sobota, 4 października 2014

Nie, nie, nie i jeszcze raz nie!



Oto i po czterdziestu latach od wydania ostatniej książki Agathy Christie z Herkulesem Poirot, w oparach sensacji, mój ulubiony detektyw powrócił, wskrzeszony przez panią Sophie Hannah.
Po przeczytaniu pierwszych stron książki, targały mną różne emocje. Postanowiłam więc potraktować ją jako oddzielne od twórczości Agathy Christie dzieło, innej autorki, która opisuje śledztwo, które rozwikłał słynny detektyw Poirot. Zupełnie tak, jakby był on rzeczywistą postacią, która żyła kiedyś w Anglii i znać go mogły różne osoby. Ostatecznie istnieje na rynku kilka biografii jednej i tej samej osoby, napisanych przez różnych autorów. Wyłaniają się z nich niekiedy dość różne portrety, obdarzone jedynie identycznymi personaliami. Biografowie mogą korzystać ze źródeł, jakimi są listy, może artykuły w gazetach, niekiedy pamiętniki, a pomimo tego, ich bohaterowie bardzo się od siebie różnią. Podobnie Poirot, którego nieznane do tej pory dokonania poznałam, postrzegany jest przez panią Hannah odmiennie, niż przez panią Christie. Inaczej jest przedstawiony, a opis śledztwa, które znamy jako powieść „Inicjały zbrodni”, różni się od tych „relacji”, do jakich przyzwyczaiła nas Agatha.

Zacznę od plusów tego bestsellera, a jest nim na pewno Herkules Poirot. O ile, rzecz jasna, mówimy o tych rozdziałach, w których wszechwiedzący narrator, bezstronnie opowiada nam te wydarzenia, w których nie uczestniczył detektyw Scotland Yardu, prowadzący śledztwo w sprawie potrójnego morderstwa w hotelu Bloxham, Edward Catchpoole.

Drugim plusem jest zdanie „Lazzari postawił sobie za punkt honoru, żebyśmy razem z moimi kolegami z policji spędzali czas w hotelu równie przyjemnie jak goście płacący za pobyt – w każdym razie ci, którzy nie zostali zamordowani.”[1]

Jak dla mnie to koniec plusów.

Zatem minusy:

Po pierwsze, dostałam książkę dwa razy obszerniejszą od książek Agathy Christie. Bardzo sobie cenię zwięzłość, z jaką Agatha prowadziła fabułę i niekoniecznie lubię tę modną obecnie, rozbudowaną otoczkę obyczajową, jaka pojawia się w kryminałach. Tutaj nawet nie tyle było to tło obyczajowe, ale po prostu niepotrzebne gadulstwo.
Według mnie, można spokojnie wyrzucić jedną trzecią książki, nie tylko bez szkody dla niej, ale nawet z korzyścią.

Po drugie, w następujących po sobie rozdziałach jest zmiana punktu widzenia z jakiego pisze autorka oraz zmiana narratora. Raz jest to narrator wszechwiedzący i opisuje poczynania Poirota w trzeciej osobie. Innym razem (i tych rozdziałów jest więcej), jest to narracja prowadzona przez detektywa Catchpoole’a, który miał zaszczyt otrzymać pomoc samego Poirota. To nie jest w stylu Christie.

Te różnice, jeśli potraktuję panią Hannah jako inną osobę, którą „znała” Poirota i dlatego opowiada nam o jego pracy, są do przyjęcia, ale nie zachwycają. Zbytniego gadulstwa nie zaakceptowałam i dlatego „relacja” w wykonaniu pani Hannah nie podobała mi się. Zmęczyłam tę książkę wyłącznie po to, żeby móc z czystym sumieniem napisać opinię.

Po trzecie, akcja dzieje się w hotelu Bloxham, co natychmiast kojarzy się z hotelem Bertram.

Po czwarte, Edward Cachpoole jest niezwykle nieudanym detektywem. Babra się we własnych emocjach, wspomina traumy z dzieciństwa, opowiada głównie o sobie, a już zupełnie nie rozumiem, jak detektyw Scotland Yardu może co rusz nie chcieć rozmawiać z Poirotem o potrójnym morderstwie, skoro oficjalnie to właśnie on, Edward Catchpoole  prowadzi śledztwo!
Na widok zwłok robi mu się słabo, dotknięcie ich go obrzydza, temat nudzi. Chłopina minął się z powołaniem i dziw, że go jeszcze nie zwolnili z roboty.
Poza tym, stanowiąc odpowiednik nie zawsze błyskotliwego Hastingsa, nie wykazując zaangażowania w śledztwo i skupiając się na sobie, przesuwa uwagę czytelnika z Poirota na siebie. A to mnie mocno zdenerwowało!
Nie pamiętam żadnego kryminału Agathy Christie, gdzie Hastings w narracji pierwszoosobowej eksponowałby bardziej siebie, niż Herkulesa Poirot. Jako narrator, Hastings  pokazuje nam Poirota z podziwem. On sam, w tych tomach jest mimo wszystko na drugim planie. Opowiada nam, czego dokonał Poirot i będąc pod wielkim wrażeniem detektywa, sam zostaje w cieniu.
Tymczasem Catchpoole nie tylko nudził mnie swoją mierną osobą, to jeszcze wcale nie podziwiał Poirota. A było za co go podziwiać! Można Poirota nie lubić, ale podziwiać należy. A już te nagle jarzące się na zielono oczy Poirota, gdy wpadał na kolejne rozwiązanie! Komiksowe niemal, jarmarczne i zalatujące fantastyką, zupełnie mi nie pasowały do konwencji kryminału retro.

