piątek, 29 sierpnia 2014

"Pasażer do Frankfurtu"

Agatha Christie
"Paseżar do Frankfurtu"
264 strony

Czy oczekwanie na opóźniony lot może być nudne? Zazwyczaj jest, ale nie w przypadku Stafforda Nye. Stafford jest pracownikiem dyplomacji i wracając z jednej z podróży otrzymuje nietypową propozycję - tajemnicza kobieta prosi go o "wypożyczenie" tożsamości, gdyż grozi jej wielkie niebezpieczeństwo. Chwilę się zastanawiając zgadza się na nietypową prośbę, oddaje swoje dokumenty wraz z biletem i płaszczem, a sam poddaje się dobrowolnemu uśpieniu :). Szukając dreszczyka emocji nie spodziewał się Stafford zapewne, że tą jedną decyzją wplątał się w międzynarodowy spisek.

Sprawa się ma następująco: młodzi ludzie z różnych stron świata zaczynają się buntować i wywołują zamieszki. Krążą plotki, że na ich czele stoi niejaki Franz Joseph będący synem samego Hitlera. Młodzi mają pieniądze i wpływowych popleczników, więc nic tylko obalać rządy i zacząć władać światem, no chyba że jest jakaś metoda, która byłaby w stanie zatrzymać ten młodzieńczy pęd po władzę i przywrócić w miarę panującą równowagę.



Parę razy łapałam się na tym, że sprawdzałam czy aby czytana przeze mnie książka wyszła na pewno spod pióra Christie, bo jakby tu rzecz - była tam bardzo mała "zawartość Christie w Christie". Jeśli ktoś przypadkiem chciał się zapoznać z jakimś jej dziełem i niefortunnie zaczął od tego to można tylko ręce załamać.  Ja nie wiem co autorka miała na myśli tworząc taką książkę... Może chciała się wyżyć politycznie i wyłożyć swoje filozoficzne dywagacje, ale myślałam że włosy z głowy wyrwę i sama trupem padnę, żeby się bardziej kryminalnie zrobiło. Lektura jak dla mnie bez smaczku, przetrawiona i zapewne godna zapamiętania, by więcej po nią nie sięgać.

Pani Agatho, jak pani mogła mi coś takiego zrobić...

www.kasiowaczytelnia.blogspot.de

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

"Morderstwo na plebanii"

Kiedy proboszcz St Mary Meade znalazł w swym gabinecie zwłoki pułkownika Protheroe, w miasteczku zawrzało od plotek. Kiedy zaś aż dwie osoby przyznały się jednocześnie do zastrzelenia pułkownika, prowadząca śledztwo policja zupełnie już nie wiedziała, co myśleć. Nawet panna Marple, miejscowy detektyw w spódnicy, miała aż siedmioro podejrzanych. Przedstawiła jednak w końcu właściwe rozwiązanie zagadki, wprawiając w zdumienie pastora i naczelnika policji oraz ratując życie pewnemu nieszczęśliwemu młodzieńcowi, którego tajemnicę również rozgryzła. Przed panną Marple bowiem, jak uznali pastorostwo, nic się nie ukryje. Ale w gruncie rzeczy jest przemiła...



 Jadąc na urlop wiedziałam, że jeśli tylko pogoda dopisze oddam się kijaszkowaniu, które jakoś ostatnio poszło w odstawkę. Ponieważ też nie haftuję, to nie mam pretekstu do słuchania książek w wersji audio. Owszem sporo spacerowałam i jeździłam rowerem, ale nie sama, więc nie wypadało mi władować słuchawek na uszy. Pogoda mi dopisała(z wyjątkiem jednego dnia) i trochę pochodziłam, na wyjazd wzięłam dwa audiobooki, ale słuchałam tylko jednego. Niestety nie nagrałam całości i zakończenie powieści poznałam dopiero po powrocie. Ostatnio bowiem dokańczałam książkę w drodze z i do pracy.

Moim zdaniem powieści Christie są doskonałe do słuchania… nie są długie, akcja nie jest bardzo dynamiczna, więc nie da się zgubić. Można spokojnie słuchać i kontemplować naturę.

