sobota, 23 lutego 2013

A. B. C.











Jest Herkules jest zabawa. I to dosłownie - taka w kotka i myszkę. Ale, o dziwo, myszką tym razem jest nie kto inny jak sławny Poirot. To nie on początkowo zastawia tutaj pułapkę, on się w nią łapie.
Wszystko zaczyna się od dziwnego listu zaadresowanego do mojego ulubionego detektywa i podpisanego jako A. B. C. Listu, w którym tajemniczy nadawca rzuca Herkulesowi wyzwanie, wręcz nazywa go mądralą i sugeruje, że tego orzecha nie uda mu się rozgryźć. Potem zdarza się morderstwo, a jego składowe to miasteczko, którego nazwa zaczyna się na literę A, ofiara o nazwisku również na tę literę i rozkład kolejowy - zwany potocznie A. B. C. otworzony także na stronie z przystankami na pierwszą literą alfabetu. A potem następne zbrodnie według tego samego klucza. Zaczyna się pojedynek Poirota i anonimowego sprawcy, który bezczelnie gra mu na nosie. Trzeba przyznać, że sprawca jest niezwykle uporządkowany, czyżby w końcu trafił się szaleniec na miarę Poirota?
Czytam dużo książek Christie, ale ciągle mi jej mało. Czasami sięgam nawet po raz kolejny po te same tytuły, a one dalej mnie nie nudzą, wręcz przeciwnie, zwłaszcza te z małym Belgiem. I tym razem też się nie zawiodłam... i również nie odgadłam o co tutaj tak właściwie chodzi, kto zabija i, co najważniejsze, dlaczego. Bo jak to u Christie bywa - trzeba patrzeć dalej niż tylko na to, co mamy podsunięte pod nos.

środa, 20 lutego 2013

Zbrodnia na festynie

Słynący z niekonwencjonalnych pomysłów państwo Stubbs postanawiają zadziwić wszystkich niezwykłą rozrywką przygotowaną z okazji wielkiego festynu organizowanego na terenie ich posiadłości. Atrakcją, o przygotowanie której proszą znaną autorkę powieści kryminalnych, Ariadnę Oliver, ma być zabawa w Polowanie na Mordercę. Pani Oliver spełnia kaprys Sir George?a i Lady Stubbsów, lecz gdy do rozpoczęcia festynu pozostają tylko godziny, tknięta złym przeczuciem postanawia zaprosić Herkulesa Poirota. Na wszelki wypadek...




Obiecałam, że w tym miesiącu przeczytam dwie powieści z Herkulesem Poirotem, było to z mej strony przejawem głupoty, albowiem teraz mam już tylko z pięć książek na półce z tym detektywem . No nic, trzeba dokupić, nie wiem jakim cudem zdobędę, bo nakłady wyczerpane, ale nie spocznę nim całej serii nie zbiorę. 

Błędem było również czytanie wieczorem, byłam już za połową, śpiąca jak diabli, ale stwierdziłam „a jeszcze jedna strona” miałam pecha bo akurat na tej stronie akcja zrobiła się okrutnie intrygującą. I tak czytałam dalej, była pierwsza trzydzieści. Przeczytałam ostatnią stronę. Nie sugerujcie się tym akapitem, nie chcę powiedzieć, że akcja rozkręca się dopiero pod koniec. Cała książka trzyma w napięciu. Jakkolwiek nie uznałabym tej powieści za jedną z najlepszych, tych fenomenalnych to jest to po prostu świetny kryminał. Nie genialny, nie fenomenalny, chociaż sposób w jaki Herkules Poirot dochodzi do prawdy, jak zwykle wprawia w zachwyt. 

