środa, 29 października 2014

Kto czyha na życie Herkulesa Poirot?

Sir Charles Cartwright, aktor z zawodu, znany i ceniony, nabył w małej miejscowości Loomouth posiadłość, o wiele mówiącej nazwie „Krucze gniazdo”. O tak, dom zawdzięczał nazwę położeniu wysoko nad portem, ale wytrawny czytelnik na słowo kruk natychmiast nadstawi uszu, jak tropiący ogar. I słusznie.
Sir Charles zaprasza na przyjęcie przyjaciół, w tym aktorów, pisarkę kryminałów oraz sąsiadów, a także Herkulesa Poirot. Liczba zaproszonych osób jest pechowa – trzynaście.
Obecność słynnego detektywa niepokoi zgromadzonych. Doktor Strange wygłasza nawet własną teorię: „Uważam, że wydarzenia przychodzą do ludzi, nie ludzie do wydarzeń. (…) Są ludzie, których obecność na pokładzie natychmiast powoduje katastrofę statku, nawet jeśli jest to tylko wycieczka po dekoracyjnym jeziorze. Tacy jak twój Herkules Poirot nie muszą szukać zbrodni, ona sama do nich przybędzie.”[1]
Po nagłej śmierci pastora Babbingtona podczas przyjęcia, Charles Cartwright wysnuwa teorię, że było to morderstwo, a nie, jak chciał doktor, zgon z przyczyn naturalnych: „Herkules Poirot jest jak ptak zwiastujący burze, gdzie się pojawi, tam ściąga zbrodnie. Przyjeżdża do nas i zaraz mamy nagłą podejrzaną śmierć. Nic dziwnego, że od razu przyszło mi do głowy
morderstwo.”[2]
Tym razem to nie Poirot gra pierwsze skrzypce. Postaciami pierwszoplanowymi są oprócz sir Charlesa Cartwrighta, pan Sattethwaite i panna Hermione Lytton Gore zwana Egg.
Pan Sattethwaite jest dość specyficzną postacią, jaką wykreowała Agatha Christie. Pojawił się m. in. w zbiorze opowiadań „Tajemniczy pan Quin”. To człowiek znany z tego, że jest znany i zna wiele innych ważnych osób, w obecnych czasach nosiłby miano celebryty. Jego życie wypełnia bywanie w miejscach, gdzie spotyka ważne osoby. „Można by rzec, że przez całe życie siedział w pierwszym rzędzie widowni, obserwując rozgrywające się wokół ludzkie dramaty. (…) Instynktownie wiedział, gdzie szukać tragedii. Wyczuwał ich zapach jak bojowy rumak.”[3] To właśnie pan Sattethwaite z sir Charlesem Cartwrightem usiłują rozwikłać zagadkę. 

Zmysłowi obserwatorskiemu pana Sattethwaite’a zawdzięczamy sporo perełek w opisach osób, które przewinęły się przez karty powieści. Bardzo mi szkoda, że ta niezwykła postać znana jest tylko z tego utworu, „Tajemniczego pana Quina” i z „opowiadania "Lustro nieboszczyka" (ang. Dead Man's Mirror) ze zbioru "Morderstwo w zaułku".[4]
Weźmy choćby opis panny Wills, autorki poczytnych kryminałów, zaproszonej na przyjęcie do sir Charlesa: „Satterthwaite pomyślał: „Biedaczka. Sukces odciął ją od duchowej ojczyzny — pensjonatu w Bournemouth. Tam by się czuła dobrze”. I zadumał się nad różnicą pomiędzy utworem literackim a jego autorem. Próbował odszukać u panny Wills jakąś iskierkę tego światowego tonu, który cechował sztuki Anthony’ego Astora [pseudonim literacki panny Wills – przyp. moje]. Zauważył nagle, że bladoniebieskie oczy za pince–nez są niezwykle inteligentne. Szacowały go dokładnie, co lekko zbijało z tropu. Zupełnie jakby panna Wills starannie przyswajała sobie każdy szczegół jego osoby.”[5]
Pan Cartwright wcale nie jest gorszy, gdy usiłuje dowiedzieć się czegoś o osobie, która znikła w niewyjaśnionych okolicznościach, a służba nie umie jej opisać: „Jaką przewagę nad życiem ma literatura — westchnął Cartwright. — W książkach pojawia się zawsze jakiś znak szczególny.”[6]
Herkules Poirot, który przewija się w tle, aby ostatecznie zatriumfować w trzecim akcie, gdy pan Sattethwaite i sir Charles krygują się, czy zabierać mu czas wyjaśnianiem zbrodni, gdy ów jest już na zasłużonej emeryturze i może oddać się podróżom, powiedział: „Mój czas to głupstwo, w końcu, po co mam podróżować? Języki się zmieniają, ale natura ludzka jest wszędzie taka sama.”[7] Jednakże popis  Poirot dał na sam koniec, gdy wyjaśnił już kim był zabójca oraz podał motywy, którymi się kierował. Gdy pan Sattethwaite wpadł w szok i zawołał: „Wielki Boże! (…) Dopiero teraz sobie uświadomiłem. Ten drań i jego zatruty cocktail! Każdy mógł go wypić. Na przykład ja.”[8] Usłyszał: „Jest jeszcze gorsza ewentualność, której nie wziął pan pod uwagę — rzekł na to Poirot. (…) To mogłem być JA.”[9]

Książka, napisana w 1934 roku, ma układ klasycznej, trójaktowej sztuki teatralnej. W 1935 „przekroczyła magiczną granicę dziesięciu tysięcy egzemplarzy w twardej oprawie, sprzedanych w rok od wydania”[10] Teatralnych odniesień jest więcej. Na wstępie zostajemy poinformowani, że reżyserem jest sir Charles Cartwright, jeden z głównych bohaterów książki, z zawodu aktor. Jego asystentami są kolejni bohaterowie pan Sattethwaite i panna Hermione Lytton Gore zwana Egg. Herkulesowi Poirot przypadła rola operatora światła, zresztą nieprzypadkowo, bo któż jak nie on, ostatecznie rzuca światło na całą, misterną intrygę i obnaża mordercę spośród grupy, wydawałoby się dobrych, znajomych?

Warto nadmienić, że książka ma dwa zakończenia, inne w wydaniu brytyjskim oraz inne w wydaniu amerykańskim. W tym celu pisarka musiała nie tylko zmienić scenę końcową, ale także pewne wcześniejsze fragmenty tekstu. „Ponieważ w USA „Tragedia w trzech aktach” (zarówno w odcinkach, jak i wydaniu książkowym) ukazała się wcześniej niż w Wielkiej Brytanii, bardziej prawdopodobne wydaje się, że oryginalna jest wersja amerykańska, a zmiany pisarka wprowadziła dopiero przed publikacją książki w Anglii. Pozostaje jednak pytanie: dlaczego to zrobiła?”[11] Niestety bez odpowiedzi. 