Tym razem sięgnęłam po pierwszą powieść z serii o Pannie Marple. Słyszałąm sporo głosów sceptycznych o tej serii, że jest nieporównywalnie słabsza niż te książki z Poirotem. Mimo wszystko ciekawość zwyciężyła i w ten sposób inauguruję czytanie o przygodach panny Marple.

W małej miejscowości, na plebanii znaleziono zwłoki  pułkownika Protheroe, ów dżentelmen był znaczną postacią, ale bynajmniej, nie oznacza to iż cieszył się ogólną sympatią. Przeciwnie, wydaje się, że nie lubił go nikt, a sporo osób go nienawidziło. Sprawa wydaje się jasna, gdy ktoś do morderstwa się przyznaje, później przyznaje się ktoś inny, później mamy jeszcze jedno wyznanie, a na jaw wychodzą nowe sekrety i nieścisłości. Policja wpada w rozpacz, proboszcz chodzi zafrasowany, ale pogody ducha nie traci stara panna, która wie wszystko o wszystkich – panna Marple, która lubi zajmować się ogrodem(więc ciągle jest na zewnątrz) i pasjami podgląda ptaki(stąd na jej szyi często dynda lornetka). Sprawa nie zostałaby rozwiązana bez udziału starszej panny, to pewne.

spacerując po dolinach...


Po pierwsze muszę Wam wyznać, że prawie rzuciłam telefonem z irytacji. Pierwszy raz spotkałam się z tym by lektor aż tak się wczuwał, odgrywał desperacko teatr jednego aktora, zaciągał, zmieniał akcent, nie widziałam tekstu, ale chyba wyczytywał między wersami didaskalia i za punkt honoru postawił sobie właściwe oddanie wszystkich onomatopei . Było to strasznie irytujące, gdy uparcie chrząkał naśladując inspektora policji, po pieciu minutach bolała mnie głowa i czułam się jak na oddziale gruźlików. Naśladując Mary zaciągał tak dziwnie, że nie mogłam skupić się na treści, zaś nonszalancja Denisa i… eh mogłabym tak długo, zdecydowanie doprowadzało mnie to do szału. Oczywiście nie wymagam, aby audiobooki były czytane monotonnie, ale tutaj naprawdę było to przesadzone. Muszę uważać na tego lektora.
 
...i po górkach - słuchając Christie
Co zaś do konkretnej książki… zdecydowanie nie jest to klasa powieści z Poirotem(ale zobaczymy jak będzie dalej). Panna Marple jest na uboczu, właściwie na dobre wkracza w scenie w której przedstawia swój scenariusz, nie ma tego dochodzenia, dedukcji, pracy szarych komórek, które tak kochaliśmy u Poirota.  W tej powieści panna Marple krąży gdzieś, po marginesach powieści, przedstawiana jako wścibska i zdziwaczała… mam nadzieję, że poznam ją bliżej w kolejnych powieściach. 
Ogólnie powieść oceniam jako powyżej przeciętnej, jest ciekawa, bardzo w stylu Christie, doskonała do spacerów.
Mama nadzieję, że będzie tylko lepiej 



Oryginał recenzji pochodzi - stąd >>KLIK<<

niedziela, 24 sierpnia 2014

"Morderstwo odbędzie się..."

Agatha Christie
"Morderstwo
odbędzie się..."
296 stron
Zdarza Wam się czytać gazety papierowe czy już tylko korzystacie z wiadomości z sieci? Ja choć zdecydowanie należę do tej grupy, która głównie śledzi sprawy wirtualnie, dwa razy w tygodniu przeglądam gazetę tradycyjną. Znajduję ją w skrzynce zawsze w środę i sobotę i... no właśnie często spoglądam na ogłoszenia. Zupełnie jak bohaterzy uroczej mieścinki Chipping Cleghorn :). Jakieś było ich zdziwienie, gdy przeglądając dział z ogłoszeniami lokalnej "Gazetki" natknęli się na ogłoszenie informujące o mającym się odbyć morderstwie! Nietypowe zaproszenie dotyczy planowanego morderstwa, które ma się odbyć 29 października o godzinie 18:30 w Little Paddocks.

