środa, 31 grudnia 2014

"Tajemnica gwiazdkowego puddingu"

Agatha Christie
"Tajemnica gwiazdkowego
puddingu"
264 strony
Po raz kolejny sięgnęłam po zbiór opowiadań pani Christie - tym razem trafiłam na 6 różnych opowiadań. Wszystkie je ku mej uciesze zekranizowano, a najlepszy z filmów powstał na kanwie najkrótszego opowiadania z panną Marple nawet nie w roli głównej :).

Tajemnica gwiazdkowego puddingu.


Poirot w akcji nawet
podczas posiłku
To opowiadanie występuje również pod tytułem "Kradzież królewskiego rubinu" i o to się głównie w tej historii rozchodzi. Pewien nieroztropny książę dał się ponieść emocjom i tym samym doprowadził, by piękna kobieta ukradła mu wspaniały rubin będący rodzinnym klejnotem. Oczywiście do akcji wkracza nie kto inny jak sam Poirot, a aby sprawę móc prowadzić musi zdobyć się na pewne poświęcenie - opuszcza zatem swoje wygodne mieszkanie i udaje się spędzić tradycyjne angielskie święta do majątku Kings Lacey.
Dom jest pełen rodziny i przyjaciół i oczywiście tradycyjnego jedzenia. Zaspokajając swój wysublimowany apetyt Poirot równocześnie bada kto jest kim i ani na chwilę nie daje się wywieźć w pole.

Zagadka hiszpańskiej skrzyni.


Poirot tańcuje, a pod nosem ktoś człowieka morduje...
Czytając gazetę Poirot dowiaduje się o zbrodni popełnionej w nietypowy sposób. Po przyjęciu z tańcami wydanym przez pana Rich'a w przepięknie zdobionej hiszpańskiej skrzyni służący odkrywa zwłoki niejakiego Claytona. Sprawa jest banalnie prosta i gospodarz podejrzany o romans z żoną zmarłego trafia za kratki. Jednak wszystko jest zbyt proste i to tu Poirot doszukuje się podstępu.
W filmie słynny detektyw jest niejako świadkiem całego zajścia, bowiem jest jednym z gości feralnego przyjęcia. Ambitnie chce podejść do sprawy, bo kto to widział mordować człowieka pod jego nosem...

Popychadło.


szukanie śladów na całego
Tym razem Poirot rozwiązuje sprawę morderstwa zamożnego sir Rubena Astwell. Ktoś pozbawił go życia w jego własnym domu i jak to się w tego typu historiach powtarza wiele osób miało powody, bo zmarłego usunąć. Ciekawe jest, że żona Lady Astwell uparcie twierdzi, że jej doskonale sprawująca się kobieca intuicja podpowiada iż mordercą jest nie kto inny jak sekretarz zmarłego męża niejaki Trefusis. I choć podejrzanych ma Poirot od groma, nie może udawać, że tak silne przekonanie damy jest mu obojętne.

Dwadzieścia cztery kosy.


Poirot jako CSI :)
Poirot spotyka się ze swoim przyjacielem Henrym w restauracji na obiedzie. Jest to idealna okoliczność do porozmawiania na temat ludzkich przyzwyczajeń - kanwą do tej rozmowy staje się postać starszego, dziwacznego malarza, który od lat przychodzi do restauracji w te same dni i zamawia zawsze to samo. Sympatyczna kelnerka wspomina, że staruszek chyba już zaczyna tracić pamięć, gdyż ostatnio przyszedł wyjątkowo w poniedziałek i zamówił coś zupełnie innego.
Taka nagła zmiana budzi w Poirocie ciekawość i dzięki swojej wnikliwości dociera do informacji, że ów malarz zmarł. Jednak detektywowi nie podoba się wytłumaczenie, że starzec zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku we własnym domu. Postanawia dotrzeć do prawdy, tym bardziej że okazuje się, że ze śmiercią wiąże się pokaźny spadek.
W filmie Poirota znajomym z restauracji jest jego dentysta i ten motyw ciągnie się przez cały odcinek :). Przezabawna też była wizyta Herkulesa w policyjnym laboratorium - wgląd w pracę dawnych śledczych od razu nasuwa skojarzenia ze współczesnymi filmami z serii CSI :).

Sen.

