poniedziałek, 31 grudnia 2012

Morderstwo w Orient Expressie





Nazajutrz w porze lunchu monsieur Poirot z niewielkim opóźnieniem wkroczył do wagonu restauracyjnego. Wstał wcześnie, śniadanie jadł prawie  sam, a cały ranek spędził przeglądając notatki dotyczące sprawy, która wzywała go do Londynu. Widział więc dotąd niewielu ze swoich towarzyszy podróży.
Monsieur Bouc, który już zajął miejsce, uczynił w stronę przyjaciela powitalny gest i zaprosił go do swojego stolika. Poirot usiadł i natychmiast znalazł się w uprzywilejowanej pozycji kogoś, kogo obsługuje się w pierwszej kolejności i raczy najlepszymi zakąskami. Także danie główne było nadzwyczaj smaczne.
Dopiero przy delikatnym serze monsieur Bouc pozwolił sobie zwrócić uwagę na sprawy inne niż kulinarne. Na etapie dania mięsnego zaczął filozofować.— Ach! — westchnął. — Gdybym to ja władał piórem Balzaka. Opisałbym całą tę scenę. Zatoczył ręką koło.— Owszem, to dobry pomysł — przytaknął Poirot.— Ach, więc zgadzasz się ze mną? Jeszcze chyba nikt tego nie zrobił? A przecież — wszystko to skłania się do romansu, mój przyjacielu. Wokół nas zasiedli ludzie o najróżniejszej pozycji społecznej, najróżniejszych narodowości, w najróżniejszym wieku. Całe trzy dni ci ludzie, obcy sobie nawzajem, spędzą razem. Będą spać i jeść pod wspólnym dachem, nie będą mogli siebie uniknąć. A po upływie owych trzech dni rozejdą się, każdy ruszy własną drogą i może już nigdy więcej się nie spotkają.— Ale — wtrącił Poirot — załóżmy, że jakiś wypadek…— Och, nie, przyjacielu…— Zgadzam się, że z twojego punktu widzenia byłoby to pożałowania godne wydarzenie. Lecz mimo wszystko, tylko na chwilę, dopuśćmy taką możliwość. Wtedy, załóżmy, wszystkie te osoby związałaby… śmierć.

Fragment pochodzi z książki pt. "Morderstwo w Orient Expressie" autorstwa A. Christie wydanej przez wydawnictwo Hachette w 2000 roku.


No i wpadłam po uszy z Christie. Jak śliwka w kompot. Zaraz po "Tajemnicy gwiazdkowego puddingu" nie mogłam się powstrzymać i masz ci los! Trafiłam na "Morderstwo w Orient Expressie". Tym razem Hercules Poirot rozwiązuje sprawę morderstwa w pociągu, który utknął w zaspach. Zaczyna się niewinnie: zasadniczo do pociągu relacji Stambuł - Calais udaje mu się dostać dzięki znajomością z "szefem" pociągu, Poirot podsłuchuje (zupełnie przypadkiem, proszę państwa) czyjąś rozmowę, odnosi dziwne wrażenie spotykając pewnego mężczyznę. Niedługo potem  ten mężczyzna, który zwrócił uwagę Poirota ginie. 

Poszlak mamy wiele, autorka co rusz podsuwa nam coś nowego, a mimo to do końca trudno stwierdzić kto jest odpowiedzialny za morderstwo. Książkę oceniam bardzo wysoko. Nie dość, że jest lekka, napisana wprawnym piórem i niezbyt pokaźna objętościowo, dzięki czemu w licznych szczegółach się nie pogubimy tak łatwo, to jeszcze jej forma doskonale odpowiada mojemu oglądowi Pana Herculesa Poirota - podzielona, usystematyzowana, podnosząca wagę szczegółów. Krótko, na temat, interesująco - czyli dokładnie tak jak powinno być.

