wtorek, 31 grudnia 2013

"Godzina zero"

Agatha Christie
"Godzina zero"
176 stron
Według Lady Tresillian (leciwej damy chorobą przykutej do łóżka) pomysł zaproszenia na wspólne wakacje dwóch żon - byłej i obecnej - wydaje się niedorzeczny. Ale przecież teraz inne czasy i obyczaje panują...

Tak przenosimy się do Gull's Point - uroczego majątku Tressilianów, znajdującego się tuż nad morzem. Jednym z gości jest były wychowanek pana domu - Neville Strange, znany i odnoszący sukcesy tenisista. To właśnie on wpada na pomysł, aby coroczny pobyt wypoczynkowy spędzić z dwiemia żonami - byłą Audrey i obecną Kay. Jest przekonany, że nie jest w żadne sposób niestosowne.

Wśród gości znajdą się również Mary Aldin - dzielna towarzyszka i zarządczyni domostwa Lady Camilli oraz Thomas Royde - daleki kuzyn Audrey przybywający z dalekich plantacji. Odwiedza domostwo zaprzyjaźniony niegdyś adwokat Treves i raczy towarzystwo przy kolacji opowieścią o mściwym dziecku (nie wyjawia czy to był chłopiec czy dziewczynka). Ta historia daje zdawać by się mogło początek strasznym wydarzeniom, no chyba że wszystko zostało zaplanowane dawno temu i już rozpoczęło się odliczanie do "godziny zero"...

Świetna książka, choć zabieg jaki w niej autorka zastosowała jest podobny do "wybiegu" z "Tajemniczej historii w Styles". Mimo tego, byłam jak zwykle zaskoczona :). Sprawę rozwiązuje sam inspektor Battle, który akurat przebywa w sąsiedztwie na urlopie u swego kuzyna. Ach i niebagatelną rolę odegra postać Andrew MacWhirter...

 
Tradycyjnie już obejrzałam filmową adaptację, tu miła niespodzianka, bo do gości Lady Tresillian dołączyła sama Panna Marple (cena za całkowite usunięcie z tej wersji historii MacWhirtera). Wiem, że w 2007 roku nakręcono też film francuski o tym samym tytule, ale jeszcze nie udało mi się do niego w żadne sposób dotrzeć :). "Godzina zero" z Gerlaldine McEwan została nakręcona w 2008 r.

Ted Latimer, Panna Jane Marple, Neville Strange, Thomas Royde

poniedziałek, 23 grudnia 2013

"Noc w bibliotece"

Agatha Christie
"Noc w bibliotece"
208 stron
Człowiek szykując się rankiem do rozpoczęcia kolejnego dnia powinien mieć na to siły i zdecydowanie dobry start - na przykład filiżankę ulubionej herbaty. Zdecydowanie natomiast nie powinien dowiadywać się od pokojówki, że w bibliotece leży ciało...

Tak rozpoczyna się kolejna historia stworzona przez Panią Christie. Pewnego ranka Państwo Bentry dowiadują się, że w ich bibliotece leżą zwłoki tajemniczej platynowej blondynki. Dolly Bentry dzwoni natychmiast po Jane Marple, aby ta pomogła rozwikłać tę niecodzienną sytuację. Ze strony przedstawicieli prawa sprawą zajmują się Inspektor Slack oraz pułkownik Melchett.

Ofiarą okazuje się być młodziutka tancerka z hotelu "Majestic" usytułowanego w pobliskiej miejscowości Danemouth - Ruby Keen. Ruby miała zostać adoptowana przez zamożnego Conwaya Jeffersona - czyżby zatem znaczna suma związana z tym była motywem zabójstwa? I co ma z tym wspólnego zaginięcie harcerki? Dolly Bantry wpada na pomysł wybrania się do owego hotelu wraz z Panną Marple w celu rozwikłania tajemnicy.

Jak zwykle do końca byłam nieświadoma kto stoi za zbrodnią. I jak zwykle spostrzegawczość Panny Marple mnie powaliła na kolana. Do tego obejrzałam aż 2 ekranizacje tej powieści.

Dolly Bantry i Jane Marple
Pierwsza z ekranizacji powstała w 1984 roku i muszę przyznać bardzo wiernie odzwierciedla historię zawartą w książce.

Jane Marple i Dolly Bantry
Kolejna ekranizacja powstała w 2004 roku i tu muszę przyznać, że scenarzyści lekko poszaleli :). Jefferson w wyniku zupełnie innego wydarzenia został inwalidą, no i zmienili współwinną zbrodni, wprowadzając w miłosną historię wątek ... bardzo damski.

Mimo wszystkie obie adaptacje obejrzałam z przyjemnością, jak zwykle :).

     

piątek, 13 grudnia 2013

"Tajemnica siedmiu zegarów"

  
Agatha Christie
"Tajemnica siedmiu
zegarów"
265 stron
Co można zrobić, gdy znajomy zamiast miło spędzać czas w sympatycznym gronie notorycznie wybiera spanie do południa? Można spłatać mu figla i ustawić na przykład 7 budzików, które będą co chwilę dzwoniły i zapewne śpiocha z łóżka wyciągną...

 W tej powieści poznajemy grupę młodych spędzających czas w rezydencji Chimneys. Dochodzi tam do nieszczęśliwego incydentu jak myślano - młody Gerry Wade umiera w nocy, podejrzewa się że połknął za dużo środków nasennych. Wkrótce do Chimneys wracają właściciele (rezydencja była wynajmowana Sir Oswaldowi i Lady Coote) lord Catherham z córką Eileen Brent. Bundle znajduje u siebie w pokoju list zaadresowany do siostry Wada i zaczyna podejrzewać, że to co miało miejsce nie było przypadkiem ale zaplanowaną zbrodnią. Wykorzystując swoje kontakty - George Lomax i inspektor Battle - postanawia rozwikłać tajemnicę tragicznie zmarłego Gerry'ego. Z pomocą przychodzi jej Jimmy Thesiger oraz siostra zmarłego.

"Tajemnica siedmiu zegarów"
1981 rok, reż. Tom Wharmby
Świetna powieść! Kiedyś miałam wrażenie, że aby cieszyć się w pełni  książką Pani Christie musi tam występować Poirot albo Panna Marple. Na szczęście przeszło mi to i z powodzeniem mogłam się cieszyć lekturą.

Aby uzupełnić wrażenia z lektury jak zwykle sięgnęłam po ekranizację. Muszę przyznać, że bardzo wiernie oddaje historię przedstawioną w książce. Bawiła mnie rezydencja Chimneys, wydawała mi się bardzo mała, ciasna i ciemnawa :). Zdecydowanie bardziej podobała mi się rezydencja "grająca" w "Tejemnicy rezydencji Chimneys". Nie mogłam się niestety pozbyć wrażenia, że grający Jimmi'ego aktor to nie jest lubiany przeze mnie Tommy. I czasem się zastanawiałam, co on tam robi... dobrze, że nie obsadzono w tym filmie aktorki grającej Tuppence - byłoby to dla mnie za wiele :).

