niedziela, 28 września 2014

"Córka jest córką" czyli Agatha Christie jako Mary Westmacott

Mary Westmacott
(Agatha Christie)
"Córka jest córką"
188 stron

Ann Prentice od dawna jest wdową, jej ukochany mąż zmarł gdy córeczka Sarah miała zaledwie 3 latka. Wychowana w klimacie doceniania wartości rodzinnych Ann postanowiła poświęcić się macierzyństwu. Wraz z nieocenioną pomocą domową Edith stanowią zgraną paczkę kobiet.

Przyszedł moment, że Sarah stanęła już u progu dorosłości i zaczyna żyć swoim bardzo aktywnym młodzieńczym życiem. Co prawda Ann prowadzi jakieś tam życie towarzyskie, ale zazwyczaj są tą starsi i nudnawi panowie i panie. Pewnego dnia poznaje Richarda Cauldfield'a i wybucha między nimi wielka miłość. Ponieważ obydwoje są już w kwiecie wieku postanawiają nie zwlekać i czym prędzej się pobrać. Jednak na drodze szczęścia staje nikt inny jak córka Ann - Sarah stanowczo sprzeciwia się potencjalnemu związkowi i daje się bardzo w kość będąc złośliwą do granic możliwości. Ann wybiera szczęście córki ponad osobiste. To poświęcenie zmienia ją diametralnie, Ann staje się zupełnie inną osobą i zmienia się też jej podejście do własnej córki.

Przez całą powieść przewija się postać Laury zaprzyjaźnionej z Ann, jest ona również matką chrzestną Sarah. Ona oraz wiernie służąca Edith są głosem rozsądku cierpliwie próbującym naprawić wyrządzone szkody i przywrócić zdrowe relacje między matką a córką.

Póki co uważam tę powieść niekryminalną Christie za najlepszą. Na prawdę ciężko było mi się od niej oderwać. Konkretnie i rzeczowo podeszła autorka do kwestii poświęcenia, które w przypadku posiadania dzieci jest wpisane w układ rodzinny nieodzownie. Powieść jest pełna refleksji nad tym jak powinniśmy się wzajemnie do siebie w rodzinie właśnie odnosić, bo poświęcenia w wielu momentach nie da się uniknąć zapewne, ale egoizm czy brak wdzięczności to cechy nad którymi ( a raczej nad wykorzenieniem których) każdy z nas powinien pracować. Bo przecież zdecydowanie więcej szczęścia jest w dawaniu...

środa, 24 września 2014

"Tragedia w trzech aktach"

Agatha Christie
"Tragedia w trzech
 aktach"
248 stron
Na przyjęciu wydanym przez Sir Charlesa Cartwright'a (znanego i uznanego doskonałego aktora teatralnego) po wypiciu koktajlu pada trupem wielebny Babbington. Choć pastor był już w podeszłym wieku i jego śmierć choć niespodziewana nie była niczym nienaturalnym, Cartwright podejrzewa morderstwo. Przeprowadzone naprędce dochodzenie niczego nie wykryło, więc uznano wypadek za śmierć z przyczyn naturalnych.

W niedługim czasie jeden z gości feralnego wieczorku - doktor Bartholomew Strange organizuje podobny wieczorek i zaprasza na niego osoby w niemal identycznym składzie. Gospodarz zapowiedział, że ma dla nich niespodziankę i słowa jak najbardziej dotrzymał, gdyż  po wypiciu drinka padł trupem dokładnie jak wielebny Babbington. Tym razem Cartwright wraz ze swym przyjacielem Satterwhite'm postanawia przeprowadzić śledztwo i zatrudnia do pomocy oczywiście samego Poirota. Zaczynają się poszukiwania podejrzanego lokaja, który w nocy po morderstwie ulotnił się jak kamfora. Do tego dochodzi tajemnicza śmierć jednej z pacjentek Strange'a, który to prowadził instytucję dla ludzi z psychicznymi zaburzeniami. Czy te wszystkie wydarzenia mają wspólny mianownik?

Koło Cartwright'a kręci się niejaka Egg (śmieszna historia z tym, skąd się jej przezwisko wzięło) i jest równie mocno zaangażowana w śledztwo. Początkowo jest przeciwna udziałowi w tej sprawie Poirota, ale Herkules jako doskonały znawca ludzkiej natury wie jak sprawą pokierować, by wszyscy czuli się ważni i docenieni. W końcu sam Herkules postanawia urządzić u siebie imprezkę, na której ma zamiar serwować sherry. Czy przy kolejnej sposobności morderca po raz trzeci zaatakuje?