Serdecznie polecam tę słowną ucztę, gdzie misterna intryga przeplata się z błyskotliwymi zdaniami, a wisienką na torcie jest rzecz jasna skromność Herkulesa Poirot.
----------
[1]  Christie Agatha, „Tragedia w trzech aktach”, tłumaczenie Mencwel Anna, Wydawnictwo Prószyński i S-ka 2005, s. 10
[2] Tamże s. 19 i 20
[3]  Christie Agatha, „Tajemniczy pan Quin”, tłumaczenie Bihl Agnieszka, Wydawnictwo Dolnośląskie 2014, s. 5
[5] Christie Agatha, „Tragedia w trzech aktach”, tłumaczenie Mencwel Anna, Wydawnictwo Prószyński i S-ka 2005, s. 12
[6] Tamże s. 58
[7] Tamże s. 101
[8] Tamże s. 176
[9] Tamże
[10] Curran John, „ABC zbrodni Agathy Christie: Sekrety z archiwum pisarki”, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2012, s. 57
[11] Tamże s. 161

Tragedia w trzech aktach
tłumaczenie Anna Mencwel
tytuł oryginału Three-Act Tragedy
wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 4 sierpnia 2005
ISBN 83-7469-058-5
liczba stron 176

Przypisy wykonałam według wydania papierowego, ale książki wysłuchałam w formie audiobooka.  Obecnie wyłączność na nagrywanie książek Agathy Christie w formie audiobooków ma Wydawnictwo  OMEGA.  Wydawnictwo wydaje wersje pełne, nieskrócone kryminałów Agathy Christie. 



Audiobook: Agatha Christie, TRAGEDIA W TRZECH AKTACH, 1CD - MP3 + książka

Czyta: Marcin Hycnar
Czas nagrania: 6 godz.53 min
Opakowanie: Płyta z książeczką
Rok nagrania: 2010
ISBN:
978-83-7267-412-8
format:
15x14 cm
Wydawnictwo OMEGA


 
Według Wikipedii:

Marcin Hycnar urodził się 18 stycznia 1983 roku w Tarnowie. Absolwent I Liceum Ogólnokształcącego w Tarnowie i Akademii Teatralnej w Warszawie (2006). Obecnie aktor Teatru Narodowego w Warszawie. Pierwsze kroki stawiał w grupie teatralnej Tuptusie działającej przy Szkole Podstawowej nr 18 w Tarnowie. 13 sierpnia 2011 poślubił aktorkę Kamilę Borutę.





 Marcin Hycnar —  znakomity aktor Teatru Narodowego w Warszawie. W 2008 Roku otrzymał Feliksa Warszawskiego w kategorii Najlepsza Pierwszoplanowa Rola Męska. Ważniejsze role teatralne to m.in. Artur w "Tangu", Fuks w "Kosmosie". Aktor wziął udział w serialach telewizyjnych "Barwy szczęścia" (jako Paweł Zwoleński), "Na dobre i na złe", "Boża podszewka. Część druga", "Agentki", filmach kinowych "Ogród Luizy", "Drzazgi" oraz w spektaklach Teatru Telewizji. Użyczał głosu bohaterom polskich wersji językowych wielu filmów, m.in. "Shrek Trzeci", "Hannah Montana", "Camp Rock". Świetny lektor, który  doskonale poradził sobie także z" Tragedią w trzech aktach" w wersji audio.





Bardzo podobała mi się interpretacja książki w wykonaniu Marcina Hycnara. Z przyjemnością słuchałam barwy głosu aktora, zachwycałam się zmianami intonacji w zależności od tego, jaka postać wypowiadała się w dialogu oraz podkreślania tonem, tempem i innymi zmianami szczególnie ważnych kwestii. Skromna lecz bardzo odpowiednia oprawa dźwiękowa świetnie wpasowała się w atmosferę powieści.  

niedziela, 26 października 2014

"Pierwsze, drugie... zapnij mi obuwie"

Agatha Christie
"Pierwsze, drugie...
zapnij mi obuwie"
232 strony
Poirot raz na sześć miesięcy musi poddawać się znienawidzonej, ale niezbędnej procedurze odwiedzania swojego dentysty. Po opuszczeniu gabinetu pana Morleya, wpada na nową pacjentkę Mabelle Sainsbury Seale. Herkule zwraca na nią uwagę, a w szczególności na jej buty - wychodząc z taksówki dama bowiem niefortunnie trzewikiem zahacza i odpada jej przytwierdzona do niego ozdobna klamerka. Dobre maniery Poirota sprawiają, że podaje zgubę właścicielce i zadowolony oddala się sprzed gabinetu dentysty.

Jakimż zaskoczeniem okazuje się wiadomość, że tego samego dnia Morley ginie, policja stwierdza samobójstwo. Jak później się okazuje, dentysta wiedziony wyrzutami sumienia za źle podany środek znieczulający nowemu pacjentowi Amberiotisowi postanawia uniknąć konsekwencji i sam wyznaczyć sobie karę - pacjent bowiem zmarł. Być może taki obrót spraw można przyjąć za możliwy, ale rozmowa jaką przeprowadził Poirot w poczekalni z niejakim Bluntem - finansistą i politykiem - sprawia że detektyw zaczyna przypuszczać iż Morley'a zabito przypadkowo, a w sprawa jest powiązana ze szpiegostwem.

Wkrótce okazuje się, że panna Sainsbury Seale zaginęła, a ostatnio widziana była wchodząc do mieszkania tajemniczej pani Chapmann (mąż też ponoć pracuje w wywiadzie). Pani Chapmann rozpływa się w powietrzu, a dzięki wiadomościom uzyskanym przez pomocnicę Morley'a Poirot trafia do majątku Blunta i tam poznaje jego bliższą i dalszą rodzinę. Co wspólnego ma zaginiona specyficzna pani Sainsbury Seale, pani Chapmann oraz taka zamożna i szanowana rodzina? Dla Poirota nie ma przecież żadnych tajemnic nie do odkrycia.



Filmowo znowu prawie wiernie, ponieważ pozbyto się postaci Rikes'a rola siostrzenicy Blunta jest również okrojona. Niemniej jednak cała historia jest dosyć mroczna i świetnie zrealizowana.

Poirot z wizytą u dentysty pana Morley'a


Znowu mnie Agatha zaskoczyła. Ja już doprawdy powinnam się przyzwyczaić, że jej koncepcje są nietuzinkowe i generalnie zawsze mnie zastają z szeroko rozwartymi patrzałkami. Tym razem płynie z tej lektury lekcja, że podążanie za swoimi żądzami, wieczne poszukiwanie dreszczyku emocji oraz zbyt pewne poleganie na własnych umiejętnościach być może zwiodą większość, ale na szczęście nie wszystkich.

wtorek, 21 października 2014

"Pięć małych świnek"

Agatha Christie
"Pięć małych świnek"
260 stron
Poirot podejmuje się wyjaśnienia zagadki sprzed 16 lat. Poproszony przez Carlę Lemarchant Herkules stoi przed nie lada zadaniem, przed laty to właśnie mama młodej kobiety została oskarżona o otrucie męża - znanego malarza Amyasa Crale'a. Caroline podczas procesu zachowywała się dosyć nietypowo, nie próbowała walczyć czy wyjaśniać okoliczności całego zajścia. Pogodzona z losem dostała wyrok kary śmierci, lecz zmarła w więzieniu przed wykonaniem go. Po latach córka chce się dowiedzieć, co tak naprawdę miało miejsce i czy to możliwe, aby on odziedziczyła po mamie mordercze skłonności.