        

środa, 11 grudnia 2013

Morderstwo odbędzie się...

Czytanie starych książek jest znakomitą okazją do wejrzenia w zwyczaje codziennego życia minionych lat. Kiedyś zazwyczaj w domu było parę egzemplarzy kupowanej lub prenumerowanej prasy: dla mężczyzny, kobiety, dziecka i jakiś dziennik dla całej rodziny. Bywało, że czytało się w tym samym czasie, podając głośno co atrakcyjniejsze tytuły lub akapity z własnymi komentarzami. Taki sposób rodzinnego przeglądu prasy odnajdujemy w pierwszym rozdziale powieści Agaty Christie. Wszystkie osoby, które znajdą się wkrótce w kręgu podejrzanych, odczytają anons, iż morderstwo odbędzie się w piątek 29 października 1945 roku  o godzinie 6:30 po południu w Little Paddocks. Sąsiedzi przybywają i... morderstwo się odbywa. Teraz do akcji wkracza inspektor Dermont Craddock. Jeszcze nie zna panny Jane Marple, w której przenikliwość wierzy sir Henry Clithering, emerytowany komisarz Scotland Yardu, prywatnie wuj inspektora. 

"...najdoskonalszy detektyw z bożej łaski" z prowincjonalnego miasteczka Saint Mary Maed, "która zajmuje się robótkami na drutach i pielęgnuje swój ogródek, ale niepomiernie góruje nad każdym detektywem-inspektorem" zupełnie przypadkowo mieszka w hotelu Royal, oddając się kuracji zdrowotnej.
Starsza pani sprawia wrażenie zdziwaczałej starowinki, która nie poradzi sobie z najprostszymi czynnościami a co dopiero zrozumie chytrość i przebiegłość przestępcy oraz jego motywy.
"Miała śnieżnobiałe włosy, zaoraną zmarszczkami twarz o różowej cerze i porcelanowobłękitne oczy. Jednakże była znacznie bardziej dobroduszna, niż sobie wyobrażał, i dużo, dużo starsza. (...) I cała była spowita w wełnianą ażurową pelerynkę zarzuconą na ramiona i omotana włóczką, z której, jak się okazało, robiła na drutach szalik dla niemowlęcia." Pozory jednak mylą, gdyż przenikliwość, znajomość ludzkich charakterów i życia bardzo szybko zacznie ją zbliżać do sprawcy już nie jednego a trzech przestępstw. Dermond Craddock musi uznać, że starsza pani w pełni zasłużyła sobie na wysoką ocenę  sprawności intelektualnej podanej przez wuja.

Urok osobisty panny Marple, jej skłonność do zaaranżowanych ploteczek, dzięki którym poznaje ludzi będących w kręgu podejrzanych, pewne zdolności aktorskie sprawiają, że uwaga czytelnika skupia się na jej słowach, uśmiechu, gestach. Herbatki, ciasteczka, kawa w małych angielskich miasteczkach mają swój specyficzny prowincjonalny czar.
Czy dzisiaj w innym miejscu panna Marple byłaby moherem?
______________________
Agatha Christie, Morderstwo odbędzie się.../A Murder Is Announced, przeł. Tadeusz Jan Dehnel, s. 208, Prószyński i S-ka SA, Warszawa 2005.

niedziela, 8 grudnia 2013

Dwanaście prac Herkulesa

"Rodzice to dziwni ludzie..." - stwierdził doktor Burton, który odwiedził Herkulesa Poirot, by między innymi indagować go w sprawie jego imienia. Włożył kij w mrowisko, zachęcając naszego bohatera do zainteresowania się klasyką, i..."Odszedł on już z tych kart, by na nie więcej nie wrócić."

Tymczasem dociekliwy Belg obkłada się lekturami, w tym tomiszczem oprawionym w cielęcą skórę, i nadrabia zaległości w wykształceniu. Oto godna podziwu postawa skutkująca zamiarem rozwiązania dwunastu spraw, które przypominałyby prace greckiego bohatera, lecz były jednocześnie jak najbardziej współczesnymi.
Królowa kryminału, która dała swemu bohaterowi ostatnią szansę przed odejściem na emeryturę i spędzenia dalszego życia na doskonaleniu smaku dyni, o Herkulesie była nie najlepszego zdania, wręcz żałowała, że go stworzyła: "Po cóż, ach po cóż wymyśliłam tę paskudną, napuszoną i nieznośną kreaturę? Wiecznie wszystko porządkuje, wiecznie się chwali, wiecznie podkręca wąsy i przekrzywia tę swoją jajowatą głowę." A unicestwić się nie da, jest na to za sprytny.*

Prace, których się podejmuje, koncentrują się wokół porwań, uprowadzenia, zaginięcia, kradzieży, plotek, otrucia, morderstwa, skandalu politycznego, oszustw, handlu narkotykami, działania sekty. Sposób ich opowiadania, śledzenia metod zdobywania informacji przez tytułowego bohatera jest rozrywką gimnastykującą umysł czytelnika. Agata Christie wskazuje stare jak świat pobudki przestępców, a więc zazdrość, chęć zysku, chciwość, głupota, nienawiść, żądza zemsty. Zadaniem Herkulesa jest udowodnienie, że nie ma przestępstw idealnych. Może miejsca zdarzeń, problemy niektórych osób i klimat sprzed wieku jest nieatrakcyjny, lecz szarada intelektualna wciąż jest wyśmienita.

W opowiadaniach aż dwa razy pojawia się panna Amy Carnaby, postać intrygująca, która warta była osobnego zainteresowania przez autorkę. Zaprzepaszczona szansa? Z kolei udział naszego bohatera w zatuszowaniu skandalu politycznego ma jak najbardziej znamiona zachowań współczesnych mediów. "Co teraz jest wielką siłą natury? Seks, czyż nie? To dzięki niemu sprzedają się książki, wiadomości stają się atrakcyjne. Skandal o zabarwieniu erotycznym przemawia do ludzi o wiele bardziej niż jakieś polityczne machinacje czy oszustwa."** Współczesna Agata z mód lansowanych przez tabloidy mogłaby czerpać pełnymi garściami. Jaki byłby dzisiejszy Herkules? Jednak tęskniłoby się do dżentelmena w lakierkach i sztuczkowych spodniach.
______________________
Agata Christie, Dwanaście prac Herkulesa / The Labours of Hercules, przeł Grażyna Jesionek, s. 320, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2012.
* Czyżby? A Kurtyna?
** Dwanaście..., s. 140.

sobota, 30 listopada 2013

Tragedia w trzech aktach

Wielbiciele Agathy Christie licytują się pomiędzy sobą o to, które z dwójki najważniejszych bohaterów jej książek jest lepszym detektywem - Herkules Poirot czy Jane Marple? Ja osobiście skłaniam się do frakcji herkulesowej, co jest może o tyle dziwne, że większą sympatią darzę jednak pannę Marple...
Ostatnio zdarzyło mi się przeczytać kolejną książkę z owym małym Belgiem wyposażonym w ogromne ego, która nosi tytuł "Tragedia w trzech aktach". Książka ta nieco odstaje od innych kryminałów z Poirotem, ponieważ detektyw jest tu raczej w roli obserwatora i nie do końca nadąża za biegiem wydarzeń.

