wtorek, 14 sierpnia 2012

Pułapka na myszy



Tytuł: Pułapka na myszy
Autor: Agatha Christie
Wydawnictwo: Hachette
Liczba stron: 198



Czy nie chcielibyśmy żyć w świecie, w którym lekarze zamiast recept,w celu podreperowania zdrowia wręczają nam kryminalne historie? Niestety, mimo ogromnego postępu medycyny wątpię, byśmy kiedyś doczekali się takiego sposobu terapii, dlatego kryminały musimy aplikować sobie sami. Ja polecam łyknąć, parę szybkich opowiadań Agathy Christie.
Pułapka na myszy to zbiór siedmiu opowiadań. Przyjrzyjmy się najpierw tytułowej historii. A któż opowie nam o niej lepiej niż sama autorka? Posłuchajmy, więc głosu zza grobu: 
W tej sztuce każdy znajdzie coś dla siebie, niezależnie od wieku i gustu. Podoba się młodym, podoba się starym. Bez zarozumiałości z jednej, a fałszywej skromności z drugiej strony mogę powiedzieć, że w swoim gatunku - to znaczy, lekkich utworów scenicznych ze szczyptą humoru i zarazem dreszczykiem grozy - wyróżnia się sprawną konstrukcją. Akcja wciąga, a jednocześnie zaskakuje, trudno powiedzieć, dokąd nas doprowadzi za parę minut...[1] 
źródło
W wypowiedzi Agathy Christie zastanawiać może tylko słowo "sztuka" (biorąc pod uwagę fakt, że omawiam zbiór opowiadań), choć tak naprawdę wszystko zaczęło się od słuchowiska radiowego, napisanego przez Królową Kryminałów w roku 1947 do przygotowywanego przez BBC programu z okazji osiemdziesiątych urodzin królowej Marii. Słuchowisko zostało zatytułowane Trzy ślepe myszki, a rok później przerobione na opowiadanie. W swojej Autobiografii pisarka stwierdziła: Im dłużej się zastanawiałam, tym bardziej dochodziłam do przekonania, że Trzy ślepe myszki da się rozwinąć z dwudziestominutowego słuchowiska w trzyaktowy dramat sceniczny.[2] Tak też się stało, jedyny szkopuł był taki iż konieczna była zmiana nazwy przedstawienia, gdyż tytuł Trzy ślepe myszki, nosiła już inna sztuka teatralna. Tutaj z pomocą przyszedł zięć pisarki, który zaproponował właśnie Pułapkę na myszy
Sztuka teatralna jest naprawdę wyjątkowa - grana w Londynie nieprzerwanie od 1952 roku, w roku 2011 obchodziła swoją 60 rocznicę! Sprawdziłam to osobiście i rzeczywiście bilety na przedstawienie można nabyć choćby tutaj. Niektórzy aktorzy, grający w Pułapce na myszy zapisali się nawet na kartach Księgi Rekordów Guinnessa - David Raven za 4575 wystąpień w roli majora Metcalfa otrzymał tytuł Najbardziej Stałego Aktora (Most Durable Actor), zaś Nancy Seabrooke pobiła rekord będąc przez 15 lat dublerką. Z tego co udało mi się znaleźć, w Polsce przedstawienie to można podziwiać w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.


The Mousetrap 60th Anniversary (poczujmy smak przedstawienia...)

A teraz trochę o samej fabule. Pułapka na myszy opowiada o młodym małżeństwie, Molly i Gilesie, którzy odziedziczony po ciotce stary dom, postanawiają zamienić na pensjonat. Niestety tuż po otwarciu pojawiają się nie tylko goście, ale i pierwsze problemy - z jednej strony ostra zima, która odcina dom od świata, z drugiej zaś sierżant Trotter, informujący iż przywiódł go tutaj z Londynu trop w sprawie pewnego morderstwa. Czy w pensjonacie przebywa morderca? Który z gości jest w niebezpieczeństwie? Jaki związek z tymi wydarzeniami ma sprawa farmy Longridge, na której dopuszczono się poważnych zaniedbań wobec przebywających tam dzieci? Bohaterom dramatu towarzyszy melodia dziecięcej rymowanki:

Ślepe myszki trzy, 
Ślepe myszki trzt,
Spójrz, jak one biegną,
Spójrz, jak one biegną,
Pobiegły wszystkie do farmera żony.
Ona ostrym nożem obcięła im ogony.
Czy kto widział w życiu lub słyszał
O trzech ślepych, małych myszkach?