Według akt sprawy Amyasa otruła żona będąc zazdrosna o jego romans z młodziutką modelką Elsą. Użyła cukuty i podała mężowi zatrute piwo. Choć skazana za ten czyn Carla nie odwołała się od wyroku, tuż przed śmiercią napisała list do swojej córeczki  - też Carli wyjaśniający, że nie ona tego dokonała. Stąd stojąca u progu dorosłości Carla, która niebawem ma wyjść za mąż chce ostatecznego rozwiązania rodzinnej tragedii.

Aby rozwiązać zagadkę z przeszłości Poirot decyduje się odwiedzić i porozmawiać z pięcioma osobami, które były związane z rodziną Crale i były świadkami tej strasznej historii. Spotyka więc braci Blake (jeden z nich Meredith świetnie znał się na zielarstwie i to z jego zbiorów pochodziła cykuta, którą otruto Amyasa), byłą modelkę/kochankę malarza Elsę Greer, która dziś dorobiła się znacznej pozycji wychodząc za mąż za odpowiednio ustawionych w społeczeństwie mężczyzn, Cecilię Williams - oddaną guwernantkę oraz Angelę Waren - przyrodnią siostrę Carly. Angela w dzieciństwie padła ofiarą napadu złości starszej siostry i efektem tego jest paskudnie szpecąca blizna pozostała na twarzy.

Poirot nie tylko odwiedza każdą z powyższych osób, ale prosi ich także o spisanie swoich wspomnień z tamtego okresu. Dzięki tym sprawozdaniom i wysłuchaniu naocznych świadków Herkules liczy na znalezienie rozwiązania morderstwa sprzed lat.



Jeśli chodzi o ekranizację to w miarę wiernie trzymała się historii książkowej, ale nie uniknięto wprowadzenia pewnych zmian choćby to, że imię córki zostało zmienione z Carli na Lucy, na Caroline zostaje wykonany wyrok śmierci i coś co najmniej mi się spodobało - drugi z braci Blake Phillip darzył swojego najlepszego przyjaciela Amyasa czymś więcej niż męską przyjaźnią...

Amyas, Caroline i Lucy
Bardzo to była poruszająca i smutna historia, mimo wszystko mówiąca o olbrzymiej miłości między małżonkami, względem dzieci czy rodzeństwa. To również lekcja dla tych, którzy za wszelką cenę chcą odkupić błędy przeszłości, czasem jak się dowiemy zupełnie niepotrzebnie. Bo co innego działać w przypływie emocji, a zupełnie co innego planować wszystko z wyrachowaniem. Poirot ponownie zachwyca, udowadnia że jest w stanie rozwiązać sprawę nie będąc na miejscu zbrodni i bazując wyłącznie na historiach opowiedzianych przez świadków. Mistrzowskie wykonanie pracy detektywa.

sobota, 18 października 2014

Królowa może być tylko jedna

Herkules Poirot powraca – i pojawia się konsternacja. To dla wielu czytelników jeden z ulubionych detektywów, a więc możliwość przeczytania o kolejnym śledztwie wydaje się nie lada gratką. Z drugiej strony kontynuacje pisane [źródło zdjęcia] 
inną ręką rzadko wychodzą dobrze. Ale przecież Sophie Hannah to znana autorka cenionych thrillerów psychologicznych. Sama deklaruje, że twórczość Agathy Christie jest jej obsesją. Jak zatem prezentują się „Inicjały zbrodni”?

Londyn pod koniec lat 20. ubiegłego wieku. Herkules Poirot spotyka kobietę, która wyraźnie czegoś się obawia. Jennie – bo tak ma na imię - zdradza znakomitemu detektywowi, że wkrótce zostanie zamordowana. Jednocześnie prosi go, aby nie szukał sprawcy zbrodni. Jak się okazuje, tej samej nocy w ekskluzywnym hotelu zostają znalezione zwłoki trzech osób. Ciała są ułożone tak, jakby przygotowano je do pochówku, a sprawca włożył w usta każdej z ofiar spinkę do mankietów z inicjałami PIJ. Czy potrójna śmierć w hotelu Bloxham ma związek ze sprawą Jennie? Klucz do rozwiązania tej makabrycznej zagadki tkwi w odległej przeszłości. Nie wdając się w szczegóły napiszę tylko, że kilkanaście lat wcześniej jedna plotka nieodwracalnie zniszczyła życie kilku osób. Nemezis długo czekała, ale w końcu nadeszła.

Sophie Hannah – na wzór Agathy Christie – stworzyła naprawdę zawikłaną intrygę. Mnożą się zagadki, niektóre ścieżki prowadzą na manowce, tropy pozostają nieczytelne – aż do spektakularnego finału. Dochodzenie prowadzi Herkules Poirot. Jego towarzyszem (i narratorem powieści) jest Edward Catchpool ze Scotland Yardu, niepewny, wiecznie mający poczucie winy i dręczony przez wspomnienia policjant.

A jednak „Inicjały zbrodni” to nie jest dobra powieść – a ściślej ujmując, nie jest dobra, jeśli rozpatrywać ją w kontekście powieści Królowej Kryminałów. Przede wszystkim zbezczeszczenie zwłok i ułożenie ich w określonych pozycjach przywodzi raczej na myśl współczesne thrillery. U Christie morderca postępował w taki sposób niezmiernie rzadko (przypomina się tylko „Kieszeń pełna żyta” i biedna Gladys Martin z klamerką na nosie), zwykle tworzenie „scenografii” na miejscu zbrodni miało bardzo wyrazisty cel (jak choćby w „Morderstwie w Boże Narodzenie”, „Morderstwie w Mezopotamii” czy „Nocy w bibliotece”), tak samo jak masakrowanie zwłok. To, co zaproponowała Sophie Hannah, nie jest
elementem rodem z kryminałów Christie.

Jeśli idzie o „zmartwychwstałego” Herkulesa Poirota, na pierwszy rzut czytelniczego oka mogłoby się wydawać, że mamy do czynienia z belgijskim detektywem jak żywym. Jednak z kolejnymi rozdziałami Poirot nieoczekiwanie staje się tak irytującą postacią, że miałoby się ochotę zdrowo nim potrząsnąć. Trudno oprzeć się wrażeniu, że te irytujące cechy, w które Christie wyposażyła swojego bohatera, tu zostały niepotrzebnie wyolbrzymione, a przez to detektyw jawi się jako własna karykatura.
 Wydawałoby się, że stosunkowo łatwo odtworzyć tak charakterystyczną postać jak Poirot – wskazać jego imponujące wąsy, pochwalić szare komórki (Hannah przypomina o nich do znudzenia), podkreślić umiłowanie symetrii, użyć w dialogach francuskich wtrętów. Okazuje się, że to nie takie proste. Inaczej mówiąc, uważny czytelnik bez problemu zauważy, że Poirot z „Inicjałów zbrodni” to Poirot farbowany. Szczytem absurdu jest scena, w której belgijski detektyw przesłuchuje sto osób na raz w hotelowej sali restauracyjnej (wygląda to tak, jakby był prowadzącym w jakimś idiotycznym teleturnieju).