Benedict Farley
Ekscentryczny milioner Benedict Farley wzywa do siebie Poirota i przedstawia nietypową sprawę, mianowicie od jakiegoś czasu śni mu się ciągle ten sam sen, w którym zawsze ze zgodnością co do minuty odbiera sobie życie we własnym gabinecie. Spotkanie przebiega dziwnie, w zasadzie nie wiadomo czego Farley od Poirota oczekuje, ale całość zostawia w detektywie bardzo mieszane uczucia. Niebawem okazuje się, że Farley postąpił dokładnie tak jak mu się to śniło. Ludzie twierdzą, że zmarły po prostu oszalał, ale Poirota nie jest w stanie nic oszukać.

Szaleństwo Greenshawa.

Siostrzeniec panny Marple - Raymond West opowiada jej o nietypowym spotkaniu z właścielką przedziwnego domostwa znanego w okolicy jako "szaleństwo Greenshaw'a". Okazała posesja należała niegdyś do bogatego właściciela, który chciał się wykazać zapewne, ale nie miał żadnego pojęcia o architekturze i w efekcie stworzył dziwactwo.
Wkrótce ginie zatrzelona z łuku właścicielka, a Marple nie ruszając się z domu rozwikłuje historię, która na pozór jest banalna.
Gorąco polecam film nakręcony na podstawie opowiadania choć tak naprawdę nie mający z nim zbyt wiele wspólnego. Świetna historia oczywiście na potrzeby filmu rozbudowana i zmieniona trzymająca do końca w napięciu!

panna Marple i bohaterzy intrygi


poniedziałek, 22 grudnia 2014

"Karty na stół"

Agatha Christie
"Karty na stół"
236 stron
Ekscentryczny jegomość o orientalnie brzmiącym nazwisku  - pan Shaitana - zaprasza do siebie na kolację wydawać się mogło gości nie mających ze sobą nic wspólnego. Jest tam również Poirot, który jak zwykle z wrodzoną sobie ciekawością obserwuje zebranych. Po wybornej kolacji towarzystwo zostaje podzielone na 2 grupy rozlokowane w osobnych pokojach. W każdym z nich rozpoczyna się rozgrywka brydżowa, jedynie gospodarz nie gra - obserwuje grających z wygodnego fotela umiejscowionego przy kominku.

I cóż wydarzyć się może, gdy Poirot jest w gościach - oczywiście gospodarz umiera! I to bynajmniej nie w naturalnych okolicznościach, ktoś go zamordował. Pewne jest, że zabójstwa musiał dokonać jeden z gości i Poirota zadaniem będzie znalezienie tej osoby. Do pomocy będzie miał nieocenioną przyjaciółkę Ariadnę Oliver.

Zbrodnia sama w sobie jest karygodna, niezależnie na kim została dokonana. I choć Shaitana nie był typem sympatycznym, wkrótce okazuje się, że potencjalnie każdy z gości miał coś do ukrycia, coś o czym Shaitana się dowiedział i czerpał radość posiadając kompromitujące informacje. Tym razem Poirot szukając winnego będzie starannie wypytywał gości o ich grę w brydża oraz... wystrój mieszkania tragicznie zmarłego gospodarza.



Trzymająca w napięciu historia została filmowo zmieniona na równie ciekawą, choć zupełnie inaczej toczącą się opowieść. I podobał mi się ten zabieg niezmiernie, bo w sumie stałam się bogatsza o dwa nowe dzieła.

Zaproszeni goście i ... potencjalny zabójca
Zdecydowanie smaczku wszystkiemu dodawała niezwykle lubiana przeze mnie postać panny Oliver i jej wiecznie wysypujące się jabłka tudzież ich pozostałości.

Tak, każdy z nas skrywa jakiś sekret, pilnie strzeże jakiejś tajemnicy. A szafowanie cudzymi uczuciami i chęć zdobywania nowych doświadczeń cudzym kosztem nigdy nie powinny iść w parze. Jak komuś potrzeba dreszczyku emocji... powinien zadbać o to sam!