Akcja powieści rozpoczyna się w Kruczym Gnieździe, posiadłości znanego aktora sir Charlesa Cartwrighta, gdzie trwają przygotowania do kolacji na którą mają przybyć londyńscy przyjaciele gospodarza oraz kilka osób z miejscowego towarzystwa. W czasie przyjęcia zdarza się tragiczny wypadek - w niewyjaśnionych okolicznościach umiera pastor. Starszy pan nie miał wśród miejscowych żadnych wrogów, gości przybyłych z Londynu w ogóle nie znał, więc jego śmierć dosyć szybko zaliczono do kategorii "zgonów naturalnych".
Jak się okazuje, zupełnie niesłusznie, bowiem kilka tygodni później, również na przyjęciu, tyle, że innej miejscowości umiera kolejny człowiek - lekarz, bliski przyjaciel Cartwrighta. Jego śmierć jest taka sama jak w wypadku pastora, a na przyjęciu znajdują się niemal wszyscy goście, którzy byli świadkami śmierci pastora.
Inny z przyjaciół Cartwrighta oraz jego młoda sąsiadka postanawiają wytropić mordercę - zakładają, że to ktoś z osób obecnych na obydwu przyjęciach... 

Po raz kolejny tworzy Agata Christie skomplikowaną intrygę, która wydaje się niemal nie do rozwikłania - z jednej strony brak konkretnego motywu, a równocześnie każda z podejrzanych osób ma jakąś tajemnicę, dla zachowania której teoretycznie mogłaby się posunąć do morderstwa.

Tak jak wspomniałam na początku Poirot jest w tej książce postacią w tle głównych wydarzeń - nie odmówi sobie co prawda zadziwienia wszystkich swoimi umiejętnościami, jednak robi to dopiero pod koniec, natomiast przez większość utworu jest niewidoczny. Tak, tak, mówię o TYM Herkulesie Poirot...
Co jeszcze różni tę książkę od innych poświęconych belgijskiemu detektywowi to pewna nostalgia i zaduma prezentowana przez Poirota - w życiu bym go nie podejrzewała o taką wrażliwość...

Książka (jak niemal wszystkie tej autorki) stanowi świetną rozrywkę na długie jesienne i zimowe wieczory.
Polecam:)

środa, 16 października 2013

"Niespodziewany gość"





Tytuł oryginału: The Unexpected Guest
Tłumaczenie: Anna Bańkowska
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 2010
Liczba stron: 124











"Niespodziewany gość" to sztuka teatralna Agathy Christie z 1923 roku, jednak Charles Osborne dostosował ją do tego, by móc przeczytać utwór jako powieść. Muszę przyznać, że czyta się taki tekst znacznie lepiej niż sztukę.

Tytułowym gościem jest Michael Starkwedder, którego samochód ulega wypadkowi w pobliżu rezydencji państwa Warwick. Mężczyzna dzięki nie zamkniętym drzwiom ogrodowym wchodzi do środka i zastaje... martwego mężczyznę na wózku inwalidzkim a rogu pomieszczenia kobietę z rewolwerem w ręku. Laura Warwick okazuje się być żoną inwalidy - Roberta Warwicka i twierdzi, że to ona go zastrzeliła. Wdowa opowiada mężczyźnie o tym, że jej mąż był trudnym człowiekiem, a od chwili kiedy stał się kaleką zatruwał życie wszystkim mieszkańcom rezydencji.

Starkwedder próbuje pomóc kobiecie, która od pierwszej chwili go zauroczyła i wymyśla plan, mający zatuszować jej udział w morderstwie. Oboje dochodzą do wniosku, że najlepiej winę zrzucić na niejakiego MacGregora, ojca kilkuletniego chłopca, który zginął pod kołami samochodu pijanego i zbyt szybko jadącego Roberta Warwicka. Został on uniewinniony dzięki zeznaniom kobiety podróżującej wraz z nim, jednak logiczną rzeczą jest chęć zemsty przez zrozpaczonego ojca.
Dowody w sprawie śmierci Roberta zostały spreparowane i policja rozpoczęła śledztwo według zmyślonej przez wspólników wersji zdarzeń. Zaczęły się przesłuchania rodziny i służby, zbieranie odcisków palców oraz sprawdzanie wszystkich możliwych scenariuszy morderstwa. Kto zabił Roberta? MacGregor, własna żona, jej przyjaciel a może przyrodni brat? Tropów jest kilka, lecz każdy bardziej zaskakujący od innego. Kiedy już wszelkie dowody wskazują wyraźnie na mordercę i czytelnik liczy na zakończenie sprawy wraz z logicznym jej wyjaśnieniem, okazuje się że prawda jest zupełnie inna. Jakże mnie to nie dziwi w przypadku, gdy chodzi o dobry kryminał...

Podsumowanie będzie krótkie, gdyż jeśli chodzi o intrygi stworzone przez Agathę Christie, to są dla mnie zawsze niesamowite. Przeczytałam już wiele książek królowej kryminału i mimo, że poznałam tory jej myślenia, to nigdy w stu procentach nie potrafię wskazać osoby mordercy. "Niespodziewany gość" nie jest typową pozycją Christie z racji faktu, iż już na samym początku czytelnik "wie" kto jest mordercą. To oczywiście tylko pozory, ponieważ nie byłoby o czym pisać, gdyby morderca znalazł się sam już w pierwszym rozdziale książki. Genialny kryminał, który każdy wielbiciel tego gatunku powinien przeczytać.

niedziela, 22 września 2013

"Tajemniczy przeciwnik"


Agatha Christie
"Tajemniczy przeciwnik"
304 strony
Dwójka młodych, żądnych przygód bezrobotnych przyjaciół - Tommy Beresford i Tuppence Cowley - wplątuje się w międzynarodową aferę. W wyniku niespotykanego zbiegu okoliczności zostają nieoficjalnie zatrudnieni przez Pana Cartera - byłego członka brytyjskiego wywiadu - do odnalezienia niejakiej Jane Finn, która wraz z niezwykle cennymi dla światowego pokoju dokumentami zaginęła podczas akcji ratunkowej statku Lusitania.

Młodzi detektywi nie zdają sobie sprawy w jak poważne kłopoty się pakują - przyjdzie im się zmierzyć z tajemniczym Panem Brownem, którego całkowicie opanowała chęć zawładnięcia światem....

Doskonała książka! To w niej Pani Christie powołuje do życia parę Tommy'ego i Tuppence, których połączy coś więcej niż wspólna praca :). Pojawią się również później jeszcze w kilku książkach i z powodzeniem będą rozwiązywać kryminalne zagadki.
Tuppence i Tommy

W 1983 roku Tony Wharmby nakręcił na podstawie tej powieści film dosyć wiernie oddający książkę. W rolę Tuppence wcieliła się Francesca Annis, Tommy'ego zaś zagrał James Warwick.

