środa, 31 grudnia 2014

"Tajemnica gwiazdkowego puddingu"

Agatha Christie
"Tajemnica gwiazdkowego
puddingu"
264 strony
Po raz kolejny sięgnęłam po zbiór opowiadań pani Christie - tym razem trafiłam na 6 różnych opowiadań. Wszystkie je ku mej uciesze zekranizowano, a najlepszy z filmów powstał na kanwie najkrótszego opowiadania z panną Marple nawet nie w roli głównej :).

Tajemnica gwiazdkowego puddingu.


Poirot w akcji nawet
podczas posiłku
To opowiadanie występuje również pod tytułem "Kradzież królewskiego rubinu" i o to się głównie w tej historii rozchodzi. Pewien nieroztropny książę dał się ponieść emocjom i tym samym doprowadził, by piękna kobieta ukradła mu wspaniały rubin będący rodzinnym klejnotem. Oczywiście do akcji wkracza nie kto inny jak sam Poirot, a aby sprawę móc prowadzić musi zdobyć się na pewne poświęcenie - opuszcza zatem swoje wygodne mieszkanie i udaje się spędzić tradycyjne angielskie święta do majątku Kings Lacey.
Dom jest pełen rodziny i przyjaciół i oczywiście tradycyjnego jedzenia. Zaspokajając swój wysublimowany apetyt Poirot równocześnie bada kto jest kim i ani na chwilę nie daje się wywieźć w pole.

Zagadka hiszpańskiej skrzyni.


Poirot tańcuje, a pod nosem ktoś człowieka morduje...
Czytając gazetę Poirot dowiaduje się o zbrodni popełnionej w nietypowy sposób. Po przyjęciu z tańcami wydanym przez pana Rich'a w przepięknie zdobionej hiszpańskiej skrzyni służący odkrywa zwłoki niejakiego Claytona. Sprawa jest banalnie prosta i gospodarz podejrzany o romans z żoną zmarłego trafia za kratki. Jednak wszystko jest zbyt proste i to tu Poirot doszukuje się podstępu.
W filmie słynny detektyw jest niejako świadkiem całego zajścia, bowiem jest jednym z gości feralnego przyjęcia. Ambitnie chce podejść do sprawy, bo kto to widział mordować człowieka pod jego nosem...

Popychadło.


szukanie śladów na całego
Tym razem Poirot rozwiązuje sprawę morderstwa zamożnego sir Rubena Astwell. Ktoś pozbawił go życia w jego własnym domu i jak to się w tego typu historiach powtarza wiele osób miało powody, bo zmarłego usunąć. Ciekawe jest, że żona Lady Astwell uparcie twierdzi, że jej doskonale sprawująca się kobieca intuicja podpowiada iż mordercą jest nie kto inny jak sekretarz zmarłego męża niejaki Trefusis. I choć podejrzanych ma Poirot od groma, nie może udawać, że tak silne przekonanie damy jest mu obojętne.

Dwadzieścia cztery kosy.


Poirot jako CSI :)
Poirot spotyka się ze swoim przyjacielem Henrym w restauracji na obiedzie. Jest to idealna okoliczność do porozmawiania na temat ludzkich przyzwyczajeń - kanwą do tej rozmowy staje się postać starszego, dziwacznego malarza, który od lat przychodzi do restauracji w te same dni i zamawia zawsze to samo. Sympatyczna kelnerka wspomina, że staruszek chyba już zaczyna tracić pamięć, gdyż ostatnio przyszedł wyjątkowo w poniedziałek i zamówił coś zupełnie innego.
Taka nagła zmiana budzi w Poirocie ciekawość i dzięki swojej wnikliwości dociera do informacji, że ów malarz zmarł. Jednak detektywowi nie podoba się wytłumaczenie, że starzec zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku we własnym domu. Postanawia dotrzeć do prawdy, tym bardziej że okazuje się, że ze śmiercią wiąże się pokaźny spadek.
W filmie Poirota znajomym z restauracji jest jego dentysta i ten motyw ciągnie się przez cały odcinek :). Przezabawna też była wizyta Herkulesa w policyjnym laboratorium - wgląd w pracę dawnych śledczych od razu nasuwa skojarzenia ze współczesnymi filmami z serii CSI :).

Sen.

Benedict Farley
Ekscentryczny milioner Benedict Farley wzywa do siebie Poirota i przedstawia nietypową sprawę, mianowicie od jakiegoś czasu śni mu się ciągle ten sam sen, w którym zawsze ze zgodnością co do minuty odbiera sobie życie we własnym gabinecie. Spotkanie przebiega dziwnie, w zasadzie nie wiadomo czego Farley od Poirota oczekuje, ale całość zostawia w detektywie bardzo mieszane uczucia. Niebawem okazuje się, że Farley postąpił dokładnie tak jak mu się to śniło. Ludzie twierdzą, że zmarły po prostu oszalał, ale Poirota nie jest w stanie nic oszukać.

Szaleństwo Greenshawa.