Ale zacznijmy od początku: 

Herkules Poirot dostaje telefon od swej przyjaciółki, pisarki kryminałów Ariadny Oliver, która prosi go, o natychmiastowe przybycie. Okazuje się, że organizuje ona zabawę na festynie, na wsi i coś, czego nie umie nazwać, sprecyzować ją niepokoi. A wierzy bezgranicznie w kobiecą intuicję. Herkules Poirot, który do tego stopnia nie wierzy w kobiecą intuicję, ale zdaje sobie sprawę, że coś może być na rzeczy, przybywa do Nassecombe. Okazuje się, że jedną z głównych atrakcji na festynie ma być zabawa w tropienie zwłok i rozwikłanie zagadki morderstwa. Z pozoru, wszystko jest w porządku, ale Belg dostrzega sygnały, że może faktycznie, coś wisi w powietrzu. I zaiste, zostają znalezione zwłoki, młodziutkiej dziewczyny, która miała grać trupa. Dziewczyna nie miała wrogów, jej śmierć nie przynosi nikomu korzyści. Oczywistym tropem jest iż musiała coś widzieć, czyżby mordercę? Bo zaginęła żona Pana domu, lady Stubbs. Czy dziewczyna widziała jej mordercę i dlatego musiała zginąć. A ciało Lady Stubbs, diabeł ogonem nakrył, ale na terenie dużej posiadłości, przy rzece, ukrycie zwłok nie jest trudne. Herkules ponosi porażkę, wyjeżdża bez ujęcia sprawcy. Ale sprawa nie daje mu spokoju, a gdy pada trzeci trup… wszystko zaczyna się układać w logiczną całość. Oczywiście szare komórki Herkulesa zatryumfują. A rozwiązanie wprawi nas w osłupienie. 



„Zbrodnia na festynie” jest wciągającą powieścią o świetnej konstrukcji, morderstwo będące odwzorowaniem zabaw w szukanie zwłok, nadaje smaczku. Agata mnie zwiodła, miałam swój typ, miałam uzasadnienie, które było jednocześnie i bliskie i całkowicie odległe od prawdy. Bywa, za takie zabawy kocham te powieści. 

Co mogę więcej napisać? Nie wynudzicie się, zgadywanki będą, będzie spora ilość tropów i trzymające w napięciu zakończenie. Gdyby nie inne zobowiązania zabrałabym się za kolejną powieść. Ale niestety teraz nie mogę.! Naprawdę dobry kryminał, który polecam. Chociaż przeczytałam ich już tyle, wciąż mnie dziwi, jak można napisać coś tak dobrego.

czwartek, 14 lutego 2013

"Morderstwo na polu golfowym"

Tajemniczy list z wezwaniem o pomoc, owszem, zrobił wrażenie na Herkulesie Poirocie. Jednak o wiele większe wywarł na nim skreślony niewprawną ręką dramatyczny dopisek o treści: "Na litość boską, niech pan przyjedzie". Detektyw wyrusza w podróż, jednak gdy dociera na miejsce, nadawca listu, pan Renauld, już nie żyje. Podejrzanych w tej sprawie nie brakuje - żona, syn, kochanka - jednak Poirot wątpi, by rozwiązanie było tak proste. Kolejna zbrodnia potwierdza jego obawy...



 Luty sprzyja czytaniu kryminałów Agaty Christie, niebawem minie rok, gdy rozpoczęłam masowe czytanie jej powieści.  Ostatnio miałam sporą przerwę w czytaniu kryminałów z genialnym Herkulesem. „Morderstwo na polu golfowym” to pierwszy kryminał Christie w tym roku, stwierdziłam że złamie idealnie mdlącą słodycz walentynek, chociaż oczywiście skończył się za szybko. W spisie książek z Herkulesem Piorotem jest drugą z kolei, ale myli się ten kto pomyśli, że jako książka wczesna, jest słabą. Mimo, że to „Zabójstwo Rogera Acroyd`a” przyniosło sławę belgijskiemu detektywowi, jednak „Morderstwo na polu golfowym” Was nie znudzi, wręcz przeciwnie!
Hastings przyjaciel Herkulesa Poirota podróżując pociągiem spotyka ponadprzeciętnej urody niewiastę, która nie chce wyjawić swego imienia, ale wielce fascynuje Hastingsa. Zapewne intensywnie zacząłby jej szukać, gdyby nie to, że Poirot dostaje wielce intrygujący list, który sprawia iż obaj dżentelmeni ruszają do Francji. Niestety przybywają za późno, nadawca tajemniczego listu został znaleziony martwy. W całej sprawie jest wiele poszlak, a  nie ma faktów, są tajemnice. Czy to prawdziwe sekrety, czy tylko fałszywe tropy podrzucone przez mordercę. A dodatkowo! Herkulesa Piorota dreczy wrażenie, że jedna osoba zamieszkująca w sąsiedztwie była ongiś zamieszana w morderstwo. A zbrodnia ta była łudząco podobna do tej, którą stara się teraz rozwikłać. Ale jaka to była sprawa? Pamięć bywa zdradliwa, a nie istniał wtedy Wujek Google.
Gdy Herkules ułożył sobie już wszystko, ma miejsce kolejne morderstwo, które wprawia w osłupienie Belga.
Smaczku całej powieści dodaje rywalizacja z Herkulesem Poirotem, detektywa Girauda, który jest zwolennikiem tradycyjnych metod, lupy, odcisków, niedopałków i popiołów. Wydaje się oczywistym, że wygrają szare komórki Piorota, a nie  lupa Girauda, ale cóż to będzie za rywalizacja!