 O wyznaczonej porze w domu Letycji Blacklock zjawiają się sąsiedzi żywo zainteresowani planowanym wydarzeniem. Co ciekawe sama gospodyni ani jej domownicy nie znają żadnych szczegółów i myślą, że to wyłącznie czyjś głupi dowcip. Jakże się wszyscy zdziwili, gdy punktualnie o 18:30 zgasło w domu światło, wpadł zamaskowany napastnik, oddał strzały i ... niefortunnie sam życia się pozbawił. Denat okazał się być szwajcarskim kombinatorem, który pracował w pobliskim hotelu. Oddelegowany do sprawy inspektor Craddock zaczyna szczegółowo przeprowadzać śledztwo i z przyjemnością korzysta z usług nieocenionej panny Marple, która szczęśliwym zbiegiem okoliczności poznała mordercę, a obecnie przebywa w gościnie w Chipping Clagehorn.

Okazuje się, że są silne podstawy do pozbycia się z tego padołu panny Blacklock - niebawem ma odziedziczyć fortunę i prawdopodobnie nieznani spadkobiercy chcą sprawę przyspieszyć przez wyeliminowanie jej z linii spadkowej. Dociekliwość panny Marple okaże się nieoceniona, choć nie uda się uniknąć dalszych śmiertelnych wypadków.



Coś w tym miesiącu mam szczęście, że co sięgnę po jakąś książkę Agathy to mogę sobie obejrzeć aż dwie ekranizacje.

Pierwsza z nich z Joan Hickson w roli Marple jest kalką powieści z mikroskopijnymi doprawdy zmianami. Dociekliwość panny Jane oraz jej niezwykła umiejętność doszukiwaniu się we wszystkim życiowych analogii jest jak zwykle godna podziwu.

świadkowie ogłoszonego w gazecie morderstwa
panna Marple chyba robiła w tym czasie to zdjęcie :)
Bardziej współczesna wersja przedstawia nam historię z udziałem Gerladine McEwan w roli Marple. Muszę przyznać, że reżyser świetnie sobie poradził z wyeliminowaniem niektórych postaci i niezwykle zgrabnym połączeniem wątków. Jest tu i polski akcent - z kucharki Mitzi zrobiono powojenną uciekinierkę mówiącą z naszym silnym akcentem :). Jedynie wprowadzało lekki zamęt w mym odbiorze osadzenie roli Letycji Blacklock doskonale znanej mi z odtwórczyni roli Ariadny Oliver w ekranizacjach z Herkulesem Poirotem :).

Letycja Blacklock, Jane Marple i Dora Bunner
Jak zwykle udało mi się w lekturze doszukać ponadczasowego przesłania - nikt nie lubi być samotny, opuszczony i pozbawiony marzeń. Z takich czy innych powodów samotność na dłuższą metę jest ciężka do zniesienia, a co za tym idzie ukrywanie pewnych sekretów przestaje być możliwe. Wybór między byciem z kimś a zachowaniem tajemnicy i pozostaniem samemu może być zatem nie lada wyzwaniem.

www.kasiowaczytelnia.blogspot.de

środa, 20 sierpnia 2014

"Morderstwo to nic trudnego"

Agatha Christie
"Morderstwo to nic
trudnego"
236 stron
Rozmowy między pasażerami jadącymi pociągiem to rzecz naturalna, choć czasem na taką pogawędkę ochoty wcale się nie ma. Luke Fitzwilliam jadąc do Londynu właśnie znalazł się w takiej sytuacji - współpasażerką okazała się przypominająca mu ukochaną ciocię Lavinia Pinkerton. Rozmówczyni podzieliła się z nim swoimi wątpliwościami odnośnie podejrzanych zgonów nawiedzających jej wioskę. Mając podejrzenia co do winowajcy postanowiła podzielić się tymi informacjami ze Scotland Yardem. Nie zdążyła, bo w drodze do została śmiertelnie potrącona przez auto. Obudziło to w Luku ciekawość (jako emerytowany stróż prawa) i postanowił udać się do podejrzanego miasteczka.