Na zakończenie rozważań o Pułapce na myszy, przytoczę bardzo ciekawe słowa jednego z bohaterów, pana Paravicini: Ślepe myszki trzy, rzeczywiście! Prześladuje mnie ona [melodia]. W gruncie rzeczy to makabryczny wierszyk. Wcale nie jest sympatyczny, ale dzieci lubią rzeczy makabryczne. Zauważyła pani? Ten wierszyk jest szalenie angielski - niby sielankowa, a w rzeczywistości... okrutna angielska prowincja
.
Pozostałe opowiadania zamieszczone w zbiorze to: Ukryty skarbSzpilkaDoskonała pokojówkaMieszkanie na trzecim piętrze [w którym poznajemy uroczą Pat niegrzeszącą nadmierną orientacją w tabeli miar i wag (bardzo spodobało mi się to określenie)], Przygoda Johnniego Waverly'egoDwadzieścia cztery kosy oraz Klątwa starej stóżki. Na chwilę chciałabym zatrzymać się jeszcze przy tym ostatnim utworze, bowiem to w nim doktor Haydock, dochodzącej do siebie po grypie pannie Marple, przynosi napisane przez siebie opowiadanie kryminalne i do tego wydarzenia nawiązałam w dziwnym, jak by się mogło zdawać, wstępie tego posta. W tych krótkich historiach spotykamy bądź pannę Marple, bądź Herculesa Poirot (który w pewnym momencie uroczo zwraca się do swojego przyjaciela, kapitana Hastingsa: Jeśli już musisz przypinać spinkę do krawata, Hastings, wpinaj ją przynajmniej dokładnie pośrodku. W tej chwili jest co najmniej o szesnastą cala zbyt na prawo), dwoje najsłynniejszych detektywów wymyślonych przez Królową Kryminału.
Podsumowując, książka jako zbiór opowiadań odpowiadać będzie tylko miłośnikom opowiadań (wielu ludziom zapewne przeszkadza w nich to, że zbyt szybko się kończą), choć tytułową Pułapkę na myszy polecam do przeczytania każdemu (w mojej pamięci na zawsze pozostanie pewna scena, w której czuło się oddech mordercy na plecach,a  do tego ta nucona przez bohaterów, melodia makabrycznej rymowanki...), chyba że ktoś ma możliwość wybrania się na przedstawienie teatralne. Dla tych, którzy jeszcze nie mieli przyjemności zaznajomić się z twórczością Agathy Christie, wydaje mi się, że lepsza na początek będzie jakaś powieść Królowej, np. Noc i ciemność, której (uwaga mały spoiler) fabułę bardzo przypomina mi fabuła jednego z umieszczonych w zbiorku opowiadań.

[1] Wypowiedź zamieszczona na tylnej okładce czytanego przeze mnie wydania
[2] John Curran "Sekretne zapiski Agathy Christie"




niedziela, 12 sierpnia 2012

Agatha Christie "Dwanaście prac Herkulesa"