Ciekawa byłam jak to będzie wyglądało w wersji filmowej, bo w książce historia się toczy, a Poirot mniej więcej w jej połowie się pojawia na stałe, wcześniej tylko gdzieś jego postać się przewijała i nie wnosiła nic do śledztwa. Na pierwszy ogień poszedł Peter Ustinov.

Herkules Poirot i Egg w kluczowym dla śledztwa jak się okaże momencie
Film przeniósł książkową historię do meksykańskiego Acapulco i ubrał gwiazdy w nim występujące zgodnie z panującym trendem (no jakbym "Dynastię" oglądała) przywdziewając mężczyzn głównie w białe ubrania i serwując widzom jednego z głównych bohaterów dramatu w krótkich spodenkach i nogach okraszonych dziewczęcymi podkolanówkami w kolorze oczywiście białym :). Zamiast Satterwhite'a Poirotowi towarzyszy Hastings (wiążący pod szyją apaszki), Cartwright jest gwiazdą amerykańskiego filmu i motyw odbiega od książkowego.

sir Charles Cartwright i Herkules Poirot
W tej adaptacji znowu usunięto postać Satterwhite'a, a Poirot jest bardzo bliskim przyjacielem Cartwright'a i jest obecny przy wszystkich wypadkach. Ekranizacja z Suchetem według mnie była o niebo lepsza i wiernie oddająca książkowe realia.

Wracając do lektury to była całkiem całkiem, ale przeszkadzało mi to, że Poirot tak późno w akcji się pojawił. Historia sama w sobie była świetna i pokazuje, że nawet dążenie do przesadnej perfekcji jest wielce niebezpiecznym narzędziem w ludzkich rękach i niektórzy najwyraźniej lubią igrać z ogniem.

niedziela, 21 września 2014

,,Rendez-vous ze śmiercią"

 




Kryminały A.Christie są znane i cenione chyba na całym świecie. Do pewnego czasu były mi obce. Obejrzałam większość ( może wszystkie ) ekranizacje. Przeczytałam ,,Hotel Bertram" i ,,Noc w bibliotece". Muszę szczerze powiedzieć, że papierowa wersja od ekranizacji różnią się diametralnie od siebie. Czytając kolejny pierwowzór mam wrażenie jakbym czytała inną wersję. Ekranizacja jest bogatsza, bardziej urozmaicona. Ale co klasyczny kryminał to klasyczny. Uwielbiam tego małego Belga, Herkulesa Poirota. ,,Skromniutki", świetny detektyw, najlepszy z najlepszych.

Okładka książki Rendez-vous ze śmiercią

Swoje rendez-vous ( randkę ) ze śmiercią miała pani Boyton. Nieciekawa kobieta, pełna najgorszych cech charakteru. Tyranizuje swoich najbliższych i izoluje od życia społecznego. Decyduje o ich życiu i nie ufa obcym ludziom. Jej dzieci i pasierbowie funkcjonują w strachu. Nie wiedzą co oznacza normalne życie, gdyż są pod wpływem tej kobiety. Ona ich utrzymuje finansowo, a nawet mówi co mają robić, co jest dla nich dobre i co gorsza - jak się czują. Na przykład, z góry uznaje, że jej córka źle się czuje i nakazuje jej pozostać w na miejscu, a nie wybierać się w żadną podróż. Z pewnością inni uważają tak jak ja, że to jest niedorzeczne. Każdy potrzebuje choć trochę swobody. Dlatego śmierć tej kobiety jest zbawienna. Brzydko tak określać, ale z pewnością lepiej będzie żyło się rodzinie bez niej.

Pani Boyton wraz z rodziną wybiera się w podróż. Zwiedza zakątki świata. Jest to ich pierwsza podróż, gdyż zawsze spędzali czas w swoim domu i rzadko wychodzili ,,do ludzi". Trochę mają wytchnienia, ale dalej są pod wpływem złej matki. Dziećmi pani Boyton są: Lennox ( mężczyzna, który poślubił Nadine ), Carol, Raymond i Ginevra Boyton. U celu swojej podróży poznają: doktora Gerarda, doktor Sarę King ( podkochuje się w Raymondzie, z wzajemnością ), lady Westholme, pannę Pierce. W wyprawie uczestniczy także Jefferson Cope, tzw. przyjaciel rodziny, który podkochuje się w żonie Lennoxa. Zagadkę kryminalną rozwiązuje niezawodny Herkules Poirot na prośbę pułkownika Carbury. Mały Belg rozwiązuje zagadkę w zawrotnym tempie, bo w jeden dzień. Wszyscy są podejrzani, ale ,,skromnego" detektywa nikt nie oszuka.