Siostrzeniec panny Marple - Raymond West opowiada jej o nietypowym spotkaniu z właścielką przedziwnego domostwa znanego w okolicy jako "szaleństwo Greenshaw'a". Okazała posesja należała niegdyś do bogatego właściciela, który chciał się wykazać zapewne, ale nie miał żadnego pojęcia o architekturze i w efekcie stworzył dziwactwo.
Wkrótce ginie zatrzelona z łuku właścicielka, a Marple nie ruszając się z domu rozwikłuje historię, która na pozór jest banalna.
Gorąco polecam film nakręcony na podstawie opowiadania choć tak naprawdę nie mający z nim zbyt wiele wspólnego. Świetna historia oczywiście na potrzeby filmu rozbudowana i zmieniona trzymająca do końca w napięciu!

panna Marple i bohaterzy intrygi


poniedziałek, 22 grudnia 2014

"Karty na stół"

Agatha Christie
"Karty na stół"
236 stron
Ekscentryczny jegomość o orientalnie brzmiącym nazwisku  - pan Shaitana - zaprasza do siebie na kolację wydawać się mogło gości nie mających ze sobą nic wspólnego. Jest tam również Poirot, który jak zwykle z wrodzoną sobie ciekawością obserwuje zebranych. Po wybornej kolacji towarzystwo zostaje podzielone na 2 grupy rozlokowane w osobnych pokojach. W każdym z nich rozpoczyna się rozgrywka brydżowa, jedynie gospodarz nie gra - obserwuje grających z wygodnego fotela umiejscowionego przy kominku.

I cóż wydarzyć się może, gdy Poirot jest w gościach - oczywiście gospodarz umiera! I to bynajmniej nie w naturalnych okolicznościach, ktoś go zamordował. Pewne jest, że zabójstwa musiał dokonać jeden z gości i Poirota zadaniem będzie znalezienie tej osoby. Do pomocy będzie miał nieocenioną przyjaciółkę Ariadnę Oliver.

Zbrodnia sama w sobie jest karygodna, niezależnie na kim została dokonana. I choć Shaitana nie był typem sympatycznym, wkrótce okazuje się, że potencjalnie każdy z gości miał coś do ukrycia, coś o czym Shaitana się dowiedział i czerpał radość posiadając kompromitujące informacje. Tym razem Poirot szukając winnego będzie starannie wypytywał gości o ich grę w brydża oraz... wystrój mieszkania tragicznie zmarłego gospodarza.



Trzymająca w napięciu historia została filmowo zmieniona na równie ciekawą, choć zupełnie inaczej toczącą się opowieść. I podobał mi się ten zabieg niezmiernie, bo w sumie stałam się bogatsza o dwa nowe dzieła.

Zaproszeni goście i ... potencjalny zabójca
Zdecydowanie smaczku wszystkiemu dodawała niezwykle lubiana przeze mnie postać panny Oliver i jej wiecznie wysypujące się jabłka tudzież ich pozostałości.

Tak, każdy z nas skrywa jakiś sekret, pilnie strzeże jakiejś tajemnicy. A szafowanie cudzymi uczuciami i chęć zdobywania nowych doświadczeń cudzym kosztem nigdy nie powinny iść w parze. Jak komuś potrzeba dreszczyku emocji... powinien zadbać o to sam!

środa, 17 grudnia 2014

Śmiertelna miłość

[W poniższej recenzji nie zdradzam niczego, czego nie można by się dowiedzieć z noty na okładce czy z lektury pierwszych stron "Pięciu małych świnek". Nie wskazuję też na osobę mordercy. Kiedy miałem wątpliwości, skorzystałem z możliwości ukrycia fragmentu] Dwudziestoletnia, pełna magnetyzmu Karla Lemarchant prosi Herkulesa Poirot o przeprowadzenie dochodzenia w sprawie zabójstwa sprzed szesnastu lat. To właśnie wtedy zabito jej ojca - genialnego malarza Amyasa Crale'a - a matkę skazano na dożywotnie więzienie za zabójstwo. Czy w tej dawnej sprawie pozostaje coś jeszcze do wyjaśnienia, skoro osoba sprawcy nie wzbudza wątpliwości? Tak zaczyna się jedno z najbardziej niezwykłych śledztw belgijskiego detektywa i zarazem jedna z najlepszych powieści kryminalnych Agathy Christie - "Pięć małych świnek". Poirot przyjmuje zlecenie, choć odgrzebywanie przeszłości jest bardzo trudne. Stara się dociec, co naprawdę zdarzyło się feralnego wrześniowego dnia w posiadłości Alderbury, kiedy otruto Crale'a. Wszystko wydaje się jasne, mamy tu do czynienia z typowym trójkątem małżeńskim - oto obdarzony temperamentem malarz uwikłał się w kolejny romans. A jednak związek z młodziutką, pełną życia, bezpośrednią Elzą Greer wydaje się czymś poważniejszym niż dotychczasowe krótkotrwałe miłostki Amyasa. Jego żona Karolina czuje się zagrożona. 
źródło
Napięcie między bohaterami sięga zenitu, a wszystko kończy się tragicznie - zazdrosna kobieta zabija wiarołomnego męża i trafia do więzienia, gdzie wkrótce umiera. Poirot rozmawia z ludźmi powiązanymi z procesem Karoliny Crale - prokuratorem, prawnikami, inspektorem policji. Spotyka się również z tymi, którzy znajdowali się w Alderbury w dniu śmierci Amyasa. Filip Blake - makler giełdowy i najlepszy przyjaciel zmarłego malarza - nie może się wyzbyć poczucia winy. 

