poniedziałek, 4 lutego 2013

Tajemniczy przeciwnik

— Próbowaliśmy klasycznymi metodami. A gdybyśmy tak sprawdzili czy nie zadziała coś innego? Wiesz co, Tommy? Zostańmy poszukiwaczami przygód!
— Chętnie — odparł Tommy. — Ale jak się do tego zabrać?
— W tym właśnie cała trudność. Najpierw bowiem musimy dać się poznać, wtedy ludzie mogliby wynajmować nas do różnych zadań. Dawaliby nam zlecenia. Na przykład na dokonanie jakiegoś przestępstwa w ich imieniu…
— Urocza propozycja! — wykrzyknął Tommy. — Zwłaszcza z ust córki duchownego.
— Obciążałoby to sumienie zleceniodawców, a nie nasze — zauważyła Tuppence. — Musisz przyznać, że jest duża różnica między kradzieżą diamentowego naszyjnika dla siebie i na czyjeś zlecenie?
— Nie stanowiłoby to najmniejszej różnicy, gdyby cię złapano.
— Może i nie. Ale jestem za sprytna, żeby mnie złapano.
— Skromność zawsze była jedną z twych głównych cnót — zauważył Tommy.
— Przestań wybrzydzać. No co, Tommy, spróbujemy? Zakładamy spółkę?
— Spółkę w celu kradzieży brylantów?
— To był tylko teoretyczny przykład. Zaraz, zaraz, jak to się nazywa w biznesie…?
— Pojęcia nie mam. Nigdy nie prowadziłem żadnego biznesu.
— Za to ja prowadziłam księgowość. Ale mi się zawsze mieszało, co wpisywać po stronie debetowej, a co po kredytowej. O, już sobie przypomniałam taką nazwę, a raczej typ spółki. Wspólne przedsięwzięcie. Bardzo romantyczna nazwa na zeznaniu podatkowym. Zawsze miałam staroświeckie ciągoty, lubiłam takie słowa jak galeon i dublon. Wspólne przedsięwzięcie! To tak staroświecko brzmi. I budzi zaufanie.
— Czy nie lepiej Młodzi Łowcy Przygód, spółka z o.o.?

Fragment pochodzi z książki pt. "Tajemniczy przeciwnik" autorstwa A. Christie wydanej w 1999 roku przez wydawnictwo Prószyński i S-ka.


No i rozgryzłam Panią Christie! Głównymi bohaterami książki jest dwoje młodych ludzi - Tommy i Tuppence, którzy ze względu na doskwierający brak pieniędzy postanawiają założyć spółkę  i trudnić się poszukiwaniem przygód, w zasadzie jakichkolwiek, byle dobrze płatnych. Już pierwszego dnia wplątują się w niezłą aferę o wymiarze międzynarodowym, nie wiedząc, że narażają się potężnemu przeciwnikowi - tajemniczemu Panu Brown, którego bezskutecznie usiłuje złapać Scotland Yard i cała reszta. Tommy i Tuppence dostają zadanie odnalezienia Jane Finn i pewnego traktatu - "specjaliści, pracujący zgodnie z regulaminem i utartymi metodami, nic nie osiągnęli. Wy wnosicie wyobraźnię i niekonwencjonalne podejście".

Jak już wiadomo, jestem fanką Poirota, a to za sprawą pewnego serialu, który mnie rozczulił. Tu Poirota nie ma, ale jak się okazuje, Christie radzi sobie bez niego całkiem dobrze. Nie można narzekać na jakiekolwiek braki w zakresie fabuły czy bohaterów, ale to pierwsza książka Pani Agathy, w której udało mi się wytypować właściwie podejrzanego. Ale nie było łatwo, bo do końca powieści różne zwroty w akcji oczywiście rozbrajają nas z pewności. A co do duetu "Tommy & Tuppence", to radzą sobie całkiem dobrze i zarażają młodzieńczą werwą. 

Ach, i jeszcze dedykacja od autorki:
Dedykuję wszystkim,
którzy toczą monotonne życie
— w nadziei,
że przez tę lekturę doświadczą,
choćby z drugiej ręki,
rozkoszy i niebezpieczeństw
Wielkiej Przygody.
 Tym wszystkim z pewnością się spodoba.

1 komentarz:

  1. Hmm, chyba tego nie czytałam, a przynajmniej nie pamiętam fabuły i bohaterów. Oj, pani Christie leży u mnie odłogiem ostatnio...

    OdpowiedzUsuń