Z przyjemnością go oglądnęłam i byłam zachwycona doborem aktorów - według mnie idealnie dopasowali się do postaci stworzonych przez Agathę Christie. I choć czasem były widoczne pewne niedopracowania, szczególnie przy scenach kręconych ewidentnie w studio, gdzie było widać sztuczność - myślę, że jeszcze nie raz film obejrzę :).


czwartek, 5 września 2013

Ale Kino!

Tropiciele i Tropicielki,

znów zapraszam Was na seans. W najbliższy piątek na kanale Ale kino! najnowszy film z niestrudzonym Herculesem Poirot.





Szczegóły tu:

http://www.alekinoplus.pl/program/film/poirot-slonie-maja-dobra-pamiec_41410

Pozdrowienia,

Karolina K. vel bluedress

czwartek, 29 sierpnia 2013

"Zło które żyje pod słońcem"

Nieubłaganie zbliża się jesień. Pora czerwonych liści, długich wieczorów przy gorącej herbacie, a także
mroźnych wiatrów i przeziębień. Postanowiłam WYJĄTKOWO zdążyć z robótkami jesienno-zimowymi i udziergać sobie nowe chusty na drutach, aby swoją radosną barwa, lub ciepłym splotem umilały mi słotne dni. Nie myślałam długo, udałam się na rynek do sklepu z dziewiarskimi artykułami i nabyłam cztery motki włóczki. Zielony, błękitny, żółty i cieniowany zielony. Piękne wszystko. Zaczęłam dziergać chustę w kolorze letniego nieba, już skończyłam zresztą. A co do dziergania jest dobre? Ano film jakiś, lub serial.
Wróciłam więc w objęcia  Herkulesa Poirota. Mój wybór padł na „Zło które żyje pod słońcem”, robiłam kilka podejść do tego filmu z Mamą, ale Ona tak szybko zasypiała, że w końcu oglądnęłam sama. Mniej więcej pamiętałam konstrukcję intrygi, ale jednak nie była to wiedza dokładna. Zwłaszcza, że z tego co pamiętam nieznacznie fabułę zmieniono.

Oto Herkules Poirot musi wyjechać na kurację odchudzającą, do uzdrowiska na wyspie, przybywając do ośrodka, wyczuwa szczególną atmosferę. Urwane zdania, obrazy, tworzą złowrogą atmosferę, wydaje się, że zło nie śpi, nawet w tak pięknym miejscu
I faktycznie zbrodnia zostaje popełniona. Na plaży zostają znalezione zwłoki pięknej kobiety, jednej z lokatorek uzdrowiska. Zamordowana sprawiała wrażenie femme fatal, kobiety która jest tak piękna, że jej uroda może jej tylko napytać biedy. Wiele wskazuje, że tak właśnie było. Zabić mogły tylko osoby znajdujące się na wyspie, prawie każdy miał motyw i sposobność. Ale czy można zwieść Poirota? Nawet osłabionego kuracją odchudzającą?
 
Bardzo dobrze oglądało mi się ten film, David Suchet w tym odcinku wspina się na wyżyny kunsztu aktorskiego czyniąc z Herkulesa Poirota postać niezwykłą, jest zabawny, czarujący, a jednocześnie przenikliwy i bezwzględny w dochodzeniu do prawdy. Zresztą, cala obsada tego odcinka zasługuje na oklaski, wywiązali się ze swoich ról perfekcyjnie…

Pamiętam, że książka mnie nie zachwyciła, podobała mi się, ale bez rewelacji, natomiast ten film oglądało mi się bardzo dobrze. Wciąż najbardziej lubię momenty gdy Poirot objaśnia kulisy zbrodni.


całość na Moim Blogu 

wtorek, 27 sierpnia 2013

'Pasażer do Frankfurtu'


Brytyjski dyplomata Stafford Nye przebywa w poczekalni lotniska we Frankfurcie, czekając na lot do Londynu. Nagle zwraca się do niego kobieta, prosząc o jego paszport i bilet, dzięki czemu będzie mogła podróżować zamiast niego, co ocali jej życie. Jest to dosyć nietypowa prośba, ale mężczyzna zgadza się, wypija zalecony środek nasenny i czeka na rozwój wydarzeń. Po powrocie do domu Stafford, chcąc odnaleźć tajemniczą kobietę,  zamieszcza osobliwe ogłoszenie w prasie. Otrzymuje odpowiedź i wyrusza na spotkanie. Daphne Theodofanus znana również jako Mary Ann i Renata Zerkovsky wprowadza Stafforda do tajemniczej organizacji, walczącej z młodzieżowymi ruchami neofaszystowskimi, których działanie notuje się niemal na całym świecie, a finansowane przez tajemniczych sponsorów rosną w siłę. Proponuje Staffordowi współpracę. Mężczyzna nie jest pewien czy powinien zaufać kobiecie, ale postanawia pomóc jej ponownie.

Bardzo dobra powieść z zaskakującym zakończeniem.




sobota, 24 sierpnia 2013

"Morderstwo Rogera Ackroyda"


Agatha Christie
"Zabójstwo
Rogera Ackroyda"
272 strony
W niewyjaśnionych okolicznościach ginie w zaciszu własnego gabinetu zamożny Roger Ackroyd. Podejrzenia padają na jego przybranego syna Ralpha Patona, który mając problemy liczył na sowity spadek. Lecz domostwo pana Ackroyda to również finansowo uzależniona od niego szwagierka wraz z dorosłą już córką. Pojawia się wątek szantażu, jest tajemniczy nieznajomy - wszystko co potrzebne do prawdziwie zagmatwanej historii.
Szczęśliwym zbiegiem okoliczności do King's Abbot - dotkniętego tragedią - sprowadza się nie kto inny jak sam Herkules Poirot. Czyniąc z ogólnie szanowanego doktora Shepparda swojego pomocnika, po raz kolejny genialny detektyw dochodzi prawdy.

Ta historia to jedna z moich najulubieńszych napisanych przez Panią Christie. Pamiętam jak czytałam ją po raz pierwszy i jak autentycznie na sam koniec siedziałam z rozdziawioną paszczą nie mogąc się nadziwić, że sprawy przybrały taki obrót. Doprawdy.... :). Poza tym jest to jedna z niewielu książek, której zakończenie będę zawsze pamiętała. Nie lada wyczyn coś takiego napisać :)



Aby tradycji stało się zadość obejrzałam kolejny film z serii wyczynów belgijskiego detektywa:

Doktor Sheppard, Inspektor Davies, kamerdyner Parker

Dosyć wierna to ekranizacja, lekko zmieniona jest rola siostry doktora już pod sam koniec filmu - Karoliny Sheppard, pierwszej plotkarki w miasteczku. Całość bardzo zadowalająca :).

wtorek, 20 sierpnia 2013

Tajemnica Bladego Konia

Nie wiem, czy mój kończący się urlop można by uznać za udany, gdybym  nie przeczytała jakiegoś kryminału ;-) 

Nie mogło więc być inaczej i tego lata. Wybór padł na Tajemnicę Bladego Konia Agathy Christie. Okazało się, że to kryminał bez Poirota i bez pani Marple. Wydawało mi się, że to pech...

