sobota, 30 listopada 2013

Tragedia w trzech aktach

Wielbiciele Agathy Christie licytują się pomiędzy sobą o to, które z dwójki najważniejszych bohaterów jej książek jest lepszym detektywem - Herkules Poirot czy Jane Marple? Ja osobiście skłaniam się do frakcji herkulesowej, co jest może o tyle dziwne, że większą sympatią darzę jednak pannę Marple...
Ostatnio zdarzyło mi się przeczytać kolejną książkę z owym małym Belgiem wyposażonym w ogromne ego, która nosi tytuł "Tragedia w trzech aktach". Książka ta nieco odstaje od innych kryminałów z Poirotem, ponieważ detektyw jest tu raczej w roli obserwatora i nie do końca nadąża za biegiem wydarzeń.

Akcja powieści rozpoczyna się w Kruczym Gnieździe, posiadłości znanego aktora sir Charlesa Cartwrighta, gdzie trwają przygotowania do kolacji na którą mają przybyć londyńscy przyjaciele gospodarza oraz kilka osób z miejscowego towarzystwa. W czasie przyjęcia zdarza się tragiczny wypadek - w niewyjaśnionych okolicznościach umiera pastor. Starszy pan nie miał wśród miejscowych żadnych wrogów, gości przybyłych z Londynu w ogóle nie znał, więc jego śmierć dosyć szybko zaliczono do kategorii "zgonów naturalnych".
Jak się okazuje, zupełnie niesłusznie, bowiem kilka tygodni później, również na przyjęciu, tyle, że innej miejscowości umiera kolejny człowiek - lekarz, bliski przyjaciel Cartwrighta. Jego śmierć jest taka sama jak w wypadku pastora, a na przyjęciu znajdują się niemal wszyscy goście, którzy byli świadkami śmierci pastora.
Inny z przyjaciół Cartwrighta oraz jego młoda sąsiadka postanawiają wytropić mordercę - zakładają, że to ktoś z osób obecnych na obydwu przyjęciach... 

Po raz kolejny tworzy Agata Christie skomplikowaną intrygę, która wydaje się niemal nie do rozwikłania - z jednej strony brak konkretnego motywu, a równocześnie każda z podejrzanych osób ma jakąś tajemnicę, dla zachowania której teoretycznie mogłaby się posunąć do morderstwa.

Tak jak wspomniałam na początku Poirot jest w tej książce postacią w tle głównych wydarzeń - nie odmówi sobie co prawda zadziwienia wszystkich swoimi umiejętnościami, jednak robi to dopiero pod koniec, natomiast przez większość utworu jest niewidoczny. Tak, tak, mówię o TYM Herkulesie Poirot...
Co jeszcze różni tę książkę od innych poświęconych belgijskiemu detektywowi to pewna nostalgia i zaduma prezentowana przez Poirota - w życiu bym go nie podejrzewała o taką wrażliwość...

Książka (jak niemal wszystkie tej autorki) stanowi świetną rozrywkę na długie jesienne i zimowe wieczory.
Polecam:)

2 komentarze:

  1. Oglądałam ekranizację tej zagadki i z pewnością sięgnę po pierwowzór : )
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie : >

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak tak czytam o fabule, to zdaje mi sie, że czytałam tą książkę. Ale kto zabił... nie pamiętam. ;) Może do niej wrócę. ;)

    OdpowiedzUsuń