piątek, 27 czerwca 2014

"Śmierć w chmurach"

Agatha Christie
"Śmierć w chmurach"
258 stron
Zestresowany Poirot leci z Paryża do Croydon. Jedyne o czym myśli to jak uspokoić swój zdenerwowany żołądek i dotrwać bezpiecznie do końca podróży. Tuż przed lądowaniem okazuje się, że jedna z pasażerek nie żyje. I nie była to śmierć z przyczyn naturalnych, ale najzwyklejsze i bezczelnie dokonane pod nosem samego Poirota morderstwo.

Poirot nie byłby sobą gdyby nie postanowił odnaleźć zabójcy, tym bardziej że jako jeden z pasażerów "Prometeusza" trafił na listę podejrzanych - mało z tym, narzędzie zbrodni jakim było dmuchawka z zatrutą strzałką używana przez plemiona z południowej Afryki zostało wetknięte w fotel detektywa. Honor Poirota musi zostać uratowany!

Ofiarą okazuje się być niejaka Madame Giselle, która parała się lichwiarstwem wśród osób pochodzących z wyższych sfer. Jej klientela to głownie hazardziści, których zawsze ratowała w potrzebie - oczywiście za odpowiednią opłatą. Madame Giselle była skuteczna w swej profesji ponieważ bardzo często na swoich klientów posiadała najróżniejsze wiadomości, które światła dziennego ujrzeć nie powinny. Przestraszeni dłużnicy zatem zawsze zwracali należności. Czy ktoś popadł w tak duże tarapaty, że nie był w stanie odkupić spokoju? Jest to możliwy motyw, ale dla Poirota nie jedyny. Bo skąd wzięła się na pokładzie osa? I dlaczego ofiara miała na spodku kawowym aż 2 łyżeczki? Szare komórki Belga wkraczają do akcji, a w dochodzeniu wspiera go dzielnie jedna z pasażerek, pracująca w zakładzie fryzjerskim Jane Grey.



Do kompletu obejrzałam ekranizację, w której z Jane zrobiono jedną ze stewardess lecącą feralnym kursem. Odrobinkę liczbowo zmniejszono ilość pasażerów i nie wprowadzono drugiego wątku miłosnego, a szkoda szkoda :).

Jane Grey i Herkules Poirot
Kolejna pozycja Agathy, którą czytałam z olbrzymią przyjemnością. Pożądany podczas lektur kryminałów efekt zaskoczenia oczywiście się pojawił. Teraz już lepiej rozumiem czemu badanie cudzych bagaży podręcznych może być tak pomocne w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych :).

www.kasiowaczytelnia.blogspot.de

wtorek, 24 czerwca 2014

"Morderstwo w Mezopotamii"

Agatha Christie
"Morderstwo w
Mezopotamii"
272 strony
Znany archeolog Eric Leidner zatroskany stanem zdrowia (bardziej sferą emocjonalną) swoje żony Luziy ściąga na teren wykopalisk pielęgniarkę. Siostra Amy Letheran ma się opiekować znerwicowaną małżonką. Jest ona bardzo profesjonalną i niezwykle spostrzegawczą osobą, co w późniejszym czasie się przyda :).

Źródłem zgryzoty Luizy są otrzymywane na przestrzeni lat anonimy podpisywane przez uznanego za zmarłego pierwszego męża. Przez pewien czas nękające listy przestały przychodzić, ale znowu zaczęły nękać panią Leidner po przybyciu na wykopaliska do męża. Nikt nie bardzo daje wiary dziwnym zdarzeniom jakie Luiza dostrzega - kto uwierzy w białą twarz stukającą w okno? Dlatego cicho podejrzewa się, że może to wszystko jest kwestią bardziej nerwową niż dzieje się naprawdę.

Wszystkim zatem mina rzednie, gdy Luiza zostaje zamordowana. Znajduje ją jej mąż i wszystkie poszlaki wskazują na to, że fizycznie nie było możliwe dokonać tego morderstwa: zamknięte okno, brak dostępu osób z zewnątrz, wielu świadków... Z tym że zabójca nie przewidział, że dla Poirota nie ma rzeczy niemożliwych i jeśli tylko on zaangażuje się w sprawę prawda musi ujrzeć światło dzienne. Herkulesowi w rozwiązywaniu zagadki w upalnych warunkach pomaga siostra Amy, a tym którzy są w stanie dodać dwa do dwóch grozi śmiertelne niebezpieczeństwo.

 

Kryminał dobry, bardzo w stylu Agathy wzbogacony "smaczkami" ze świata archeologów i wykopalisk. Jednak nie kupuję tej historii, bo wydaje mi się bardzo, ale to bardzo mało prawdopodobne, żeby coś takiego mogło się wydarzyć :). W kwestii uniwersalnej znowu przewija się problem uzależnienia od narkotyków i zjawisko miłości tak wielkiej, że nie zniesie na swojej drodze żadnych przeszkód.