Teraz może trochę odniosę się do ekranizacji, bo wspomniałam, że odbiega od papierowej wersji. Nawet rozwiązanie zagadki jest całkiem inne. Uważam, że osoba, która najpierw obejrzy film to może się książką rozczarować trochę. Uwielbiam książki Agathy Christie i dalej będę je czytała, bo mają swój urok. Cudowny detektyw, mnóstwo podejrzanych i niesamowity klimat. W filmie pani Boyton wybiera się na wykopaliska, gdyż jej nowy mąż jest archeologiem. Nikt nie rozumie dlaczego poślubił tak jędzowatą babę. Nawet nie rozumie go syn. Wraz z rodziną pani Boyton jest chorowita niania, która dawniej była zmuszana do bicia dzieci w sierocińcu, który prowadziła. W trakcie owa niania popełnia ,,samobójstwo", zaatakowana zostaje Ginevra. A zapomniałabym, obecna jest także zakonnica, która też jest ciekawą postacią. Jak można zauważyć mnóstwo dodano wątków. Tak sobie myślę, że jeśli tworzy się ekranizację to powinna ona być bardziej zbliżona do pierwowzoru. To jest tylko moje zdanie.

Polecam serdecznie książki Agathy Christie ;>

piątek, 19 września 2014

Międzynarodowy Festiwal Agathy Christie

 W dniach 14-21 września 2014 roku, odbywa się w Torquai (Devon) Międzynarodowy Festiwal Agathy Christie. Strona Festiwalu






Jednym z zaproszonych gości jest Sophie Hannach, autorka "Inicjałów zbrodni", książki, z którą Herkules Poirot powraca po 40 latach .








W środę na Festiwalu pojawił się John Curran, znawca notatek Agathy Christie, który opracował je w dwóch tomach książek, dostępnych także w Polsce.

 Na festiwal przybył także Herkules Poirot we własnej osobie!





 W Ogrodzie w Torre Abbey, gdzie odbywa się festiwal.

Herkules Poirot w towarzystwie artystki Mandii Pope, która pomalowała ławki w ogrodzie.



























Podczas festiwalu można kupić różne, zabawne gadżety:



 A także książkę z Herkulesem Poirot autorstwa Sophie Hannach!
Po lewej stronie okładka książki wydanej w UK, Czechach, Szwecji, Francji, Australii, Indonezji oraz Holandii, po prawej w USA, Kanadzie i w Polsce.


 
Po lewej stronie okładka książki wydanej w Brazylii,  po prawej, w Niemczech.

 Od lewej okładka z Tajwanu, Węgier i Finlandii.
 

 "Inicjały zbrodni" (oryg. The Monogram Murders) zostanie opublikowana w następujących krajach  (kolejność alfabetyczna): Australia, Brazylia, Bułgaria, Kanada, Czechy, Dania, Estonia, Finlandia, Francja, Niemcy, Grecja, Węgry, Indie, Indonezja, Włochy, Japonia, Łotwa, Holandia, Nowa Zelandia, Norwegia, Polska, Portugalia, Rumunia, Rosja, Arabia Saudyjska, Serbia, Słowenia, Słowacja, RPA,  Hiszpania, Sri Lanka, Szwecja, Tajwan, Tajlandia, Turcja, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone i Wietnam.


Która okładka podoba Wam się najbardziej?

Link do pierwszego rozdziału książki dostępne w języku angielskim (Wielka Brytania), Angielskim (US), portugalskim (brazylijski), niemieckim.










poniedziałek, 15 września 2014

Ze skandalem w tle - recenzja w dniu 124 urodzin Autorki!