Jego brat Meredith - wycofany, cichy, pasywny wobec życia - czuje się częściowo odpowiedzialny za tamtą śmierć (gdyby nie opowiadał tyle o właściwościach cykuty, prawdopodobnie dzień później nie znalazłaby się ona w szklance z piwem Amyasa). Elza Greer - obecnie lady Dittisham, owa famme fatale sprzed kilkunastu lat - nie może zapomnieć o dawnym kochanku i nienawiści do jego żony. Cecylia Warren - surowa guwernantka o przekonaniach feministycznych - poniekąd usprawiedliwia dokonaną zbrodnię, rozumie motywację nieszczęśliwej pani Crale. Jest jeszcze Angela Warren - ambitna, impulsywna archeolożka - która nie wierzy w winę przyrodniej siostry. 

źródło
Detektyw prosi każdą z pięciu wymienionych osób o spisanie relacji z tamtego tragicznego dnia. Wkrótce na jaw wychodzą zdumiewające fakty, nieczyste pobudki, wielkie namiętności i skrzętnie skrywane tajemnice. A jednak wina Karoliny Crale nadal wydaje się niepodważalna. Co tam się naprawdę wydarzyło? "Pięć małych świnek" to pozycja wyjątkowa w dorobku Agathy Christie. Angielska pisarka w tej bodaj powieści po raz pierwszy wplotła w zbrodniczą intrygę niezwykle wyraziste wątki obyczajowe. Płaszczyzny kryminalna i psychologiczna funkcjonują tu na równych prawach. 

Bohaterowie ze swoimi dramatami są naprawdę skomplikowani i niejednoznaczni. Każdy widzi daną osobę nieco inaczej. I dlatego Amyas Crale jawi się jednocześnie jako genialny malarz, podrzędny twórca, którego obrazy są modne, ale nie przedstawiają żadnej wartości, ofiara uwięziona w małżeńskim kieracie u boku zaborczej megiery i wreszcie egoista, który za nic ma cierpienie ukochanej kobiety. Elza to z jednej strony urocza młoda dziewczyna, ocalona Szekspirowska Julia okrutnie doświadczona przez los, a z drugiej - prymitywna, podła intrygantka, która chce zburzyć cudze szczęście. Merredith jest lojalny i uczciwy, a zarazem bezwolny, naiwny i głupi. Filip Blake za maską cwanego cynika ukrywa twarz człowieka niespełnionego z powodu dawnego miłosnego dramatu* (ukryty fragment jest na końcu postu).
A kim była Karolina Spalding-Crale, najbardziej zagadkowa postać w powieści? Pełną czaru romantyczką? Mściwą, podłą kobietą przyjmującą z ukontentowaniem pozę męczennicy? Bezbronną istotą zaszczutą przez męża? Prawdziwą, pełną godności damą? To nie jest łatwe do rozstrzygnięcia. 

 Co ciekawe, w "Pięciu małych świnkach" akcja prawie nie posuwa się naprzód. Jako czytelnicy z konieczności krążymy po labiryncie tej samej historii (choć każda z wypowiadających się osób inaczej widzi to, co się stało), ciągle na nowo doświadczamy tego samego. Padają identyczne słowa, rozgrywają się "duble" już znanych scen. To dlatego lektura tej powieści ma w sobie coś hipnotycznego. Idziemy krok za krokiem z bohaterami, poznajemy zarówno okoliczności mrocznej zbrodni, jak i psychikę bohaterów. 

W tej powieści duszno jest od całkiem niekryminalnego napięcia (czyli nie takiego pod hasłem: "o rany, kto zabił, może ona, a nie, pewnie on, a może jednak nie"). To raczej bagno emocji (obok miłości - nienawiść, zazdrość, złość, fascynacja, rozgoryczenie), trudnych relacji i wyniszczających namiętności. Jednak w tym wszystkim Agatha Christie nie zapomina o intrydze kryminalnej - i do ostatniej strony trzyma czytelnika w niepewności co do osoby sprawcy. Rozwiązanie jest naprawdę zdumiewające, a zwycięstwo Herkulesa Poirota ma wyjątkowo gorzki posmak. 

Zachęcam do sięgnięcia po "Pięć małych świnek". Kryminał to nietypowy w dorobku Agathy Christie, ale - jak często z jej powieściami bywa - po prostu doskonały. Co was bardziej urzeknie? Prawdziwie misterna intryga? A może ten kocioł emocji? Mnie zachwyca jedno i drugie. 