Film - uwaga uwaga - lepszy od książki!!!

stoją od lewej: Maria Mercado, siostra Amy, ojciec Lavigny, Anna Johnson, kapitan Hestings, Bill Coleman
siedzą od lewej: Luiza i Eric Leidner, najwspanialszy z detektywów - Herkules Poirot
Po pierwsze w zgrabny sposób wprowadzono w akcję mojego ulubionego Hastingsa, zrobiono z niego wuja Billa Colemana - jednego z archeologów pracujących na wykopaliskach. Tym samym pomniejszono rolę siostry Amy, gdyż Hastings wspiera w śledztwie Poirota. Troszkę więcej zgonów się pojawia, ale generalnie historia wiernie oddaje fabułę. Pojawia się dodatkowo, a raczej przewija Hrabina Rossakoff, do której niezmienne Herkules czuje słabość. Pierwszorzędnie Poirot walczy z wszędobylskim kurzem, pyłem i upałem :).

www.kasiowaczytelnia.blogspot.de

niedziela, 22 czerwca 2014

Przestępstwo autorki kryminałów

„Zabójstwo Rogera Ackroyda” jest jednym z najbardziej udanych dzieł Agaty Christie, a jednocześnie, swego czasu, kontrowersyjnym. To właśnie z powodu tej książki autorka została wykluczona z tak zwanego "Klubu Detektywów", zrzeszającego autorów powieści kryminalnych. I teraz mam zagwozdkę, jeśli powiem dlaczego, zdradzę puentę. Inaczej się nie da. Zarazem jest to jeden z największych atutów tej książki, rzecz niezmiernie trudna technicznie do wykonania.
Wspomnę zatem tylko, że w latach ’30 XX wieku autorzy powieści detektywistycznych pilnie przestrzegali skomplikowanych reguł, rządzących tym gatunkiem. „Oburzenie wywołane kontrowersyjnym zakończeniem „Zabójstwa Rogera Ackroyda” Doroty L. Sayers skwitowała krótko: ” Sprawą czytelników jest podejrzewać wszystkich”. W tej właśnie kategorii należy rozpatrywać jeden z najbardziej zwodniczych pomysłów Christie, zastosowanych przez pisarkę w „Akroydzie” oraz „Nocy i ciemności”. W obu powieściach zmylony czytelnik zaczyna innymi oczami spoglądać na jednego z protagonistów i bez zastrzeżeń przyjmuje, że jest on osobą prawdomówną.”[1]
Ostatecznie to właśnie ta, a nie inna książka przyniosła Christie ogromną sławę, a po krótkiej banicji pisarka została na powrót przyjęta do „Klubu”.

Ponieważ ta strona powieści została już wielokrotnie omówiona w różnych recenzjach, skupię się na czymś zgoła innym, na niemniej frapujących tematach drugoplanowych, budujących tak zwane tło obyczajowe oraz kulisach powstania książki. Główny wątek, kryminalny, jak możemy się domyślić, zostaje bezbłędnie rozpracowany przez najgenialniejszego detektywa pod słońcem, dysponującego małymi, szarymi komórkami najwyższej jakości. 

 
Agatha Christie, przez pięćdziesiąt pięć lat swojej pisarskiej kariery prowadziła notatniki z zapiskami dotyczącymi swoich kryminałów. Zachowały się siedemdziesiąt trzy. „Fakt, że nie pozostały żadne ślady pracy nad tworzeniem dwóch najsłynniejszych dzieł Agaty Christie - „Zabójstwa Rogera Ackroyda” i „Morderstwa w Orient Expressie” – stanowi wielkie rozczarowanie. W obu tych powieściach pisarka posłużyła się niezwykle śmiałymi konstrukcjami, więc możliwość zajrzenia za kulisy byłaby naprawdę fascynująca. (…) Notatnik 67 zawiera listę osób występujących w „Zabójstwie Rogera Ackroyda”, ale nic ponadto.”[2]
„Jeśli jednak uświadomimy sobie, że „Zabójstwo Rogera Ackroyda” [1926 przyp. moje] powstało tuż przed niewyjaśnionym zaginięciem Christie i jej późniejszym rozwodem, brak notatek z drugiej połowy tej dekady staje się do pewnego stopnia zrozumiały.”[3]
 

Poza głównym, kryminalnym wątkiem genialnie poprowadzonym, wspaniałe jest tło obyczajowe powieści. Akcja została osadzona w małej, angielskiej miejscowości King’s Abbot. W swoim notatniku, narrator doktor James Sheppard zapisał: „Nasze miasteczko, King’s Abbot, nie różni się chyba niczym od innych małych miasteczek. (…) Nasze rozrywki i pasje dają się streścić w jednym słowie – plotki.”[4]
Lekarz mieszka ze swoją siostrą, która stanowi jednoosobowe biuro detektywistyczne: „Karolina nie potrzebuje wychodzić z domu, by o wszystkim wiedzieć. Siedzi w kuchni i wiadomości same do niej przychodzą.”[5]
W „Autobiografii” Christie zanotowała genezę powstania postaci panny Marple: „Niewykluczone, iż panna Marple pochodzi w prostej linii od siostry doktora Shepparda z „Zabójstwa Rogera Ackroyda”. Uwielbiam tę postać. Kąśliwa stara panna, ciekawska, taka co to wszystko wie, wszystko słyszy – jednym słowem, pełna domowa obsługa detektywistyczna.”[6]