W Gossington Hall - rezydencji państwa Bantrych, w której swego czasu znaleziono zwłoki młodej fordanserki ("Noc w bibliotece") - popełniono morderstwo. Oto podczas przyjęcia organizowanego przez słynną gwiazdę filmową Marinę Gregg, która nabyła ową posiadłość, umiera jedna z miejscowych aktywistek, Heather Badcock. Jak się okazało - została otruta. Szybko wychodzi jednak na jaw, że to najpewniej nie ona miała być ofiarą. Zatruty drink był przeznaczony dla Mariny Gregg. Cóż, życie wybitnej aktorki (przedstawiane szczegółowo przez kolorowe piśmidła, odpowiedniki dzisiejszych "Show" czy "Party") nie było usłane różami, a ona sama cierpiała na - jakbyśmy dziś powiedzieli - zaburzenia afektywne dwubiegunowe (w powieści mówi się oględnie, że Marina "ma temperament"). Od jakiegoś czasu wybitna aktorka otrzymywała niepokojące anonimy. Co kryje się za tą sprawą? Wkrótce miało się okazać, że nie było to ostatnie morderstwo popełnione w Gossington Hall...

 Opublikowana w 1962 roku powieść "Zwierciadło pęka w odłamków stos" to jedno z ostatnich dzieł Agathy Christie, w których występuje panna Marple. Staruszka, choć zmaga się z problemami zdrowotnymi, nadal wykazuje się przenikliwością i bystrością umysłu. Zmienił się za to świat dookoła. Dotychczasowi sąsiedzi panny Marple przeprowadzili się (czasem do lepszego ze światów), za to pojawili się nowi - i zajęli wygodne domki na tzw. Osiedlu. Skończyła się też era pokojówek - zastąpiły je pomoce domowe, które nie pamiętają o odwracaniu materaców, używają hałaśliwych odkurzaczy (zamiast miotły i szufelki), a zmywanie według nich polega na wrzuceniu wszystkiego do zlewu i polewaniu detergentami. Do lamusa odchodzą stare zwyczaje. Panna Marple zauważa: "wielu młodych ludzi w dzisiejszych czasach pija tylko drinki i takie tam. Uważają, że popołudniowa herbata jest już staromodna"[1]. Zmieniają się również lekarze, którzy obecnie "Zbadają ciśnienie krwi, sprawdzą, co ci dolega, dadzą jakieś produkowane masowo tabletki. Różowe, żółte, brązowe. Medycyna w dzisiejszych czasach jest jak supermarket: wszystko opakowane"[2]. Ponadto w St. Mary Mead wybudowano taki właśnie supermarket - przekleństwo starszych dam. Jak to ujęła panna Hertnell, która walczyła z postępem do ostatniego tchu:

"- Całe paczki różnych rzeczy, o których człowiek nawet nie słyszał [...]. I te wielkie pudła owsianki, jakby nie można było przyrządzić dziecku porządnego śniadania z jajek na bekonie. A na dodatek chcą, żeby człowiek sam nosił koszyk i szukał sprawunków. Czasem przez piętnaście minut nie można znaleźć tego, co potrzebne. A wszystko mają w niewygodnych opakowaniach: albo za duże, albo za małe. A potem taka długa kolejka do kasy. Bardzo męczące"[3].

Pannie Marple wydaje się, że nie rozumie obecnego świata. Odwiedzając osiedle, czuje się jak Kolumb odkrywca. Dziwią ją "Młode kobiety w spodniach, młodzi mężczyźni i chłopcy o dość ponurym wyglądzie, obfite biusty piętnastoletnich dziewcząt... Panna Marple nie potrafiła oprzeć się wrażeniu, że wyglądają na strasznie zdeprawowane"[4].

 Dzisiejszemu czytelnikowi te obserwacje mogą wydać się zabawne lub na swój sposób irytujące - warto jednak pamiętać, że Agatha Christie napisała "Zwierciadło..." już po siedemdziesiątce. Gorzkie refleksje jej bohaterki mogły odzwierciedlać odczucia samej starzejącej się Królowej Kryminałów. Dla wielu te fragmenty - obrazujące "nowy wspaniały świat" - mogą uchodzić za najciekawsze w całej powieści. Jednak bez obaw - intryga jest odpowiednio zawikłana, choć rozwiązanie (jak to u Christie bywa) okazuje się w gruncie rzeczy proste.

 I na koniec jeszcze jedna ciekawostka - powieść "Zwierciadło pęka w odłamków stos" ukazała się w aurze skandalu. Historia Mariny Gregg jako żywo przypomina losy amerykańskiej aktorki Gene Tierney, a samej Christie zarzucono żerowanie na cudzej tragedii. Królowa Kryminałów utrzymywała, że nie miała pojęcia o tym, co spotkało Tierney, choć właściwie podobieństwo jest tak oczywiste, że trudno uwierzyć jej słowom. O co chodzi? W tym miejscu zamilknę i po prostu polecę lekturę kryminału...