Pięć małych świnek
Tłumaczenie Izabella Kulczycka-Dąmbska
tytuł oryginału Five Litlle Pigs
Wydawnictwo Dolnośląskie
data wydania 2009 (data przybliżona)
ISBN 978-83-245-8892-3
liczba stron 260





 Recenzja pochodzi z portalu BiblioNETka.
Autorem recenzji jest Misiak297

Ukryty fragment:

sobota, 13 grudnia 2014

"Czarna kawa"

Agatha Christie
"Czarna kawa"
133 strony
Kawa... hmmm... dobra kawa... W zasadzie pijam ją codziennie, zazwyczaj od niej każdy dzień zaczynam. Jest pyszna o każdej porze dnia, no może nie polecana tym, co mają problemy z późniejszym zaśnięciem.

Podana w filiżance jawi się jako napój elegancki, zdecydowanie pasujący do zakończenia gastronomicznej uczty i właśnie została zaserwowana po jednej z nich Poirotowi. Ba, nie jemu samemu - salon sir Claud'a Amory jest wypełniony członkami rodziny oraz zaproszonymi gośćmi. A co tam porabia Poirot?

Sir Amory jest naukowcem, opracował formułę na zupełnie nowy materiał wubuchowy. Nikogo nie trzeba przekonować, że taka wiedza w dzisiejszym świecie bogacącym się na konfliktach zbrojnych jest nie lada kąskiem. Bo przecież to władza, to pieniądzie, to wzbudzanie w innych strachu. I o ten strach chodzi właśnie, gdyż Amory lęką się, iż ktoś dybie na jego formułę. Stąd obecność Poirota i Hastingsa w domostwie naukowca. Przykre jest to, że Amory podejrzewa o niecne zamiary kogoś z członków rodziny. Niestety nie dane wielkim umysłom podyskutować i podrzucić ewentualne tropy - Amory po wypiciu filiżanki kawy pada nieżywy...

Blady strach pada na wszystkich będących świadkiem tego jakże przykrego zajścia. Jak to u Christie okazuje się, że prawie każdy miał jakiś ukryty motyw by seniora rodu się pozbyć. Jest to sprawa jednak o zdecydowanie wyższej randze - to nie zwykły konflikt rodzinny zakończony morderstwem, lecz kwestia bezpieczeństwa narodowego. Skradziona formuła nie powinna dostać się w niepowołane ręce i o to musi zadbać Poirot.


Szybciutki kryminał na wolne popołudnie i wieczór. Błyskotliwy Poirot, rodzinne tajemnice i rozbrajający Hastings. Zdecydowanie dobra rozrywka. Tylko potem jakoś podejrzliwie na kawę zaczęłam patrzeć, nie z obawy że moja rodzina dybie na me życie, ale patrząc na nią widzę potencjalne narzędzie zbrodni - och pani Agatho, co za pomysł!

piątek, 5 grudnia 2014

"Zatrute pióro"

Agatha Christie
"Zatrute pióro"
192 strony
Co może przepisać lekarz powypadkowemu rekonwalescentowi? Ano wypoczynek, najlepiej z dala od miejskiego zgiełku, gdzieś na wsi, gdzie życie toczy się niespiesznie i sielsko. Joanna Burton po paskudnym wypadku zabiera swojego brata Jerry'ego do uroczej mieścinki Lymstok. Z założenia ma być tam tak nudno, że z braku innych zajęć poturbowany brat po prostu zacznie wracać do zdrowia. Nic bardziej mylnego, przynajmniej w kwestii liczenia na brak sensacji.

Miasteczkiem zaczyna bowiem rządzić plotka podana w paskudny sposób w postaci złośliwych anonimów. Oszczercza korespondencja jest przygotowana w sposób niezwykle profesjonalny - litery wycięte z jakiejś książki, koperty zaadresowane na maszynie, brak odcisków palców. W tak małej społeczności wiadomości rozchodzą się z prędkością światła i wkrótce całe miasteczko żyje anonimami. Do pewnego tragicznego dnia, kiedy to pani Symmington - żona szanowanego miejscowego lekarza - po otrzymaniu takiego paskudztwa postanawia odebrać sobie życie...

Zdruzgotany małżonek został z 3 dzieci - swoimi 2 synami i Megan, córką zmarłej żony z poprzedniego małżeństwa. Ponieważ cała ta sytuacja dotknęła również i rodzeństwo Burtonów - im się też dostało w jednym z listów - Jerry i Joanna zaczynają szukać sprawcy owego zamieszania. Sprawa się zagęszcza, bo ginie kolejna osoba. Jak dobrze zatem, że akurat w Lymstok w gościnie na probostwie przebywa nie kto inny jak sama Jane Marple.

Cały czas się musiała upewniać czy aby czytana przeze mnie historia na pewno należy do cyklu z Marple, bo jej tam nie było. No prawie - pojawia się pod koniec i ma tak niewielką rolę, że aż się zdziwiłam. Oczywiście pomaga wpaść na rozwiązanie, ale mimo wszystko brakowało mi tej otoczki, którą zawsze wokół siebie stwarzała. Ploteczki, herbatki i nieodłączna robótka na drutach.



Filmowo niestety sobie nie pożywałam, bo udało mi się wyłącznie obejrzeć jedną z dwoch powstałych ekranizacji - tę późniejszą z Gerladine McEwan w roli Marple.