środa, 17 grudnia 2014

Śmiertelna miłość

[W poniższej recenzji nie zdradzam niczego, czego nie można by się dowiedzieć z noty na okładce czy z lektury pierwszych stron "Pięciu małych świnek". Nie wskazuję też na osobę mordercy. Kiedy miałem wątpliwości, skorzystałem z możliwości ukrycia fragmentu] Dwudziestoletnia, pełna magnetyzmu Karla Lemarchant prosi Herkulesa Poirot o przeprowadzenie dochodzenia w sprawie zabójstwa sprzed szesnastu lat. To właśnie wtedy zabito jej ojca - genialnego malarza Amyasa Crale'a - a matkę skazano na dożywotnie więzienie za zabójstwo. Czy w tej dawnej sprawie pozostaje coś jeszcze do wyjaśnienia, skoro osoba sprawcy nie wzbudza wątpliwości? Tak zaczyna się jedno z najbardziej niezwykłych śledztw belgijskiego detektywa i zarazem jedna z najlepszych powieści kryminalnych Agathy Christie - "Pięć małych świnek". Poirot przyjmuje zlecenie, choć odgrzebywanie przeszłości jest bardzo trudne. Stara się dociec, co naprawdę zdarzyło się feralnego wrześniowego dnia w posiadłości Alderbury, kiedy otruto Crale'a. Wszystko wydaje się jasne, mamy tu do czynienia z typowym trójkątem małżeńskim - oto obdarzony temperamentem malarz uwikłał się w kolejny romans. A jednak związek z młodziutką, pełną życia, bezpośrednią Elzą Greer wydaje się czymś poważniejszym niż dotychczasowe krótkotrwałe miłostki Amyasa. Jego żona Karolina czuje się zagrożona. 
źródło
Napięcie między bohaterami sięga zenitu, a wszystko kończy się tragicznie - zazdrosna kobieta zabija wiarołomnego męża i trafia do więzienia, gdzie wkrótce umiera. Poirot rozmawia z ludźmi powiązanymi z procesem Karoliny Crale - prokuratorem, prawnikami, inspektorem policji. Spotyka się również z tymi, którzy znajdowali się w Alderbury w dniu śmierci Amyasa. Filip Blake - makler giełdowy i najlepszy przyjaciel zmarłego malarza - nie może się wyzbyć poczucia winy. 

Jego brat Meredith - wycofany, cichy, pasywny wobec życia - czuje się częściowo odpowiedzialny za tamtą śmierć (gdyby nie opowiadał tyle o właściwościach cykuty, prawdopodobnie dzień później nie znalazłaby się ona w szklance z piwem Amyasa). Elza Greer - obecnie lady Dittisham, owa famme fatale sprzed kilkunastu lat - nie może zapomnieć o dawnym kochanku i nienawiści do jego żony. Cecylia Warren - surowa guwernantka o przekonaniach feministycznych - poniekąd usprawiedliwia dokonaną zbrodnię, rozumie motywację nieszczęśliwej pani Crale. Jest jeszcze Angela Warren - ambitna, impulsywna archeolożka - która nie wierzy w winę przyrodniej siostry. 

źródło
Detektyw prosi każdą z pięciu wymienionych osób o spisanie relacji z tamtego tragicznego dnia. Wkrótce na jaw wychodzą zdumiewające fakty, nieczyste pobudki, wielkie namiętności i skrzętnie skrywane tajemnice. A jednak wina Karoliny Crale nadal wydaje się niepodważalna. Co tam się naprawdę wydarzyło? "Pięć małych świnek" to pozycja wyjątkowa w dorobku Agathy Christie. Angielska pisarka w tej bodaj powieści po raz pierwszy wplotła w zbrodniczą intrygę niezwykle wyraziste wątki obyczajowe. Płaszczyzny kryminalna i psychologiczna funkcjonują tu na równych prawach. 