[1] Agatha Christie, "Zwierciadło pęka w odłamków stos", tłum. Elżbieta Gepfert, Prószyński i S-ka, 1998, s. 75.
[2] Tamże, s. 31.
[3] Tamże, s. 9-10.
[4] Tamże, s. 17.

Autor misiak297.   Recenzja pochodzi z serwisu BiblioNETka.

piątek, 12 września 2014

"N czy M?"

Agatha Christie
"N czy M?"
408 stron
Tommy i Tuppence Beresford wracają do akcji - i to w jakim stylu! Tym razem chodzi o wytropienie arcy niebezpiecznego osobnika będącego prawą ręką samego Hitlera. A czasy są gorące, bo II wojna światowa rozpoczęła się niedawno, naziści planują atak na Francję i wszyscy zachodzą w głowę jak się losy świata dalej potoczą.

Tym razem to sam Tommy dostaje ofertę pracy i z ciężkim sercem ją przyjmuje pod jednym warunkiem - musi ukryć wszystko przed swoją żoną. Tuppence jest wielce zniesmaczona, że nikt nie chce korzystać z jej usług, wszędzie chcą młodych ludzi a jej pozostaje znienawidzone robienie na drutach czapek dla walczących dzielnie na odległych frontach żołnierzy.

Tommy ma się zameldować w nadmorskim pensjonacie "Sans Souci" w miejscowości Leahampton i tam prowadzić dochodzenie pod przybranym nazwiskiem. Jakimż zaskoczeniem dla niego staje się pierwsze odkrycie - w tym samym pensjonacie odnajduje swoją żonę, która też zameldowała się pod przybranym nazwiskiem i postanawia czy to się komuś podoba czy nie pomóc małżonkowi. Przed parą detektywów - amatorów stoi nie lada zadanie, każdy z pensjonariuszy może być potencjalnym przestępcą...

 

Muszę przyznać, że pomimo iż to kolejna historia szpiegowska czytało się ją wręcz wybornie. Niewątpliwie to zasługa głównych bohaterów, którzy mimo upływu lat nadal ze sobą doskonale potrafią współpracować. Z przyjemnością dowiedziałam się, co u Tommi'ego i Tuppence się wydarzyło i miło mi było, że wciąż dzielnie trwają przy sobie. No i zdaje się, że potencjalne niebezpieczeństwa, z którymi muszą się stykać dodają wyłącznie smaczku ich życiu. A czytając ich dalsze dzieje poczułam się jakbym wpadła z wizytą do dawno niewidzianych, ale przesympatycznych znajomych.

www.kasiowaczytelnia.blogspot.de

wtorek, 9 września 2014

"Inicjał zbrodni" i deser inspirowany twórczością Agathy

Blog kulinarny "Łakomym okiem" niezmiennie wywołuje u mnie ślinotok. A już zwłaszcza wtedy, gdy jego autorka - Ola, bierze się za pichcenie zainspirowana ... książką. Zapraszam do lektury i kuchennych eksperymentów.



Bałam się sięgnąć po tą książkę, a jednocześnie mnie kusiło. Mówi się, że niektóre serie powinny pozostać zakończone. Dopisywanie książek przez innych autorów się nie sprawdza. Pamiętam, jak w dzieciństwie rozczarowały mnie rozliczne kontynuacje „Pana samochodzika”. Nie dorastały do pięt oryginałowi. Seria o Herkulesie Poirot wyróżnia się wg mnie na duży plus wśród książek Agathy Christie. Nie tylko zbrodnia i skomplikowana intryga, ale i wątek psychologiczny, a przede wszystkim społeczny! Uwielbiam te barwne postacie i odniesienia obyczajowe. Któż nie chciałby zapijać herbatkę z porcelanowych filiżanek w salonie, zamiast pędzić każdego dnia z wywieszonym językiem do pracy? Pytanie raczej retoryczne. To tak jak z książkami Jane Austin – przenoszą nas do innego, eleganckiego świta. Również sfilmowana seria Poirota z Davidem Suchetem to dla mnie czysta przyjemność i relaks estetyczny. Gdy więc dowiedziałam się, że spadkobiercy spuścizny Agathy Christie wyrazili zgodę na opublikowanie nowej przygody słynnego detektywa autorstwa współczesnej brytyjskiej pisarki Sophie Hannah, miałam mieszane uczucia. Zaczęłam czytać „Inicjały zbrodni” z nastawieniem na nie. Porównywałam i porównywałam, co by było inaczej i oczywiście lepiej, gdyby faktycznie napisała tą książkę sama Christie. I tak było gdzieś do jednej trzeciej książki. A potem… wciągnęłam się, przestało mi to przeszkadzać. Niektóre fragmenty nadal uważałam za przesadnie odnoszące się do oryginału, np. ciągłe napomknięcia przez Poirota o „małych szarych komórkach”, ale minął mi przymus ciągłego porównywania. Przemieszczałam się po przedwojennym Londynie i brytyjskiej prowincji z niemałą przyjemnością i z zaskoczeniem odebrałam zakończenie. Było zatem dobrze, idealnie żeby rozpocząć jesień z książką!