Zagadka, którą detektywi musieli rozwiązać była zawiła i naszpikowana kłamstwami. Trzeba było słynnych, szarych komórek Herkulesa, żeby nie dać się podejść sprytnym i wyrachowanym kobietom, które talenty aktorskie opanowały do perfekcji. Trzeba było jego wiedzy i słynnej skrupulatności, żeby nie przeoczyć istotnych szczegółów, jak się okazało, kluczowych dla sprawy.
Ignorancja Catchpoole’a zadziwia, bo niektóre intrygi były szyte tak grubymi nićmi, że uwierały mnie na odległość. Agatha zawsze używała cieniutkich nici jedwabnych, które niekiedy ciężko było dostrzec i doceniała inteligencję czytelnika, fundując mu doskonałą zabawę.
Odnosząc się do zamówionego w hotelu przez ofiary podwieczorku, pani Christie serwowała nam zawsze pyszne, doskonałe dania, stawiając na jakoś, a nie ilość, bardziej do degustacji niż zaspokojenia wilczego głodu, a pani Hannah podała wielkiego Fast fooda z sieciówki, odgrzanego w mikrofali, który zapchał żołądek, wywołał niestrawność i obawiam się, że utuczy.

Nie zachwyciła mnie, zatem, forma, w jakiej pani Sophie Hannah zrelacjonowała śledztwo dotyczące potrójnego zabójstwa, które rozwikłał słynny detektyw Herkules Poirot. Zdecydowanie wolę czytać „relacje” pani Agathy Christie. Na szczęście napisała ich wystarczająco dużo, abym mogła delektować się nimi przez kilka lat, by ponownie móc do nich powracać.
Natomiast produktom christiepodobnym mówię, nie! Nie, nie, nie i jeszcze raz nie!
---------
[1] „Inicjały zbrodni”, Hannah Sophie, tłumaczenie Małecki Łukasz, Wydawnictwo Literackie, 2014, s.38

 Inicjały zbrodni. Agatha Christie


Autor:
tłumaczenie  Łukasz Małecki


tytuł oryginału  The Monogram Murders


Wydawnictwo Literackie 11 września 2014 


ISBN   9788308053911


liczba stron   360
 
 

13 komentarzy:

  1. Jak tylko usłyszałam, że powstaje ciąg dalszy przygód Poirota powiedziałam: "O nie! Po co?! Tak nie powinno być"!
    Dlaczego? Z prostej przyczyny - niektóre potrawy potrafi przyrządzić tylko jeden kucharz! Byłam zła, że ktoś stara się wybić na znanym nazwisku!
    Jestem pewna, że "Inicjały zbrodni" nie będą nigdy mogły dorównać takim dziełom jak "Pięć małych świnek" czy "Morderstwa w Orient Expressie", lecz sądzę, że dam tej książce szansę. Tak, by się przekonać, dlaczego nie należy tykać dzieł Agaty Christie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwyraźniej jest tak, jak piszesz. Każda podróbka jest podróbką, a nie oryginałem i koniec!

      Usuń
  2. Świetna recenzja! Obawiam się, że A. Christie nikt nie pobije.. Porównanie do fast food jest niezwykle wymowne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Obawiam się, że lepiej wypracować sobie swoją markę, niż być kiepskim epigonem cudzej twórczości. Ale kasa kusi.... :)

      Usuń
  3. Nie zamierzam czytać tej książki. Dla mnie to zwykła podróba. A akurat Christie nie da się podrobić, więc to podróba marna (w czym mnie utwierdziłaś). ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nie wyszła ta próba najlepiej. Autorka nie czuje finezji, z jaką pisała Agatha.

      Usuń
  4. Kupiłam ją dla Mamy. Sprzedawczyni w Empiku pytała, czy to dobra książka, bo podobno schodzi jak świeże bułeczki (cyt. "Co trzecia osoba podchodząca do kasy, ma tę książkę."), Szkoda, że nie jest dobra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno jest wydarzeniem nie tylko literackim. Towarzyszy jej silna reklama, np.poświęcono jej tegoroczny Festiwal Agathy Christie. Obecna była autorka i aktorzy, m.in. David Suchet. Warto przeczytać i mieć własne zdanie. Z tego Mama będzie zadowolona. Poza tym nie wszyscy są ortodoksyjnymi wyznawcami Agathy :)
      Jest słaba jako naśladownictwo. Jako książka sama w sobie może być, aczkolwiek szału nie ma ;)

      Usuń
  5. Christie była jedyna i nikt nie jest w stanie jej podrobić. Od momentu gdy się ukazała ta książka, stwierdziłam, że to odgrzewany kotlet. Ale mimo wszystko mam ochotę żeby się zapoznać z tą publikacja i wyrobić sobie własne zdanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej jestem za tym, żeby samemu ocenić tę książkę! Jestem ogromnie ciekawa Twoich refleksji. Podzielisz się nimi na blogu?

      Usuń
    2. Jak tylko dorwę książkę, to sie podzielę :)

      Usuń
  6. Przeplatanie się rozdziałów pisanych przez narratora pierwszo- i trzecioosobowego jak najbardziej jest w stylu Christie - pisarka wykorzystała ten patent np. w "Przyjdź i zgiń". Tam również występuje Poirot, a narratorem pierwszoosobowym nie jest Hastings.

    Z resztą opisu jak najbardziej się zgadzam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, jeszcze nie czytałam tego kryminału. Przyjrzę się przy okazji narracji :)

      Usuń