Zawsze mam problem z spisaniem  opinii po lekturze kryminału Christie, z nielicznymi bowiem wyjątkami są to powieści najwyższej próby, może  zaiste nie są to książki dynamiczne, z spektakularnymi ucieczkami, pościgami i masą efektów specjalnych, ale po prostu klasyczne, angielskie powieści w specyficznym stylu. W przeciwieństwie do kryminałów współczesnych, Christie nie musi nas nęcić rozmachem, ona używając skromnych środków, przykuwa nas do książki i zmusza do zaangażowania się w powieść wszystkimi szarymi komórkami.
Nie wiem jak Wy, ja wolę aby to treść górowała nad formą, a nie odwrotnie, a z wymieszaniem proporcji mamy najczęściej do czynienia współcześnie.
Ciężko mi sobie wyobrazić, aby wielbiciel powieści kryminalnych nie docenił talentu, kunsztu Agaty Christie i dla wszystkich prawdziwych miłośników kryminałów książki Christie są pewnym kanonem, który trzeba znać. Dlatego tak mi ciężko pisać o tych powieściach, bo ciężko znaleźć złoty środek, tak aby nie rozpisać się przesadnie, ale i aby napisać coś więcej niż „jak zwykle(no prawie) genialne”.

Ale polecam ten kryminał, udało mi się odgadnąć mordercę, ale nie zmniejszyło to radości z czytania, wręcz przeciwnie, gdy okazało się, że moje domysły były słuszne czułam dziką euforię. No i do końca nie byłam jednak na sto procent pewna czy myślę słusznie. Bo zwykle bywało inaczej.

Wynotowałam sobie cytat:

Człowiek nie jest zbyt oryginalnym stworzeniem. Nie jest oryginalny w uczciwym życiu codziennym, i jest równie mało oryginalny w czynach niezgodnych z prawem. Jeśli człowiek raz popełni zbrodnię, każda następna będzie do niej podobna.

środa, 13 lutego 2013

Tajemnica Bladego Konia


Tytuł: TAJEMNICA BLADEGO KONIA

Autor: AGATHA CHRISTIE

Tytuł oryginału: The Pale Horse

Tłumaczenie: Krystyna Bockenheim

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Rok wydania: 2009







Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobało, byłoby to wierutne kłamstwo. Czytałam ochoczo i oczywiście, kiedy musiałam fizycznie odłożyć książkę, w głowie bynajmniej nie przestawałam o niej myśleć ani na chwilę, walcząc czasem nawet z okropnie natrętnymi myślami "co będzie dalej?" i "chyba wiem o co chodzi", "a może jednak nie wiem" itd. Tak właśnie działa magia kryminałów Agathy Christie. Trudno powiedzieć co ona robi, że zaraża nas za każdym razem swoistym wirusem detektywistycznym, a może odprawia jakieś czary i to tak działa...