 


Żeby pozostać w książkowym klimacie polecam Wam dziś prosty deser czekoladowy o niepoprawnej politycznie nazwie „murzyn w koszuli”. Nie mniej nie więcej pochodzi on z książki Agaty Christie „Niedziela na wsi”. Poszperałam w sieci i przepis znalazłam tu. Popularny w Wielkiej Brytanii jak i w Austrii, gdzie nawet pewne frakcje polityczne starały się zmienić mu na siłę nazwę. Niezależnie od nazewnictwa polecam na jesienne wieczory z książką, gdy zaczyna nas znów brać zapomniana podczas lata chętka na czekoladę;-) .

A sam przepis znajdziecie TUTAJ.

piątek, 5 września 2014

Wielka Czwórka



Tytuł oryginalny: The Big Four
Tłumaczenie: Jolanta Bartosik
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 2012
Liczba stron: 200
Seria: Klasyka Kryminału











Mimo przeczytanych tak wielu tytułów autorstwa Agathy Christie, jestem wciąż i nieodmiennie zafascynowana jej twórczością. Jej osoby przedstawiać nie będę, bowiem dotrzeć do informacji jest niezmiernie łatwo. Tak bardzo kryminały pani Agathy przypadły mi do gustu, że staram się zachęcić każdego, kto lubi ten gatunek literatury a nie miał jeszcze szansy sięgnięcia po jakikolwiek tytuł, do czytania.

Tym razem mój wybór padł na otrzymany niedawno od Pani_Wu tytuł "Wielka Czwórka". Na samej końcówce urlopu potrzebowałam bowiem krótkiej a dobrej lektury, bo wiedziałam, że dłuższej przeczytać już nie zdołam a po powrocie przecież czeka na mnie cała góra prania... Szkoda, że nie widzieliście mojego balkonu w ten weekend.... Ale do rzeczy.

Narratorem książki jest przyjaciel Herculesa Poirota - kapitan Arthur Hastings, który wraca z Argentyny i postanawia odwiedzić swojego dawnego współlokatora. Już na wstępie jest ogromnie zdziwiony, gdyż zastaje Herculesa spakowanego, udaje się on do Rio - choć detektyw nie lubi dalekich podróży to jednak skusiła go sprawa, którą miałby tam rozwikłać. Jednak wydarzenia krzyżują plany Poirota, który pozostaje w kraju a Hastings przez kilka miesięcy nie powróci do swojej żony. Co jest tego przyczyną? Otóż w mieszkaniu Poirota pojawia się niespodziewanie mężczyzna - wymizerowany i brudny, który wygląda na chorego. Powtarza wciąż nazwisko i adres detektywa, pisze na kartce same czwórki aż w rezultacie wygłasza mowę dotyczącą Wielkiej Czwórki. Wynika z niej, że przywódcą przestępczej organizacji jest Chińczyk a członkami Amerykanin, Francuzka oraz Anglik. Grupa ta zamierza przejąć władzę nad światem, doprowadzając do sytuacji, że zwycięży zło. Ich wpływy sięgają naprawdę daleko i głęboko a niewielu wie o ich działaniach. Zresztą, Ci którzy wiedzą, nie do końca wierzą. Czy Herculesowi uda się ustalić ich tożsamość oraz zapobiec nieszczęściu zanim będzie za późno?

