środa, 27 marca 2013

"Niedziela na wsi"

To miała być spokojna niedziela na wsi. Herkules Poirot, zaproszony na obiad do domu lady Angkatell, trafia wprost na miejsce zbrodni. I nie jest to impertynencki żart ani gra towarzyska! Czerwona krew doktora Johna Christowa kapie do niebieskiej wody w basenie... Czy lekarz został zabity przez zazdrosną o niego kobietę: żonę, kochankę albo dawną ukochaną? Wszystkie są na miejscu zbrodni, a jedna nawet trzyma w ręce rewolwer… Ale dowody i zeznania wcale nie są jednoznaczne. Tym razem Poirot trafił na godnego siebie przeciwnika. Czy wskazanie mordercy i odkrycie prawdy będzie sprawiedliwym wyjściem?


 Podczas ostatniej bytności w Lublinie wzięłam i nabyłam „Niedzielę na wsi”. Była leniwa niedziela, ja siedziałam na wsi. To miała być idealna polegiwanka z dobrą książką. Zwłaszcza, że po Tylku dobrych książkach, bałam się brać za kolejną, w obawie iż nie sprosta oczekiwaniom. A Christie jest niezawodna przecież.
Niestety, nie tym razem. W sobotę robiłam trzy podejścia do tej książki. Wreszcie w niedzielę zawinęłam się w pierzynę i zaparłam się, że dziś przeczytam. Raz usnęłam.  Nudziłam się okropnie. Ale tłumaczyłam sobie, że przecież trup nie musi paść tak szybko. I Herkules też nie zawsze jest od pierwszej stronie. O Ludzie, ale ile można. Nawet gdy na 93 stronie pojawia się Belg, akcja nie staje się jakaś wartka, bo i Herkulesa jest jak na lekarstwo.
W tej powieści pierwszoplanowym nie jest dochodzenie do prawdy, ale fabuła. Agata Christie snuje opowieść o człowieku, który ma wiele, a miota się w życiu. Jego krewni mają podobne nawyki. Mają sporo pieniędzy, żyją w luksusie, a jednak brakuje im  energii. Ich życie jest typowym leniwym istnieniem, bez treści.
Gdy John Christow zostaje zastrzelony a jego żona zostaje złapana na tym ja stoi z rewolwerem nad zwłokami męża, nie budzi to większych emocji, nawet gdy na ostatnim oddechu John wypowiada imię swojej kochanki. A całą noc spędził ze swą byłą miłością. To daje nam trzech podejrzanych, tymczasem każdy krok, ujawnia nowe, potencjalne motywy, pojawiają się nowe ślady, nowe poszlaki. Nawet Herkules Poirot się w tym zaczyna gubić. Później przyzna, że napotkał godnego przeciwnika.

To jedna ze słabszych książek Christie jakie czytałam. Momentami powieść rzeczywiście przyciąga uwagę, ale to detale. Przez większość czasu nudziłam się jak mops i siłą zmuszałam się do skupiania uwagi na książce.  Mimo, że są interesujące wątki, to cała książka jest rozwlekła. Nuda po prostu. Herkules też nie jest w formie, mało humoru, mało jego odchyłów, nawet jego narcyzm przycichł jakby.

Naprawdę,   nie mogę uwierzyć, że Agacie przytrafiła się taka książka. Jedno z mniej udanych spotkań. 