Swoistym majstersztykiem jest rozdział XVI pt. „Wieczór przy madżongu”. Do domu doktora i jego siostry przybyli panna Ganett i pułkownik Carter, mieszkańcy miasteczka. Czwórka przyjaciół zajęła się grą w madżonga oraz rzecz jasna, ploteczkami.
„- Widziałam się dzisiaj z Florą Ackroyd – oznajmiła panna Ganett. – Biorę, nie, oddaję. Omyliłam się.
- Cztery kółka – powiedziała Karolina. – Gdzieś się z nią widziała?
- Ona mnie nie zauważyła – odparła panna Ganett, kładąc wielki nacisk na słowo „mnie”, gdyż sprawy takie są niesłychanie ważne w maleńkich zbiorowiskach ludzkich, a takim jest nasze King’s Abbot.”[7] Cały rozdział to rozmowa czterech osób, gdzie fragmenty dotyczące gry przeplatane są najświeższymi wiadomościami. Palce lizać!

Na koniec chciałabym wspomnieć o pracy tłumacza, pana Jana Zakrzewskiego. Nie przypominam sobie bowiem z innych tomów, gdzie bohaterem jest Herkules Poirot, aby jego „angielski” różnił się od języka, że tak się wyrażę, tubylców, poza wtrącanymi od czasu do czasu, francuskimi słowami. Natomiast w książce „Zabójstwo Rogera Ackroyda” Poirot wyraźnie ma problem z poprawną angielszczyzną, co zostało zapisane jako kłopot z poprawną polszczyzną: „Poirot zaczął nagle wyrażać się bardzo z cudzoziemska, co zdarzało mu się zawsze, gdy był czymś podniecony,
- Monsieur l’inspecteur – powiedział – proszę się wystrzegać ślepej, no, no, comment dire (fr. Jak to powiedzieć), aha, takiej wąskiej, no…!
Inspektor Raglan patrzył zdumiony. Byłem szybszy od niego:
- Myśli pan o ślepej uliczce?”[8]


Książka, oparta na intrydze typu „kto zabił” jest genialna w swojej nowatorskiej na tamte czasy konstrukcji, czym zresztą do dziś zaskakuje czytelnika. Posiada także wspaniale pokazane tło obyczajowe, zdradzające jak wnikliwą obserwatorką była Christie. „Zabójstwo Rogera Ackroyda” znalazło się wśród dziesięciu ulubionych prac samej autorki i zdecydowanie należy do najlepszej dziesiątki jej dzieł, jeśli takową miałabym utworzyć, a także znajduje się w czołówce najwyżej ocenianych powieści pisarki.
Gorąco polecam nie tylko fanom książek Agathy!




[1] Curran John, „ABC zbrodni Agathy Christie: Sekrety z archiwum pisarki”, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2012, s. 40
[2] Curran John, „Sekretne zapiski Agathy Christie”, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2010, s. 42
[3] tamże s. 40
[4] Christie Agatha, „Zabójstwo Rogera Ackroyda”, tłum. Zakrzewski Jan, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2012, s. 10
[5] tamże s. 7
[6] Christie Agatha, „Autobiografia”, tłum. Konikowska Magdalena, Lechowska Teresa, Wydawnictwo Dolnośląskie, 22 września 2010, s. 389

[7] Christie Agatha, „Zabójstwo Rogera Ackroyda”, tłum. Zakrzewski Jan, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2012, s. 173
[8] tamże s. 133-134






piątek, 20 czerwca 2014

Nowa kolekcja kryminałów Agathy Christie

"Już dziś masz niepowtarzalną okazję zdobycia powieści Christie w ekskluzywnym wydaniu." - ogłosiło Wydawnictwo Dolnośląskie prezentując nową Kolekcję Kryminałów Agathy Christie.


Najkorzystniej jest skusić się na prenumeratę: 

Tylko w prenumeracie cena jednego tomu jedynie 24,90 16,99.
Oszczędzasz 7,91 zł na każdym tomie, czyli ponad 30%.
 
Ponadto otrzymujesz atrakcyjne prezenty:
1) Pierwszy prezent z tomem 4 - Magnetyczna zakładka do książek
 2) Drugi prezent z tomem 8 - Kinowa ekranizacja powieści Agathy Christie Morderstwo w Orient Ekspresie
w reżyserii Sidneya Lumeta (DVD)

 3) Trzeci prezent z tomem 12 - Autobiografia – Agatha Christie o sobie samej (480 stron)



Prenumeratę prowadzi także Hitsalonik, gdzie można znaleźć zaplanowane 42 tytuły, które znajdą się w kolekcji, a także zamówić prenumeratę. Zachęcamy!






poniedziałek, 16 czerwca 2014

"Morderstwo w zaułku"



Tytuł oryginału: Murder in the Mews
Tłumaczenie: Jan S. Zaus
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: luty 2014
Liczba stron: 288
Seria: Klasyka kryminału










Królową Kryminałów - od kilku już lat - jest dla mnie Agatha Christie. Dlaczego? Otóż jej książki są dla mnie wciąż nieprzewidywalne, może nie wszystkie, ale znaczna większość. Mimo znajomości tylu historii, autorka potrafi tak pokierować akcją, że nie potrafię być detektywem doskonałym i odgadnąć "kto zabił". Zwykle muszę czekać na finał historii i wtedy dopiero uderzam dłonią w czoło...