Aby jakoś usprawiedliwić swój pobyt oraz bez podejrzeń móc prowadzić dochodzenie Luke wymyśla historyjkę o tym, że piszę książkę o tematyce przesądów i czarownic i właśnie poszukuje ciekawostek. Korzystając ze znajomości podaje się na kuzyna Bridget, która jest narzeczoną bogatego Whitefilda. Odwiedzając wraz z nią kolejnych mieszkańców liczy na zdobycie ich zaufania i wydobycie cennych informacji. Brodget dość szybko orientuje się jaki jest prawdziwy powód wizyty Fitzwilliama i pomaga mu w śledztwie.

Zabójstwa zbierają mroczne żniwo, w tym czasie Luke i Bridget snują domysły kto za tym wszystkim stoi. Wywiązuje się między nimi mocne uczucie i razem próbują rozwikłać tajemnicę. Wszystkie poszlaki wskazują na samego Gordona Whitefileda - jakby osoby, które kiedykolwiek się mu sprzeciwiły lub zrobiły coś co nie spotkało się z jego uznaniem zostały stopniowo eliminowane. Ale to przecież powieść Christie, tu nie ma miejsca na oczywistości! Tak jest i w tym wypadku, a zakończenie jak zwykle jest wielką niespodzianką dla czytelnika.



Po raz kolejny po przeczytaniu książki mogłam nacieszyć oko dwiema ekranizacjami.

"Morderstwo to nic
trudnego"
1982, reż.
Claude Whatham
Gordon Whitehall, Bridget i Luke
Podchodząc do kwestii oglądania metodycznie najpierw jak zwykle sięgnęłam po najwcześniejszą wersję. Muszę przyznać, że ta nakręcona w 1982 roku bardzo wiernie oddaje fabułę książki. Drobne zmiany  - jak chociażby to, że Luke zamieszkał w domu Gordona i Bridget w żaden sposób nie zakłóciły oryginału. Aby dodać całości smaczka współczesności Luke z policjanta przeobraził się w amerykańskiego specjalistę od rachunku prawdopodobieństwa :).

Drugi film powalił mnie na kolana. Nie dlatego, że po raz kolejny tak reżyser namieszał - wprowadził nowe postaci i zdarzenia, pozbył się tych występujących w książce. Na prawdę nakręcono coś wspaniałego i wprowadzono do akcji pannę Marple.

Luke Fitzwilliam i panna Jane Marple
To właśnie Marple jadąc pociągiem spotyka panią Pinkerton i dowiaduje się o serii niefortunnych zdarzeń. Na miejscu poznaje się z Lukiem i razem szukają mordercy, choć wydaje się, że wszystkie zgony to nieszczęśliwe wypadki. Tym razem byłam zmienioną ekranizacją zachwycona!!!

Christie ponownie udowadnia jak niebezpieczne są zakamarki ludzkich pragnień i dążenie do celu za wszelką cenę. Nikt nie lubi być przecież odrzucony, a kiedy kogoś to spotka i pielęgnuje przez lata urażoną dumę do nieszczęścia jest tylko krok. Bo przecież morderstwo to nic trudnego, jeśli się nie wie że to właśnie było zaplanowane...

www.kasiowaczytelnia.blogspot.de

sobota, 16 sierpnia 2014

"Śmierć na Nilu"

Agatha Christie
"Śmierć na Nilu"
112 stron
Nie po raz pierwszy Herkules Poirot udaje się na zasłużony odpoczynek i nawet tam dopada go zbrodnia. Tym razem najwspanialszy z detektywów udaje się na zwiedzanie Egiptu połączone z rejsem po Nilu.