niedziela, 17 marca 2013

Morderstwo w Mezopotamii

Siostra Letheran, pielęgniarka, na prośbę archeologa Erica Leidnera wyjeżdża na teren wykopalisk, żeby opiekować się jego żoną. Luiza Leidner w młodości poślubiła Fryderyka, niemieckiego szpiega. Gdy domyśliła się prawdy, wydała męża w ręce władz. Fryderyk oficjalnie zginął. Luiza jednak dostaje listy z pogróżkami, w których ktoś podpisujący się jego nazwiskiem grozi jej śmiercią, gdyby odważyła się wyjść za innego mężczyznę. Ku zdumieniu otoczenia, już po kilku dniach pobytu na Bliskim Wschodzie Luiza Leidner ginie. Sposobność do zbrodni miał niemal każdy z członków ekspedycji. Do rozwikłania sprawy zostaje sprowadzony światowej sławy detektyw, Herkules Poirot, który proponuje siostrze Letheran współpracę.
Wspominałam wczoraj, że po przeczytaniu „Dziennika Helgi” będę musiała umysł zająć jakąś lżejszą książką. A od dawna najlepszym lekarstwem na kryzys jest kryminał Agaty Christie. W pracy wiele dobrego słyszałam o „Morderstwie w Mezopotamii” dlatego chwyciłam za powieść, którą dopiero co przytargałam do domu, w sumie.  Dałam się porwać Agacie kolejny raz i odgadłam  mordercę oraz scenariusz. Oczywiście w moim rozumowaniu były luki, ale się udało!!
Tym razem narratorem nie jest niezawodny Hastings, lecz zupełnie nowa twarz, pielęgniarka  Amy Leatheran, która została poproszona o opisanie wydarzeń w których uczestniczyła. Rzecz dzieje się w Iraku, nad brzegiem rzeki Tygrys prowadzone są wykopaliska. Ekspedycja pod przewodnictwem wybitnego archeologa  Leidnera poszukuje artefaktów z czasów świetności Mezopotamii. Dowodzący badaniami jest na miejscu z żoną, dla której zatrudnia właśnie siostrę Leatheran, bowiem pani Leidner ostatnio ma wiele problemów, widuje różne podejrzane rzeczy, ma wrażenie że ktoś ją śledzi i dodatkowo dostaje anonimy. Od kogo anonimy? Dlaczego ktoś próbuje ją zastraszyć? Może to wszystko wymysły histeryczki? Wiele wskazuje na to, że to nie były histerie, no może nie wiele, ale jeden znaczący fakt, pani Leidner faktycznie zostaje zamordowana. Fakty –przemawiają, że zamordować mógł ją tylko członek ekspedycji. Ale kto? Na pomoc zostaje wezwany, będący w okolicy Herkules Poirot.  Ale i on widzi ciemność i chaos, ale od czego są małe szare komórki?
To zaiste bardzo dobra powieść, z dreszczykiem, świetną intrygą. Super! Za swoim oknem miałam padający śnieg, a przeniosłam się na Bliski Wschód. To klasyczny kryminał Agaty, mamy zamkniętą przestrzeń, co potęguje ten niepokój i emocje, świadomość, że morderca jest w tym samym budynku, siada z nami do stołu.
Moim zdaniem da się odgadnąć kto zabił, jednak już kilka(naście) tych książek czytałam, ale zawsze  pozostaje wątpliwość, czy Christie z nami znowu nie gra w kotka i myszkę.
Polecam szczerze „Morderstwo w Mezopotamii” jako książkę wciągającą, zajmującą, która nawet przez chwilę nie nuży.

środa, 6 marca 2013

"Morderstwo w Boże Narodzenie"


Tytuł oryginału: Hercule Poirot's Christmas
Tłumaczenie: Andrzej Milcarz
Wydawnictwo: Wyd. Dolnośląskie
Data wydania: wrzesień 2011
Liczba stron: 232
Seria: Klasyka kryminału






Królowa Kryminału to pisarka, której twórczość uwielbiam. Przeczytałam już wiele jej książek a kolejne wciąż zaskakują. Tym razem, mimo iż jest marzec, liczyłam na atmosferę Bożego Narodzenia. Jakże się myliłam szukając go w tym kryminale...

Agata Christie w początkowych rozdziałach przedstawia nam głównych bohaterów świątecznych wydarzeń, nie końca wyjaśniając kto jest kim dla rodziny Lee. Miejscem akcji jest rezydencja Gorston Hall, do której senior rodu Simeon Lee zaprosił całą rodzinę na Boże Narodzenie. Jego zaproszenia na święta wywołały niemało emocji i pytań wśród jego dzieci. Synowie, którzy od wielu lat nie widzieli się z ojcem ani nie mieli z nim kontaktu, również decydują się przyjechać.

Spore zdziwienie wywołuje pojawienie się w Gorston Hall pewnej młodej damy oraz syna martnotrawnego. Jednak czy będą to rodzinne i spokojne święta? Ależ nie! Przecież Agatha Christie nie byłaby genialną pisarką kryminałów. Simeon nie zamierza siadać z rodziną do stołu tylko wprowadzać chaos, drwić i wywoływać kłótnie. Jednak nawet to mu się do końca nie uda, gdyż... zostanie zamordowany.

Mam nadzieję, że czujecie się zachęceni i zaintrygowani. Nie? To dodam jeszcze, że drzwi w pokoju zamordowanego były zamknięte, okna również nie były drogą ucieczki, nikt do domu nie wszedł i z niego nie wyszedł w czasie, gdy zbrodnia postawiła na nogi cały dom. Kto i dlaczego zabił? Hercules Poirot prawdę Wam powie :)

Przeczytałam już tyle książek Pani Agathy, przeanalizowałam tyle różnych toków jej myślenia i nie udało mi się odkryć tożsamości mordercy w tej książce. Myślę, że autorka miała tyle pomysłów na pokrętne rozumowania i dociekania do prawdy, że czytelnikom trudno jest wpaść na ich trop... Genialna!