Tym razem sięgnęłam po zbiór czterech opowiadań pod zbiorczym tytułem "Morderstwo w zaułku". Po przeczytaniu pierwszego z nich - pod tym samym tytułem - pomyślałam, że to chyba wynik słabszego dnia autorki, gdyż opowiadanie nie przypadło mi do gustu. Bałam się trochę, iż kolejne będą równie słabe, ale na szczęście to tylko dobrego początki!

A dlaczego początkowe opowiadanie nie wywołało u mnie emocji, które zwykle towarzyszą mi podczas czytania kryminałów? Otóż historia jest podobna do kilku już przeze mnie czytanych z powodu rozważań czy ofiara popełniła samobójstwo i zostało ono upozorowane na morderstwo czy też może było to morderstwo i tylko pozornie wygląda jak samobójstwo. A kto nie żyje? W piętrowym domu mieszkają dwie młode kobiety, współlokatorki: Barbara Allen oraz Jane Plenderleith. Z uwagi na dzień Guya Fawkes'a i pokaz fajerwerków nikt z sąsiadów nie usłyszał strzału a kiedy rankiem następnego dnia z wizyty na wsi powróciła panna Jane, okazało się, że to Barbara zginęła od strzału w głowę. Drzwi były oczywiście zamknięte, denatka nie miała problemów, cieszyła się zaręczynami z parlamentarzystą - Charlesem Lavertonem-Westem. Śledztwo prowadzi inspektor Japp a nieocenioną pomocą służy mu oczywiście Hercules Poirot. Jaki będzie wynik dochodzenia? Czy Barbara miała jednak powód, by odejść z tego świata? A może to jednak było morderstwo? Wynik dedukcji Poirota jest zaskakujący. 

Agatha Christie stopniuje czytelnikowi napięcie w książce powoli, gdyż drugie z opowiadań - "Niewiarygodna kradzież" - jest znacznie lepsze niż pierwsze. Autorka przenosi nas w świat polityki, zamożności oraz tajemnic wagi państwowej. Lord Charles Mayfield zaprasza do swojego domu kilkoro gości, którzy z pozoru miło spędzają czas grając w karty, czytając książki i prowadząc ciekawe dyskusje. Jednak późnym wieczorem dochodzi  do zuchwałej kradzieży - z biurka lorda znikają bowiem plany najnowszego bombowca. Sprawa jest na tyle poufna, iż zostaje zawezwany Hercules Poirot. Przecież policja ani rządy innych państw nie mogą dowiedzieć się, co stało się przedmiotem kradzieży. Kto jest winny w tej sprawie? Czy może podejrzewana o szpiegostwo na rzecz Niemiec pani Vanderlyn? A może asystent lorda? Możliwości jest kilka a rozwiązanie jak zwykle zbyt trudne, by odgadnąć przed finałową przemową detektywa Poirota...

Zdecydowanie najlepszą historię poznajemy w opowiadaniu o dość niepozornym tytule "Lustro nieboszczyka". Jest ono długie i idealnie wpasowuje się w twórczość autorki: genialnie poprowadzona akcja, świetna charakterystyka bohaterów, doskonała analiza wydarzeń oraz fantastyczny finał. Ale czas napisać trochę o wydarzeniach... Hercules Poirot zostaje wezwany przez Gervase'a Chevenix-Gore'a, który żąda wręcz jego natychmiastowego stawiennictwa w swoim domu. Starszy człowiek podejrzewa bowiem, iż ktoś go oszukuje a nie może tej sprawy powierzyć policji. Jednak gdy detektyw dociera na miejsce, okazuje się że sir Gervase nie żyje. W zamkniętym na klucz gabinecie wszystko wskazuje na samobójstwo, ale przecież tam gdzie pojawia się Poirot nie ma opcji "samobójstwo". Kto zatem jest podejrzany? Komu zależało na śmierci starszego ekscentryka? Może testament, którego Chevenix-Gore nie zdążył podpisać naprowadzi Herculesa na właściwy trop?