Niewątpliwie to klasyka kryminału i to w najlepszym wydaniu. A Poirot już od jakiegoś czasu, kiedy to zobaczyłam któryś z odcinków serialu na podstawie Christie, jest moim ideałem mężczyzny. Nie pojmuję zatem dlaczego autorka zdecydowała się go kiedykolwiek uśmiercić, a ponoć tak! Ponoć, bo cała wyprawa tropem Poirota przede mną.

środa, 26 grudnia 2012

Morderstwo w Boże Narodzenie

Zbliża się Boże Narodzenie. Senior rodu Simeon Lee do swej rezydencji zaprasza rodzinę. Spotkanie jest nietypowe, gdyż Lee niemal nie utrzymywał z dziećmi kontaktów. Mało przyjemnej atmosfery nie poprawia pojawienie się uchodzącego za czarną owcę syna, a tym bardziej wnuczki, którą rodzina widzi po raz pierwszy. W ponurych nastrojach podsycanych pragnieniem odziedziczenia jak największego spadku zebrani dowiadują się o zabójstwie złośliwego milionera. Do akcji wkracza niezastąpiony Herkules Poirot. Przed detektywem trudna zagadka - okazuje się bowiem, że z sypialni Simeona zniknęły diamenty, nie wszyscy goście ujawnili prawdziwą tożsamość, a zamordowany miał niejednego wroga…


 Pewnie niewiele jest osób, które uznają książkę „Morderstwo w Boże Narodzenie” za świąteczną, mimo wyraźnej nazwy święta w tytule. Bo morderstwo w Święta? Chociaż, zapewne w wielu z was budzą się różne niższe instynkty ;)

Właśnie o tym Królowa Kryminału napisała powieść.  Stary, wredny, bogaty senior rodziny zaprasza wszystkich swoich krewnych na święta. Zaprasza synów z żonami, swoją nigdy niewidzianą wnuczkę do rodzinnej posiadłości. Niektórzy mają nadzieję na wielkie pojednanie przy choince, łudzą się, że starca ruszyło sumienie. Nic bardziej mylnego! Staruszek chce się zabawić, spłatać figla rodzinie i ich skłócić. Nawet mu się to udaje, ale jest jeszcze jedna nieprzewidziana atrakcja – zostaje on zamordowany. Zbrodnia nie budzi wątpliwości! Jest masa krwi, ślady walk i zamknięte drzwi. Jeśli Staruszka nie zabił duch, to kto? Tylko Herkules Poirot może rozwiązać tą zagadkę!

To jedna z najlepszych książek Agaty Christie, bardzo w jej stylu. W tej książce jest wszystko za co kochamy Autorkę, zamknięte pomieszczenie, ograniczona liczba podejrzanych, niuanse, mylne tropy i zaskakujące zakończenie.  Ostatnio, przy okazji recenzji „Morderstwa w Orient Expressie” Gloger zastanawiał się, czy faktycznie prawdziwym jest twierdzenie, że autorka podaje wszystkie wskazówki i czy przeciętny czytelnik ma prawo odgadnąć rozwiązanie. Uznał, że na przykładzie „orient Expressu” jest to wykonalne, ja zaś twierdzę, że jest wykonalne. Bo Agata pisała w dla czytelników swoich czasów, którzy dysponowali informacjami dla nas nieznanymi. Chociaż są książki w których polemizowałabym z tezą „wszystkich informacji”, w tej książce wiemy wszystko, a jednak dajemy się zwieść. Ja się dałam, miałam wątpliwości, stawiałam właściwe pytania, dochodziłam do właściwych wniosków cząstkowych, ale całościowo zbłądziłam. Nie miałam pojęcia kto zabił, więc rozwiązanie było dla mnie niespodzianką. Za to uwielbiam powieści Agaty Christie, co jest dziwne, bo robi ze mnie idiotkę, daję się prowadzić na manowce, a jednak kupuję te książki i zaczytuję się w nich do później nocy.
Tak było i z „Morderstwem w Boże Narodzenie”, zaczęłam czytać już w Boże Narodzenie i chociaż książka ocieka krwią, nie ma w sobie cienia atmosfery świąt, ale była mi doskonałą rozrywką, nie chciałam się oderwać od lektury. Tradycyjnie musiałam doczytać do końca, aby poznać sprawcę. Bo przecież nie miałam szans, aby zgadnąć.
Według mnie ta książka to świetny pomysł, na leniwe polegiwanie z talerzem sernika, makowca, dobrej kawy w zasięgu ręki. Czas będzie płynął niepostrzeżenie, a Wy ani się obejrzycie a dacie się porwać intrydze! 

