poniedziałek, 14 lipca 2014

"I nie było już nikogo"

Agatha Christie
"I nie było już nikogo"
216 stron
Tą książka pani Christie według mnie udowodniła, że jest mistrzynią gatunku. Nie wiem doprawdy czemu wcześniej mi ta książka w ręce nie wpadła. A może to i dobrze, miałam niewątpliwą sposobność delektować się nią właśnie teraz :).

8 nieznanych sobie osób + 2 służących dostaje zaproszenie na postawiony na trudno dostępnej wyspie dom. Każdy z nich dostał zaproszenie od niejakiego U.N. Owen'a. Po pierwszej kolacji wszyscy się dowiadują, że został na nich wydany wyrok, bo w przeszłości dopuścili się czynów, które doprowadziły do śmierci innych ludzi. Początkowo wszyscy wyrażają swoje oburzenie - jak tak można rzucać fałszywe oskarżenia w twarz porządnym ludziom. Wkrótce okazuje się, że zarzuty miały swoje podstawy i każdemu przyjdzie zapłacić za zło, które popełnił. Goście zaczynają jeden po drugim ginąć z rąk tajemniczego Owen'a.

Żeby było dramatyczniej, każdy z gości ma w swoim pokoju powieszony wierszyk - dziecięcą rymowankę "Dziesięciu murzynków" (pod takim tytułem również powieść się ukazała w Polsce). Zgodnie z przedstawioną w tej piosence historią, każdemu z murzynków przytrafiło się coś, co go życia pozbawiło. Wierszyk stanowi kanwę do tego, jak poszczególne osoby tracą życie. Dodatkowo w jadalni w widocznym miejscu stoi 10 figurek i każda zostaje zniszczona po wyeliminowaniu kolejnej osoby z listy oskarżonych. Powiem tyle, że zakończenie wprawiło mnie w absolutne osłupienie!!!


Ponieważ książka zdecydowanie plasuje się w gronie najlepiej sprzedających się kryminałów w historii (gdzieś przeczytałam, że już ponad 100 milionów kopii poszło w świat), nie dziwi więc fakt, że wielu reżyserów pokusiło się o stworzenie ekranizacji. W gronie filmów, które sobie odpuściłam było cudo produkcji hinduskiej nakręconej w formie musicalu (o matko i córko jak można, no jak?), coś na kształt horroru i western. Ponieważ żadnego z tych gatunków nie trawię zadowoliłam się 4 innymi filmami :)

1945 rok,
reż. Rene Claire
1965 rok,
reż. George Pollock
1974 rok,
reż. Peter Collinson














1987 rok,
reż. Stanislav Govorukhin
Pierwszy film z 1945 r. podobał mi się najbardziej. Jeśli chodzi o losy poszczególnych osób były wierne historii książkowej, pomimo dramatyzmu reżyserowi udało się wprowadzić odrobinę komizmu do całej sytuacji. Zakończenie jednak jest inne niż w książce. Film z 1965 r. wprowadził leciutkie zmiany co do osób i również zmienił zakończenie. Bohaterowie zostali umieszczeni nie na wyspie, ale na szczycie niedostępnej góry w środku zimy. Wersja z roku 1974 jest prawie kalką filmu z roku 1965 z wyjątkiem umieszczenia akcji na pustyni w Iranie!. Ostatnia obejrzana przeze mnie ekranizacja z 1987 r. była najbardziej ponura, ale też najwierniejsza książce.

Cieszę się, że mogłam przeczytać tą powieść Christie. Choć niezwykle ponura i ziejąca strachem prawie z każdej strony daje czytelnikowi ważną lekcję - nic nie da się ukryć przed innymi, a każdy poniesie swój własny ciężar i prędzej czy później dopadną go konsekwencje popełnionych czynów.

www.kasiowaczytelnia.blogspot.de

5 komentarzy:

  1. Kupiłam to gazetowe wydanie i nie mogę się do Żołnierzyków przyzwyczaić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejterzę żołnierzyki z pełną mocą. To jest kompletnie bez sensu. Rozumiem, że nigro=czarni w wersji angielskojęzycznej, ale jest spora różnica w polskim języku między czarny a murzyn. No ale polityczna poprawność rządzi :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W wersji anglo występuje też opcja "ten little indians" żeby było jeszcze ciekawiej :)

      Usuń
    2. Indianie też są niepoprawni polityczni. Paranoja!

      Usuń
  3. Wszyscy są politycznie niepoprawni, dlatego nie było już nikogo :)

    OdpowiedzUsuń