Na koniec tak zwana "wisienka na torcie", czyli "Trójkąt na Rodos". To najkrótsze chyba opowiadanie Christie, które czytałam, ale wcale z tego powodu nie gorsze. To wprost niesamowite jak w tak małej objętości tekstu można umieścić intrygę, romans oraz śmierć. Wszak nie na darmo to Królowa Kryminału. Każdy człowiek potrzebuje urlopu, nawet Poirot. By uniknąć tłumów, nowych spraw, a także możliwości napotkania znajomych, detektyw postanawia wypoczywać w październiku na wyspie Rodos. Wśród nielicznych turystów dochodzi jednak do konfliktu. Urocza i władcza Valentine Chantry swoją uwagę kieruje nie w stronę swego - kolejnego już zresztą - męża Tony'ego, lecz ku zauroczonemu nią Douglasowi Goldowi. Pani Marjorie Gold czuje się odrzucona i próbuje ukryć zażenowanie wybrykami swojego męża przed innymi urlopowiczami. Sielski obrazek i spokojny klimat zostają zaburzone przez nagłą śmierć jednego z urlopowiczów. Kto i dlaczego umiera? Czy był to przypadek czy działanie celowe? Jakie znaczenie miał tutaj romans? I czy na pewno czytelnik zauważył to co powinien? Nie sądzę :)


Jako zagorzała zwolenniczka kryminałów a szczególnie Agathy Christie nie zamierzam rozpisywać się nad jej kunsztem pisarskim. Dlaczego? Napisałam już w tej recenzji mnóstwo słów, które opisują książkę i przekonują do jej przeczytania. Zamiast tracić czas na czytanie tego, że to niesamowita lektura i niezwykły łamacz szarych komórek, po prostu po nią sięgnijcie, bo naprawdę warto. Zostaniecie zaskoczeni, wyprowadzeni w pole i wbici w fotel! Ogromnie polecam.

sobota, 14 czerwca 2014

Królowa Kryminałów w powieści psychologicznej

 Agatha Christie jest na całym świecie znana jako Królowa Kryminałów i tak też myślą o niej czytelnicy. Misterne intrygi, trudne do rozwikłania (dla czytelnika, nie dla detektywa) zagadki i niezapomniane postaci (Hercules Poirot - mały Belg z przerośniętym ego czy panna Marple - staruszka urocza, lecz bezwzględna, jeśli idzie o ściganie przestępców, na trwałe weszli do literatury) - to wizytówka Christie, której kryminały zachwycają kolejne pokolenia odbiorów. Nie wszyscy jednak wiedzą, że Królowa Kryminałów ma w dorobku również parę powieści obyczajowych, wydanych pod pseudonimem Mary Westmacott. "Samotna wiosną" jest jedną z nich.

Joan Scudamore - kobieta w średnim wieku - wraca z Bagdadu po odwiedzinach u córki. Nieoczekiwanie jest zmuszona samotnie przeczekać parę dni w zajeździe na pustyni w oczekiwaniu na pociąg. Początkowo sytuacja wydaje jej się zabawna i nawet dość wygodna - Joan zamierza odpocząć i oddać się refleksjom.

"Nigdy przedtem nie interesowała się historią swojego życia. Łatwo jej przyszło wypełnić sobie życie nic nie znaczącymi błahostkami, tak by nie starczyło czasu na poznanie samej siebie"*.

Powracają obrazy z przeszłości - dzieciństwo, poznanie przyszłego męża, niesnaski małżeńskie, problemy z dorastającymi dziećmi. Joan Scudamore emanuje samozadowoleniem - zawsze wiedziała, co robi, a każda jej decyzja była słuszna. Może się uważać za kobietę spełnioną - to inni mieli smutne życie i często są godni pogardy. Nieoczekiwanie w spokojne refleksje Joan wkradają się zupełnie nieznane tony. Mnożą się wątpliwości, pojawiają niewygodne kwestie (czy to możliwe, żeby trójka jej dzieci - zimna, nieprzystępna Averil, odsuwający się od rodziny Tony i nieco niezrównoważona emocjonalnie Barbara - w gruncie rzeczy nienawidziła matki, a Rodney uważał małżeństwo z nią za mękę?). Pamięć stopniowo odsłania szereg przejmujących scen z przeszłości, a wygodna i niezachwiana dotąd pewność Joan zmienia się w szereg niepokojących znaków zapytania.
Joan Scudamore jest niezwykle interesującą postacią - może nawet jedną z najciekawszych i najbardziej złożonych psychologicznie postaci kobiecych, jakie udało się stworzyć Christie. Z początku wydaje się, że jest kobietą spełnioną, mającą poukładane życie. Ona sama w to wierzy - nader łatwo wydaje sądy o ludziach, podkreśla własną nieomylność i doskonałą intuicję. Prawda - która z wolna dociera do Joan - jest jednak zupełnie inna. Bohaterka żyje w świecie złudzeń. Skoncentrowana na sobie i swojej rzekomej nieomylności, nie dostrzega dramatów, jakie miotają jej dziećmi ani niechęci czy nawet nienawiści, jaką te do niej czują. Nie widzi też, że przez swoją apodyktyczność złamała życie mężowi. Cóż, dziś bez trudu nazwalibyśmy ją po prostu osobą toksyczną. 