"Tajemnica Bladego Konia" to książka o czarach. Głównym bohaterem powieści jest dziennikarz-pisarz - pan Mark Easterbrook. Większość powieści to jego relacja z wydarzeń, które miały miejsce w Munch Deepig i okolicach. Sam Mark angażuje się bardzo mocno w sprawę kryminalną, o której dowiaduje się w zasadzie przez przypadek. Jest oczywiście morderstwo - zamordowany został ksiądz Gorman i to zaraz po tym, jak odwiedził umierają kobietę. Przy zamordowanym znaleziono listę nazwisk, która ksiądz ukrył, a którą to najprawdopodobniej pragnął odnaleźć jego zabójca. Mark o liście dowiaduje się od znajomego lekarza Corrigana, który pracuje dla policji. Szybko okazuje się, że kolejne osoby z listy nie żyją. Jedno z nazwisk okazuje się znajome, a potem kolejne... i tak po jeszcze różnych perturbacjach dochodzimy do Bladego Konia i czarów. Resztę trzeba doczytać sobie samemu, ot co.

No i tak, Mark Esterbrook nie jest z pewnością tak sprawny, sprytny i zmyślny jak mój ulubiony Hercules Poirot, to pewne. Całe zatem śledztwo pachnie trochę amatorszczyzną, ale jest odważne no i nie ma takich ogromnych zgrzytów między panoszącą się po całej książce bezczelnie czarną magią a logicznym i przywiązanym do rzeczy wytłumaczalnych umysłem detektywa. W książce pojawia się również pani Oliver, może znana niektórym skądinąd pisarka kryminałów. I jest ona urocza. Pozwolę przytoczyć sobie pewien fragment:

Pani Oliver w stanie graniczącym z obłędem snuła się po gabinecie, mamrocząc coś do siebie. Rzuciła na mnie krótkie, obojętne spojrzenie i kontynuowała wędrówkę. Jej niewidzące oczy przesuwały się po ścianach, prześlizgiwały po oknie i od czasu do czasu zamykały się jakby w przypływie bólu.
- Ale dlaczego - mówiła pani Oliver w przestrzeń - dlaczego ten idiota nie mówi natychmiast, że widział kakadu? Dlaczego nie miałby tego zrobić? Nie mógł tego uniknąć! Jeśli jednak nie wspomina o tym, cały pomysł jest zmarnowany. Musi być sposób... musi być.
Jęknęła, chwyciła się za krótkie, siwe włosy i szarpnęła je z całej siły. Potem spojrzała na mnie nagle oprzytomniałymi oczami i powiedziawszy: "Halo, Mark. Dostaję szału", kontynuowała swoje skargi.
- No i jest jeszcze Monica. Im bardziej się staram, żeby była miła, tym bardziej staje się irytująca... Taka głupia dziewczyna... Przy tym jaka zadowolona z siebie! Monica... Monica? Imię jest chyba nieodpowiednie. Nancy? Czy byłoby lepsze? Joan? Każda nazywa się Joan. Tak samo Annę. Susan? Miałam już Susan. Lucia? Lucia? Lucia? Chyba potrafię ją sobie wyobrazić. Ruda. Sweterek polo... Czarne rajstopy? W każdym razie czarne pończochy.
Ten chwilowy przebłysk dobrego samopoczucia został przyćmiony wspomnieniem problemu kakadu i pani Oliver podjęła na nowo swoją beznadziejną wędrówkę po pokoju, przekładając nieświadomie różne przedmioty z miejsca na miejsce.

Tajemnica Bladego Konia powstała w 1961 roku. W tym roku Lady Mallowan dostała tytułu doktora honoris causa na uniwersytecie w Exeter, a trzy lata wcześniej została przewodniczącą Klubu Detektywów.
Drukiem w 1920 roku ukazała się jej pierwsza powieść "Tajemnicza historia w Styles" - minęło zatem ponad 40 lat. Czterdzieści lat wytężonej pracy obfitującej w liczne powieści i opowiadania. Wyobrażam sobie, że Christie okrąża nerwowo pokój zastanawiając się dlaczego Hercules Poirot nie zauważył kakadu. Czy proces twórczy u Pani Christie mógł tak wyglądać? Pewnie nie, ale sama wizja bardzo mnie rozśmieszyła.