Bohaterowie ze swoimi dramatami są naprawdę skomplikowani i niejednoznaczni. Każdy widzi daną osobę nieco inaczej. I dlatego Amyas Crale jawi się jednocześnie jako genialny malarz, podrzędny twórca, którego obrazy są modne, ale nie przedstawiają żadnej wartości, ofiara uwięziona w małżeńskim kieracie u boku zaborczej megiery i wreszcie egoista, który za nic ma cierpienie ukochanej kobiety. Elza to z jednej strony urocza młoda dziewczyna, ocalona Szekspirowska Julia okrutnie doświadczona przez los, a z drugiej - prymitywna, podła intrygantka, która chce zburzyć cudze szczęście. Merredith jest lojalny i uczciwy, a zarazem bezwolny, naiwny i głupi. Filip Blake za maską cwanego cynika ukrywa twarz człowieka niespełnionego z powodu dawnego miłosnego dramatu* (ukryty fragment jest na końcu postu).
A kim była Karolina Spalding-Crale, najbardziej zagadkowa postać w powieści? Pełną czaru romantyczką? Mściwą, podłą kobietą przyjmującą z ukontentowaniem pozę męczennicy? Bezbronną istotą zaszczutą przez męża? Prawdziwą, pełną godności damą? To nie jest łatwe do rozstrzygnięcia. 

 Co ciekawe, w "Pięciu małych świnkach" akcja prawie nie posuwa się naprzód. Jako czytelnicy z konieczności krążymy po labiryncie tej samej historii (choć każda z wypowiadających się osób inaczej widzi to, co się stało), ciągle na nowo doświadczamy tego samego. Padają identyczne słowa, rozgrywają się "duble" już znanych scen. To dlatego lektura tej powieści ma w sobie coś hipnotycznego. Idziemy krok za krokiem z bohaterami, poznajemy zarówno okoliczności mrocznej zbrodni, jak i psychikę bohaterów. 

W tej powieści duszno jest od całkiem niekryminalnego napięcia (czyli nie takiego pod hasłem: "o rany, kto zabił, może ona, a nie, pewnie on, a może jednak nie"). To raczej bagno emocji (obok miłości - nienawiść, zazdrość, złość, fascynacja, rozgoryczenie), trudnych relacji i wyniszczających namiętności. Jednak w tym wszystkim Agatha Christie nie zapomina o intrydze kryminalnej - i do ostatniej strony trzyma czytelnika w niepewności co do osoby sprawcy. Rozwiązanie jest naprawdę zdumiewające, a zwycięstwo Herkulesa Poirota ma wyjątkowo gorzki posmak. 

Zachęcam do sięgnięcia po "Pięć małych świnek". Kryminał to nietypowy w dorobku Agathy Christie, ale - jak często z jej powieściami bywa - po prostu doskonały. Co was bardziej urzeknie? Prawdziwie misterna intryga? A może ten kocioł emocji? Mnie zachwyca jedno i drugie. 

Pięć małych świnek
Tłumaczenie Izabella Kulczycka-Dąmbska
tytuł oryginału Five Litlle Pigs
Wydawnictwo Dolnośląskie
data wydania 2009 (data przybliżona)
ISBN 978-83-245-8892-3
liczba stron 260





 Recenzja pochodzi z portalu BiblioNETka.
Autorem recenzji jest Misiak297

Ukryty fragment:

sobota, 13 grudnia 2014

"Czarna kawa"

Agatha Christie
"Czarna kawa"
133 strony
Kawa... hmmm... dobra kawa... W zasadzie pijam ją codziennie, zazwyczaj od niej każdy dzień zaczynam. Jest pyszna o każdej porze dnia, no może nie polecana tym, co mają problemy z późniejszym zaśnięciem.

Podana w filiżance jawi się jako napój elegancki, zdecydowanie pasujący do zakończenia gastronomicznej uczty i właśnie została zaserwowana po jednej z nich Poirotowi. Ba, nie jemu samemu - salon sir Claud'a Amory jest wypełniony członkami rodziny oraz zaproszonymi gośćmi. A co tam porabia Poirot?

Sir Amory jest naukowcem, opracował formułę na zupełnie nowy materiał wubuchowy. Nikogo nie trzeba przekonować, że taka wiedza w dzisiejszym świecie bogacącym się na konfliktach zbrojnych jest nie lada kąskiem. Bo przecież to władza, to pieniądzie, to wzbudzanie w innych strachu. I o ten strach chodzi właśnie, gdyż Amory lęką się, iż ktoś dybie na jego formułę. Stąd obecność Poirota i Hastingsa w domostwie naukowca. Przykre jest to, że Amory podejrzewa o niecne zamiary kogoś z członków rodziny. Niestety nie dane wielkim umysłom podyskutować i podrzucić ewentualne tropy - Amory po wypiciu filiżanki kawy pada nieżywy...