W powieści zupełnie brakuje też klimatu opisywanych lat dwudziestych. Czy można się temu dziwić? Chyba nie – Christie pisała o czasach, w jakich żyła, o ludziach, których prototypy widziała na co dzień. Często dla nas, współczesnych czytelników, wyłapywanie takich „smaczków” mówiących o epoce jest częścią przyjemności lekturowej. W „Inicjałach zbrodni” tego niestety nie uświadczmy.

Jednak mój największy zarzut dotyczy intrygi. Agatha Christie wikłała swoje niesłychanie – i Sophie Hannah poszła jej śladem (brawo). A jednak u Królowej Kryminałów – zwodzącej czytelnika aż do finału - koniec końców rozwiązanie zazwyczaj okazywało się naprawdę proste (a czytelnik zastanawiał się: „Jak mogłem na to nie wpaść! Przecież to oczywiste!”). Wystarczyło tylko odrzucić jedno czy dwa mylne założenia i tropy, a wszystko zaczynało dokładnie do siebie pasować – niczym w puzzlach. Sophie Hannah namotała tak, że chyba bardziej już się nie dało, a w dodatku nie podsunęła czytelnikowi niektórych wskazówek (Christie raczej sobie na to nie pozwalała).

Rozwiązanie w „Inicjałach zbrodni” wydaje się po prostu mocno przekombinowane. Na marginesie – czytając powieść Sophie Hannah, zacząłem się zastanawiać, kiedy ekscytacja i napięcie związane z odkrywaniem mordercy („o rany, zaraz poznam rozwiązanie”) zmieniają się w znużenie i irytację („rany, ile jeszcze? Mogłoby już wyjść na jaw, kto zabił”). Mam tu na myśli końcowe wyjaśnienie. Dodam tylko, że słynne przedstawienie Poirota, w którym słynny detektyw gromadzi wszystkich podejrzanych (jak również charakterystyczny epilog z wyjaśnieniem pozostałych wątpliwości w mniejszym gronie) zajmuje w tej książce sporego formatu blisko siedemdziesiąt stron. A znudzony czytelnik przewraca kolejne kartki i tłumi uwłaczające kryminałowi ziewnięcia…

 Paradoksalnie, „Inicjały zbrodni” zapewne by się broniły jako kryminał – gdyby nie powstały pod patronatem Agathy Christie. To właśnie wystawia powieść Sophie Hannah na porównania i w pewnym sensie pozbawia ją własnego głosu (bo każde odstępstwo od stylu Christie może być uznane za niedociągnięcie). Innymi słowy, gdyby recenzować tę powieść jako „samodzielne” dzieło Hannah, zapewne w ostatecznym rozrachunku wypadłaby lepiej.

Przy lekturze takich utworów jak „Inicjały zbrodni” musi pojawić się pytanie o sens tworzenia kontynuacji. Skąd nagła zgoda spadkobierców Christie na dopisywanie kolejnych tomów do zamkniętego cyklu? Chyba nie trzeba być Poirotem, żeby dojść do oczywistego, acz mało eleganckiego wniosku, który pominę tu milczeniem. Tylko co z czytelnikami, zawiedzionymi, że powieść Sophie Hannah niewiele ma wspólnego z dziełami Królowej Kryminałów? A już chyba najmniej się liczy w tym wszystkim sama Agatha Christie. Przecież to nie jest pisarka, którą trzeba by przypominać – o niej nadal się pamięta (czego dowodzą kolejne wydania jej powieści na całym świecie, a także liczne ekranizacje).


Szkoda, że dopisywany jest tak niepotrzebny i marny rozdział do tej wielkiej legendy literatury kryminalnej.


Autor recenzji - misiak297. Recenzja pochodzi z serwisu BiblioNETka.

wtorek, 14 października 2014

4,50 z Paddington

Akcja książki zbudowana jest wokół zagadki morderstwa popełnionego w pociągu. Śledztwo okazuje się trudne i nietypowe: nie znaleziono ofiary, a jedyny świadek zdarzenia podróżował innym pociągiem. Nikt nie wierzy starszej damie upierającej się przy swojej wersji zdarzeń. Intryga zagęszcza się, gdy dochodzi do kolejnych zabójstw. Panna Marple, detektyw amator, wysyła na miejsce zbrodni swoją młoda przyjaciółkę Lucy Eyesbarrow.Czy obu kobietom uda się zdobyć informacje, które skierują śledztwo na właściwe tory?


 Jakiś czas temu wpadłam w szpony uzależnienia od Agaty Christie. Na pierwszy ogień poszły kryminały z Poirotem, ale niestety nie była to studnia bez dnia, toteż kwestią czasu było, gdy wezmę się za te z udziałem panny Marple. To druga powieść z tą panią detektyw, którą miałam okazję czytać. To chyba za mało, żeby wypowiedzieć się o jej poziomie… na tle powieści z Poirotem wypada słabo, ale jeśli weźmiemy najlepsze powieści z Belgiem, bo przecież czytałam też słabe książki, takie które mnie usypiały… Nie tracę więc nadziei, że pokocham Jane Marple.

Pewna starsza pani wybiera się w podróż pociągiem z londyńskiej stacji Paddington. W pociągu, jak to w pociągu, nuda, sen człowieka morzy i po przebudzeniu, niewiasta widzi jak w mijającym pociągu mężczyzna dusi kobietę. Oczywiście, czym prędzej zawiadamia odpowiednie służby, jednak nie jest przekonana, że wzięli to na poważnie. Udaje się więc do detektywa-amatora, swojej przyjaciółki Jane Marple, która w odróżnieniu od policji uważa, że koleżanka mówi prawdę, angażuje pomoc i wszczyna śledztwo, mające na celu wyjaśnić tajemnicze zajście i odkryć tajemnicę. Tymczasem, to nie są jedyne zwłoki, jakie pojawią się w tej książce.

Inicjały zbrodni

Prawie 40 lat po premierze ostatnich przygód Poirota — nowa powieść z udziałem słynnego detektywa i nowa autorka, wybrana przez spadkobierców Agathy Christie!
Od czasu, gdy w 1920 roku jej pierwsza książka ujrzała światło dzienne, powieści Agathy Christie sprzedały się na świecie w łącznym nakładzie ponad dwóch miliardów egzemplarzy. Teraz, po raz pierwszy w historii, spadkobiercy pisarki zgodzili się na publikację nowej powieści z udziałem jej najsłynniejszego bohatera.
Londyn, lata dwudzieste ubiegłego wieku. Gdy Hercules Poirot rozkoszuje się atmosferą spokojnej kolacji, nie wie, że jego śledczy talent zostanie wystawiony na próbę. Wszystko za sprawą młodej kobiety, która wyjawia mu, że zostanie zamordowana. Mimo przerażenia błaga detektywa, by nie szukał mordercy. Jej śmierć wyrówna rachunki.
Tego samego wieczoru Poirot dowiaduje się o zamordowaniu trzech gości w modnym londyńskim hotelu. W ustach każdego z nich znaleziono… spinki do mankietów. Czy zbrodnia ma związek z tajemniczą kobietą?
Podczas gdy Poirot usiłuje połączyć kolejne elementy układanki, morderca przygotowuje hotelowy pokój na wizytę czwartej ofiary…
Dzięki talentowi Sophie Hannah, niesamowicie skomplikowana zagadka z pewnością porwie zarówno oddanych fanów twórczości Agathy Christie, jaki i młodsze pokolenia czytelników, dla których będzie to pierwsze spotkanie z Herculesem Poirot. Nowa powieść z udziałem najsłynniejszego detektywa wszech czasów, stworzona przy pełnym poparciu spadkobierców Christie, to najważniejsze wydarzenie roku dla wszystkich fanów kryminałów na świecie.