Generalnie czytało mi się miło, choć bohaterom nieco brakowało ikry, a wydarzeniom dynamiki. Nie wiem, czy to nie z powodu lekko anemicznego pisarza Easterbrooka, który zajął się śledztwem. Miałam wrażenie, że na początku wszystko dzieje się strasznie wolno, a przyspiesza dopiero na samiusieńkim końcu

Punktem wyjścia jest śmierć księdza spieszącego na spotkanie z umierającą kobietą, która miała mu coś ważnego do przekazania. Wśród rzeczy, które znaleziono przy ofierze, jest tajemnicza lista nazwisk, a wśród nich nazwisko dziewczyny, którą pisarz wcześniej widział w średnio miłej sytuacji, bo w czasie bójki z inną kobietą.

Oprócz tego, co można sprawdzić, dostrzec, ustalić, pojawiają się też elementy magii i czarów oraz pytanie, czy można zabić na odległość. Dołączają bohaterki, którym nieobce są pozazmysłowe praktyki, miłosne napoje, kielichy trucizny i tego typu historie...

Im dalej, tym ciekawiej. Głównemu bohaterowi pomaga w śledztwie odważna Ginger, która zaimponowała mi decyzją o podjęciu niesamowitego ryzyka.

Intryga uknuta jak zwykle bardzo starannie, sporo zmyłek, kandydatów na zabójców cała gromadka. Podobało mi się mimo tęsknoty za Poirotem.

Herkules Poirot podejmuje trop!

Agatha Christie uważana jest przez większość czytelników na całym świecie za niekwestionowaną mistrzynię książek z gatunku kryminału. Napisała ona ponad 80 kryminałów. Stworzyła dwie najbardziej fascynujące sylwetki detektywów w literaturze, Belga Herkulesa Poirota oraz starszą panią, detektyw - amator pannę Marple. Oprócz kryminałów ma na swoim koncie kilka powieści obyczajowych, które wydane zostały pod jej pseudonimem Mary Westmacott. Pisarka znalazła się w Księdze Guinnessa, jako najlepiej sprzedająca się autorka wszech czasów. Na całym świecie sprzedano ponad 2 mld egzemplarzy jej książek, zatem nie powinno dziwić, że trafiła ona do księgi rekordów. Wiele z jej powieści zostało zekranizowanych. Do tej pory miałam przyjemność zapoznać się jedynie z dwiema jej powieściami - "I nie było już nikogo" oraz "Morderstwo w Orient Expressie". Żadna z nich mnie nie zawiodła, dlatego też zdecydowałam się sięgnąć po kolejne jej dzieło. Tym razem w mych rękach znalazła się książka "Wczesne sprawy Poirota". Po raz pierwszy została ona wydana w 1974 roku, czyli zaledwie dwa lata przed śmiercią autorki.

"Wczesne sprawy Poirota" to zbiór osiemnastu opowiadań, w których mamy okazję poznać przeróżne sprawy, jakimi zajmował się były szef belgijskich służb śledczych, a obecnie prywatny detektyw Herkules Poirot. Historie zostały opowiedziane przez najbliższego przyjaciela naszego Belga, Arthura Hastingsa. Zaproponowano mu, aby podjął się spisania najciekawszych z nich, co też uczynił z wielką przyjemnością. Duet Poirot - Hastings jawi mi się niczym słynna para mężczyzn z Londynu rozwiązująca kryminalne zagadki. Mowa tu oczywiście o Sherlocku Holmesie i jego nieodzownym przyjacielu doktorze Watsonie. Tak samo jak tamci, tak i tutaj Poirot stara się rozwiązywać różne sprawy, korzystając wielokrotnie z pomocy Hastingsa. A co w ogóle będzie zaprzątało głowę naszej dwójki głównych bohaterów? Będą starali się wyjaśnić, kto stoi za porwaniem małego trzyletniego chłopczyka Johnniego, dziedzica wielmożnego Marcusa Waverly. Podejmą się wyjaśnienia tajemniczego zniknięcia kucharki z domu państwa Todd, która pewnej środy wyszła i rozmyła się w powietrzu. Podążą śladami mordercy, który pozbawił życia lorda Cronshowa na zorganizowanym przez niego wielkim Balu Victory. Jednocześnie będą próbowali zrozumieć, czy zejście z tego świata tej samej nocy młodej kobiety Coco Courtenay może mieć coś wspólnego ze śmiercią wspomnianego powyżej lorda. Z prośbą o pomoc zwróci się do nich pani Pengelly, która podejrzewa męża o to, iż ten ją truje. Czy ma rację? Również kolekcjoner Marcus Hardman będzie miał dla nich sprawę do wyjaśnienia. Ktoś skradł mu jego najcenniejszą biżuterię - rubiny oraz szmaragdowy naszyjnik, który niegdyś najprawdopodobniej należał do samej Katarzyny Medycejskiej. To tylko nieliczne historie, które dane będzie poznać czytelnikowi we "Wczesnych sprawach Poirota". Jak pamiętacie, zebrano ich tu osiemnaście, zatem jest się w czym zaczytywać.

Postać Herkulesa Poirota jest niezwykła. Z pozoru zwyczajny mały człowieczek o poczciwej twarzy, na której gości olbrzymi wąsik. Patrząc na niego nikt nie podejrzewałby, że ma do czynienia z osobnikiem o niezwykłym zmyśle dedukcji oraz obserwacji. Oprócz tego cechuje go schludność, systematyczność oraz zamiłowanie do porządku. Czasami bywa nieco próżny - sporą uwagę przykłada do wyglądu swoich wąsików i stosowanej pomady. Prowadząc śledztwo nie skupia się na śladach typu odciski palców, czy inne, ale zwraca szczególną uwagę na kwestię psychologiczną popełnionego czynu. I pod tym kątem poszukuje winnego. Jak sam bardzo często mawia, "aby rozwiązać jakąś zagadkę, należy tylko wygodnie rozsiąść się w fotelu i pomyśleć." Pomyślałby kto, że łatwo powiedzieć, gorzej zrobić. Jednak Poirot dzięki swoim umiejętnościom, trzeźwo myśląc, składając kolejne elementy układanki w całość, potrafi rozwiązać praktycznie każdą zagadkę, choćby było to z pozoru niemożliwe do wykonania. Przyznaję szczerze, że podziwiam tego człowieka. Jego intuicja i zdolność dostrzegania nieistotnych na pierwszy rzut oka szczegółów jest godna pozazdroszczenia. Z każdą kolejno przeczytaną książką, w której jest on głównym bohaterem, dowiaduję się o nim czegoś nowego, interesującego. Jestem bardzo ciekawa, czym jeszcze zaskoczy mnie przy okazji lektury innych dzieł autorki, w których gra pierwsze skrzypce.