Jerry i Joanna Burton
Bardzo podobała mi się ekranizacja, chyba dlatego że ponieważ film wchodził w skład serii o przygodach panny Marple leciwa detektyw musiała się w nim pojawić od początku. Leciusieńko zmieniono fabułę, ale wyszło to wyłącznie na korzyść i muszę przyznać, że całości towarzyszyła wspaniała muzyka.

Kolejna historia za mną, jak zwykle żądze biorące nad ludzką naturą górę i dyktujące kolejne poczyniania nie wychodzą nikomu, dosłownie nikomu na zdrowie. Nawet jeśli ktoś uważa się za spryciarza i użyje zasłony dymnej, w obliczu umysłu panny Marple zostanie zdemaskowany. Prawda jak zwykle zatryumfowała!

sobota, 29 listopada 2014

Przekleństwo talentu

Wydany po raz pierwszy w 1930 roku "Chleb olbrzyma" to pierwsza z sześciu powieści obyczajowych napisanych przez Agathę Christie pod pseudonimem Mary Westmacott. Zwyczajowo uważane są za romanse, co dziś wydaje się niezmiernie krzywdzące dla tych utworów. "Królowa Kryminałów" jako Mary Westmacott przyglądała się trudnym i skomplikowanym relacjom międzyludzkim.

Na przykład "Samotna wiosną" jest błyskotliwym studium psychiki toksycznej kobiety, która niszczy tych, których kocha. "Córka jest córką" to opowieść o tym, co się dzieje, kiedy między blisko związane ze sobą matkę i córkę wkracza mężczyzna. Czy ta pierwsza ma prawo ułożyć sobie życie na nowo kosztem drugiej? "Brzemię" przybliża trudne relacje między siostrami. W "Chlebie olbrzyma" Agatha Christie ukazała konflikt utalentowanego artysty, który może poświęcić się sztuce tylko za cenę oddalenia się od tych, których kocha. Jak mówi jedna z bohaterek powieści:

"Talent to najsurowszy mistrz, najbardziej wymagający. Trzeba mu poświęcić wszystko włącznie z własnym tandetnym szczęściem, gdyby ono stanęło mu na przeszkodzie. Talentowi trzeba stale służyć"[1].


Trochę o fabule (przy okazji: na okładce znalazło się streszczenie prawie całej książki - to wstyd dla wydawnictwa!). Vernon Deyre nienawidził muzyki - aż do chwili, kiedy za sprawą przypadku go zafascynowała. Odkrył w sobie niezwykły talent. Ma ambicje skomponowania wielkiego dzieła. W życiu osobistym przeżywa rozterki - kocha piękną Nell Vereker, zarazem jednak pozostaje pod wpływem bezkompromisowej, inteligentnej Jane Harding. Tymczasem nadciąga I wojna światowa. Jak zmieni się życie bohaterów?

W kryminałach Agathy Christie zazwyczaj brakowało miejsca na rozbudowaną psychologię postaci. Autorka wszystko podporządkowywała intrydze, bohaterowie byli wyraziści, ale narysowani dość grubą kreską. Oczywiście zdarzały się wyjątki ("Niedziela na wsi", "Pięć małych świnek", "Próba niewinności" - tu są ciekawsi, bardziej złożeni, a intryga pozostaje na drugim planie). Jeśli ktoś mimo wszystko sądzi, że Christie nie umiała się przyjrzeć swoim postaciom, pierwsze rozdziały "Chleba olbrzyma" sprawią, że zmieni zdanie.

Oto wyrazisty portret nieszczęśliwego dziecka. Mały Vernon, zamknięty w imponującej rodzinnej siedzibie (nazwanej Możne Opactwa) niczym w wieży z kości słoniowej, czuje się bardzo samotny. Wymyśla sobie niewidzialnych przyjaciół - uwielbiającego się bawić pana Greena i jego towarzyszy: Pudla, Wiewiórkę i Drzewo. Oto dość wymowny fragment:

"W świecie Vernona tak naprawdę liczyły się tylko trzy osoby: Niania, Bóg i pan Green. (...) Było także coś w rodzaju bliźniaczego bóstwa zwanego mamusio-tatusiem, które to bóstwo Vernon wspominał w swoich modlitwach, a także wiązał ze schodzeniem w dół na leguminę. Oboje, mamusia i tatuś, byli tajemniczymi postaciami, pięknymi, wprost cudownymi - zwłaszcza mamusia - lecz nie należeli do jedynego prawdziwego świata, świata Vernona"[2].
Czytelnik, starszy od kilkuletniego wówczas bohatera, nabierze zgoła innego mniemania o państwu Deyre'ach. Walter i Myra tkwią w toksycznym związku. On, nie znajdując porozumienia z żoną, ugania się za innymi kobietami. Ona - niestabilna emocjonalnie, raczej odgrywająca wygodne role niż żyjąca naprawdę - szantażuje psychicznie męża, którego jednocześnie obsesyjnie kocha. Można łatwo odnieść wrażenie, że dziecko jest pionkiem w rodzicielskiej wojnie. Walter nie umie dotrzeć do syna, żyje jakby obok niego, Myra zaś (zdecydowanie najciekawsza postać w powieści) nie umie postępować z Vernonem, a z drugiej strony traktuje go jak maskotkę, plasterek na rany zadane przez małżonka.

