa pan Entwhwistle, komentując małżeństwo Susan Abernethie z pomocnikiem aptekarza, dawniej "dziewczęta nie wychodziły za mąż za mężczyzn stojących za ladą. Ale dzisiaj, oczywiście, nie zwracają uwagi na to, kim jest narzeczony"[2]).

I tylko szkoda, że Agatha Christie tym razem nie poświęciła więcej miejsca dokładniejszemu zarysowaniu postaci. Nie, nie brakuje tu ciekawych bohaterów (panna Gilchrist wzdychająca za straconą herbaciarnią, Maude Abernethie, która realizuje swój instynkt macierzyński, roztaczając opiekę nad mężem-hipochondrykiem, inteligentna, oddana małżonkowi Susan Banks czy chory psychicznie Greg), ale trudno oprzeć się wrażeniu, że mogliby być opisani wnikliwiej. Niektórzy z kolei są mało przekonujący, ledwie naszkicowani (jak Helen Abernethie, Michael Shane). Zdecydowanie Christie powołała już do życia wiele osób bardziej interesujących. Jednak kryminał czyta się przede wszystkim dla intrygi, prawda? A ta akurat jest bez zarzutu.


Jeśli nie znacie Agathy Christie, "Po pogrzebie" będzie dobrym kryminałem na rozpoczęcie przygody z tą autorką. Jeśli już znacie jej twórczość - na pewno się nie zawiedziecie. Zobaczcie, co się zdarzyło po pogrzebie w pewnej rodzinie.
---
[1] Agatha Christie, "Po pogrzebie", tłum. Anna Rojkowska, Wydawnictwo Dolnośląskie 2002, s. 20.
[2] Tamże, s. 14.




Recenzja pochodzi z portalu BiblioNETka, autorem recenzji jest misiak297.

3 komentarze:

  1. Świetna recenzja. Jestem naprawdę zaintrygowana, chociaż piszesz, że to nie są wyżyny możliwości pisarki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uważam Misiakowe recenzje za świetne i cieszę się, że ich autor zgodził się na publikowanie ich na blogu.

      Usuń
  2. Znam, znam... a jakże.
    Faktycznie recenzja bardzo dobra.

    OdpowiedzUsuń