Czy warto sięgnąć po "Wczesne sprawy Poirota"? Ależ oczywiście, że tak. Osobiście nie za bardzo przepadam za książkami będącymi zbiorami opowiadań. Nie potrafię wciągnąć się w krótkie formy literackie, które ledwo co się zaczną, już dobiegają końca. Jednakże dla opowiadań, które wyszły spod pióra Agathy Christie postanowiłam zrobić wyjątek. I wiecie co? Nie żałuję!

Moja ocena: 5/6


poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Poirot.

Kochani tropiciele,

niestety ostatnio mi nie po drodze ze wspaniałą Agathą Christie i bardzo nad tym ubolewam, ale chciałam przekazać Wam ciekawą informację. Otóż na kanale 13th Street Universal można oglądać wszystkie dotąd zekranizowane kryminały Mistrzyni z cudownym Davidem Sachet'em.

Oto link do strony kanału:

http://www.13thstreet.pl/shows/poirot



Miłego odbioru!

Karolina K. vel bluedress

niedziela, 18 sierpnia 2013

Tajemnica śmierci w Orient Expressie

Lubicie kryminały? Ja bardzo. Zawsze chętnie sięgałam po książki z tego gatunku literackiego. Ostatnimi czasy mój wybór padał na nowości wydawnicze, jednakże tym razem postanowiłam sięgnąć po coś z prawdziwej klasyki kryminału. A któż jest niekwestionowaną mistrzynią tego gatunku? Oczywiście Agatha Christie. Napisała ona ponad 80 kryminałów. Stworzyła dwie najbardziej fascynujące sylwetki detektywów w literaturze, Belga Herkulesa Poirota oraz starszą panią, detektyw - amator pannę Marple. Oprócz kryminałów ma na swoim koncie kilka powieści obyczajowych, które wydane zostały pod jej pseudonimem Mary Westmacott. Pisarka znalazła się w Księdze Guinnessa, jako najlepiej sprzedająca się autorka wszech czasów. Na całym świecie sprzedano ponad 2 mld egzemplarzy jej książek, zatem nie powinno dziwić, że trafiła ona do księgi rekordów. Wiele z jej powieści zostało zekranizowanych.

Do tej pory miałam okazję przeczytać jedynie "I nie było już nikogo" (inny tytuł tej książki to "Dziesięciu małych Murzynków"), która bardzo mi się spodobała. Dużo czasu minęło zanim w me ręce trafiła kolejna jej książka. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Dolnośląskiego dane mi było zasiąść przy lekturze powieści "Morderstwo w Orient Expressie". Zanim dzieło to po raz pierwszy zostało wydane w formie książki (1934 rok), ukazywało się w odcinkach w czasopiśmie "Saturday Evening Post". Książka została uznana za jedno z największych osiągnięć literackich na koncie pisarki ze względu na zastosowane zakończenie, które w porównaniu do jej innych dzieł jest doprawdy niezwykłe.

"Dom wariatów, oto, czym jest ta cała sprawa. Dom wariatów!." (s. 247)

Historia rozgrywa się w pociągu Orient Express. Wśród pasażerów znajduje się belgijski detektyw Herkules Poirot, który zamierza wrócić do Europy po rozwiązaniu ostatniej zagadki kryminalnej. Tak się niefortunnie składa, że gdzieś na terenie Jugosławii pomiędzy Vincovci a Brodem zaskakuje ich śnieżyca. Pociąg z powodu zasp zmuszony jest do postoju, może nawet kilkudniowego. Tymczasem okazuje się, że w nocy popełniono morderstwo. Odebrano życie jedenemu z pasażerów, mężczyznie o nazwisku Ratchett. Dotychczas spokojna podróż przeradza się w najprawdziwsze śledztwo kryminalne, na którego czele staje Poirot. Kolejno odkrywane fakty skłaniają go ku przypuszczeniu, że zabójca nadal znajduje się wśród pasażerów. Na domiar złego każdy z nich mógł mieć motyw, aby dokonać tego czynu. Jak się okazuje zabójstwo mężczyzny może mieć coś wspólnego z głośną amerykańską sprawą sprzed kilku lat, która dotyczyła tragedii w rodzinie Armstrongów. Czy Poirotowi uda się wskazać winnego śmierci Ratchetta? Jakie jeszcze zaskakujące fakty wyjdą na jaw podczas prowadzonego przez niego śledztwa?

Postać Herkulesa Poirota jest niezwykła. Z pozoru zwyczajny mały człowieczek o poczciwej twarzy, na której gości olbrzymi wąsik. Patrząc na niego nikt nie podejrzewałby, że ma do czynienia z osobnikiem o niezwykłym zmyśle dedukcji oraz obserwacji. Prowadząc śledztwo nie skupia się na śladach typu odciski palców, czy inne, ale zwraca szczególną uwagę na kwestię psychologiczną popełnionego czynu. I pod tym kątem poszukuje winnego. Jak sam bardzo często mawia, "aby rozwiązać jakąś zagadkę, należy tylko wygodnie rozsiąść się w fotelu i pomyśleć." Pomyślałby kto, że łatwo powiedzieć, gorzej zrobić. Jednak Poirot dzięki swoim umiejętnościom, trzeźwo myśląc, składając kolejne elementy układanki w całość, potrafi rozwiązać praktycznie każdą zagadkę, choćby było to z pozoru niemożliwe do wykonania. Przyznaję szczerze, że podziwiam tego człowieka. Jego intuicja i zdolność dostrzegania nieistotnych na pierwszy rzut oka szczegółów jest godna pozazdroszczenia. Jestem pewna, że gdyby w obecnych czasach pomiędzy funkcjonariuszami prawa było więcej tego typu ludzi, przestępczość stanowczo by zmalała. Każdy wpierw dwa razy zastanowiłby się, zamiast złamał prawo, z obawy, że jego tropem podąży osoba podobna do Herkulesa Poirota.

Lektura książki "Morderstwo w Orient Expressie" była dla mnie czystą przyjemnością. Do samego końca nie byłam w stanie wskazać winnego zabójstwa Ratchetta, a samo zakończenie zupełnie mnie zaskoczyło. Przyznaję, że takiego obrotu spraw zupełnie się nie spodziewałam. Autorka w niesamowity sposób gmatwa fabułę, podsuwa kolejne fakty tak, że z czasem czytelnik gubi się w domysłach. Jeśli lubicie zabawiać się w detektywów i rozwiązywać wraz z bohaterami zagmatwane zagadki, to lektura "Morderstwa w Orient Expressie" z pewnością Was zadowoli. Ze swojej strony polecam! 