Na wyciecze Poirot poznaje młodych ludzi w dosyć nietypowym układzie. Jest Linette Ridgeway, a w zasadzie już Doyle - świeżo poślubiona małżonka Simona Doyle. Nie jest to jednak zwykła para - Linette jest jedną z najbogatszych kobiet Anglii, a Simon jest spłukany. Ale to co czyni ich małżeństwo innym to fakt, że jeszcze niedawno Simon był narzeczonym Jacqueline de Bellefort, a ta była najlepszą przyjaciółką Linette. Oszalała z zazdrości i miłości Jackie postanawia śledzić młodą parę i podąża za nimi w najróżniejsze zakątki świata. Ląduje z nimi na tym samym statku rejsowym i tu akcja zdecydowanie nabiera rumieńców, a czytelnik może spodziewać się przyspieszonego oddechu.

Jeszcze przed rejsem Jackie zwierza się Poirotowi, że marzy o tym by usunąć Linette, mało z tym pokazuje mu pistolet, którym mogłaby tego dokonać. Poirot ostrzega ją przed takim myśleniem i mówi, że zaczyna kroczyć bardzo niebezpieczną ścieżką. Na statku Linette ginie i to dokładnie tak jak mówiła o tym strasznym czynie Jacqueline. Giną również jej niezwykle wartościowe perły. Jakim zatem zdziwieniem staje się fakt, że właśnie najbardziej podejrzana ma absolutnie doskonałe alibi i świadków, którzy wykluczają jej udział w zbrodni. Wkrótce okazuje się, że śmierć Linette jest na rękę więcej niż jednej osobie. Na dodatek ktoś jednak widział co się stało i Poirot bezradnie patrzy jak kolejni świadkowie zostają eliminowani. W towarzystwie pułkownika Race, który w rejs udaje się z własną misją i otoczony barwnym towarzystwem Herkules przystępuje do metodycznego i jak to zwykle w jego przypadku niezwykle skutecznego działania.



Filmowo po raz kolejny miałam okazję obejrzeć dwie ekranizacje:

"Śmierć na Nilu"
1978, reż. John Guillermin
Herkules Poirot w Kairze
Pierwszą z nich była wersja z Peterem Ustinovem jako Poirotem - nota bene to pierwszy z sześciu film nakręcony z nim w roli mojego ulubionego detektywa.

Kilka osób występujących w powieści pominęto i lekko fabułę zmieniono co w żadnym wypadku nie wpłynęło na przyjemność oglądania. Tym bardziej, że obsada była iście gwiazdorska, bo możemy wśród pasażerów rejsu spotkać Bette Davis czy Mię Farrow.


Kolejna ekranizacja to David Suchet i jego Poirot:

Pan Fergusson, doktor Bessner, Cornelia Robson, Herkules Poirot, Rosalie Ottebourne, Pani Allerton
Ponownie kilka postaci występujących w książce na tą ekranizację się nie załapało :). Wątek Tima i Rosalii został przedstawiony w sposób hm... sugerujący inne układy niż pisała o tym Christie. Niemniej jednak Poirot był czarujący, widoki przepiękne  - aż mi się podróżowania zachciało!

A historia, na której oparła swą powieść Christie jest zapewne stara jak świat - miłość tak ogromna, że nie istnieją dla niej żadne, ale to żadne granice. Jest też ukazany problem alkoholowy, kleptomania, fascynacja socjalistycznymi ideami. Jak zwykle pisarka wykazała się wielką wnikliwością i doskonałym zmysłem obserwacji.

www.kasiowaczytelnia.blogspot.de

wtorek, 12 sierpnia 2014

"Noc i ciemność"

Agatha Christie
"Noc i ciemność"
164 strony
Mike Rogers to typ człowieka, który nie bardzo może sobie znaleźć swoje miejsce na ziemi. W żadnej pracy nie udaje mu się dłużej zagrzać miejsca i jest to niewątpliwie frustrujące. Tym bardziej, że Mike by chciał mieć dużo, posiadanie zaczyna opanowywać jego umysł i tu wkracza przepiękna i niezwykle bogata Ellie.