Okładka pierwszego wydania
W takiej atmosferze - wzajemnej nienawiści, osamotnienia i nieszczęścia - wyrasta przyszły geniusz muzyczny. Wkrótce na jego drodze pojawia się cyniczna kuzynka Josephine "Joe" Waite, która uważa, że "mężczyźni są potworami, lecz jeśli się ich uprzedzi i jest się potworem dla nich, to są w porządku"[3]. Sama żyje na przekór konwenansom - wiąże się z tymi, którzy pozostają w powszechnej pogardzie, sympatyzuje z sufrażystkami, popiera ideę wolnej miłości, nie kryje swoich ateistycznych przekonań ("uważam, że racjonalnie myślący człowiek może być tylko ateistą"[4]). Później na scenie pojawiają się Sebastian Levinne - krezus żydowskiego pochodzenia, Nell Vereker - córka utracjusza, która maskuje przed światem biedę, w jakiej żyje i Jane Harding - doświadczona przez życie śpiewaczka. Christie stawia tych ludzi przed dramatycznymi wyborami, każe im wchodzić w przeróżne układy (czasem toksyczne). Bohaterowie pragną znaleźć szczęście w otaczającym ich świecie. Nie jest to jednak łatwe - może dlatego, że owo szczęście niejedno ma imię, a niektóre imiona nie współgrają ze sobą?
* fragment tekstu został ukryty, ponieważ zawiera  szczegóły fabuły lub zakończenia, znajdziecie go na dole w "czytaj więcej"

I mylą się ci z Was, którzy sądzą, że autorka poprowadzi swoich bohaterów do szczęśliwego końca. Nie wszyscy zwyciężą.
W "Chlebie olbrzyma" Agatha Christie poruszyła kwestię, która musiała nurtować ją od dawna. Ona - Królowa Kryminałów, bożyszcze czytelników - próbowała pogodzić swoją sławę z miłością. Ale jej dwa małżeństwa - z Archibaldem Christie i Maxem Mallowanem - nie należały do udanych. Niełatwo jest być mężem gwiazdy. Nie brakuje tu mocnych scen, bohaterowie naprawdę muszą cierpieć. I tylko szkoda, że ta powieść jest tak nierówna. Miejscami traci psychologiczny impet, niekiedy akcja zaczyna gnać, a niektóre sceny zostają zaledwie naszkicowane. Łatwo o rozczarowanie. A jednak jej autorka nie byłaby sobą, gdyby nie zaskoczyła czytelnika... Więcej nie zdradzę.

Agatha Christie jest nadal doceniana jako twórczyni świetnych kryminałów. Jej powieści obyczajowo-psychologiczne (niesłusznie nazwane romansami!) nie cieszą się taką popularnością (nic dziwnego - pisarce służyła zbrodnia). A jednak warto poświęcić im czas - choć ze świadomością, że niektóre z nich (na przykład "Chleb olbrzyma" - pozycja bardzo niedoskonała) nie wytrzymają porównania z dzisiejszymi powieściami psychologicznymi.
---
[1] Agatha Christie, "Chleb olbrzyma", przeł. Bogumiła Malarecka, wyd. Prószyński i S-ka 2001, s. 268.
[2] Tamże, s. 15.
[3] Tamże, s. 68.
[4] Tamże, s. 95. 

Chleb olbrzyma
tłumaczenie Bogumiła Malarecka
tytuł oryginału Giant's Bread
wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 17 sierpnia 2001
ISBN 8372558930
liczba stron 324


Recenzja pochodzi z serwisu BiblioNETka, autorm recenzji jest misiak297


* uryty fragment

wtorek, 25 listopada 2014

Angielska mgła

Nieoczekiwany gość przybywa do przypadkowo napotkanego domu podczas gęstej, angielskiej mgły. To, co zastaje wewnątrz oraz relacje pomiędzy członkami rodziny i służbą, to kolejna, równie gęsta mgła. Można powiedzieć, że jest to wręcz matnia, pułapka, sytuacja bez wyjścia.

„Nieoczekiwany gość” jest sztuką teatralną, wystawioną na scenie w 1958 roku. Według Johna Currana została napisana krótko przed jej premierą w teatrze. Nigdzie w zapiskach nie ma informacji, którą podaje Wikipedia, jakoby sztuka ta powstała w 1923 roku. Z drugiej strony jest niezwykle trudno ustalić, kiedy Agatha wpadła na ten czy inny pomysł i kiedy zaczęła nad nim pracować. Jak podaje Curran, w notatnikach autorki brakuje dat: ”We wszystkich siedemdziesięciu trzech zeszytach zapisanych jest zaledwie siedemdziesiąt siedem, najczęściej niekompletnych [dat].”[1] Curran podaje także, że „Najwcześniejsze zapiski do „Nieoczekiwanego gościa” (Notatnik 31) opatrzone są datą 1951, czyli powstały siedem lat przed premierą sztuki;”[2]
Dlatego za jedynie pewną można przyjąć datę wydania lub, w przypadku sztuki, premiery na deskach teatru.
W Polsce znamy wyłącznie adaptację powieściową tego utworu, dokonaną przez Charlesa Osborne’a.
Niewątpliwie, w przeciwieństwie do innych sztuk Agathy, np. „Werdyktu”, jest to opowieść stricte kryminalna. Jednakże odpowiedź na pytanie - kto zabił?- nie jest tak istotna, jak pytanie „czy uda im się wyrwać z matni?”[3] Mnóstwo nieoczekiwanych zwrotów akcji kończy brawurowa wolta, która robi ogromne wrażenie na czytelniku, a i zapewne na widzach w teatrze także.

