czwartek, 31 stycznia 2013

Mężczyzna w brązowym garniturze

Wszyscy namawiali mnie, abym opisała tę historię. Nalegali i ci najznamienitsi (na przykład lord Nasby), i ci mniej ważni, jak nasza dawna służąca Emily, którą spotkałam podczas mojego ostatniego pobytu w Anglii. („Proszę pomyśleć, panienko, jaką przepiękną książkę mogłaby panienka napisać. Przecież ta historia jest zupełnie jak z filmu.”)
Muszę przyznać, że posiadam wszelkie kwalifikacje, aby sprostać temu zadaniu. Byłam zamieszana w całą sprawę od samego początku, przez cały czas znajdowałam się w centrum wydarzeń, wreszcie triumfalnie doprowadziłam ją do końca. Ponadto tak się szczęśliwie złożyło, że te epizody, których nie mogłabym opisać na podstawie własnych przeżyć, doskonale uzupełnia dziennik sir Eustachego Pedlera. Sir Pedler bardzo uprzejmie pozwolił mi wykorzystać swoje zapiski.
A więc do dzieła. Anna Beddingfeld zaczyna opowieść o swoich przygodach.
  Fragment pochodzi z książki pt. "Mężczyzna w brązowym garniturze" autorstwa A. Christie wydanej w 1999 roku przez wydawnictwo Prószyński i S-ka.

Kto z nas nie marzył kiedyś o podróżach i przygodach? Wielu pewnie nadal marzy, nie każdemu jednak dane jest spełnienie tych marzeń. A dane ono było Annie Beddingfeld - córce znanego antropologa, biednej jak mysz kościelna dziewczynie z zabitej deskami dziury w Królestwie Brytyjskim. Po śmierci papy Anna rzuca się w wir przygód stawiając wszystko na jedną kartę i jakąż wspaniałą przygodę przeżywa!
Zupełnie przypadkiem na stacji kolejowej staje się świadkiem wypadku - mężczyzna stojący niedaleko niej na peronie, wystraszony widokiem kogoś, kogo Annie nie udało się dostrzec, niefortunnie usiłuje cofnąć się, żeby zapewne uciec, i wpada na tory i ginie. Doktor udzielający mu pierwszej pomocy wydaje się Annie podejrzany, a w dodatku odchodząc gubi kartkę, którą jak Anna sądzi wyjął z kieszeni denata. Na kartce zapisane są cyfry i nazwa, które Annie nie dają spokoju - postanawia rozwiązać zagadkę tajemniczego mężczyzny, a to prowadzi ją do niespokojnej, targanej zamieszkami Afryki  Południowej.
Ta książka to nie tylko kryminał, w dodatku dobry. To przednia książka przygodowa. Wir wydarzeń, cudowne scenerie Afryki Południowej naprawdę zapierają dech. Opisy przedstawione są po mistrzowsku - wcale nie są naszpikowane szczegółami, ale przyprawiają czytelnika  skręt narządów wewnętrznych z zazdrości, że nie jest się na miejscu i nie widzi się tego, co bohaterowie. Intryga jest dobrze zawiązana, a losy bohaterów poznajemy z zapisów w dzienniku głównej bohaterki i sir Eustachego Pedlera - współtowarzysza jej podróży. Mam nadzieję na więcej takich podróży literackich w tym roku!

1 komentarz:

  1. I znów - chyba nie czytałam. Zaintrygowała mnie trochę ta Afryka Południowa, dosyć nietypowo, jak na Christie... ;)

    OdpowiedzUsuń