Ellie pochodzi ze Stanów i jest nieprzyzwoicie bogata. Spotyka Mike'a na drodze prowadzącej do "Cygańskiego Gniazda" - przepięknie położonej posiadłości, na której ciąży cygańska klątwa. Młodzi zakochują się w sobie, a niebawem pobierają w wielkiej tajemnicy przed wszystkimi. Z marzeniami Michaela oraz zasobami finansowymi Ellie wkrótce zostają nowymi posiadaczami starego domu, który zostaje zburzony, a na jego miejscu powstaje architektoniczne dzieło stworzone dla niego przez światowej sławy Santonixa.

Ellie jako milionerka ma w swoim otoczeniu mnóstwo osób, które chcą nią (czytaj jej finansami) kierować według swoich koncepcji. Przed tymi wszystkimi drapieżnikami chroni ją Greta - dama do towarzystwa, opiekunka, przyzwoitka - nieoceniona kobieta orkiestra. Mike ma obawy, że wpływa ona zbytnio na Ellie i wydaje się, że nie pała do niej sympatią. Tym bardziej, że Greta wprowadza się do ich nowego wymarzonego domu, by wspierać swoją podopieczną.

Życie toczy się powoli, Ellie martwi się coraz częściej cygańskimi pogróżkami, ale stara się cieszyć każdym dniem. Uwielbia konne przejażdżki i pewnego dnia z jednej z nich nie wraca. Zrozpaczony Mike zostaje niezwykle bogatym młodym wdowcem, ale czy klątwa i jego dopadnie?



Filmowo znowu 2 ekranizacje.

"Noc i ciemność"
1972, reż. Sidney Gilliat
Pierwsza z nich pochodzi z 1972 roku i choć początkowo sama Christie była zadowolona z wyboru scenarzysty i reżysera, końcowo nie podobała jej się ilość golizny przedstawiona w filmie - zabieg zupełnie niepotrzebny i nie wpływający na historię w żaden sposób...

Mike i Ellie
Byłam zaskoczona pozytywnie jak dobry film udało się nakręcić. Pełen napięcia, dobry thriller w realiach wczesnych lat 70-tych. Drobne zmiany kosmetyczne  nie wpłynęły na fabułę, a jedynie sprawiły, że historia bardziej się wpasowała we współczesne realia.

Kolejna adaptacja jest jedną z najbardziej ostatnich, bo to wchodzący w skład 6-tego sezonu Panny Marple z Julią McKenzie film nakręcony w 2013r.

Jane Marple i Michael Rogers
Po ostatnich doświadczeniach filmowych, kiedy to do ekranizacji wciągano niewystępującą w książce Pannę Marple miałam obawy jak tym razem się całość zaprezentuje. Niepotrzebnie, bo było wspaniale! Pięknie, w zasadzie bardzo zgodnie z powieścią i nie ukrywam lekko zabarwione thrillerem, ale taka ta historia po prostu jest.

Nie będę ukrywała, że tą książką Christie mnie wcisnęła w fotel! Nie spodziewałam się, że po tylu już przeczytanych jej dziełach pisarka będzie w stanie mnie tak zaskoczyć. Ta powieść to zdecydowanie mroczny thriller psychologiczny napisany przez kogoś, kto bardzo potrafi dokonać niezwykle spostrzegawczych obserwacji i świetnie studiuje cudzy charakter. To powieść o tym jak żądza posiadania potrafi zawładnąć jestestwem i pożreć człowieka całkowicie.

www.kasiowaczytelnia.blogspot.de

piątek, 8 sierpnia 2014

"Dlaczego nie Evans?"

Agatha Christie
"Dlaczego nie Evans"
260 stron
Bobby Jones jest chwilowo bezrobotnym synem lokalnego wikariusza. Podczas gry w golfa (trzeba przyznać, że nie bardzo mu ona wychodzi, ale zapał chłopak ma) szukając zaginionej piłeczki natrafia na człowieka, który spadł z urwiska. Tuż przed śmiercią nieznajomy pyta "Dlaczego nie Evans?" i tym zdaniem kończy swój żywot. Zanim Bobby odejdzie od tajemniczego nieszczęśnika znajduje w jego kieszeni zdjęcie przepięknej kobiety. Spieszący się bardzo golfista prosi przypadkowo napotkanego przechodnia o pomoc w pilnowaniu ciała do czasu, aż nie przyjadą odpowiednie władze. Sam Bobby spieszy do kościoła, gdzie ojcu obiecał akompaniować przy wieczornej mszy.