środa, 19 grudnia 2012

N czy M

Królowa kryminału - Agatha Christie - stworzyła w swoim życiu ponad 90 powieści. Dotychczas znałam jedynie te, w których zagadki rozwiązywali Hercules Poirot lub panna Jane Marple. W jednej z recenzji znalezionych w blogosferze zainteresował mnie fakt, iż w pięciu książkach Christie rolę pierwszych skrzypiec gra para detektywów - amatorów: Tomasz i Tuppence Beresford. Postanowiłam sprawdzić czy polubię ten niebanalny małżeński duet.

"N czy M?" jest trzecią z kolei książką z Beresfordami a jej akcja toczy się podczas II wojny światowej. Detektywi-amatorzy mają trudności ze znalezieniem pracy i zazdroszczą swoim dzieciom, dorosłym już bliźniętom, działań dla ojczyzny.
Pewnego dnia w ich domu zjawił się przyjaciel lorda Easthamptona - pan Grant. Miał dla Tomasza propozycję pracy - oficjalnie miała to być nudna papierkowa robota w oddziale ministerstwa w Szkocji. Jednak po tajemniczym wyjściu z domu pani Beresford (czy oby na pewno?), Grant ujawnił, iż tak naprawdę chodzi o zupełnie inną pracę. Tomasz miałby udać się do pensjonatu Sans Souci w Leahampton, na południowym wybrzeżu Anglii i zdemaskować członka niemieckiego wywiadu - pana N lub panią M.

W pensjonacie pani Perenna mieszka kilka zupełnie różnych, z pozoru niepasujących do profilu szpiega, osób: stara panna, młoda matka z dwuletnią córeczką, doskonała obserwatorka, niemiecki uciekinier czy narzekające małżeństwo. Wśród nich ma być szpieg? Państwu Beresford nie będzie łatwo dotrzeć do prawdy. Napisałam Państwo a nie Pan? Tak, tak. To nie pomyłka. Sprytna Tuppence też zamieszkała w Sans Souci, w dodatku bez wiedzy męża. Ale jak jej się to udało dowiecie się z lektury "N czy M?".

Książka zawiera wątek wojny oraz pokazuje jak trudno w takim czasie znaleźć ludzi mówiących prawdę. Jak oceniać ludzi, by nie znaleźć się w śmiertelnej pułapce spowodowanej zawiedzionym zaufaniem.
Autorka świetnie opisała tą historię. Kiedy ja, czytelnik znający jej literaturę i tok myślenia, byłam już tuż tuż wyjaśnienia zagadki, Christie zaskakiwała mnie nowym wydarzeniem czy nową postacią, czyniąc tym samym zamęt w mojej teorii mającej zdemaskować szpiega. Książka warta jest Twojego wieczoru! Bo jak przystało na Królową, w powieści nie brakuje tajnych haseł, włamań, podsłuchiwania, tajemniczych zniknięć czy pułapek.

sobota, 8 grudnia 2012

"Tragedia w trzech aktach"

Znany aktor, sir Charles Cartwright, wydaje przyjęcie, na które oprócz osób związanych z teatrem zaproszone są miejscowe wyższe sfery. Wszyscy bawią się beztrosko, plotkują, piją koktajle. Wielebny Stephen Babbington sięga po kieliszek, przełyka i... pada martwy. Lekarz orzeka atak serca. Kiedy jednak ponownie zdarza się podobny wypadek, Herkules Poirot zaczyna się zastanawiać.