Moja ocena: 5/6

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Zerwane zaręczyny

Czy Elinor, dziedziczka fortuny, otruła córkę ogrodnika, która odebrała jej narzeczonego? Na pewno w rozpaczy życzyła jej śmierci... Sąd skazał Elinor, ale Herkules Poirot nadal uparcie bada sprawę. Czy chodzi o spadek, czy o niewyjaśnioną tajemnicę rodzinną? Detektyw toczy walkę z czasem, własnymi wątpliwościami oraz ze świadkami, którzy kłamią przy filiżance angielskiej herbaty... Niektórzy w dobrej wierze, jak zakochany w Elinor lekarz. Czy niesmaczna pasta łososiowa oraz zwodniczy zapach czerwonej róży bez kolców przeszkodzą Herkulesowi odkryć zabójcę? 



Czytam obecnie dwie książki. Jednej słucham, jedną mam na ebooku. Przypomniałam sobie, że – ponieważ zostało mi już bardzo  mało Poirotów do przeczytania- miałam czytać chociaż jeden miesięcznie. Tym bardziej, że w Lublinie zdobyłam kolejnego herkulesa do kolekcji. A myślałam, że będę musiała buszować na allegro. Wyszarpnęłam, tedy z półki ‘Zerwane zaręczyny”, które to nabyłam w „Dniu książki”.

Kilka razy zawiodłam się na kryminałach z jajogłowym Belgiem. Oczywiście w każdym intryga  była mistrzowsko uknuta, ale nie wszystkie były, że tak powiem – zajmujące. Bałam się, że doczytuję już tylko słabe książki, „Karty na stół” jednak mnie zachwyciły, więc nikły płomyczek ożył.  Zaczęłam czytać  książkę o obiecującym zarysie fabuły i o ciekawej, wyjątkowej konstrukcji. „Zerwane zaręczyny”, czyż może być coś bardziej inspirującego niż  zdradzona miłość, upokorzenie związane z zerwaniem zaręczyn, coś będącego lepszym motywem do zbrodni? Dlatego kiedy ginie młoda dziewczyna, która była powodem, dla którego zerwano zaręczyny pomiędzy Elinor Carlise i Roderickiem Welmanem, pierwszą, główną podejrzaną staje się Elinor, która odziedziczyła  właśnie fortunę, po zmarłej ciotce.
Elinor ma zasiąść na ławie oskarżenia, wtedy młody, wiejski lekarze, który obdarzył ją afektem zwraca się do Herkulesa Poirota, aby ten  znalazł dowody, które potwierdzą niewinność Elinor. Belg podejmuje się tego zadania. Dziwnymi  drogami planuje dojść do rozwiązania zagadki. Oczywiście zastrzegając iż wyjawi prawdę, bez względu na to, czy będzie ona zgodna z pragnieniami zleceniodawcy.

Całość recenzji do przeczytania na moim blogu

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

"Tajemnica rezydencji Chimneys"

Agatha Christie
"Tajemnica rezydencji
Chimneys"
304 strony
Anthony Cade za namową swojego dobrego przyjaciela zobowiązuje się dostarczyć do wydawnictwa sensacyjne pamiętniki Hrabiego Stylpitcha pochodzącego z Herzoslovakii. Oczywiście publikacja tych wspomnień może duże namieszać na scenie politycznej Europy. Dodatkowo Anthony ma dostarczyć listy miłosne pisane kiedyś przez niejaką Virginię Ravel  - w związku z tym musi dostać się do rezydencji Chimneys.

Chimneys należące do Lorda Catherhama ze względu na historyczną spuściznę często służy jako miejsce "spotkań na szczycie". Tym razem jednym z gości jest książę Michael Obolovitch  - potencjalny przyszły następca tronu Herzoslovakii. Mają sie odbyć tam rozmowy najwyższej wagi dotyczące przyszłości tego bałkańskiego królestwa, jednak książę zostaje zamordowany...

Oj dużo się działo w tej książce, chyba aż za dużo. Tyle postaci, tyle wątków - dochodzi jeszcze Król Victor - nieuchwytny złodziej kamieni szlachetnych. Jest też działający pod przykrywką agent z USA. I co mi najbardziej się spodobało - wątek miłosny :).

Czytało mi się bardzo ciężko tę pozycję, co chwila upewniałam się, że to książka Agathy. Troszkę taka przedobrzona mi się wydała i szybko się w niej gubiłam...

     

Natomiast film był absolutnie fantastyczny, chyba głównie dlatego, że tylko niewiele wątków zaczerpnął z książki. Oglądałam go z zapartym tchem. Pojawia się w nim Panna Marple - zostaje zaproszona do Chimneys w odwiedziny i to ona w głównej mierze rozwiązuje zagadkę. Anthony Cade pojawia się gdzieś tylko przez chwilkę, Virginia Revel jest młodszą córką Lorda Catherhama, a co za tym idzie siostrą Bundle, nie ma Herzoslovakii a jest Austria :).

Generalnie film to zupełnie inna historia od tej książkowej, z innymi motywami i mordercą. Porywająca sceneria  - właśnie tak sobie Chimneys wyobrażałam czytając książkę. Absolutnie fantastyczna.

na pierwszym planie Bundle i Panna Marple wraz z Billem Eversleigh

środa, 31 lipca 2013

A.B.C.

Tak jak Sherlock Holmes miał swojego doktora Watsona, tak wielki Herkules Poirot miał kapitana Hastingsa. Co prawda po ślubie Hastings wyjechał do Argentyny, ale od czasu do czasu odwiedzał Anglię oraz swojego belgijskiego przyjaciela i jeśli nadarzyła się okazja brał udział w prowadzonych przez niego śledztwach.

Kiedy po raz kolejny kapitan odwiedza ojczyznę wiosną 1935 roku wszystko wskazywało na to, że przed Herkulesem pojawiło się kolejne wielkie wyzwanie. Otrzymał bowiem detektyw list informujący go o miejscu i dacie mającego nastąpić przestępstwa. Nadawca listu podpisał go trzema literami - A. B. C..
Poirot przyjmuje ten list jako wyzwanie dla siebie osobiście, ale powiadamia o nim Scotland Yard - policja traktuje jednak sprawę dosyć sceptycznie. Wszystko się zmienia, kiedy w wyznaczonym dniu i miejscu (miasteczko Andover) dochodzi do morderstwa. Ofiarą jest starsza kobieta, prowadząca niewielką trafikę pani Ascher - zginęła w swoim sklepiku, morderca nic z niego nie zabrał, zaś na ladzie zostawił kolejowy rozkład jazdy, potocznie nazywany ABC, bowiem wszystkie stacje były tam ułożone w kolejności alfabetycznej. 
Bardzo szybko okazuje sie, że zabójstwo w Andover to zaledwie początek serii - kilkanaście dni później Poirot otrzymuje kolejny list z datą i nazwą miejscowości - tym razem na literę B...
Rozpoczyna sie wyścig  - czy alfabetyczny zabójca zdoła dojść do litery Z, czy Herkules wcześniej go schwyta?