-->
Agatha Christie to angielska pisarka kryminałów, której książki przetłumaczono na 45 języków obcych. Była i nadal jest królową tego gatunku – dla mnie na pewno! Zagadki w jej kryminałach rozwiązują głównie panna Marple albo Herkules Poirot. Przeczytane przeze mnie „Dwanaście prac Herkulesa” to moja dwudziesta piąta książka tej autorki. Najbardziej cieszy mnie fakt, że pozostało mi ich jeszcze tak wiele do przeczytania, nadal czuję niedosyt.
Kim jest ów słynny detektyw Poirot? Autorka opisuje go jako „małą schludną postać odzianą w sztuczkowe spodnie, nienaganny czarny żakiet i starannie zawiązany krawat”, nosi lakierki, ma „jajowatą głowę i olbrzymie wąsy”. W książce tej postanowił on raz jeszcze wykonać dwanaście prac starożytnego Herkulesa, czyli rozwiązać dwanaście spraw specjalnie wybranych. Potem zamierza się wycofać z zawodu.
Książka jest zatem zbiorem dwunastu opowiadań o różnych sprawach prowadzonych przez detektywa Herkulesa, każda z nich jest inna, każda ma zaskakujące zakończenie, którego nie sposób się domyślić.
Mogłam przeczytać między innymi o porwaniach pekińczyków dla pieniędzy; o tym jak plotka potrafi zmienić życie człowieka; jak silna może być miłość od pierwszego wejrzenia pewnego angielskiego mechanika. Do trzech najciekawszych – dla mnie - opowiadań niewątpliwie należy historia nieszczęśliwej w małżeństwie młodej Angielki, która zabija męża. Herkules pomaga również rozwikłać sprawę młodego Hugh chorego psychicznie, a także z pomocą panny Carnaby jako „wtyczki” rozpracowuje sektę.
Jestem godna podziwu dla autorki za kolejne dwanaście ciekawych kryminalnych historii.

sobota, 11 sierpnia 2012

Morderstwo w Orient Expressie

To miała być zbrodnia nie do wykrycia. W pociągu relacji Stambuł - Calais, słynnym Orient Expressie, odnaleziono zasztyletowane zwłoki jednego z pasażerów. Sprawca bardzo chciał, aby uznano, że uciekł przez okno, ale miał pecha, a właściwie to nawet dwa: pociąg utknął w zaspie, a na śniegu brak było śladów, a drugi - jednym z pasażerów był nie kto inny jak sam Herkules Poirot. Sprawa był skomplikowana, bo przedział ofiary był zamknięty od środka, a wszyscy pozostali pasażerowie (swoją drogą było ich zadziwiająco dużo jak na panującą porę roku) mieli alibi na czas zbrodni.

"Morderstwo w Orient Expressie" to zdecydowanie jedna z najlepszych książek Christie - czy najlepsza ocenię jak przeczytam wszystkie, a mam taki szczery zamiar, jeszcze troochę mi brakuje, ale powoli acz do celu. Książka z 1933 roku, co utwierdza mnie w przekonaniu, że to był najlepszy okres autorki. Bardzo lubię te historie, gdzie akcja dzieje się na jakimś zamkniętym obszarze, tutaj w stojącym pociągu, gdzie nikt nie miał szans wsiąść lub wysiąść, czy na odludniej wyspie, na którą nie było jak się dostać - w "I nie było już nikogo". Nie ukrywam, że to dla mnie lepiej, bo nie zawracam sobie głowy, czy sprawcą nie jest aby ktoś, o kim nie było powiedziane, albo wspomniane tylko mimochodem. A tak, mam konkretną grupę ludzi, mogę spokojnie przeanalizować ich zachowania i łudzić się, że zgadnę kto jest mordercą - ale i tak zazwyczaj nie zgaduję ;) Tę książkę już kiedyś czytałam, pamiętałam rozwiązanie, więc czytanie z wypiekami na twarzy, aby poznać rozwiązanie odpadło, czytałam aby ponapawać się geniuszem Herkulesa.