Być może pamiętacie mój ogromny żal, po lekturze „Kurtyny”, strasznie ciężko było mi się rozstać z Poirotem, moim ukochanym detektywem… jednak gdy usłyszałam, że inna autorka porwała się na… nie na sequel, bo jednak akcja nie dzieje się po zakończeniu, nie na prequel, bo to też nie są wcześniejsze losy Poirota, tylko na nową książkę z akcją w latach dwudziestych, a międzywojnie to szczytowa forma Herkulesa, to miałam mieszane uczucia… z jednej strony było „jupiiiii Herkules wrócił” a z drugiej „o kurczę, czy ktoś odtworzy ten klimat”. Ta książka ma trudny start, nie towarzyszy jej jednoznaczny entuzjazm, to sceptycyzm, lub wręcz wrogość…

Jest rok 1920, Londyn Poirot odbywa dziwaczną rozmowę, młoda dama zwierza mu się ze swych obaw, czyni to chaotycznie ze strachem, jakby uciekała, jakby ktoś czyhający na jej życie, deptał jej po piętach. Poirot jest pod wrażeniem, autentycznie przejął się młodą dziewczyną, gdy dowiaduje się o trzech morderstwach popełnionych w wytwornym hotelu nabiera przekonania, że jego znajomej grozi niebezpieczeństwo, bo w usta ofiar włożono spinki do mankietów, a te występują w parach, czyli… gdzieś jest jeszcze jedna spinka… Jak to zwykle bywa, wraz z rozwojem akcji pojawiają się nowe wątki, wychodzą na jaw nowe sekrety…


Całość mych wynurzeń przeczytacie na blogu

sobota, 4 października 2014

Nie, nie, nie i jeszcze raz nie!



Oto i po czterdziestu latach od wydania ostatniej książki Agathy Christie z Herkulesem Poirot, w oparach sensacji, mój ulubiony detektyw powrócił, wskrzeszony przez panią Sophie Hannah.
Po przeczytaniu pierwszych stron książki, targały mną różne emocje. Postanowiłam więc potraktować ją jako oddzielne od twórczości Agathy Christie dzieło, innej autorki, która opisuje śledztwo, które rozwikłał słynny detektyw Poirot. Zupełnie tak, jakby był on rzeczywistą postacią, która żyła kiedyś w Anglii i znać go mogły różne osoby. Ostatecznie istnieje na rynku kilka biografii jednej i tej samej osoby, napisanych przez różnych autorów. Wyłaniają się z nich niekiedy dość różne portrety, obdarzone jedynie identycznymi personaliami. Biografowie mogą korzystać ze źródeł, jakimi są listy, może artykuły w gazetach, niekiedy pamiętniki, a pomimo tego, ich bohaterowie bardzo się od siebie różnią. Podobnie Poirot, którego nieznane do tej pory dokonania poznałam, postrzegany jest przez panią Hannah odmiennie, niż przez panią Christie. Inaczej jest przedstawiony, a opis śledztwa, które znamy jako powieść „Inicjały zbrodni”, różni się od tych „relacji”, do jakich przyzwyczaiła nas Agatha.

Zacznę od plusów tego bestsellera, a jest nim na pewno Herkules Poirot. O ile, rzecz jasna, mówimy o tych rozdziałach, w których wszechwiedzący narrator, bezstronnie opowiada nam te wydarzenia, w których nie uczestniczył detektyw Scotland Yardu, prowadzący śledztwo w sprawie potrójnego morderstwa w hotelu Bloxham, Edward Catchpoole.

Drugim plusem jest zdanie „Lazzari postawił sobie za punkt honoru, żebyśmy razem z moimi kolegami z policji spędzali czas w hotelu równie przyjemnie jak goście płacący za pobyt – w każdym razie ci, którzy nie zostali zamordowani.”[1]

Jak dla mnie to koniec plusów.

Zatem minusy:

Po pierwsze, dostałam książkę dwa razy obszerniejszą od książek Agathy Christie. Bardzo sobie cenię zwięzłość, z jaką Agatha prowadziła fabułę i niekoniecznie lubię tę modną obecnie, rozbudowaną otoczkę obyczajową, jaka pojawia się w kryminałach. Tutaj nawet nie tyle było to tło obyczajowe, ale po prostu niepotrzebne gadulstwo.
Według mnie, można spokojnie wyrzucić jedną trzecią książki, nie tylko bez szkody dla niej, ale nawet z korzyścią.

Po drugie, w następujących po sobie rozdziałach jest zmiana punktu widzenia z jakiego pisze autorka oraz zmiana narratora. Raz jest to narrator wszechwiedzący i opisuje poczynania Poirota w trzeciej osobie. Innym razem (i tych rozdziałów jest więcej), jest to narracja prowadzona przez detektywa Catchpoole’a, który miał zaszczyt otrzymać pomoc samego Poirota. To nie jest w stylu Christie.

Te różnice, jeśli potraktuję panią Hannah jako inną osobę, którą „znała” Poirota i dlatego opowiada nam o jego pracy, są do przyjęcia, ale nie zachwycają. Zbytniego gadulstwa nie zaakceptowałam i dlatego „relacja” w wykonaniu pani Hannah nie podobała mi się. Zmęczyłam tę książkę wyłącznie po to, żeby móc z czystym sumieniem napisać opinię.

Po trzecie, akcja dzieje się w hotelu Bloxham, co natychmiast kojarzy się z hotelem Bertram.

