środa, 2 kwietnia 2014

"Wielka czwórka"

Agatha Christie
"Wielka czwórka"
200 stron
Tym razem Agatha Christie zamiast napisać kolejny typowy dla siebie utwór kryminalny postanowiła zabawić się i wykreowała realia iście szpiegowskie. Bo jak nazwać sytuację, gdy czworo nieznanych nikomu ludzi próbuje przejąć kontrolę nad światem?

Dzielny Poirot trafia przez przypadek na Wielką Czwórkę i powoli zaczyna układać w swojej głowie ogólny zarys niebezpiecznej organizacji. Razem z dzielnym druhem Hastingsem udaje im się ustalić, że:

☞ numer jeden to nadzwyczajny chiński mistrz umysłu Li Chang Yen, jest on głową całego nikczemnego przedsięwzięcia
☞ numer dwa jest nieznany, przedstawia się jako symbol $ lub wymiennie jako dwa paski i gwiazdę  - prawdopodobnie pochodzi z USA
☞ numer trzy jest francuską kobietą
☞ numer cztery to najniebezpieczniejszy osobnik z tego grona zwany niszczycielem.

Poirot za wszelką cenę musi poznać tożsamość pozostałych członków Wielkiej Czwórki, albowiem od tego najwyraźniej zależą dalsze losy ludzkości. Świadomy odpowiedzialności jaką na siebie przyjął oraz powagi sprawy posuwa się nawet do upozorowania własnej śmierci...

 Muszę przyznać, że mnie Christie tą powieścią zaskoczyła. Jakoś chyba bardziej przywykłam to spraw mniejszych gabarytów przynajmniej w wykonaniu Poirota. Choć szpiegostwo też przewijało się "Tajemniczym przeciwniku". Tu Poirot jest wiecznie zabiegany, Hastings biedny cierpi katusze, gdy dowiaduje się że Wielka Czwórka porwała mu przebywającą w Argentynie żonę. Zaiste akcji co nie miara. Mimo wszystko z lektury jestem zadowolona :).


Jeśli chodzi o ekranizację to zaryzykowałabym, że kogoś poniosło lekko i jest to "zupełnie inna para kaloszy".  Jest tak dużo wprowadzonych zmian, wiele książkowych motywów zupełnie pominiętych, coś nowego dorzucono. Przejmująca scena, gdy odbywa się pogrzeb Poirota a potem jego wierni przyjaciele panna Lemon, kapitan Hastings i inspektor Japp spotykają się w pustym mieszkaniu Herkulesa. Choć wiedziałam, że to jest ukartowane smutek prawdziwy odczuwałam. Film świetny mimo wielu zmian!

panna Lemon, inspektor Japp, Herkules Poirot, kapitan Hastings
www.kasiowaczytelnia.blogspot.de

3 komentarze:

  1. "Wielką Czwórkę" wspominam bardzo pozytywnie, faktycznie - więcej w niej było z historii szpiegowskiej niż z klasycznego kryminału w wykonaniu Christie. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy czytałam "Wielką Czwórkę" to pomyślałam, że Agatha była blisko wymyślenia Bonda :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ekranizacja tej powieści średnio mi się podobała. A nawet mnie trochę zawiodła :D Inne książki A.Christie uważam za lepsze ;D

    OdpowiedzUsuń