Samą książkę czyta się bardzo dobrze, jest podzielona na trzy części, gdzie pierwsza to morderstwo, druga zeznania, a trzecie rozwiązanie sprawy przez Poirota. Mały minus to, jak dla mnie, nie tłumaczenie zwrotów, które są wypowiadane po francusku, ale nie ma ich też jakoś bardzo dużo i z kontekstu można wywnioskować o co chodzi, ale i tak wolałabym, żeby tłumaczenie były. Jednak to tylko mały minusik w tej genialnej książce.

niedziela, 5 sierpnia 2012

Tajemnica Bladego Konia


Magia kryminałów Agathy Christie opiera się na idealnym opisie, klimacie, tajemnicy i śledztwie. Brakuje czegoś? Tak - bohaterów. Ta autorka stworzyła ponadczasowe postacie, do których czytelnicy z uporem maniaka wracają, chcąc więcej i więcej. Tym razem wzięłam nieświadomie jakiś dziwny eksperyment kryminalny: bez Marple i bez Herculesa.

Pewien pisarz-historyk jest świadkiem bójki w knajpie. Nic szczególnego, dwie młode, jurne dziewki potłukły się między sobą o miłość życia. Jedna z nich w krótkim czasie potem umiera. Ta śmierć zbiega się z masą innych dziwnych wypadków, które jakimś cudem dzieją się wokół tego pisarzyny. Problem jest taki, że nasz pisarzyna bez wyrazu, bez charakteru, bez magii i czegokolwiek nie wzbudza naszej sympatii. Przynajmniej mojej. Historię przyjmuje bez ekscytacji i choć źle wytypowałam sprawców, tak sam schemat do odkrycia był banalny. Ale magia zabobonów trwała i jakoś doczytałam książkę, która w końcówce zafundowała mi delikatne zaskoczenie.

Wszystko fajnie, ale Hercules zrobił by to lepiej. Odradzam fanom Poirota, polecam komuś kto dopiero zaczyna z twórczością Christie - dobry start, dobra przystawka, ale na główne danie to zdecydowanie za mało!

Tajemnica gwiazdkowego puddingu

Nie przepadam za opowiadaniami, są za krótkie, akcja toczy się za szybko, zanim rozsiądę się wygodnie nad takim, już się kończy nie pozwalając mi wgryźć się w siebie. Ale sprawy tak się jakoś potoczyły, że sięgnęłam po "Tajemnicę gwiazdkowego puddingu". Jest to zbiór sześciu opowiadań wydany w 1960 roku, a więc blisko już schyłku twórczości Królowej Kryminału. Zresztą muszę się przyznać, że jej późniejsze dzieła podobają się mi nieco mniej (ale i tak uwielbiam tę autorkę).
Zbiór opowiadań zaczyna się miłym akcentem, bo przedmową Christie, a ja bardzo lubię takie wprowadzenia. Autorka pisze w niej o tym, które opowiadania lubi bardziej, a które mniej. I tak tytułowe "Tajemnica gwiazdkowego puddingu" jest jej słabostką i wraz z "Zagadką hiszpańskiej skrzyni" otrzymują zaszczytne miano głównych dań. Jako przystawki są nam oferowane "Szaleństwo Greenshawa", "Sen" oraz "Popychadło". Dostajemy również sorbet - "Dwadzieścia cztery kosy". Mnie, jak przystało na łasucha najbardziej spodobało się właśnie to opowiadanie, drugie miejsce przypadło w udziale dla "Snu", natomiast z "Popychadłem" w ogóle się nie polubiliśmy i po około 10 stronach najzwyczajniej w świecie je pominęłam. Przystawka, którą idzie się zadławić ;)
W pięciu opowiadaniach z zagadkami mierzy się mój ulubieniec - Herkules Poirot, jak zawsze uprzejmy, czasami nieco dziwaczny i dzięki temu dowiaduje się wszystkiego czego chce, wyciąga to z ludzi. W ostatnim "Szaleństwie Greenshawa" ster przejmuje Panna Marple i radzi sobie równie dobrze.
Ogółem dostajemy ponad 250 stron pełnych zbrodni i tajemnic - polecam (do tego nieszczęsnego "Popychadła" jeszcze kiedyś wrócę ;) )