Dodatkowym wyzwaniem, które postawiła sobie Agatha Christie było sportretowanie chorego psychicznie dziewiętnastolatka. Sztuka zawiera też pewien rys autobiograficzny. Bohater „Niespodziewanego gościa”, Richard Warwick ma kilka wspólnych cech z bratem autorki – wiele lat spędzonych w Afryce, kłopot z przystosowaniem się do życia w Anglii po powrocie i okrutny zwyczaj strzelania z okna do ptaków, a niekiedy i do ludzi. Opis sytuacji, podczas której Richard strzela do tęgiej kobiety, przechodzącej po podjeździe jego domu, a także jego komentarz, co do joty zgadza się z opisem incydentu, który był udziałem Monty’ego, opisanym przez autorkę w „Autobiografii”. Curran w ABC zbrodni Agathy Christie” zastrzega, że podobieństwo charakterów obu panów na tym się kończy.


Sama konstrukcja zagadki kryminalnej jest wykonana mistrzowsko. Przeszkadzała mi jedynie interpretacja Osborne’a. Zabrakło w niej typowej dla autorki finezji, językowych smaczków, spostrzeżeń. Pyszne są jedynie dialogi, ponieważ napisała je sama Agatha.

Serdecznie polecam tę niewielką opowieść ze względu na niesamowity pomysł,  spiętrzenie zwrotów akcji i zakończenie ze sporym przytupem.
Ach, jakże cudownie byłoby obejrzeć to dzieło na scenie, albo podczas niezapomnianych, telewizyjnych czwartków z Teatrem Sensacji Kobra!




--------
[1] Curran John, „Sekretne zapiski Agathy Christie”, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2010, s. 48
[2] tamże, s. 49
[3] Curran John, „ABC zbrodni Agathy Christie: Sekrety z archiwum pisarki”, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2012, s. 280

czwartek, 13 listopada 2014

"Rendez-vous ze śmiercią"

Agatha Christie
"Rendez-vous ze śmiercią"
149 stron
Matka - psychopatka... Tak pokrótce można by nazwać panią Boynton, która będąc osobą nad wyraz wymagającą i niebywale grymaśną psychicznie znęca się nad swoimi dziećmi (w zasadzie z całego towarzystwa tylko jedna córka jest jej, reszta to pasierbowie). A dzieci te bynajmniej nie są małe, to dorośli ludzie tak zastraszeni, że boją się własnego cienia.

Poirot trafia na wycieczkę do Jerozolimy i tam poznaję między innymi nietypową rodzinę Boyntonów - oprócz Matki podróżują z nią córka Ginevra oraz przybrane dzieci Lennox z żoną Nadine, Raymond oraz Carol. Panujący między rodziną układ jest tak dziwaczny, że ściąga na siebie baczny wzrok francuskiego psychologa doktora Gerarda oraz młodziutkiej uczestniczki wycieczki Sary King - świeżo upieczonej lekarki.

Jedną z atrakcji związanych ze zwiedzaniem tamtego regionu naszego globu jest wycieczka do Petry, na którą wszyscy się udają. Zazwyczaj zaborcza i nie pozwalająca na kontakty z nikim spoza kręgu rodziny pani Boynton wysyła dzieci na spacer, sama zostając w obozie i lokując się w doskonałym punkcie obserwacyjnym u wejścia do groty. Tuż przed kolacją jeden z lokalnych służących odkrywa, że nestorka rodu nie żyje... Choć wiele osób miało podstawy do tego, by pozbyć się uprzykrzającej życie wszystkim kobiety Poirot stwierdza, że było to morderstwo. Obiecuje swojemu przyjacielowi pułkownikowi Carbury rozwiązanie sprawy w przeciągu 24 godzin.



Niezwykle zagmatwana historia doczekała się dwóch ekranizacji. Na pierwszy rzut u mnie poszedł Peter Ustinov i przedstawiona tam wersja. Film dosyć wiernie oddawał treść powieści jedynie przeniósł akcję do Palestyny i Kumran. A z pani Boynton zrobił kobietę w zasadzie tylko uciążliwą, a  nie tak przerażającą jak postać książkowa.