W "A.B.C." Poirot ma godnego siebie przeciwnika, kogoś kto choć uznany za szaleńca, zaskakuje niezwykłą precyzją w działaniu dowodzącą jasnego i analitycznego umysłu. Oprócz Herkulesa sprawą zajmuje się również policja - wyznaczony do niej młody stażem, ale już ze znaczącymi osiągnięciami na koncie, inspektor Crome jest chyba jeszcze bardziej zadufany w sobie niż Poirot i nie ma zbyt wielkiego mniemania o metodach śledczych stosowanych przez starszego kolegę.

Kolejna świetna historia, która wyszła spod pióra Agathy Christie, rozwiązanie sprawy po raz kolejny zaskakuje czytelnika, chociaż muszę się pochwalić, że nie dałam się złapać na pewien bardzo oczywisty ślad, który jak się później okazało miał za zadanie wprowadzić w błąd detektywa i uchronić mordercę przed zasłużoną karą. To takie małe pocieszenie, dla mojego ego - bo niestety, znów nie udało mi sie wydedukować kto zabił...

czwartek, 25 lipca 2013

Sekretne zapiski

W 2004 roku, pośród rozmaitych dokumentów w domu rodzinnym w Greenway, odkryto osobiste notesy Agaty Christie: 73 zeszyty z notatkami, spisami, szkicami powieści i opowiadań zawierające fascynujące szczegóły z warsztatu pisarki, których nie ujawniła nawet w swojej „Autobiografii”.Książka odsłania rąbek największej tajemnicy Agathy Christie – pokazuje, w jaki sposób z odręcznych zapisków, list występujących postaci i wstępnych szkiców wątków rodziły się jej poczytne powieści, opowiadania i sztuki teatralne. Alternatywne rozwiązania intrygi, zmienione tytuły, inni bohaterowie, niezamieszczone w wersji końcowej sceny, a nawet plany nigdy nienapisanych powieści – dzięki badaniom Johna Currana poznajemy bogactwo niepublikowanych materiałów, w tym także dwa skończone opowiadania z Herkulesem Poirotem jako bohaterem: „Wypadek z psią piłeczką” oraz trzynastą opowieść z cyklu Prac Herkulesa.Książka jest także wyjątkowa pod względem edytorskim. W narrację zostały wplecione i wyróżnione odmienną czcionką różnego rodzaju fragmenty: zapisy myśli Agaty Christie (kursywą) i zapiski z notatników z pomysłami na kolejne kryminały (czcionką ozdobną), którym towarzyszą odwzorowania wybranych stron z prawdziwych notatników autorki. Jeśli w danym rozdziale zawarto rozwiązania zagadek kryminalnych, tytuły tych książek podano na początku rozdziału.


 Od nieco ponad roku jestem wierną wyznawczynią kultu Agaty Christie. Systematycznie nabywam i zapoznaję się z jej kolejnymi książkami. Regularnie daję się złapać w jej pułapki, próbując odgadnąć jak utkała intrygę. Okazyjnie udaje mi się zgadnąć, wtedy czuję się jakby legendarna MENSA przyjęła mnie w poczet swych członków. Moja pycha rośnie w zastraszającym tempie i przez dwa dni chodzę z nosem wycelowanym w niebo, puchnąć z dumy.

Na „Sekretne zapiski Agaty Christie” chorowałam od dawna, chodziłam wokół nich jak facet w zalotach. Miałam na półce „Autobiografię” Królowej Kryminału, więc obiecywałam sobie, że jak ją przeczytam pomyślę nad kupnem. „Autobiografia”, leży przywalona Pismem Świętym i z pięcioma podręcznikami, które niedługo wrócą do biblioteki, a ja kolejny raz złamałam swoje postanowienie.  Dorwałam się do „Sekretnych zapisków” i nie miałam zamiaru wypuścić ich z rąk. Bez zbędnej zwłoki, z rekordowo małym okresem nabierania mocy urzędowej, zapadłam się w pościel z książką z której bije ogromna sympatia do Agaty Christie. Wydaje mi się, że z autorem, który opracował te chaotyczne notatki, dobrze by mi się rozmawiało, chociaż zupełnie inne powieści są naszymi „najulubieńszymi”, niekiedy ocena danej książki różni się nam diametralnie, ale autor jest zafascynowany postacią Christie, traktuje ją jako bóstwo i to nie jakieś lokalne, pomniejsze. On uważa Agatę Christie za boginię, której świat cały oddaje część, wprawdzie mniej tych peanów, niż zasługuje, ale to przecież kwestia czasu.


Po całość recenzji zapraszam do mnie 

czwartek, 4 lipca 2013

"Mężczyzna w brązowym garniturze"

Agatha Christie
"Mężczyzna w brązowym
garniturze"
216 stron
Anna Beddingfeld po śmierci ojca archeologa wyrusza w poszukiwaniu przygód. Czekając na peronie jest świadkiem nieszczęśliwego wypadku - ginie pod torami człowiek. Rzekomy lekarz znajdujący się na miejscu wypadku gubi uciekając kartkę z tajemniczą notką. Anna postanawia rozwikłać nurtujące ją wątpliwości.
Niebawem pojawia się kolejna ofiara "mężczyzny w brązowym garniturze". Nie zastanawiając się długo Anna wyrusza w podróż do Południowej Afryki. 

Świetna lektura, jest rejs statkiem wycieczkowym, podróż koleją, piękne krajobrazy, chwile mrożące krew w żyłach i oczywiście wątek miłosny - Anna zakochuje się w tajemniczym mężczyźnie.

Na statku Anna poznaję Suzannę Blair i zostaje jej damą do towarzystwa. Razem próbują rozwikłać tajemnicę podrzuconych diamentów oraz tożsamość niebezpiecznego Pułkownika.

  


Postanowiłam niedawno przeczytać od początku wszystkie książki Agathy Christie i jeśli tylko będzie to możliwe, lekturę wzbogacić adaptacją filmową. Ucieszyłam się bardzo, gdy w czeluściach internetu znalazłam informację, że ktoś pokusił się o sfilmowanie tej historii....

"Mężczyzna w brązowym garniturze"
1989 rok, reż. Alan Grint
Uśmiałam się pierwszorzędnie!!!! Nie pamiętam kiedy oglądałam ostatnio tak kiepski film doprawdy!!!! Nawet nie zasługuje na miano filmu kategorii B, chyba nawet C jest w tym przypadku mocno naciągnięta :).

Rzecz dzieje się współcześnie, Anna jest fotografem nałogowo pstrykającym fotki, są samochody i okulary słoneczne w stylu "Miami Vice". Wyobrażałam sobie piękny statek, którym Anna rusza w nieznane - w filmie to jakiś stateczek bardziej przypominający ten wycieczkowy z "Rejsu" niż ten wobrażony przeze mnie. Są też sztuczne głazy, aaaa i Suzy Blair jest podstarzałą już kobietą szukającą kandydata na męża chyba nr.6...


Anna Beddingfeld i Suzy Blair



Jak się przekonałam na własnej skórze - adaptacja filmowa nie zawsze jest udana i może czasem lepiej by jej było wogóle nie nakręcić :).