Cierpię dziś chyba na śpiączkę afrykańską,  a wiadomo, że nic tak człowieka nie wybudza niż dobry kryminał. A kto opowiada najlepsze historie z morderstwem w tle? Oczywiście Agata Christie. Wybór padła na „Tragedię w trzech aktach”, książka przeleżała już swoje na pólce i wołała mnie czas jakiś litościwym głosikiem.  Nie słyszałam wcześniej żadnych opinii o tej książce, więc byłam wolna od uprzedzeń, nie miałam też ogromnych oczekiwań… chociaż, jak zwykle przy kryminałach Christie, poprzeczka była zawieszona nieco wyżej.

A jak się zaczyna? Wyjątkowo spokojnie, książką startuje na tarasie willi „Krucze Gniazdo”, widoki, jakie rysuje przed nami Autorka, nie skłaniają do rozmyślań o zbrodni. Każdy szanujący się mól książkowy pomyśli raczej o tym, jak cudownie byłoby tak się znaleźć i zażyć relaksu z książką. W tym to Kruczym Gnieździe zaplanowano kolację, ale! I tu dramat, gości ma być trzynastu, aby zapobiec pewnej tragedii(tym pewniejszej, iż wśród gości ma być Herkules Poirot, który to jest magnesem dramatycznych wydarzeń). Na szczęście gospodyni nie próżnuje, sama postanawia zasiąść do stołu, aby uchronić swego chlebodawcę przed kompromitacją. Jednak, na nic starania tej dzielnej matrony, trup i tak pada. Tylko, że jest to śmierć co najmniej dziwna, bo nikt nie ma  motywu i nikt nie miał sposobności do dokonania zbrodni. Czy to naprawdę może być zbrodnia idealna? Wszystko wskazuje na to, że tak. Ba! Nawet Herkules Poirot uznaje, że to nie mogło być otrucie. Czy słynny detektyw będzie umiał się przyznać do błędu?

Nie spodziewałam się, że uznam tą akurat książkę za jedną z lepszych, przez większą część, czytałam ją od niechcenia.  Jakoś nie mogłam się wciągnąć, jasne jak zwykle, snułam hipotezy, starałam się odgadnąć kto jest mordercą, ale jakoś tak bez zaangażowania. Może dlatego, że mało Herkulesa była. Gdy pojawia się słynny detektyw już na dobre akcja się rozkręca.
Chociaż, widać, że pierwotnie powieść była sztuką teatralną. Chociaż teraz pisana prozą, zachowuje cechy sztuki, mamy zachowaną jedność miejsc, w taki sposób iż czytelnik bez problemu może wyobrazić sobie scenografię na scenie.
Jest to jedna z tych powieści, której zakończenie sprawia iż szczęka przygniata nam stopy, nie ma opcji, że rozwiązanie jakie poda Poirot nie spowodowało u was głębokiego zdziwienia. Zaskoczenie, jest pełne.

Ciekawe czy kiedyś książki Christie przestaną mnie tak zaskakiwać…


Oryginalnie opublikowane na "Z pasją o dobrych książkach i nie tylko..."












poniedziałek, 3 grudnia 2012

"Morderstwo w Boże Narodzenie"


Zaczął się grudzień, podobno na dniach ma spaść kilka milimetrów śniegu, w telewizyjnych reklamach coraz więcej Mikołajów się pojawia - znak, że coraz bliżej święta Bożego Narodzenia. A skoro już za trzy tygodnie w naszych domach pojawią się choinki i prezenty, zapachną pierniczki i makowce, a kolejne setki pechowych karpi dadzą głowę pod ... (tu wpisać odpowiednie narzędzie, jako, że sposobów pozbawiania życia  wigilijnej ryby jest wiele) to czas przyszedł także na świąteczną lekturę. 
W moim wypadku bardzo krwawą...