Po czwarte, Edward Cachpoole jest niezwykle nieudanym detektywem. Babra się we własnych emocjach, wspomina traumy z dzieciństwa, opowiada głównie o sobie, a już zupełnie nie rozumiem, jak detektyw Scotland Yardu może co rusz nie chcieć rozmawiać z Poirotem o potrójnym morderstwie, skoro oficjalnie to właśnie on, Edward Catchpoole  prowadzi śledztwo!
Na widok zwłok robi mu się słabo, dotknięcie ich go obrzydza, temat nudzi. Chłopina minął się z powołaniem i dziw, że go jeszcze nie zwolnili z roboty.
Poza tym, stanowiąc odpowiednik nie zawsze błyskotliwego Hastingsa, nie wykazując zaangażowania w śledztwo i skupiając się na sobie, przesuwa uwagę czytelnika z Poirota na siebie. A to mnie mocno zdenerwowało!
Nie pamiętam żadnego kryminału Agathy Christie, gdzie Hastings w narracji pierwszoosobowej eksponowałby bardziej siebie, niż Herkulesa Poirot. Jako narrator, Hastings  pokazuje nam Poirota z podziwem. On sam, w tych tomach jest mimo wszystko na drugim planie. Opowiada nam, czego dokonał Poirot i będąc pod wielkim wrażeniem detektywa, sam zostaje w cieniu.
Tymczasem Catchpoole nie tylko nudził mnie swoją mierną osobą, to jeszcze wcale nie podziwiał Poirota. A było za co go podziwiać! Można Poirota nie lubić, ale podziwiać należy. A już te nagle jarzące się na zielono oczy Poirota, gdy wpadał na kolejne rozwiązanie! Komiksowe niemal, jarmarczne i zalatujące fantastyką, zupełnie mi nie pasowały do konwencji kryminału retro.

Zagadka, którą detektywi musieli rozwiązać była zawiła i naszpikowana kłamstwami. Trzeba było słynnych, szarych komórek Herkulesa, żeby nie dać się podejść sprytnym i wyrachowanym kobietom, które talenty aktorskie opanowały do perfekcji. Trzeba było jego wiedzy i słynnej skrupulatności, żeby nie przeoczyć istotnych szczegółów, jak się okazało, kluczowych dla sprawy.
Ignorancja Catchpoole’a zadziwia, bo niektóre intrygi były szyte tak grubymi nićmi, że uwierały mnie na odległość. Agatha zawsze używała cieniutkich nici jedwabnych, które niekiedy ciężko było dostrzec i doceniała inteligencję czytelnika, fundując mu doskonałą zabawę.
Odnosząc się do zamówionego w hotelu przez ofiary podwieczorku, pani Christie serwowała nam zawsze pyszne, doskonałe dania, stawiając na jakoś, a nie ilość, bardziej do degustacji niż zaspokojenia wilczego głodu, a pani Hannah podała wielkiego Fast fooda z sieciówki, odgrzanego w mikrofali, który zapchał żołądek, wywołał niestrawność i obawiam się, że utuczy.

Nie zachwyciła mnie, zatem, forma, w jakiej pani Sophie Hannah zrelacjonowała śledztwo dotyczące potrójnego zabójstwa, które rozwikłał słynny detektyw Herkules Poirot. Zdecydowanie wolę czytać „relacje” pani Agathy Christie. Na szczęście napisała ich wystarczająco dużo, abym mogła delektować się nimi przez kilka lat, by ponownie móc do nich powracać.
Natomiast produktom christiepodobnym mówię, nie! Nie, nie, nie i jeszcze raz nie!
---------
[1] „Inicjały zbrodni”, Hannah Sophie, tłumaczenie Małecki Łukasz, Wydawnictwo Literackie, 2014, s.38

 Inicjały zbrodni. Agatha Christie


Autor:
tłumaczenie  Łukasz Małecki


tytuł oryginału  The Monogram Murders


Wydawnictwo Literackie 11 września 2014 


ISBN   9788308053911


liczba stron   360
 
 

środa, 1 października 2014

"Wczesne sprawy Piorota"

Agatha Christie
"Wczesne sprawy Poirota"
304 strony

Uprzedzam lojanie, że poniższy wpis jest tylko dla wytrwałych :). Zasmakowałam w opowiadaniach i pani Christie przygotowała dla mnie nie lada ucztę.

Tym razem przeżyłam z Herkulesem Poirot aż 18 różnych historii, nie muszę dodawać że zakończonych sukcesem. A filmowo mogłam sobie poużywać, bowiem na podstawie aż 15 nakręcono filmy!

Opowiadanie jest doskonałą formą dla ludzi nie dysponujących nadmiarem czasu, a mających problemy z cierpliwym doczekaniem zakończenia. Tu historia raz-dwa się toczy i błyskawicznie kończy i wcale, a wcale mi to nie przeszkadzało :).

Prezentację zatem czas rozpocząć:

Zabójstwo na Balu Zwycięstwa.  
Poirot i Hastings imprezują na balu :)
Inspektor Japp zwraca się o pomoc do Herkulesa Poirot w sprawie związanej z tajemniczym morderstwem na Balu Zwycięstwa. Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że był to bal kostiumowy, więc trudno mieć pewność, czy widziana osoba była naprawdę tą, za którą się podawała. Ginie Lord Cronshaw, a następnego dnia okazuje się, że jego narzeczona Coco Courtney przedawkowała narkotyki.
Grupa, z którą Cornshaw był na balu ubrana byla w pasujące do siebie kostiumy reprezentujące postacie z Comedia dell'arte - był tam więc Harlekin, Pierrot i reszta zgrai :). Kostiumy były wiernymi kopiami strojów jakie miały na sobie drogocenne porcelanowe figurki i właśnie w detalu odzieżowym, a dokładnie pomponie Poirot znajduje ślad, który doprowadzi do znalezienia mordercy.
W filmie Poirot jest jednym z gości balu, więc w sprawę angażuje się niejako automatycznie. Co do zabawnych momentów to polecam dokładne prześledzenie wizyty Poirota w rozgłośni radiowej i jego udzielenie głosu w jednej z audycji :).

Przygoda kucharki z Clapham.

Hastings i Poirot podczas
wyprawy na wieś :)
Hercule Poirot otrzymuje nietypowe jak dla niego zadanie. Nie jest to sprawa waga państwowej ani historia zapierająca dech w piersiach. Niejaka pani Todd prosi go o odszukanie zaginionej kucharki, która bez powiadomienia opuściła pracę. Wszystko wygląda na przygotowane z góry odejście, gdyż niebawem pojawia się kurier pod odbiór spakowanego kufra z dobytkiem kucharki.
Początkowo niechętny Poirot zaczyna węszyć i z każdą chwilą okazuje się, że sprawa jest bardziej skomplikowana niż mogły na to wskazywać poszlaki. Czy możliwe, że jednak będzie to sprawa wielkiego formatu?
W filmie Poirot musi udać się na poszukiwania zaginionej kucharki, wyrusza z Hastingsem na wieś, a dla takiego mieszczucha jak Herkules ceniącego sobie wygodę będzie to nie lada wyprawa :).

Zagadka z Kornwalii.
Hastings, Poirot i Japp dyskutują na
kornwalijskim targu
Tym razem do Poirota przybywa niejaka pani Pengelley i mocno zestresowana w końcu wyrzuca z siebie, że obawia się iż jej mąż od pewnego czasu ją podtruwa. Herkules stara się znaleźć motyw, okazuje się, że to nie ewentualne pieniądze ale wolna ręka - po śmierci żony pan Pengelley mógłby się związać ze swoją młodą pracownicą. Poirot obiecuje zająć się sprawą i postanawia odwiedzić swoją nową klientkę następnego dnia. Jakimż zaskoczeniem dla niego jest informacja, że pani Pengelley umiera na krótko przed jego przyjazdem.
Poirotowi wystarczy wnikliwa obserwacja i czas, by rozwikłać zagadkę. Tym razem polegał na niezawodnym zjawisku panującym w maleńkich miasteczkach - plotki nikomu nie pozwolą na spokój.
W filmie mina Hastingsa, który spotyka recepcjonistę pana Pangelley'a - bezcenna :).