Sara King w towarzystwie Herkulesa Poirot

Kolejny film z Davidem Suchet w roli Poirota to bardzo zmieniona w stosunku do książkowej wersja.  Zmieniając powiązania między postaciami naturalnym zatem się stało znaczne wpłynięcie na fabułę. Akcja dzieje się w Jordanii na wykopaliskach prowadzonych przez pana Boytona (postać nie występująca w książce), których celem jest znalezienie głowy należącej do Jana Chrzciciela. Dodano nowe postaci - polski akcent to siostra Agnieszka (co za babsztyl doprawdy) i panią Boynton przedstawiono w sposób mrożący krew w żyłach.

Prawie wszyscy zamieszani w morderstwo, na szczęście ofiary na zdjęciu brak :)

Znowu trafiłam na mroczną powieść. To znaczy morderstwa nigdy nie są radosne i przyjemne, żeby było jasne, ale czasem Christie tworzy tak potworne postaci z pokręconą psychiką, że aż drżę. To tylko poświadcza, że była doskonałą obserwatorką, bo psychopaci przecież nie są wyłącznie wytworem naszej wyobraźni.

Akcja szybka, autentycznie podejrzewałam każdego do samiuśkiego końca! Kolejny raz mnie Agatha zaskoczyła :). A fotograficzna pamięć dla jednych może jawić się jako pożądana cecha, dla innych jest przekleństwem prowadzącym do feralnego zakończenia.

niedziela, 9 listopada 2014

"Zło, które żyje pod słońcem"

Agatha Christie
"Zło, które żyje pod
słońcem"
237 stron
Poirot marzy o .... cichym miejscu wypoczynku koniecznie serwującym pyszne jedzenie. Każdy przecież na urlop zasługuje, ale nie każdy jest światowej klasy detektywem. Herkules ląduję w uroczym hotelu w Devon i jak zwykle nie jest sam, bowiem nie tylko on został przyciągnięty przez piękne miejsce.

Jak w każdym skupisku ludzi spotyka różnorodność charakterów i idące za tym historie. Zdecydowanie na prowadzenie w walce z nudą wychyla się Arlena Stuart (sceniczna aktorka, obecnie zamężna, posiadająca pasierbicę i wiecznie szukająca atencji u innych). Arlena uwielbia być adorowaną i nawet na urlopie aranżuje przypadkowe spotkanie z Radfernami (wyjątkowo niepasująca do siebie para), a w szczególności z Patrickiem.

Wzajemna fascynacja Arleny i Patricka budzi ogólny niesmak, każde z nich bowiem przyjechało ze swoim współmałżonkiem i sprawia wrażenie zupełnie nie przejmujących się opinią innych. Żona Patricka jest typową szarą myszką, umęczoną przez zastałą sytuację i zdecydowanie wzbudzającą wśród pozostałych wypoczywających litość. Pozostali wczasowicze też mają powody, by za Arleną nie przepadać - jest ksiądz dziwnie reagujący na wyzwolone kobiety, jest panna Darnley która przez Alrenę straciła poważne pieniądze oraz potencjalnego męża. W końcu jest sam mąż kapitan Marshall, który jest załamany ewidentnym romansem.

I nagle problem się rozwiązuje poniekąd sam - podczas wodnej przejażdżki Patrick i panna Darnley natrafiają na odległej plaży na uduszoną Arletę. I choć po cichu większość życzyła jej nie najlepiej, śmierć wprowadza wszystkich w stan osłupienia. Bo wielu miało motyw, ale też wielu ma alibi.

Wkracza Poirot, dla którego sens i i logika to podstawa egzystencji, a najdrobniejsze nawet pozornie nieistotne wydarzenia pomagają mu ułożyć układankę, która da obraz prawdziwemu zabójcy. Jak zwykle małe szare komórki górą!!!



Filmowo mogłam sobie poużywać i nacieszyć spragnione oczęta dwoma ekranizacjami. Pierwsza z nich z Peterem Ustinovem wprowadziła pewne zmiany do postaci występujących tamże. Niektórych zupełnie pominęła, zdarzyło nawet się zmienić płeć jednej z bohaterów na bohatera, a całość dzieje się na wyspie Tyrania otoczonej przez Adriatyk. Niemniej jednak ogólny koncept zbrodni został zachowany, a ja znów nie mogłam się napatrzeć na niesamowite wprost stroje, w szczególności damskie toalety były wprost szokujące :).

Herkules Poirot, w tle Patrick Redfern, panna Darnley
Kolejna adapatacja już z moim ukochanym Suchetem w roli Poirota. W tej wersji Poirot zdiagnozowany przez lekarza jako cierpiący na nadwagę zostaje skierowany do przybytku mającego mu pomóc zrzucić zbędne kilogramy. W walce z tym wrogiem wspierać będzie Herkulesa niezastąpiony Hastings, a sprawę śmierci Arleny Stuart poprowadzi Japp.

Poirot, Hastings i panna Darnley



Kryminał świetny, plan zbrodni obmyślony jednak aż za dobrze - choć niektórzy starają się odgrywać swoje role z przekonaniem, czasem za bardzo się w rolę wczuwają i przeoczają drobnostki. A wiadomo, że nie takie numery z Poirotem. Poza tym trzeba pamiętać, że ściany mają uszy, a już szczególnie są wyczulone na specyficznie bulgocącą kanalizację.