Do rodzinnego domu, na kilka świątecznych dni zjeżdżają się członkowie rodziny Lee. Przybywają na zaproszenie Simeona, seniora rodu. Starszy pan, mocno już schorowany, mieszka wraz z najstarszym synem Alfredem i jego żoną Lydią w ogromnej wiejskiej rezydencji i nie ruszając się ze swojego pokoju żelazną ręką rządzi swoimi potomkami, którzy, chociaż dawno dorośli, założyli rodziny i żyją z dala od ojca nie są w stanie wyrwać się spod jego presji. Na dzień przed świętami pojawiają się więc w Gorston Hall: 
- George Lee, miejscowy polityk i poseł do parlamentu wraz z żoną Magdaleną;
- malarz David Lee i jego żona Hilda;
- Harry Lee, rodzinna "czarna owca", który wiele lat temu zmuszony był uciekać za granicę;
- Pilar Estravados, jedyna wnuczka Simeona, na stałe mieszkająca w Hiszpanii.
Do rodzinnego grona dołącza jeszcze jeden niespodziewany gość - Stephen Farr, syn przyjaciela pana Lee, z czasów, kiedy przebywał w Afryce Południowej.
Szybko okazuje się, że nie będą to zbyt radosne święta - rodzeństwo nie przepada za sobą a ojciec stara się ich skłócić jeszcze bardziej, więc nic dziwnego, że atmosfera jest napięta i grozi wybuchem. Nikt jednak nie przypuszczał, że prawdziwe emocje zgotuje rodzinie wigilijny wieczór, kiedy po kolacji domem wstrząsnął potężny hałas, połączony z przeraźliwym krzykiem dobiegający z pokoju ojca. Kiedy udało się wreszcie sforsować zamknięte od środka drzwi oczom przerażonej rodziny ukazał się makabryczny widok - na środku pokoju, w kałuży krwi leżał zamordowany Simeon Lee.

Kto zabił starszego pana a potem nieudolnie próbował upozorować samobójstwo? Jakie tajemnice kryją w sobie najbliżsi zamordowanego? Czy inspektor Sugden, chociaż niewątpliwie bystry i logicznie myślący miejscowy stróż prawa da sobie sam radę z rozwiązaniem tej, zdawałoby się nierozwiązywalnej, sprawy? Na to ostatnie pytanie niestety nie otrzymamy odpowiedzi, gdyż w okolicy bawi przypadkiem słynny belgijski detektyw Hercules Poirot, który zgadza się pomóc w wytropieniu mordercy.

Kolejny kryminał Agathy Christie, który przeczytałam i kolejny, którego rozwiązanie zupełnie mnie zaskoczyło... Po raz kolejny niemal wszystkie osoby z otoczenia denata miały motyw, aby pomóc mu zejść z tego świata, po raz kolejny wszyscy mieli alibi, ale jak się później okazuje dosyć łatwo było je obalić, i po raz kolejny prawie wszyscy kłamią, lub zatajają część prawdy - ale od czegóż genialny umysł wielkiego Herculesa - wyłapuje wszelkie nieścisłości, z pojedynczych, zdawałoby się całkowicie nieistotnych wypowiedzi wyciąga genialne wnioski i spokojnie czeka na odpowiedni moment aby wyjawić zaskoczonej publiczności personalia mordercy.
Książka w pewien sposób przypomina "Morderstwo w Orient Expressie" (każdy mógł być zabójcą, brak możliwości udziału osób z zewnątrz, wzajemne dawanie sobie alibi) aczkolwiek fabuła jest oryginalna i pomysłowa. Od innych znanych mi powieści Królowej Kryminału odróżnia tę książkę jeszcze i to, że po raz pierwszy (a znam już trochę książek tej autorki) zbrodnia jest tak dosłowna i mało finezyjna - to nie był tajemniczy zgon z niewyjaśnionych przyczyn, coś co mogło uchodzić za nieszczęśliwy wypadek. Od początku wszystko jest jasne - ktoś poderżnął staruszkowi gardło i nie ma żadnych wątpliwości co do klasyfikacji czynu. Ale znalezienie sprawcy to już całkiem inna historia...

Serdecznie polecam lekturę "Morderstwa w Boże Narodzenie", chociaż może już po świętach. Bo, jak nie daj Boże, za bardzo się wczujecie w lekturę to różnie to może być z tymi świętami w rodzinnym gronie...