Blady strach pada na wszystkich będących świadkiem tego jakże przykrego zajścia. Jak to u Christie okazuje się, że prawie każdy miał jakiś ukryty motyw by seniora rodu się pozbyć. Jest to sprawa jednak o zdecydowanie wyższej randze - to nie zwykły konflikt rodzinny zakończony morderstwem, lecz kwestia bezpieczeństwa narodowego. Skradziona formuła nie powinna dostać się w niepowołane ręce i o to musi zadbać Poirot.


Szybciutki kryminał na wolne popołudnie i wieczór. Błyskotliwy Poirot, rodzinne tajemnice i rozbrajający Hastings. Zdecydowanie dobra rozrywka. Tylko potem jakoś podejrzliwie na kawę zaczęłam patrzeć, nie z obawy że moja rodzina dybie na me życie, ale patrząc na nią widzę potencjalne narzędzie zbrodni - och pani Agatho, co za pomysł!

piątek, 5 grudnia 2014

"Zatrute pióro"

Agatha Christie
"Zatrute pióro"
192 strony
Co może przepisać lekarz powypadkowemu rekonwalescentowi? Ano wypoczynek, najlepiej z dala od miejskiego zgiełku, gdzieś na wsi, gdzie życie toczy się niespiesznie i sielsko. Joanna Burton po paskudnym wypadku zabiera swojego brata Jerry'ego do uroczej mieścinki Lymstok. Z założenia ma być tam tak nudno, że z braku innych zajęć poturbowany brat po prostu zacznie wracać do zdrowia. Nic bardziej mylnego, przynajmniej w kwestii liczenia na brak sensacji.

Miasteczkiem zaczyna bowiem rządzić plotka podana w paskudny sposób w postaci złośliwych anonimów. Oszczercza korespondencja jest przygotowana w sposób niezwykle profesjonalny - litery wycięte z jakiejś książki, koperty zaadresowane na maszynie, brak odcisków palców. W tak małej społeczności wiadomości rozchodzą się z prędkością światła i wkrótce całe miasteczko żyje anonimami. Do pewnego tragicznego dnia, kiedy to pani Symmington - żona szanowanego miejscowego lekarza - po otrzymaniu takiego paskudztwa postanawia odebrać sobie życie...

Zdruzgotany małżonek został z 3 dzieci - swoimi 2 synami i Megan, córką zmarłej żony z poprzedniego małżeństwa. Ponieważ cała ta sytuacja dotknęła również i rodzeństwo Burtonów - im się też dostało w jednym z listów - Jerry i Joanna zaczynają szukać sprawcy owego zamieszania. Sprawa się zagęszcza, bo ginie kolejna osoba. Jak dobrze zatem, że akurat w Lymstok w gościnie na probostwie przebywa nie kto inny jak sama Jane Marple.

Cały czas się musiała upewniać czy aby czytana przeze mnie historia na pewno należy do cyklu z Marple, bo jej tam nie było. No prawie - pojawia się pod koniec i ma tak niewielką rolę, że aż się zdziwiłam. Oczywiście pomaga wpaść na rozwiązanie, ale mimo wszystko brakowało mi tej otoczki, którą zawsze wokół siebie stwarzała. Ploteczki, herbatki i nieodłączna robótka na drutach.



Filmowo niestety sobie nie pożywałam, bo udało mi się wyłącznie obejrzeć jedną z dwoch powstałych ekranizacji - tę późniejszą z Gerladine McEwan w roli Marple.

Jerry i Joanna Burton
Bardzo podobała mi się ekranizacja, chyba dlatego że ponieważ film wchodził w skład serii o przygodach panny Marple leciwa detektyw musiała się w nim pojawić od początku. Leciusieńko zmieniono fabułę, ale wyszło to wyłącznie na korzyść i muszę przyznać, że całości towarzyszyła wspaniała muzyka.

Kolejna historia za mną, jak zwykle żądze biorące nad ludzką naturą górę i dyktujące kolejne poczyniania nie wychodzą nikomu, dosłownie nikomu na zdrowie. Nawet jeśli ktoś uważa się za spryciarza i użyje zasłony dymnej, w obliczu umysłu panny Marple zostanie zdemaskowany. Prawda jak zwykle zatryumfowała!