Coż, wypadki chodzą po ludziach i tak było tym razem. Zmarłego -  Alexa Pitcharda - zidentyfikowała siostra i na tym by historia mogła się zakończyć. Ale Bobbiemu owa kobieta nie bardzo przypominała zjawiskową istotę, którą widział wcześniej na zdjęciu. Na dodatek babsztyl jest ewidentnie wścibski i za wszelką cenę próbuje dowiedzieć się, czy aby zmarły brat czegoś przed śmiercią nie powiedział. Dopiero po czasie Bobby sobie przypomina co wyrzekł mu Pitchard i wysyła list z informacją do jego rodziny.

Bobby opowiada całą historię napotkanej w pociągu Frankie. Jako że Francesca jest pochodzącą z zamożnego domu oraz szanowanej rodziny młodą damą żądną rozrywki i sensacji chętnie widziałaby w tej całej sprawie aferę. Niebawem jej marzenie ma się spełnić, bo Bobbiego ktoś próbował pozbawić życia. Frankie angażuje się w całą sprawę absolutnie i korzystając z podstępu ląduje w rezydencji Bessington-ffrench'ów, którzy prawdopodobnie mają coś wspólnego z całą sprawą...

 

Jeśli ktoś lubi sobie słowo pisane utrwalić obrazem, w przypadku tej książki może zrobić to w dwójnasób.

"Dlaczego nie Evans"
1980 r, reż. John Davies,
Tony Wharmby
Wyborna ekranizacja, choć leciwa niezwykle wierna książce. Wszystko podane w pięknym stylu i z obłędną angielszczyzną (zawsze sobie wyobrażam czytając książki Agathy, że jej bohaterowie pod względem językowym są bardzo eleganccy, oczywiście z wyjątkiem Herkulesa Poirot, który nawet gdy czytam w mojej głowie brzmi z francuskim akcentem).

Jedynym mankamentem okazała się dla mnie obsada głównych bohaterów - toż to ten sam duet, który w innej ekranizacji grał parę Tommy'iego i Tuppence. Łapałam się parokrotnie na tym, że myślałam o nich jak o parze bohaterów z "Tajemniczego przeciwnika" i do rzeczywistości przywoływały mnie momenty, gdy się po prostu zwracali do siebie po imieniu. Z resztą ten sam aktor grał "czarny charakter" w "Tajemnicy siedmiu zegarów", więc miałam prawo mieć zamęt :). Niemniej jednak gra głównych bohaterów była świetna, pasowali idealnie do swoich ról, podobnie jak w przypadku innych ekranizacji.

Kolejny film to ... nie wiem słów brak, bo tak bardzo zmieniono wszystko. Przede wszystkim w akcji umieszczono pannę Marple, która była dobrą znajomą mamy Bobbiego.

Jane Marple, komandor Peters, Frankie i Roger Bassington-ffrench
W filmie prym w akcji wodziła Frankie, która była dosyć zarozumiałą i momentami niesympatyczną dziewoją. Do akcji włączono tyle obcych elementów i usunięto tyle książkowych, że chyba tylko po lekturze "Dlaczego nie Evans?" można się było doszukać podobieństw. Według mnie to była najmroczniejsza i najdziwniejsza ekranizacja jaką dotąd dane mi było zobaczyć. Bohaterowie byli tak dziwaczni i pokręceni, że na samo ich wspomnienie dostaję gęsiej skórki!