Czy Joan, której prawda objawia się nagle z całą wyrazistością, jest w stanie coś zmienić? Tego już nie zdradzę. Napiszę tylko, że "Samotna wiosną" to kawał wspaniałej prozy psychologicznej, która zachwyci niejednego czytelnika. Oczywiście, dziś tematyka toksycznych rodzin stała się bardzo popularna i możemy znaleźć mnóstwo podobnych książek - na tym większe oklaski zasługuje Królowa Kryminałów, która ponad osiemdziesiąt lat temu z prawdziwą wirtuozerią przedstawiła dramat Joan i jej najbliższych. I nie dajcie się zwieść kiczowatej okładce - "Samotna wiosną" nie ma absolutnie nic wspólnego z romansem (właściwie nie ma tu nawet historii miłosnej).

Znacie już Christie jako Królową Kryminału? Odkryjcie teraz inne strony jej talentu, a na pewno się nie zawiedziecie!

---
* Agatha Christie, "Samotna wiosną", przeł. Bogumiła Malarecka, Dom Wydawniczy Rebis, 1998, s. 185. 

Samotna
Autor:

tłumaczenie - Bogumiła Malarecka



tytuł oryginału - Absent in the spring



wydawnictwo - Prószyński i S-ka



data wydania - 2 sierpnia 2004



ISBN  83-7337-751-4



liczba stron 160

Recenzja pochodzi z portalu  Biblionetka
Recenzja jest dodana za wiedzą i zgodą Autora
  

niedziela, 8 czerwca 2014

A poza intrygą...

 Obecnie panuje moda na kryminały skandynawskie - opasłe, z rozbudowanym tłem obyczajowym, makabrycznymi, mrożącymi krew w żyłach zbrodniami, pościgami za maniakalnym sprawcą. Jednocześnie na księgarniane półki nadal trafiają wydawane na nowo powieści Agathy Christie - niekwestionowanej Królowej Kryminału. Jeśli mamy więc ochotę na lekturę o morderstwie wynikłym z bardzo konkretnego (a nie tak mglistego, jak cudza psychopatia) motywu, przeprowadzonym również konkretnie i szybko (jakiś arszenik czy mniej zawodny cyjanek, jakiś pojedynczy cios w głowę czy pchnięcie nożem, a nie długie dręczenie bezbronnej ofiary), zamiast sensacyjnej sieczki zaś wybralibyśmy raczej mozolne układanie poszlak niczym puzzli - Christie nada się doskonale. Można wybrać na przykład bardzo dobrą powieść "Pani McGinty nie żyje". 

Mieszkańcy Broadhinny, małej i niczym niewyróżniającej się angielskiej miejscowości, byli zszokowani, kiedy brutalnie zamordowano Abigail McGinty - może wścibską, ale w gruncie rzeczy nieszkodliwą starszą panią, która w ostatnich latach sprzątała w cudzych domach. Lokator denatki, antypatyczny James Bentley, szybko został oskarżony o dokonanie tej zbrodni i skazany. Jednak nadinspektor Spence ma wątpliwości co do jego winy - prosi więc niezrównanego Herculesa Poirota o pomoc. Genialny mały Belg podejmuje się prywatnego śledztwa i ujawnia nowe, zaskakujące szczegóły. Wkrótce wina Bentleya przestaje być oczywista, a prawdziwy morderca uderza raz jeszcze. Ci, którzy twierdzą, że "Mieszkańcy Broadhinny to wszyscy bardzo przyzwoici ludzie"[1], będą musieli zweryfikować swoje przekonanie.

Agatha Christie - powtórzę - jest niekwestionowaną Królową Kryminałów. Zawikłana intryga w "Pani McGinty nie żyje" poprowadzona została wyśmienicie, pełno tu mylnych tropów i zaskakujących zwrotów akcji. Napięcie narasta, a finał jak zwykle zaskakuje. Jednak warto zwrócić też uwagę na inne atuty tej powieści, które zazwyczaj umykają czytelnikom zajętym pasjonującą zagadką kryminalną albo przynajmniej wydają się mieć znaczenie drugorzędne - doskonale prowadzoną narrację, wartkie dialogi, świetnie zbudowane sceny, ciekawe postaci (Ariadna Oliver będąca alter ego pisarki, odpychający James Bentley, który przywodzi na myśl późniejszego Normana Batesa z "Psychozy" Roberta Blocha, nieporadna, ale sympatyczna Maureen Summerhayes, zahukana przez despotyczną matkę Deirdre Henderson).