Zadania nie ułatwia mu Numer Czwarty Wielkiej Czwórki, który jest świetnym aktorem i zna się na charakteryzacji, gdyż pojawia się wielokrotnie wcielając się w zupełnie różne postaci. Jednak dzielny duet Poirot i Hastings postanawiają zjednoczyć siły i pokonać ten przestępczy twór. Pokonując liczne przeszkody, odnajdując kilku zamordowanych, ratując porwanych sami wpadają w tarapaty - zostają wielokrotnie porwani, wyprowadzeni w pole, otrzymują tajemnicze informacje (nie zawsze zresztą prawdziwe), śledzą i są śledzeni, a także zbliżają się niebezpiecznie do granicy życia i śmierci.

Autorka nie zawarła w książce jednej tylko sprawy, którą zwykle detektyw rozwiązywał a kilka, każda prowadząca wciąż do Wielkiej Czwórki. Dzięki tak urozmaiconej lekturze czytelnik poznaje świat fizyki i chemii, trucizn, biznesu oraz polityki. Poirot jak zawsze świeci geniuszem i nie grzeszy skromnością a Hastings dzielnie pomaga mu w cieniu. Kto wygra? Hmmm... sami musicie przekonać się jak zakończy się ta książka. Mogę Wam jedynie napisać, że sporo adrenaliny dostarczyła mi opowieść o Wielkiej Czwórce, która kilkukrotnie wychodziła zwycięsko z pojedynków z małym Belgiem. To kolejny oryginalnie stworzony kryminał Christie. Ja jestem stronnicza, więc wiadomo, że ogromnie polecam Wam ten tytuł! Nie można się przy nim nudzić.

wtorek, 2 września 2014

"Pajęczyna"



Tytuł oryginalny: The Spider's web
Tłumaczenie: Anna Bańkowska
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 2000
Liczba stron: 146












Klarysa Hailsham-Brown mieszka wraz z mężem Henrym w wynajmowanym domu - a właściwie rezydencji - Copplestone Court. Henry jest urzędnikiem w Ministerstwie Spraw Zagranicznych i chwilę po powrocie do domu udaje się na lotnisko, by odebrać ważnego rangą gościa. Klarysa jest jego drugą żoną a zarazem macochą dla jego dwunastoletniej córki Pippy. Dom należał kiedyś do Sellona, handlarza antykami, którego zamordowano, choć oficjalna wersja jest inna. 

Obecnie w willi przebywa trzech mężczyzn, którym Klarysa daje się poznać jako osoba skłonna do żartów i uwielbiająca "gdybanie". "Gdyba" sobie na temat trupów w salonie, potajemnych ślubów Henry'ego czy wyboru pomiędzy mężem a jednym z gości - Jeremym. Niespodziewanie do rezydencji przyjeżdża Oliver Costello, obecny mąż byłej żony Henry'ego. Jako powód wizyty podaje chęć przejęcia przez Mirandę (prawdziwa matka dziewczynki) opieki nad Pippą. Jednak czy to prawda? A może powody są inne? Czego tak naprawdę szuka w tym domu Costello?

Nie byłoby kryminału Christie gdyby nie znaleziono trupa... Jakiś czas po wyjściu Olivera z rezydencji, Klarysa znajduje go na podłodze w salonie. Kto go zabił? Co zrobić z ciałem? Przecież nie można zawiadomić policji, gdyż niedługo ma zjawić się mąż z ważnymi notablami... Klarysie rodzi się więc w głowie plan... Niespodziewanie zjawia się jednak policja... Jak zakończy się ta historia? Kiedy pani domu mówi prawdę a kiedy opowiada swoje ulubione, wymyślone opowiastki? Jaki był powód powrotu Costello do rezydencji?

Krótka i zagmatwana książeczka jest idealną lekturą na wieczór, bowiem nie musimy zarywać nocy ani zastanawiać się przez długie godziny jakie będzie zakończenie. Dlaczego napisałam, że "zagmatwana"? Otóż nie do końca wiadomo kto jest kim, tropy się zmieniają i kiedy już czytelnik myśli, że to już koniec - bum! - a tu autorka dodaje kolejne fakty i musimy podążać za jej nowym pomysłem. "Pajęczyna" ma zakończenie, którego dokładny i wnikliwy czytelnik może się domyślić. Naprawdę wystarczy wczytać się w tekst. Mimo to, ja polecam książkę będącą adaptacją Charlesa Osborne'a sztuki Agathy Christie. Można w niej bowiem znaleźć sporo niespodzianek oraz humoru, nie tylko czarnego.