Wracając do książki - dobra sensacyjna lektura z wątkiem miłosnym i wieloma zwrotami akcji. I kto by pomyślał, że najciemniej pod latarnią... :)

www.kasiowaczytelnia.blogspot.de

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

"Pani McGinty nie żyje"

Agatha Christie
"Pani McGinty
nie żyje"
258 stron
Niektórzy twierdzą, że czyste sumienie to luksus, na który mogą sobie pozwolić tylko nieliczni. Zatem do tej grupy zdecydowanie należy nadinspektor Spence, który zwraca się z przyjacielską prośbą do Poirota.

Otóż w niewielkiej mieścince Broadhinny popełniono zbrodnię. Ofiarą padła wiekowa już pani McGinty znana wszystkim ze swej pracowitości jako dochodząca pomoc domowa. O zbrodnię oskarżono niejakiego Jamesa Bentley'a, który to u pani McGinty od pewnego czasu wynajmował pokój. Co prawda wszystkie dowody wskazują, że to ów młody i zdesperowany człowiek dopuścił się tego czynu, ale Spence'owi coś w tym wszystkim nie pasuje. Stąd apel o pomoc niezastąpionego Herkulesa.

Poirot cierpiący na nadmierną ilość wolnego czasu z przyjemnością podejmuje się zbadania ponownie sprawy.  W tym celu czasowo przenosi się do podupadającego domostwa państwa Sommerhayes i rozpoczyna działania mające na celu poznać jak najwięcej faktów z życia zmarłej. Niespodziewanie Poirot wpada na swoją dobrą przyjaciółkę Ariadnę Oliver, która przebywa w tym samym miasteczku na zaproszenie Upwardów. Tu ma "przerobić" z odnoszącym sukcesy scenarzystą Robinem Upwardem jedną ze swoich książek na sztukę teatralną. Oczywiście autorka cierpi niezwykłe katusze widząc jak ktoś obcy próbuje zmienić jej dzieło, ale postanawia w miarę możliwości wesprzeć prace detektywa.

W trakcie rozlicznych rozmów z mieszkańcami Poirot buduje obraz pani McGinty. Udaje mu się ustalić, że doskonale poinformowana kobieta wpadła na trop dawnej zbrodniarki, która skryła się rzekomo w Broadhinny. Starsza pani upatrzyła sobie w tej sposobności okazję do skorzystania na tym finansowo. Która z czterech przedstawionych w niedzielnym wydaniu gazety kobieta mieszka obecnie w cichym miasteczku? Poirot puszcza w ruch swoje szare komórki...



Filmowy fan może swe oko uraczyć oglądając 2 ekranizacje, przy czym jedna z nich dalece odbiega od fabuły książkowej.

"Morderstwo
najgorszego sortu"
1964
Panna Marple robi make-up :)
"Morderstwo najgorszego sortu" to według mnie pierwszorzędna komedia kryminalna. Zamiast Poirota reżyser umieścił w akcji pannę Marple, i to Marple nie byle jaką bo graną przez Margaret Rutherford. To właśnie Marple jest jednym z członków ławy przysięgłych, która odrzuca winę rzekomego zabójcy pani McGinty. Na skutek swojej siły perswazji dostaje 7 dni na wyjaśnienie co tak na prawdę miało miejsce. Jako że w filmie McGinty to dawna aktorka właśnie na deskach niewielkiego teatru ląduje Marple i jako jedna z aktorek szuka prawdy. Film jest świetny, postać Marple niesamowita. Pozycja konieczna do obejrzenia dla fanów Christie!

A teraz poraz na dobrego i sprawdzonego Poirota.

Herkules Poirot i Ariadne Oliver dyskutują o śledztwie :)
Ta ekranizacja bardzo wiernie oddaje fabułę książkową pomimo pominięcia niektórych osób występujących w książce i zawężenia ilości "zbrodniarek" opisanych w gazecie do zaledwie dwóch.



Kolejna powieść Christie, która bardzo mi się podobała. Uczy prawdy oczywistej - kłamstwo zawsze wyjdzie na wierzch, a wściubianie nosa w nie swoje sprawy zdecydowanie nie popłaca. Ach i jest jeszcze kwestia imienia... ale to pozostawię do rozwiązania czytelnikom :).