Przygoda Johnniego Waverly.
Hastings, Ada Waverly, Poirot,
Markus Waverly
Rodzina Wavelry dostaje od pewnego czasu anonimowe pogróżki nakazujące im trzymać się na baczności - ktoś chce porwać ich 3-letniego synka. Pan domu sprowadza Poirota i wspólnie ze Scotland Yardem podejmują wszystkie środki ostrożności, aby do porwania nie doszło. Podczas pobytu w rezydencji Wavelry Poirot dostrzega, że dni świetności domostwo ma dawno za sobą. Nawet serwowane posiłki są nadzwyczaj skromne i da się zauważyć, że szuka się tam oszczędności w wielu kwestiach.
Pomimo zespolonych wysiłków mały Johnnie zostaje porwany zgodnie z informacjami z anonimów. I jak to bywa w przypadku porwań - został ustalony wysoki okup. Na szczęście dla Poirota nie ma spraw nie do rozwiązania.
W ekranizacji Poirot w swoich niezwykle eleganckich lakierkach musi pokonać kawał drogi pieszo, gdyż Hastingsowi na środku wiejskiej drogi psuje się samochód. Nieskazitelna elegancja Herkulesa skutkuje odciskami :).

Podwójny dowód.
Herkules Poirot i hrabina Vera Rossakoff
Tym razem Poirot został poproszony przez Marcusa Hardmana - kolekcjonera antyków w tym niezwykle drogiej biżuterii - o pomoc w ujęciu złodzieja. Urządzając w swoim domu przyjęcie herbaciane połączone z prezentacją średniowiecznych klejnotów, gospodarz nie spodziewał się, że zostanie okradziony.
Przy sforsowanym sejfie znaleziono 2 dowody wskazujące na złodzieja, jednak aż 2 dowody wydały się podejrzane - ktoś na siłę chciał odwrócić uwagę od faktycznego sprawcy.
W filmie mamy przyjemność obserwować fascynację Poirota pochodzącą z Rosji hrabiną. To właśnie w tym opowiadaniu spotykają się po raz pierwszy. Jest nią niezwykle zauroczony, a z lektury innych powieści wiemy, że pozostała ona w jego sercu na długo.

Król trefl.
Poirot i Hastings przemierzają
odległość między domem Reedburna,
a domem Oglanderów
Grająca w brydża rodzina Oglanderów doświadcza niebywałych można powiedzieć odwiedzin - przez drzwi prowadzące do ogrodu wpada kobieta w poplamionej krwią sukni, wykrzykuje słowo morderstwo i pada zemdlona. Okazuje się, że owa niewiasta to wielkiej sławy tancerka Valerie Saintclair, w sąsiednim domu dokonano zabójstwa Henrye'go Reedburna - teatralnego impresario i wina pada na Valerie. Do Poirota zgłasza się książę Paul z Mourani i prosi o wyjaśnienie sprawy, ma zamiar niedługo poślubić Valerie i taki skandal jest zupełnie zbędny. Poza tym wierzy, że narzeczona jest niewinna.
W filmie z Valerie zrobiono znaną aktorkę.


Dziedzictwo Lemesurierów.
Tym razem Poirotowi przyjdzie się zmierzyć z rzeczą niebywałą, mianowicie klątwą jaką zostali obciążeni pierworodni synowi należący do rodu Lemesurierów. O niebywałej przypadłości rodzinnej opowiada Poirotowi i Hastingsowi kapitan Vincent Lemesurier i... następnego dnia ginie. Do Herkulesa zgłasza się wdowa, która co prawda w klątwę absolutnie nie wierzy, ale po ostatnich wydarzeniach zaczęła się bać o życie starszego syna.

Zagubiona kopalnia.
Pan Pearson i Poirot w jaskini
opiumowców
To dopiero historia na miarę dobrego filmu sensacyjnego. Poirot opowiada Hastingsowi w jaki sposób stał się posiadaczem pewnej liczby udziałów Kopalni Burma. Historia doprawdy mrożąca krew w żyłach - zaginiony sprzedawca z Chin, podejrzany pracownik banku, dyrektor tegoż banku ciągnący Poirota po przybytkach, w których czas spędzają ludzie uzależnieni od opium. A w tym wszystkim dzielny detektyw, który w ramach uznania za dobrze wykonaną pracę stał się współudziałowcem kopalni.


Ekspres do Plymuth.
Flossie Halliday i pokojówka Jane
Flossie Halliday jest córką bogatego Ebnezera Halliday i prawie rozwódką. Jedynaczka, rozpieszczana przez ojca zosstaje znaleziona martwa w pociągu jadącym do Plymuth. Giną jej cenne klejnoty, a towarzysząca jej pokojówka Jane opowiada historię, jak to jej pani kazała jej wysiąść na stacji w Bristolu i czekać na powrót.
Sprawa wydaje się prosta - morderstwo na tle rabunkowym. Jednak Halliday prosi Poirota o pomoc w ujęciu sprawcy i wymierzeniu sprawiedliwości. Poirot lubujący się w szczegółach zabiera się za sprawę, bo właśnie za dużo i zbyt dokładnych informacji go niepokoi.
Na kanwie tego opowiadania w parę lat później powstała powieść "Zagadka Błękitnego Ekspresu"

Bombonierka.
Virginie Mesnard i młodziutki Poirot
jeszcze w Brukseli
Na chwilę przenosimy się w przeszłość do czasów, kiedy Poirot był młodziutkim pracownikiem belgijskiej policji. Herkules stara się rozwiązać tajemnicę śmierci Paula Déroulard - polityka o mocno anty katolickim nastawieniu, który ma szansę zostać premierem. Ot właśnie szansę miał, bo ktoś zatroszczył się o to, by tak groźną osobę zlikwidować. Na dodatek najwyraźniej ulubione czekoladki ofiary miały coś wspólnego z jego śmiercią.
Film był przeuroczy! Poirot młodziutki dzielnie prowadzi śledztwo w Brukseli. Poznajemy jego pierwszą wielką miłość i dowiadujemy się skąd się wzięła piękna ozdoba noszona później stałe przez Herkulesa - srebrna broszka do butonierki, w której Poirot zawsze ma świeże kwiatuszki. Końcowa scena - niezwykle wzruszająca...

Projekt okrętu podwodnego.
W środku nocy Poirot zostaje wezwany do rezydencji Lorda Alloway'a, który to stoi na czele ministerstwa obrony i jest potencjalnym przyszłym premierem. Sprawa jest wagi państwowej - zaginęły plany nowego modelu łodzi podwodnej, byłoby katastrofą gdyby dostały się w ręce szpiegów działających na szkodę Anglii.
Poirot zaczyna dyskretnie przesłuchiwać spędzających w rezydencji Lorda gości i z każdą historią wydaje mu się wręcz nieprawdopodobne, aby kradzieży dokonał ktoś spoza towarzystwa. Musi poskładać wszystkie kawałki zawiłej układanki by ocalić bezcenne plany.
Opowiadanie posłużyło niemal za kalkę późniejszego zatytułowanego "Niewiarygodna kradzież", które czytelnik może znaleźć w zbiorze "Morderstwo w zaułku".