Warto zauważyć, że "Panią McGinty..." można również czytać pod kątem ciekawostek ukazujących dawne realia czy postawy. Agatha Christie opisuje bowiem świat miniony - powojenną Anglię. Nie są to dobre czasy, panuje kryzys i bieda. Powracający z Indii i dość nieporadni Summerheysowie żyją z wynajmu pokojów w swym rozlatującym się domu. Po wojnie nie sposób też znaleźć dobrych służących, zwykle jest się skazanym na cudzoziemców, do których tzw. "przyzwoici mieszkańcy Broadhinny" podchodzą z dużą nieufnością. Nieco łaskawiej, choć też podejrzliwie, traktują przyjezdnych, którzy osiedlili się w miasteczku po wojnie - wszak nie można mieć pewności, czy naprawdę są tymi, za których się podają. Wojenna zawierucha sprawiła, że stosunkowo łatwo było zmienić tożsamość i zacząć nowy rozdział życia zupełnie gdzieś indziej (podobne spostrzeżenia odnajdziemy w wydanym parę lat wcześniej "Morderstwo odbędzie się..." z panną Marple). Z innych smaczków - konkubinat wzbudza oburzenie (zmarła tytułowa bohaterka zrezygnowała z jednej z posad, gdy wyszło na jaw, że zatrudniająca ją para żyje ze sobą bez ślubu). Okazuje się też, że metody sprzedaży nie zmieniły się za bardzo od sześćdziesięciu lat - marketing i wtedy miał się dobrze. Spójrzcie na wypowiedź pana Scuttle'a z biura nieruchomości:

"[James Bentley] Wydawał się całkiem uczciwym człowiekiem i tak dalej. Ale pojęcia nie miał o sprzedaży. Wręcz nie potrafił nic zaoferować. A w naszej branży to konieczne. Jeśli przychodzi do nas klient z domem na sprzedaż, po to jesteśmy, by go sprzedać. Jeśli poszukuje domu, znajdujemy mu dom. Jeśli jest to dom stojący na pustkowiu i pozbawiony wszelkich uroków, podkreśla się jego starożytność, nazywa domem z epoki... i nie wspomina o kanalizacji! A jeśli okna wychodzą na gazownię, mówi się o wyposażeniu, a nie wspomina się o widoku. Wciska się go klientowi i... po to tu jesteśmy. Mamy takie różne sposobiki. »Radzimy pani, madame, natychmiast złożyć ofertę. Pali się do tego pewien członek parlamentu... dom bardzo mu się podoba. Dziś po południu wybiera się jeszcze raz go obejrzeć«. Biorą się na to za każdym razem. Członek parlamentu to bardzo dobry chwyt"[2].

 Uśmiechnęliście się? Cóż, uśmiech będzie wam często towarzyszył przy lekturze tej powieści - bo choć generalnie świat przedstawiony jest ponury, nie brakuje tu błyskotliwego humoru. Biedny Hercules Poirot, przyzwyczajony do komfortu, cierpi prawdziwe męki w - eufemistycznie mówiąc - skromnym pokoju wynajętym u Summerhayesów. Jeszcze bardziej cierpi jego miłość własna - poczciwa gospodyni nie wie, z kim ma do czynienia. Bierze belgijskiego detektywa za fryzjera, a jego oryginalne nazwisko (jak sądzi - greckie) kojarzy jej się z nazwą pikli. Maureen Summerhayes ma też osobliwe poglądy na sprawę śmierci pani McGinty, swej dawnej sprzątaczki:

"Oczywiście była trochę wścibska. Przeglądała listy i takie tam. Ale na to człowiek jest przygotowany. Przecież one [tzn. sprzątaczki] mają takie szare życie, nieprawda? (...) Wiecznie na kolanach przy szorowaniu. A potem, kiedy przychodziła rano, sterty cudzego zmywania w zlewie. Gdyby mnie to co dzień czekało, odczułabym właściwie ulgę, gdyby mnie kto zamordował. Słowo daję"[3]. 

Szczególnie ciekawe są fragmenty, w których występuje Ariadna Oliver - nie jest tajemnicą, że w tej postaci Christie sparodiowała samą siebie i pokazała trudności, z jakimi musi borykać się autor kryminałów. Pani Oliver obżera się jabłkami, nie znosi wystąpień publicznych, musi się tłumaczyć ze swoich powieściowych pomyłek, a także odczuwa niechęć do stworzonego przez siebie cudzoziemskiego bohatera, którego pokochały miliony czytelników. Niewątpliwie powyższy cytat poświęcony fińskiemu detektywowi obrazuje stosunek Christie do jej ekscentrycznego Poirota:

 "Skąd mam wiedzieć, dlaczego w ogóle wymyśliłam tego obrzydliwego typa? Musiałam zwariować. Dlaczego Fina, kiedy nic nie wiem o Finlandii? Dlaczego wegetarianina? Po co te jego wszystkie dziwactwa? Takie rzeczy po prostu się zdarzają. Próbujesz kogoś... ludziom chyba się spodoba... więc ciągniesz to dalej i zanim się zorientujesz, wleczesz za sobą do końca życia kogoś tak doprowadzającego do szału jak Sven Hjerson. A ludzie nawet piszą, jaki człowiek musi być do niego przywiązany. Przywiązany? Gdybym w życiu spotkała tego chudego pokrakę, tego trawożernego Fina, popełniłabym lepsze morderstwo, niż kiedykolwiek wymyśliłam"[4].

 Ktoś może zapytać - po co sięgać ponownie po kryminały, skoro doskonale pamięta się, kto zabił i jak detektyw doszedł do właściwego rozwiązania? Właśnie dla ich innych zalet! Których w "Pani McGinty nie żyje" nie brakuje. Jak większość kryminałów Agathy Christie, i to jest lektura wielokrotnego użytku!