poniedziałek, 4 lutego 2013

Tajemniczy przeciwnik

— Próbowaliśmy klasycznymi metodami. A gdybyśmy tak sprawdzili czy nie zadziała coś innego? Wiesz co, Tommy? Zostańmy poszukiwaczami przygód!
— Chętnie — odparł Tommy. — Ale jak się do tego zabrać?
— W tym właśnie cała trudność. Najpierw bowiem musimy dać się poznać, wtedy ludzie mogliby wynajmować nas do różnych zadań. Dawaliby nam zlecenia. Na przykład na dokonanie jakiegoś przestępstwa w ich imieniu…
— Urocza propozycja! — wykrzyknął Tommy. — Zwłaszcza z ust córki duchownego.
— Obciążałoby to sumienie zleceniodawców, a nie nasze — zauważyła Tuppence. — Musisz przyznać, że jest duża różnica między kradzieżą diamentowego naszyjnika dla siebie i na czyjeś zlecenie?
— Nie stanowiłoby to najmniejszej różnicy, gdyby cię złapano.
— Może i nie. Ale jestem za sprytna, żeby mnie złapano.
— Skromność zawsze była jedną z twych głównych cnót — zauważył Tommy.
— Przestań wybrzydzać. No co, Tommy, spróbujemy? Zakładamy spółkę?
— Spółkę w celu kradzieży brylantów?
— To był tylko teoretyczny przykład. Zaraz, zaraz, jak to się nazywa w biznesie…?
— Pojęcia nie mam. Nigdy nie prowadziłem żadnego biznesu.
— Za to ja prowadziłam księgowość. Ale mi się zawsze mieszało, co wpisywać po stronie debetowej, a co po kredytowej. O, już sobie przypomniałam taką nazwę, a raczej typ spółki. Wspólne przedsięwzięcie. Bardzo romantyczna nazwa na zeznaniu podatkowym. Zawsze miałam staroświeckie ciągoty, lubiłam takie słowa jak galeon i dublon. Wspólne przedsięwzięcie! To tak staroświecko brzmi. I budzi zaufanie.
— Czy nie lepiej Młodzi Łowcy Przygód, spółka z o.o.?

Fragment pochodzi z książki pt. "Tajemniczy przeciwnik" autorstwa A. Christie wydanej w 1999 roku przez wydawnictwo Prószyński i S-ka.


No i rozgryzłam Panią Christie! Głównymi bohaterami książki jest dwoje młodych ludzi - Tommy i Tuppence, którzy ze względu na doskwierający brak pieniędzy postanawiają założyć spółkę  i trudnić się poszukiwaniem przygód, w zasadzie jakichkolwiek, byle dobrze płatnych. Już pierwszego dnia wplątują się w niezłą aferę o wymiarze międzynarodowym, nie wiedząc, że narażają się potężnemu przeciwnikowi - tajemniczemu Panu Brown, którego bezskutecznie usiłuje złapać Scotland Yard i cała reszta. Tommy i Tuppence dostają zadanie odnalezienia Jane Finn i pewnego traktatu - "specjaliści, pracujący zgodnie z regulaminem i utartymi metodami, nic nie osiągnęli. Wy wnosicie wyobraźnię i niekonwencjonalne podejście".

Jak już wiadomo, jestem fanką Poirota, a to za sprawą pewnego serialu, który mnie rozczulił. Tu Poirota nie ma, ale jak się okazuje, Christie radzi sobie bez niego całkiem dobrze. Nie można narzekać na jakiekolwiek braki w zakresie fabuły czy bohaterów, ale to pierwsza książka Pani Agathy, w której udało mi się wytypować właściwie podejrzanego. Ale nie było łatwo, bo do końca powieści różne zwroty w akcji oczywiście rozbrajają nas z pewności. A co do duetu "Tommy & Tuppence", to radzą sobie całkiem dobrze i zarażają młodzieńczą werwą. 

Ach, i jeszcze dedykacja od autorki:
Dedykuję wszystkim,
którzy toczą monotonne życie
— w nadziei,
że przez tę lekturę doświadczą,
choćby z drugiej ręki,
rozkoszy i niebezpieczeństw
Wielkiej Przygody.
 Tym wszystkim z pewnością się spodoba.