Mieszkanie na trzecim piętrze.
Poirot i inspektor Japp
w tle Pat, Donovan i Mildred
Czwórka przyjaciół wraca z przedstawienia do mieszkania Patrici Garnett. Roztargniona gospodyni zauważa, że nie ma klucza do drzwi i grupa nie będzie miała jak wejść do domu. Z pomocą przychodzą mężczyźni  - Donovan i Jimmy i wpadają na pomysł dostania się do mieszkania za pośrednictwem windy do węgla. Mylą mieszkania i lądują piętro niżej. Okazuje się, że w mieszkaniu leży martwa kobieta - Pani Grant.
Do śledztwa dołącza Poirot, jako że tajemnicze zabójstwo ma miejsce w jego bloku. Razem z Jappem znajdują wskazówki, które mają jedynie zmylić przedstawicieli prawa i odciągnąć uwagę od prawdziwego podejrzanego.
W filmie Poirot nabawił się paskudnego przeziębienia i był niezwykle zrzędliwy. Razem z Hastingsem wybrał się na przedstawienie do teatru, gdzie próbował wytypować mordercę w oglądanej sztuce - przezabawna historia :).

Podwójna wina.
Poirot i Hastings przed sklepem
Elizabeth Penn
Po raz kolejny Poirot próbuje odpocząć i wyciszyć swój umysł. Tym razem udaje się z Hastingsem na wybrzeże Davon. Po kilku dniach odpoczynku detektyw otrzymuje błagalny list od z prośbą o pomoc. I właśnie w drodze do Charlock Bay spotyka młodziutką Mary Durrant pracującą dla ciotki doskonale znającej się na antykach. Mary wiezie bardzo cenne miniatury na sprzedaż i w trakcie podróży zostaje okradziona. Poirot podejmuje się odzyskania skradzionych przedmiotów, a podejrzenia padają na dziwnie zachowującego się mężczyznę  - dziwnie według Poirota, bowiem młodzieniec ów próbuje właśnie zapuścić wąsy :).
Filmowo wątek człowieka z lichymi wąsami został poszerzony i dzięki temu widz mógł obejrzeć samochodowy pościg.

Tajemnica Market Basing.
Japp, Poirot i Hastings spędzają uroczo weekend na wsi. Delektując się niedzielnym śniadaniem Japp wcześniej rozpoznany jako szycha ze Scotland Yardu zostaje poproszony przez lokalnego policjanta o pomoc w rozwikłaniu sprawy. Niejaki Walter Protheroe został znaleziony martwy w swej sypialni. Wszystko wskazuje na samobójstwo, jednak zmarły trzyma broń w złej ręce. Poirot i jego nieoceniony nos wkraczają do akcji.
Historia owa została przerobiona potem na opowiadanie "Morderstwo w zaułku" wchodzące w skład zbioru 4 opowiadań o tym samym tytule. O ile osoby dramatu się zmieniły, wskazówki i główny motyw pozostały bez zmian.

Gniazdo os.
Claude Langton, Molly Deane i
fragment Johna Harrisona :)
Poirot postanawia w tej historii zapobiec ewentualnemu morderstwu. Sprawa kręci się wokół zazdrości o kobietę Molly Deane. Molly była zaręczona z Johnem, lecz odeszła od niego i związała się z Claudem. A pretekstem do uruchomienia niecnego planu jest nastręczające trudności gniazdo os znajdujące się na terenie posiadłości Harissona. Osy ma tępić Langton, zamiast benzyny idzie w ruch duża ilość cyjanku potasu zamiast wcześniej stosowanej benzyny tępiącej owady.
Jakiej zbrodni chce Poirot zapobiec i czy mu się uda - musicie koniecznie się sami przekonać i przeczytać to opowiadanie.



Dama z woalką.
nie zdradzę kto jest kto, żeby nie psuć
lektury :)
Lady Millicent Castle Vaughan, niezwykłej urody młoda dama zjawia się u Poirota i prosi o pomoc. Początkowo skrywa swą twarz, gdyż w grę wchodzi jej reputacja - dama ma w niedługim czasie poślubić wpływowego arystokratę. Skandal jest jej zupełnie nie na rękę, a właśnie ktoś ją szantażuje. Wiadomo kto, ale Lady Millicent nie dysponuje tak dużą kwotą, aby odzyskać kompromitujący list. Szantażysta na domiar złego ukrył dokument w chińskim pudełeczku-łamigłówce i schował w swoim domu w Wimbledonie. Poirot rusza z odsieczą, bu uratować godność młodej damy.


Na pełnym morzu.
czyżby nowa zastępczyni
Hastingsa?
Poirot w drodze - tym razem płynie statkiem do Egiptu. Jak zwykle na takim środku lokomocji spotyka się różnorakie towarzystwo. Niewątpliwie ciekawymi postaciami jest nietypowe małżeństwo Clappertonów, ich nietypowość polega głównie na tym, że żona wybitnie mężem swym pomiata i to publicznie, bez żadnych zahamowań.
Dwie młode i sympatyczne dziewoje - Kitty i Pamela zaplanowały umilić życie biednemu kapitanowi Clappertonowi i dotrzymują mu często towarzystwa. Podczas postoju w Aleksandrii pani Clapperton wyraźnie daję mężowi znać, że nie ma absolutnie ochoty opuszczać swojej kajuty, a zwiedzanie ją zupełnie nie interesuje. Wszyscy z gości udają się na ląd, po powrocie odkrywają, że kobieta leży w swoim łóżku martwa.
Poirot swoim zwyczajem zgarnia wieczorem pasażerów do salonu. Tam z pomocą lalki występującej w przedstawieniu brzuchomówcy odkrywa prawdę.

Co masz w swoim ogródeczku?
Poirot z przyjaciółmi na wystawie
kwiatów
Poirot dostaje bardzo zawikłany w treści list zawierający prośbę o pomoc. Próbując się skontaktować z adresatką dowiaduje się, że ta zmarła nagle. Sprawa jest bardzo kryminalna, gdyż pani Barrowby zmarła na wskutek zatrucia strychniną. W domu z nią przebywali siostrzenica z mężem i każdy jadł to samo. Skąd więc ta nieoczekiwana śmierć?
W filmie Herkules Poirot dostępuje niebywalego zaszczytu - jeden z gatunków kwiatów ma zostać nazwany jego imieniem. Radość swą dzieli z najlepszymi przyjaciółmi.




Muszę przyznać, że przy tej lekturze bawiłam się wybornie. Całość niewątpliwie umilała często przewijająca się postać Hastingsa. I choć niektóre z pomysłów pani Christie były mi już znane z innych jej książek, nie żałuję ani chwilki spędzonej nad lekturą tejże.