---
[1] Agatha Christie, "Pani McGinty nie żyje", przeł. Ewa Życińska, Wydawnictwo Dolnośląskie, 1991, s. 81.
[2] Tamże, s. 48.
[3] Tamże, s. 36.
[4] Tamże, s. 156.

Recenzja pochodzi z portalu Biblionetka.
Recenzja jest dodana za wiedzą i zgodą Autora.

środa, 4 czerwca 2014

"Morderstwo w zaułku"

Agatha Christie
"Morderstwo w zaułku"
280 stron
"Morderstwo w zaułku" to zbiór 4 opowiadań. Ku mojej uciesze każde z nich zostało zekranizowane :).


Herkules Poirot i Jane Plenderleith
Morderstwo w zaułku.
W czasie pokazów fajerwerków z okazji dnia Guya Hawkes'a ginie Barbara Allen. Jej współlokatorka Jane przebywała w tym czasie poza miastem i zaniepokojona zamkniętymi drzwiami w pokoju Barbary zawezwała policję. Barbara była szczęśliwą kobietą, niedawno zaręczyła się Charlesem Levarton - Westem, wschodzącą gwiazdą angielskiego parlamentu.
Inspektor Japp prosi Poirota o pomoc - sprawa wygląda na zabójstwo upozorowane jednak na samobójstwo. Jak zwykle Poirota szare komórki oraz nos pomagają w rozwiązaniu sprawy.
W filmie bardzo zabawny jest wątek źle wykrochmalonych kołnierzyków Poirota i kwestii dogadania się w pralni chemicznej prowadzonej przez Chińczyków :).

Lady Julia Mayfield i Herkules Poirot
Niewiarygodna kradzież.
W środku nocy Poirot zostaje zawezwany do domu lorda Charlesa Mayfielda. Lord jest cieszącym się popularnością politykiem oraz zamożnym przedsiębiorcą - do majątku doszedł projektując między innymi nowoczesne samoloty.
Sprawa, do której został wezwany Poirot jest najwyższej wagi. W gościnie u Mayfieldów przebywała amerykanka pani Vanderlyn podejrzewana o szpiegostwo na rzecz Niemców. A z gabinetu lorda zginęły plany najnowszego samolotu bombowca. Jeśli dokumenty dostaną się w ręce przeciwników, wszystkim grozi olbrzymie niebezpieczeństwo.
Filmowo niewielka zmiana - to Lady Mayfield prosi o pomoc Poirota, a nie jest to sugestia przyjaciela lorda Charlesa, oraz zagadkę pomagają rozwiązywać Hastings i inspektor Japp. A najzabawniejszy moment to kiedy Poirot i Hastings "pożyczają" policyjne auto by udać się w pościg za uciekającą panią Vanderlyn :).

Poirot, Hastings i pani Lingard
Lustro nieboszczyka.
Ekcentryczny Gervase Chevenix-Gore wzywa Poirota listownie o pomoc. Obawia się, że padł ofiarą jakiegoś oszustwa i prosi detektywa o pomoc w rozwiązaniu kłopotliwej sprawy. Jak to już w innych utworach Christie się zdarzyło, Poirot przybywa, a osoba zapraszająca go ginie. Wszystko wskazuje na samobójstwo, ale z Poirotem takie numery nie przechodzą :). Zastanawia go stłuczone lustro. Niebawem odkrywa nowy testament, co prawda niepodpisany, ale mógłby on stanowić motyw do popełnienia zbrodni...
W filmie Poirot zdążył osobiście poznać się Chevenixem, i ponownie w rozwiązaniu sprawy pomagali mu Hastings i Japp. Świetna cena początkowa, gdzie Poirot "walczy" na aukcji o lustro :).

Herkules Poirot i Pamela Lyall
Trójkąt na Rodos.
Zmęczony pracą Poirot postanawia odpocząć i udaje się na wypoczynek na wyspę Rodos. Jest październik, więc detektyw liczy na mało turystów i prawdziwy relaks. Po raz kolejny nie dane mu skorzystać w pełni z zaplanowanego urlopu, gdyż pomiędzy dwoma małżeństwami goszczącymi w tym samym hotelu dochodzi napiętej sytuacji. Wszystko wskazuje na to, że piękna pani Valentine Chantry przebywająca z kolejnym już mężem Tonym jest bardziej zainteresowana Douglasem Gold, który zdaje się nie zauważać swojej żony Marjorie. Valentine zostaje otruta pijąc gin przeznaczony dla swojego męża. Poirot wyciąga na jaw romans, ale zupełnie nie ten którego mógłby się spodziewać czytelnik...
W ekranizacji Poirot udowadnia, że elegancja obowiązuje wszędzie - nawet na plaży oraz że bardzo sobie ceni przyjaźń spostrzegawczych kobiet :).

 

Choć wolę książki "pisane ciągiem", muszę przyznać że czasami opowiadania nadają się wręcz wyśmienicie - kiedy szukam historii, której zakończenie poznam od razu :).

www.kasiowaczytelnia.blogspot.de