poniedziałek, 28 stycznia 2013

Kieszeń pełna żyta

- Herbata... Co u diabła?... Co pani podała w herbacie?... Pomocy!... Lekarza!...
Panna Grosvenor umknęła z gabinetu. Nie była już wyniosłą złotowłosą sekretarką. Odmieniła się nagle w przerażoną zwyczajną kobietę, która do cna straciła głowę. W pokoju maszynistek zaczęła krzyczeć przeraźliwie:
- Pan Fortescue dostał jakiegoś ataku!... Umiera!... Trzeba zaraz wezwać lekarza... Wygląda okropnie... Kona!
Reakcja była natychmiastowa i bardzo różnorodna.
- Jeżeli to epilepsja, trzeba mu włożyć korek w usta - doradziła panna Bell, najmłodsza z maszynistek. - Kto ma korek?
Nikt nie miał korka.
- W jego wieku najprawdopodobniej apopleksja - orzekła panna Somers.
- Musimy wezwać doktora. Niezwłocznie! - podchwyciła panna Griffith, ale tym razem nie dopisała jej zwykła zaradność, gdyż w ciągu całych szesnastu lat pracy panny Griffith nigdy nie trzeba było wzywać lekarza do biura.
Fragment pochodzi z książki pt. "Kieszeń pełna żyta" autorstwa A. Christie wydanej w 1997 roku przez wydawnictwo Prószyński i S-ka.

"Kieszeń pełna żyta" to dość tragiczna historia rodziny Pana Fortescue. Pan Fortescue, bogaty przedsiębiorca, umiera nagle. Szybko okazuje się, że został otruty taksyną. Podejrzenia padają na jego młodą żonę i jej kochanka, ale w zasadzie pozostali członkowie rodziny i służba też są pod lupą policji. Sprawa się komplikuje, gdy w rezydencji Pana Fortescue, zwanej Domkiem pod Cisami, pojawiają się kolejne zwłoki. Nad sprawą pracuje inspektor Neele, a w sukurs przychodzi mu Panna Marple, która wyrasta nagle jakby spod ziemi.
Intryga, jak zwykle u Christie, jest dokładnie przemyślana i rozpracowana w taki sposób, byśmy przypadkiem nie domyślili się, kto stoi za nagłymi zejściami z tego świata kilku osób. Panna Marple, gdy wreszcie się pojawia, nie robi żadnego zamieszania, w sumie niewiele wiemy na temat tego, co robi, daje jednak niezwykle cenne wskazówki inspektorowi.
Kryminał trzyma w napięciu, ciekawi - i tego właśnie należy spodziewać się po Królowej Kryminałów, która żonglując różnymi  wątkami i tropami bawi się z nami w kotka i myszkę. I choć pałam głębokim uczuciem do niejakiego Pana H. Poirota, uważam "Kieszeń pełną żyta" za kawałek dobrej literatury na zimny styczniowy wieczór.

2 komentarze:

  1. Miałam okazję przeczytać i zrobiła na mnie ogromne wrażenie ;) Wszystko jest tak opisane ,że nie sposób się domyślić czyja to sprawka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeden z kryminałów, które wspominam jako najlepsze, które czytałam. Fabuła mega przewrotna, czyli to co lubię najbardziej. :)

    OdpowiedzUsuń